budrys77
02.05.07, 11:24
Bezrobotni na dywanik
Wielkopolskie urzędy pracy wezwą do siebie wszystkich długotrwale
bezrobotnych. Kto się nie stawi, zostanie skreślony z listy zarejestrowanych.
Reszta dostanie ofertę pracy lub szkolenia
Pani Janina z Kościana przez pięć lat bezskutecznie szukała pracy. Albo
była "za stara" (ma 48 lat), albo za "mało wykształcona" (ukończyła technikum
spożywcze, ale nie ma matury). Dorabiała w sklepie, a latem przy zbiorze
jagód: - Zlitowała się dawna znajoma. Zatrudniła mnie w barze jako pomoc
kuchenną. Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale pierwszy raz od paru lat
pomyślałam, że jestem coś warta - opowiada. W Wielkopolsce na ok. 162 tys.
zarejestrowanych bezrobotnych ponad jedna trzecia to osoby, które nie mają
pracy od co najmniej dwóch lat.
To do nich adresowany jest program "Nie jesteś sam", którego autorem jest
wiceprzewodniczący Sejmiku Wojewódzkiego Zbigniew Czerwiński (PiS), a zarazem
poznański biznesmen: - Strasznie mnie denerwuje narzekanie, że w Polsce nic
nie można zrobić z długoletnim bezrobociem. W kraju nie ma pomysłu ani
narzędzi, by walczyć z tym zjawiskiem. Jest coraz więcej ofert pracy, a my
nadal konserwujemy tę grupę osób. Dajemy zasiłki, zamiast zmotywować do
pracy - opowiada.
Nowatorski, w skali kraju program, ma zielone światło w Ministerstwie Pracy i
Polityki Społecznej. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, są spore szanse,
że wejdzie w życie jeszcze w maju. W przyszłym tygodniu z minister Anną
Kalatą będzie rozmawiać o tym dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu
Zdzisław Sawala. Była wiceminister Elżbieta Rafalska (zanim podała się do
dymisji, pilotowała projekt), potwierdza, że pomysł jest ciekawy i wart
nagłośnienia, a w resorcie są pieniądze na aktywizowanie długoletnich
bezrobotnych.
Wezwą i pomogą
Na czym polega program? Powiatowe urzędy pracy po raz pierwszy zrewidują
listy bezrobotnych. Wezwą do siebie na dywanik wszystkich, którzy od co
najmniej dwóch lat są bez pracy. Zaproponują im zatrudnienie przy robotach
publicznych (naprawa dróg i rowów melioracyjnych) i interwencyjnych (pomoc
kuchenna w samorządowej szkole, opiekun w przedszkolu itp.). Ale nie tylko.
Na potrzeby programu powstaną specjalne stanowiska w zakładach pracy. Urzędy
wyposażą je w sprzęt i opłacą pensję przyszłym pracownikom. Kilkuset
bezrobotnym pomogą założyć działalność gospodarczą i przekażą im dotacje na
start (ok. 13 tys. zł). Powiat ostrzeszowski przeszkoli przyszłych opiekunów
osób starszych, sprzedawców, pomoc kucharza, bo jest tu dla nich praca.
Turecki - spawaczy, a obornicki - tapicerów. Z myślą o kobietach, które
zdecydowanie częściej niż mężczyzn dotyka długotrwałe bezrobocie, powstaną
warsztaty psychologiczne.
Ci, którzy nie stawią się na wezwanie urzędu, zostaną skreśleni z rejestru
bezrobotnych i stracą prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Urzędnicy
zapowiadają, że nikt się kontroli nie wywinie: honorowane będą jedynie
zwolnienia lekarskie wystawione na druku L4. A ich autentyczność wyrywkowo
sprawdzą pracownicy ZUS. W razie wątpliwości kontroler z urzędu pracy
pofatyguje się do domu bezrobotnego i sprawdzi, czy rzeczywiście jest on
chory. Tym, którzy nie będą chcieli przyjąć pracy czy przejść szkolenia,
także grozi wykreślenie z rejestru.
Bez pracy tylko na papierze
W programie przygotowano w sumie 10 tys. ofert pracy i szkoleń. Czyli pięć
razy mniej niż potencjalnych chętnych. Nie za mało? - Nie, bo część osób
figuruje w rejestrze tylko na papierze. W rzeczywistości pracują na czarno
albo za granicą. Szacujemy, że pracę od razu jest w stanie przyjąć raptem co
czwarty długotrwale bezrobotny - mówi dyrektor Zdzisław Sawala. Rok temu w
dwóch powiatach: złotowskim i kościańskim przeprowadzono pilotaż programu. W
Kościanie na ok. 1600 bezrobotnych, zgłosiła się na wezwanie połowa. Ewa
Beba, dyrektor tutejszego Powiatowego Urzędu Pracy, opowiada: - Po kontroli
okazało się, że wielu dotychczas bezrobotnych znalazło zatrudnienie. Etaty
dali im właściciele firm, w których pracowali na czarno. Bali się, że
zatrudnimy ich ludzi do robót publicznych. Nie tylko na tym wygraliśmy. Dając
etat nawet na parę miesięcy, zachęcamy ludzi do szukania pracy. Nie czują się
już tacy bezradni, łatwiej im się odnaleźć i przełamać w szukaniu pracy, no i
pracodawcę nie przerażają CV, w których wpisane jest "ostatnio pracowałem -
10 lat temu..."
Źródło: Gazeta Wyborcza - Poznań red. Sylwia Sałwacka