Witajcie,
Piszę do Was, bo może któraś z Was miała podobnie i podpowie czy się bardzo martwić czy nie aż tak bardzo.
Jestem w 5 tc, potwierdzonej testem ciążowym po spóżniającym się okresie.
Wczoraj w nocy zauważyłam na wkładce plamienie, takie lekko brązowe, brunatne. Skojarzyło mi się jak nieraz tak pod koniec miesiączki tak jest. Jak poszłam do wc to na papierze też została taka brunatna maź.
Przeraziłam się, pomimo że to moja druga ciąża, to nie wiedziałam co to może oznaczać, ale obawiałam się najgorszego.
Pojechałam w nocy z mężem na Izbę Przyjęć szpitala ginekologiczno-położniczego w którym poprzednio rodziłam.
Przyjęła mnie wyjątkowo niesympatyczna Pani doktor. Już na wstępie powiedziała, że z taką młodą ciążą to mogłam darować sobie przyjeżdżanie na IP, tym bardziej że nie plamię żywą krwią.
Przebadała mnie, stwierdziła, że jest jakieś niewielkie plamienie brunatne, a na USG nie stwierdziła jeszcze zarodka. Powiedziała, że ona wie tyle co i ja i że trzeba czekać i zrobić USG za tydzień i zobaczyć czy jest zarodek czy sam pęcherzyk.
Jednak w nocy, rano i teraz nadal mam jakieś tam plamienie (raz ciutek większe, raz mniejsze) i nadal takie brązowawe.
Ja jestem pełna obaw, czy może któraś z Was tak miała, czy po czymś takim w 6tc zobaczyły na monitorze USG serduszko dzieciaczka?Ja jestem w strachu, że niestety oznacza to jedno