enki
15.04.03, 10:15
Na dwanaście promili ustalili lekarze medycyny sądowej poziom upojenia
alkoholowego 46-letniego mężczyzny, który na początku marca spowodował wybuch
gazu w bloku w Łomży (Podlaskie) i zginął w tym wypadku.
Lekarze zapewniają prokuraturę, do której trafiły te wyniki sekcji zwłok, że
badania zostały przeprowadzone rutynowo i nie ma mowy o pomyłce. Nawet
słownie napisali wynik badania, by prokuratorzy nie uznali go za tzw.
literówkę w dokumentach.
Do wybuchu propanu-butanu z butli doszło na początku marca. Doprowadził do
niego 46-letni mężczyzna, który po kłótni z rodziną zabarykadował się w
mieszkaniu na pierwszym piętrze komunalnej kamienicy w Łomży. Mężczyzna
zginął w wypadku. Tuż przed wybuchem policjantom i strażakom udało się
wyprowadzić z kamienicy prawie pięćdziesięciu lokatorów.
Łomżyńska Prokuratura Rejonowa umorzyła śledztwo w sprawie tego wypadku,
ponieważ jego sprawca nie żyje - poinformował PAP we wtorek prokurator Tomasz
Wilk.
"Nie mamy tego jak zweryfikować (wyniku badań): materiału już nie ma,
człowiek został pochowany. Ale wynik jest rzeczywiście szokujący" - przyznał.
Powiedział, że w swojej praktyce zawodowej nie spotkał się z takim
przypadkiem.
Zaznaczył, powołując się na własną praktykę zawodową, że przypadki wysokiego
poziomu alkoholu były notowane wtedy, gdy dana osoba przez dłuższy czas
spożywała alkohol i wciąż utrzymywał się w jej organizmie pewien jego poziom.
Wtedy szybkie wypicie kolejnej, dużej dawki alkoholu gwałtownie podnosiło
jego stężenie we krwi.
Prokurator Wilk zastrzegł jednak, że nie można wykluczyć sytuacji, iż w
organizmie denata zaszły w związku z wybuchem i działaniem ognia jakieś
reakcje podwyższające poziom alkoholu. (PAP)