alcala1
04.04.09, 21:37
przyjechała do mnie dziś na cały dzień koleżanka ze swoim synkiem,
który ma 2 latka (5 miesięcy starszy od mojego) i się przeraziłam co
on je, tzn. dziś przez cały dzień (jakoś tak liczyłam) zjadł
śniadanie - kasza, potem owoce ze słoiczka, na obiad kotleta, i
kolacja kasza, a w między czasie to było to: 5 kromek chleba -
samego bez wędlinki i masełka, 3 kinderki, półpaczki flipsów, prawie
całą czekoladę nestle, dwa soki jupik jakies tam smakowe, pół
szklanki coli i gryza od mamusi marsa. a patrzyłam co je bo zawsze
narzeka, że jej dziecko to nie jadek i nie chce nowości i wogóle nie
chce jeść.
Ale jak to zobaczyłam ile on je słodyczy to się zapytałam jej czy on
tyle je każdego dnia, powiedziała tak, czasami jest zamiast kotleta
zupa i frytki prawie zawsze do kotleta . Powiedziała, że soki to
tylko takie pije i słodyczy je tyle ile chce.
I się jeeszcze mnie zapytała, czemu nie daje swojemu słodyczy.
Oczy mi wyszły na wierzch i z żartem i uśmiechem na ustach
powiedziałam jej, że nie dziwne, że nie chce jeść nic innego.
Najgorzej to było gdy moje dziecie jadło kolację kromkę i pomidorka
i ona mówił, że chciałaby aby jej kolacje tak wyglądąły i znów
zaczęła narzekać. Jak jej zwróciłam uwagę o zmianie diety i
ograniczeniu słodyczy to ze złością mi powiedziała, że już próbowła
i nic z tego.
A co mi najbardziej przykuło uwagę to ząbki małego od góry do połowy
zęba brązowe i to wszystkie jakie ma.
Nie to, że się chcę wtrącać w żywienie innych ale jakoś mnie to
trochę zezłościło, że tu mi cały czas narzeka, że jej mały nie je i
chciałaby aby tak jadł jak mój a tu takie rzeczy sama mu daje w
ciągu całego dnia.
jutro też ma przyjechać i co znów pogadać z nią aby próbowała
zmienić dietę małego, czy dać sobie spokój i olać to.