oregano29
09.09.11, 21:13
Witajcie...jestem mamą 3tygodniowego bobaska. Mały jest kochany, sama słodycz..Kiedy jednak patrze na niego nie moge sobie darowac porodu. Od początku ciązy bylam nastawiona na poród drogami natury, bez znieczulenia. Wiedzialam, ze MUSI bolec i moje nastawienie bylo jak najbardziej pozytywne..nie spodziewalam sie, ze bedzie bolalo az tak...złamałam sie i poprosilam o znieczulenie. pomoglo troszke..kiedy jednak przestalo działąc-bylam pewna, ze nie dotrwam do partych..skurcze byly co 2 minuty i trwały prawie minute. nie miałam juz sily..i poprosilam o druga dawke. polozna uprzedzila mnie, ze maly moze byc ospaly i niewarto brac znieczulenia. ja pękałam....kiedy urodziłam, synek nie zapłakał....dostał 9 punktów..ale sekundy, kiedy polozna go "ocucała" byly najgorsze w moim zyciu-strach nie do opisanie .Z mały wszystko okazalo sie ok, ale ja płakałam przez pierwy tydzien, ze bylam taka slaba i moglam zaszkodzic małemu. z perspektywy czasu uwazam, ze poród to mimio wszystko piekne przezycie. cud narodzin, nie da sie porownac do niczego. mam jednak zal do siebie, ze w najwazniejszym na synka momencie, ja myslalam tylko o sobie...po glowie huczy mi pytanie. co ze mnie za matka...? a moze to hormony..? nie...chyba nie. minely juz 3 tygodnie a ja mam nadal wyrzuty sumienia i zal do siebie za slabosc...ehh..wyzalilam sie Wam..nie badzcie dla mnie surowe...ja sama jestem zla na siebie. Pozdrawiam wszystkie mamy-obecne i przyszle.