Witam wszystkich!
Muszę gdzieś się wygadać, po od paru dni chodzę jak potłuczona.
Wszystko było ładnie pięknie, badania wyszły bardzo dobrze, aż do USG. Diagnoza jak wyrok. Maleństwo ma przezierność 8 mm i jakieś torbiele na szyi

((((((((
Dostałam namiary na wielkiego doktora R, wizyta w środę, a ja chyba dostanę cholery do tego czasu. Najgorsza jest ta niepewność. Lekarka kazała przygotować się na najgorsze...
W dodatku samo badanie trudno było przeprowadzić. Niby kość nosowa była widoczna, narządy wewnętrzne też, ale ogólnie obraz jakiś rozmazany i nawet przez wziernik niewiele było widać.
Chciałabym mieć to już za sobą. Stwierdziłam, że zaufam lekarzowi w te kwestii i niech on decyduje.
Chodzę jak jakieś zombie. Straciłam całkiem apetyt, jem tylko ze względu na bobo w brzuszku. Nie mogę się w ogóle skupić na niczym. Na razie mam zwolnienie lekarskie, ale od przyszłego tygodnia znowu praca, znowu banda kretynów do obsłużenia, a ja nie wiem czy dam rady nie okazywać co czuję w środku. Boję się po prostu, że puszczą mi nerwy z tego wszystkiego.
W poniedziałek idę do lekarza prowadzącego, zobaczę co powie, ale raczej nie liczę na dobre wieści.
Dzięki za uwagę.