login_tymczasowy
08.02.07, 20:53
Pierwszy raz jechalem z urzadzeniem do nawigacji satelitarnej.
Jestem pod glebokim wrazeniem - laska schowana w pudelku wielkosci paczki
papierosow seksownym glosem mowi na ktorym pasie mam sie ustawic przed
dojazdem do ronda.
A gdy, pomimo dobrych rad, zamiast skrecic pojechalem na pale prosto, nie
opieprzyla mnie: "jak jedziesz idioto", tylko cierpliwie od nowa wytyczyla
trase i wygrzebala mnie z malin, w ktore wlazlem.
Jak tam w Polsce? Dziala toto? Nie gubi sie gps?
Lyzka dziegciu: ktos tam z kosmosu wie, z dokladnoscia do 5 yardow, gdzie
jestem.
Orwell sie zbliza, i to nie o strony Kaczorow, niestety...