roman.g
09.08.02, 14:35
W Gorzowie mieszkam od niedawna (przyjechałem z wybrzeża). Z przekazów
historycznych wiem, że zaraz po II wojnie światowej Poznaniacy
(wielkopolanie) zesłali do Gorzowa desant swoich ludzi łącznie z kolejarzami
(lub z kolejarzami na czele). Ustanowili w Gorzowie wicewojewodę
wielkopolskiego (poznańskiego). Do czasu zasiedlenia przez napływajacą
ludność wielu poznańskich szabrowników na zmianę z Armią Radziecką rozkradali
to czego nie wywieźli niemieccy uciekinierzy. Potem (poznaniacy)
sie zq z wioską Zielona Góra i utworzyli tam stolicę (przez 25 lat
dofinansowując ich z państwowych pieniędzy). Cały czas chcą mieć dostęp do
granicy z Unią i jątrzą w Zielonej w nadziei, że lubuskie się rozpadnie.
A oni (lubuszanie) w całej zaciekłości do siebie(ze wskazaniem na Zieloną)nie
myślą o podziale.
Osobiście uważam, że poznaniacy (mam na terenach wielkopolski dużo
znajomych) gdyby mieszkali na nowych zniszczonych terenach niczym lepszym niż
lubuszanie by się nie wykazali. Trzeba pamiętać, że na Ziemiach odzyskanych
przez wiele lat mieszkali ludzie pokroju Kargula i Pawlaka oraz wielu
żołnierzy AK i Andersa, którzy do końca swoich dni nie byli pewni czy nie
wrócą tu Niemcy.
Znam starszych ludzi, którzy potwierdzają, że byli przygotowani na powrót za
Bug.
A jak wygląda gospodarność poznaniaków to wystarczy przejechać się przez sam
Poznań lub wioski wielkopolskie. Miejscowości w wielkopolsce niczym nie
różnią się od lubuskich. Pomimo, że poznaniacy na swoich terenach żyją z
dziada pradziada, a w lubuskim dopiero drugie pokolenie. Poznań nie jest nic
lepszy np. w drogach niż Gorzów. Spytajcie się tych, którzy jeżdżą przez
Poznań i Gorzów.