aaaniula
19.03.12, 16:19
Dziewczyny zgłupiałam do reszty... O swojej skacającej szyjce pisałam. 3 tygodnie temu miała 3cm, tydzień temu 2,8 cm. Poszłam do innego lekarza, ten przestał budzić moje zaufanie. No i jestem w szoku. Lekarz, który prowadził chyba najwięcej ciąż w całym Poznaniu, specjalista od bezpłodności, człowiek polecany i ponoć godny zaufania- powiedział dokładnie :"szyjka jak bat, żadnych zmian, jeśli zdecyduje się Pani prowadzić ciąże w innym miejscu to tylko proszę nie dać się zaszywać". Kazał przestać brać duphaston, stwierdził, że krwawienia, które miałam na początku ciąży na pewno nie wynikały z złego tworzenia łożyska, tylko z faktu istnienia sporej nadżerki. Zdziwił się, że o niej nie wiedziałam, zapytał czy miałam robioną cytologię i posiew. Mówię, że nie, więc za głowę się chwycił i zapytał czy ma zrobić. Więc powiedziałam, że zrobić. Stwierdził, że tym tematem zajmiemy się po ciąży, ale teraz trzeba sprawdzić co tam siedzi.
To wszystko brzmi jak zmyślona bajka, włosy na głowie dęba stają. Co mam zrobić?
Jedyną rzeczą, która przychodzi mi do głowy jest to, że na zeszłej wizycie u mojego lekarza zapytałam czy mogę brać magnez, ponieważ męczą mnie bóle brzucha. Powiedział: jak chcesz to możesz. Od tego czasu przestał mnie boleć brzuch. Zupełnie. Czy to możliwe, że magnez ma wpływ na długość szyjki?