W zeszły wtorek dostałam wyrok który zawalił mi świat na głowę. W dwunastym
tygodniu zrobiłam USG i okazało się że zarodek się wchłonął w 9 tygodniu.
Dlaczego?....... Rozpacz, ból, cierpienie....
Potem zabieg w szpitalu Bielańskim i jedyne co zaświeciło mi promyk to fakt
że moje wewnętrzne narządy są w porządku, mogę mieć dzieci.
Moja ciąża od początku była zagrożona. Brałam Duphaston 3 razy dziennie, co
mimo poronienia (bez krwawienia i bóli) sztucznie podtrzymywało mi ciążę.
Czekam na wyniki histopatoligiczne jeszcze tydzień. Potem zamierzam trochę
się poleczyć. Ale co dalej? Czy mi się uda zajść w ciążę? Od początku miałam
z tym problemy bez Duphastonu próbowaliśmy z mężem rok, po zaczęciu brania
leku (10 dni w cyklu) udało nam się po 5 miesiącach. Czy teraz będę też tak
długo czekała.
Proszę o wasze opinie. Może któraś z was przeżyła podobną tragedię. Napiszcie
kiedy mój cykl miesiączkowy wróci do normy, i po jakim czasie ponownie można
próbować odbudować swoje szczęście.
Pozdrawiam Patunia..

((