Witajcie, pisze do Was z prośbą o poradę.. strasznie się martwię

Staramy się z mężem o dzidziusia już ponad 4 lata, pierwszą ciąże poroniłam w 8 tc (brak serduszka). Później poszłam do kliniki niepłodności i stwierdzili u mnie zespół antyfosfolipidowy.
11.01.2019 roku miałam normalny okres, później 15-17.02.2019 miałam tylko plamienia, dwa dni później dostałam bardzo silnych skurczy (takie same jak przy pierwszym poronieniu) poleciałam na betę a tam 38, poszłam do lekarza, przepisał mi heparynę, prolutex, acard i luteinę, po kilku dniach przestało boleć a beta rosła.. przyrost był poprawny. 13.03.2019 beta ponad 5000 na usg widoczny był pusty pęcherzyk ciążowy. Lekarz kazał nadal brać zastrzyki i zgłosić się na wizytę za dwa tygodnie, powiedział też że wtedy musi być widać już zarodek z serduszkiem. Czy naprawdę są jeszcze szanse na zdrową ciążę? Z moich obliczeń już powinno być serduszko a tu nawet zarodka nie ma.