meggrain
28.12.07, 19:31
Glos Gorzowa...
HISTORIA: CMENTARZ LANDSBERSKICH ŻYDÓW GINIE
To nasz obowiązek!
Początki cmentarza mieszkańcow Landsberga wyznających religię
mojżeszową, giną w mrokach historii. Obronił go w 1942 r.
nadburmistrz Gerloff. A dziś trzeba zrobić wszystko, byśmy nie stali
się świadkami jego ostatecznego zniknięcia. Mimo, że w tradycji
żydowskiej miejsce spoczynku zmarłych jest święte i nienaruszalne,
to w Gorzowie od 60 lat powoli i skutecznie ginie ostatnia pamiątka
tej części naszej historii.
We Frankfurcie Żydzi otrzymali prawo własnego cmentarza w 1399 r, na
wschodnich rubieżach Nowej Marchii już w 1321 r. wzmiankowane jest w
Choszcznie miejsce pochówków tamtejszej wspólnoty mojżeszowej. Można
więc skłonić się ku lansowanej powszechnie wersji, że już w
średniowieczu w Landsbergu mógł istnieć "Judenkiever", czyli
cmentarz żydowski. Pewności jednak brak. Jak dalece prawdziwa jest
teoria jakoby od początków było to to samo miejsce, które dziś na
skraju osiedla Słoneczne zajmują ruiny nekropolii landsberskich
Żydów? To także skrywają mroki historii
Z dala od miasta
Miejsce to położone z dala od ówczesnej miejskiej zabudowy,
urokliwie zatopione w jeden z jarów moreny z całkowitą pewnością
było cmentarzem w XVIII w. Świadczą o tym najstarsze znane nagrobki,
w tym czasie rosła też liczba żydowskich osadników w naszych
okolicach. Jednak dopiero z XIX w. pochodzą najstarsze źródła
archiwalne jakie zachowały się w Berlinie z akt tutejszej synagogi.
Budowa muru, domu opiekuna cmentarza świadczą jednak o dużej uwadze
jaką przywiązywano do tego miejsca. Około połowy XIX w. powstał tu
także dom przedpogrzebowy, zachowany do dziś. Obok prostych,
piaskowcowych macew pojawiły się okazalsze grobowce, wzorowane na
tych z okolicznych luterańskich nekropolii. Zresztą wśród wykonawców
byli landsberscy kamieniarze. Całość dawała osiadłym nad Wartą
potomkom Mojżesza, Dawida czy Lewitów z jednej strony świadectwo
bogobojności, z drugiej osiągniętej w niemieckim społeczeństwie
równoprawnej pozycji. budowniczych małej ojczyzny.
Ostatni dokument
W poszycie akt policji budowlanej w Archiwum Państwowym znajdziemy
niewiele informacji o cmentarzu. Choć zachwycić może projekt nowej
kostnicy z 1927 r. łączący prądy niemieckiego modernizmu zt tęsknotą
za orientalną żydowską kolebką. Jednak skarbem wysokiej klasy jest
skromne pismo kończące dokumentację nekropolii. Pochodzi ono ze
stycznia 1942, kiedy to u wrót ostatnich żydowskich obywateli Rzeszy
i instytucji ich religii i kultury łomotać poczynali zbrodniarze
tzw. Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej. Od 1933 r. miasto
opuścili już niemal wszyscy Żydzi, gmina wyznaniowa funkcjonowała z
wysiłkiem na prawach tolerowanego towarzystwa, najpóźniej w latach
1936-38 przestały istnieć żydowskie organizacje społeczne i
kulturalne. W tym samym czasie przymusowej sprzedaży lub kryminalnej
aryizacji podległych firmy i majątki, bojkotem objęto żydowskich
adwokatów, medyków i nauczycieli. Jak liczni byli pozostali w
mieście Żydzi i jak wyglądało ich życie, można tylko sobie
wyobrazić. Wracając jednak do cmentarnej dokumentacji należy
uzupełnić krążące informacje. Otóż sporządziła go firma kamieniarska
z Benssheim w Hesji. Co kuriozalne list adresowany do burmistrza
Landsberga nad Wartą nosi stempel wpływu magistratu w Landsbergu nad
Lechem w Bawarii...
Święte kamieniołomy
Sprytny i jakże gospodarny kamieniarz Bernscheider zapytuje o
możliwość odkupienia "przydatnego materiału" z landsberskiego
cmentarza żydowskiego. Powołuje sie na informacje o likwidowanych
jakoby nekropoliach jakie zdobył jego syn podróżujac po naszych
okolicach. Coż za przemyślność i jaka aktywność! Chętny kupiec był
na tyle zorganizowany, że dokładnie, choć nie bez błędów, opisuje
jak należy mu ów towar przygotować, co go intersuje, ile kosztuje
transport do dalekiej Hesji, a nawet, że łaskawie przejmie też
piaskowiec, choć to tylko lichy surowiec murarski. Z odpowiedzi
nadburmistrza Gerloffa możemy być jednak naprawdę dumni. W dwóch
suchych zdaniach informuje zapalonego kamieniarza, że cmentarzem
opiekuje się żydowski mąż zaufania Max Koschminski zamieszkały przy
Brauerstr. 3 (Spichrzowa). Koschminski urodzony 18 marca 1877
pojawił się w Landsbergu grubo przed pierwszą wojną i przy
Wollstrasse 5 (Rynek Wełniany) praktykował jako weterynarz. Należał
więc do miejscowego patrycjatu. Przed ową wzmianką o jego funkcji
powiernika ostatnich resztek żydowskości, raczej nie pojawia się w
kontekście historii gminy. Z pewnością magistrat swej informacji nie
mylił się i 23 stycznia 1942 r. Koschminski mieszkał nadal wówczas
tuż obok spalonej w 1938 r. synagogi. Według informacji
jerozolimskiej Yad Vashem trafił on 27 sierpnia 1942 r. z Królewca
do Terezina, gdzie 13 lutego 1944 zmarł. Myślę, że intencją
magistratu, popartą stanem faktycznym było potajemne uchronienie
żydowskiej nekropolii przed grabieżą. A dziś brak w Gorzowie takiej
troski i mądrości władz miasta, a szczególnie odpowiedzialnego przed
nami, Bogiem i historią za europejskie dziedzictwo konserwatora
zabytków.
To nasze miasto i to nasz obowiązek. A w Gorzowie zniszczono już tak
wiele cmentarzy. Ratujmy ten tak ważny bo jest grobem naszych, jak
powiedział papież Jan Paweł II, Starszych Braci w Wierze. Oni już
tego nie mogą zrobić. Max Koschminski, ani inni bliscy i dalsi
spoczywających między szkołą a działkami na osiedlu Słoneczne nie
mają nawet swych grobów.
Robert Piotrowski
landsberg-w@wp.pl