witam Was wszystkie!

podczytywałam Was od początku ciąży - musiałam leżeć przez odklejającą się kosmówkę. Myślałam że wszystkie problemy już dawno za nami ....
Piszę ponieważ wiem że jesteście specjalistkami od szyjki

A więc od początku: W 19 tyg. zaczęła napinać mi się macica, trafiłam na 3 dni do szpitala, nic nie wykryli i wypisali mnie do domu. W 20 tyg. kontrola u lekarza prowadzącego - nic nie wykazała - szyjka długa 4,4cm
w poniedziałek w 21+6 dni rano zauważyłam różowe plamienie, pojechałam od razu na IP, po zbadaniu lekarz stwierdził że to małe plamienie i jest z nadżerki, szyjka 3,9cm. Ogólnie powiedział że mój przyjazd był bezpodstawny ale musiałam już zostać na oddziale (mają tak podpisaną umowę z NFZ)
Na drugi dzień po obchodzie ordynator wziął mnie na badanie, stwierdził że szyjka jest cofnięta, lejkowata? i ujście szparowate i że to poważne zagrożenie porodem przedwczesnym.Stwierdził że skurcze są normalne.
Trzymali mnie 4 dni, zrobili posiew(czekam na wyniki) i po moim zniecierpliwieniu - leżałam w łóżku i patrzyłam w sufit bo żadnych badań mi nie robili, ordynator zbadał mnie jeszcze raz i stwierdził że nadal czuć napór na szyjkę ale skoro jest długa i nic się nie dzieje to puszczają mnie to domu i kontrola za 2 tyg.
Czy to rzeczywiście duże zagrożenie czy jest możliwe abym anatomicznie miała taką szyjkę i nie było to patologią?
leżę i myślę, myślę i leżę i mam nadzieję że wszytko skończy się dobrze....