Dodaj do ulubionych

ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA???

    • inez76 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 30.11.04, 21:08
      Ja mam 28 lat (na co wskazuje mój nick), ale jeśli wytrwam do styczniowego terminu i nie "rozwiążę się" w grudniu, to rocznikowo będę mieć 29 lat. Rodząc pierwsze dziecko miałam 24 lata.
    • ikw1 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 30.11.04, 21:29
      JA MAM 30, I PIERWSZY DZIDZIUS W DRODZE- PLANOWANY!!! NIE CZUJE SIE STARO
      WRECZ ODWROTNIE NIE WYOBRAZAM SOBIE SWIADOMEGO POWOŁANIA DZIECKA NA ŚWIAT BEZ
      ZAPEWNIENIA MU/JEJ MINIMUM WARUNKÓW - TZN. MIEC WŁASNY DACH NAD GŁOWĄ I TROCHĘ
      KASY NA TE MIESIĄCE KIEDY BEDZIEMY ZYC Z JEDNEJ PENSJI smile
      IZA
      • malaika7 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 30.11.04, 22:34
        Ale kto tu mówi o świadomym powoływaniu dziecka na świat bez odpowiednich
        warunków? To że ktoś ma 20 lat nie znaczy, że nie ma pieniędzy czy własnego
        dachu nad głową. Jestem pewna, że młode mamy wpisujące się na ten wątek też
        sobie nie wyobrażają świadomego macierzyństwa bez zapewnienia dzidzi warunków.
        I nikt nie mówi, że 30-stoletnia mama jest stara!!
        • aba001 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 11:03
          zgadzam się z tobą w całej rozciągłości!!!

          Ania (20 lat) i Maleństwo (19tc)
      • aaniagdynia Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 15:24
        Witam
        Mam 25 lat i jestem szczęsliwą mama córci(7lat)i synka(3 lata),a w czerwcu
        powiększy sie nam rodzinka(12tc).Trzeci dzidziuś nie był planowany ale chciany
        i bardzo się cieszymy że już niedługo z nami będzie.Ja również uważam że
        dzieciom trzeba zapewnić odpowiednie warunki,ale to ze jest się młodym nie
        oznacza że się nie jest się w stanie ich zapewnić.Chociaż jesteśmy z mężem
        młodymi rodzicami mamy własne mieszkanie,mąż ma dobrą prace.Naszym pociechom
        nic nie brakuje.
        Pozdrawiam wszystkie Mamusie
    • unia78 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 15:37
      hmmm, uda mi się urodzić przed 27 smile Wiem, że nie jestem najmłodsza, ale
      dzidzius jest planowany, baaardzo wyczekiwany i baaaardzo kochany od momentu 2
      kreseczek na teście. Czuję się młodsza, miewam zwariowane pomysły, chęci do
      życia, więc mam nadzieję, że z dziecinką będę ganiała, jeździła na rowerach,
      sankach, łyżwach, turlała się w śniegu smile
      • celka_s Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 16:06
        Ja jestem w 29 tc. i jak urodze bede miala 19 latsmile Oczywiscie jestesmy w
        stanie zapewnic warunki dla dobrego rozwoju dzieciaczka smile
        • iza0876 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 17:12
          A ja mam 28 lat i sama podobno wygladam jak dziecko, a synka urodzę w kwietniu.
    • ap282 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 17:50
      Hej dziewczyny.Mam 28lat,w styczniu skończę 29.Również na styczeń mam termin
      porodu. jest to moje drugie dziecko, a pierwsze urodziłam mając 26lat.Obie
      ciąże planowane i bardzo oczekiwane.Mamy córeczkę, a teraz prawdopodobnie ma
      być chłopiec.Trzymajcie się dziewczyny.Pa
    • jeny11 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 01.12.04, 18:45
      Ania 24 Pozdrawiam
      • fumcia84 Dobre warunki 02.12.04, 00:25
        Dziewczyny a ja tak czytam i się zastanawiam. Nie chcę tu nikogo broń Boże
        oskarżać ani urazić, ale mam pytanie. Jak Wy Młode Mamy (wiek nascie - 20-21
        lat) jesteście w stanie zapewnić maluchowi dobre warunki? Ja mam 20 lat i też
        chciałabym miec dziecko, ale niestety ja nie mam warunków, bo dla mnie liczenie
        na pomoc rodziców (moich bądź partnera) to nie warunki. Wiadomo że rodzice
        pomogą, bo jesteście ich córkami (synami w przypadku teściów), ale czy to dobre
        rozwiązanie zrobić dziecko, a później rodzice - niejako z przymusu, bo nie chcą
        aby ich dzieci i wnuki mieszkały w przytułkach, bądź z nimi (rodzicami) jesli
        mieszkanie jest małe - kupują mieszkanie, urządzają je, zapewniają maluchowi
        ubrana i potrzebne sprzęty, a zięć (bądz synowa) idzie do pracy i jedyne za co
        płaci to utrzymanie mieszkanie i jedzenie. Ja wiem że to super jeśli kogoś stać,
        wiadomo że każdy rodzic chce zapewnić dziecku dobry start, ale czy Wasi rodzice
        zapewniliby Wam to wszystko gdyby dziecko nie było w drodze?
        Mam kilka znajomych par, które właśnie ze względu na dziecko wzięły ślub,
        którego nie planowały, a ich rodzice pobrali kredyty na biegu, bo sytuacja taka
        a nie inna.
        Są też sytuacje kiedy Wasz partner juz pracuje i dobrze zarabia i tu nie mam
        zastrzeżeń.
        Nie chcę nikogo osądzać, mam nadzieję że nikt się nie obrazi, ani nie powie że
        zazdroszczę, bo moich rodziców byłoby stać na kupno mi mieszkania, ale zdaje mi
        się że to nie jest żadna samodzielność, że nie można wtedy powiedzieć że jest
        się niezależnym.
        Jeśli jestem w błędzie i rodzice nie fundnęli Wam mieszkania, nie wyprawili
        wesela i jeśli tak naprawde to nie oni zapewniają wnuczkowi te dobre warunki to
        powiedzcie jak to się robi? Skąd bierzecie kase na mieszkania nie pracując (bo
        chyba 18-19 latka w ciąży nie pracuje, a często jest tak że niegdy wczesniej nie
        pracowała), na lekarzy, na porody rodzinne, na potrzebne rzeczy dla maluszka
        (ubranka, leki, pieluchy etc)?
        Ja mam 20 lat, mój partner 25, nie pracujemy bo nie możemy znaleźć pracy, ja
        studiuję on kończy studia dzienne, chcielibyśmy mieć dziecko, nie chcemy prosić
        rodziców o pomoc, nie chcemy mieszkać z rodzicami, nie chcemy żeby rodzice
        zostali przymuszeni do kupna nam mieszkania (to jasne że nikt im nie każe go
        kupować, ale jestem pewna że większość rodziców kupuje w trosce o dobro dziecka
        i wnuka, nawet za ostatnie grosze, lub biorąc kredyt na parenaście lat).
        Oczywiście pytanie nie jest skierowane do dziewczyn których partnerzy dobrze
        zarabiają (czyli nie 700 zł w supermarkecie, bo za tyle raczej nie zapewni się
        dziecku wszystkiego co napisałam wyżej). Po prostu chciałabym wiedzieć w jaki
        sposób młode mamy zapewniają swoim dzieciom dobre warunki i naprawde nie
        traktujcie tego jak napaść na Was, albo ironię - nie chcę wywołać burzy na
        Forum. Zwykła ciekawość - może sama spróbuję smile
        • niewiadoma20 do fumcia84, ja mam 19 lat!!! ;) 02.12.04, 00:46
          ok fumciu piekny wykladzik nam tu strzeliłas az nie chcialo mi sie do konca go
          czytac, bo w swojej przewidywalnosci nie bierzesz pod uwage tego, ze dziewczyny
          w wieku 18-19itp najczesciej nie planuja ciazy, tylko ich dzidzius jest
          dzielem "przypadku".
          Sama mam 19 lat i jestem w 21 tc ciąży, na poczatku załamalam sie itp ale
          pokochalam juz swoje malenstwo i to jest najwazniejsze żeby dzidzius czul sie
          kochany a to wspaniale uczucie nosisz w brzuszku najukochansza osobe.
          Co do pomocy rodziców to nie mam zamiru sie od nich odcinac przez swoja głupia
          dumę, zawsze mogłam na nich liczyc i mysle ze to naturalne nie tylko w
          przypadku młodych mam ale ZAWSZE rodzice tak samo kochaja swoje wnusie i
          pomagaja nam.
          A jak ty bedziesz w ciazy to wtedy bedziesz robila co chciala ale to przykre ze
          dasz rodzicom do zrozumienia ze nie potrzebnisad
          Moi rodzice nie maja pieniedzy zeby kupic mi mieszkanie ale wspolnymi siłami
          staramy sie zeby dzidzius mial wszystko czego bedzie potrzebowal, moj chlopak
          pracuje ja narazie jestem na studiach i jestem optymistka,
          to cudownie byc mloda mama
          • fumcia84 Re: do fumcia84, ja mam 19 lat!!! ;) 02.12.04, 02:18
            " A jak ty bedziesz w ciazy to wtedy bedziesz robila co chciala ale to przykre ze
            >
            > dasz rodzicom do zrozumienia ze nie potrzebnisad "

            Wiesz mnie się po prostu wydaje, że moi rodzice całe życie pracowali na to żeby
            mnie było dobrze, i w pewnym momencie wypadałoby ich odciążyć, bo jednak - nie
            oszukujmy sie - wydatki związane z dzieckiem, z jego wychowaniem, wykształceniem
            są duże, i wdzięczna jestem im za to co dla mnie robią i już zrobili, ale myślę
            że mają prawo do odpoczynku. Jeśli dla Ciebie rodzic jest potrzebny żeby kupić
            Ci mieszkanie (bądź dołożyć znaczną część) to gratuluje materialistycznego
            podejścia. Moi rodzice będą mi potrzebni, żeby od czasu do czasu zająć się moim
            maluchem, żeby na początku mama pomogła mi w podstawowych czynnościach, żeby
            tata pomógł w remoncie etc, a nie po to żeby wykładać kase, na moje dziecko, za
            które ja jestem odpowiedzialna, i nawet jeśli go nie planowałam, to nie mam
            prawa wymagać od rodziców jakiejkolwiek pomocy finansowej, mogą mi jej udzielić,
            ale nie chcę postawić ich w sytuacji że będą MUSIELI, bo inaczej będe głodować.
            Myslę, że na tyle ciężko pracują, że mogą sobie odłożyć pieniądze na remont
            mieszkania czy wakacje za granicą, albo nowe auto, bo im się należy. To że
            jestem ich dzieckiem nie znaczy że każde odłożone pieniądze mogą wydać na mnie
            (do końca życia, np. w przypadku kredytu) i np. na moje nieplanowane dziecko. Bo
            jakby chcieli utrzymywać więcej dzieci niż mnie, to by sobie zrobili. Odchowali
            mnie, i chcą abym się usamodzielniła, pomagają mi w szukaniu pracy etc. To że
            jestem ich córką nie znaczy że mam byc pijawką, i nawet jak przypadkowo zajdę w
            ciążę, to nie chcę wyciągac ręki po hajsik. Pewnie zaraz napiszesz że jakies
            moralne gadki strzelam, ale pomyśl, co czują rodzice oprócz szczęścia że będą
            mieli wnuka, pomyśl co ty byś czuła gdyby Twoja córka, ledwo mature zdała
            przyszła i powiedziała ci że jest w ciąży, a jej (i jej chłopaka) sytuacja
            materialna będzie nieciekawa. Co poczujesz, bo ja poczułabym strach że moje
            dziecko sobie nie poradzi, że muszę mu pomóc i to nie tylko finansowo, a rodzice
            młodych mam zwykle sami pracują i utrzymują jeszcze swoje mieszkanie i swoją
            rodzinę (żonę/męża/inne dzieci). Nie potępiam Cię, ani innych młodych mam, w
            sumie nie ma w takiej sytuacji wielu opcji do wyboru, często rodzice są jedyną
            deską ratunku. Nie znaczy to że należy unieść się honorem i mieszkać w kartonie,
            ale ja po prostu sobie nie wyobrażam i nie dopuszczam do sytuacji w których
            zdarzyłoby mi się zajść w nieplanowaną ciążę, i żebym później musiała mieć na
            sumieniu moich rodziców, którzy nie dość że zaharowywali się żebym ja miała w
            życiu dobrze to jeszcze będą się zaharowywać na moje dziecko. Też im się coś od
            życia należy. I nie odbierajcie mnie źle, bo jak już się zdarzy to trudno jakoś
            trzeba sobie radzić, ale znam kilka par (nie piję do Was Młode Mamy) które nie
            zabezpieczały się bo ON nie lubi prezerwatyw, a ONA nie bedzie brać pigułek, a
            nic innego im do głowy nie przyszło i teraz mają dziecko, a rodzice płacą, bo
            facet bez pracy (szuka od miesięcy), ona zajmuje sie dzieckiem, rodzice kupili
            im mieszkanie i co? Nie dość że utrzymują swoje to jeszcze ich, fajnie?
            • niewiadoma20 Re: do fumcia84, ja mam 19 lat!!! ;) 02.12.04, 10:47
              Fumcia na nic sie tu zdadza twoje morały w zderzeniu z rzeczywistoscia. ja tez
              myslalam kiedys tak jak ty i w ogole zycie mialam zaplanowane krok po kroku na
              najblizsze ileś tam lat nie planowalam malzenstwa ani dzieci ani nic z tych
              rzeczy.
              Ale poprostu stało sie i musiałabys przezyc to co ja zeby mnie zrozumiec,
              zostawily mnie kolezanki pozniej chlopak, jedyne co mialam to swiadomosc ze mam
              kochajacych rodzicow i to mi NAJBARDZIEJ pomoglo. Teraz juz ten szok minął,
              chlopak wrocil do mnie a nawet mi sie oswiadczył (wow!) kolezanki tez teraz
              przychodza ale poprostu przekonalam sie ze jedynymi osobami na ktore moge
              liczyc sa rodzice !
              Co do mieszkania to moja mama nie pracuje a moj tato tez rarytasow nie zarabia
              wiec nie mam nawet co marzyc zeby mi pomogli kupic mieszkanie. Bede mieszkac tu
              gdzie mieszkam a moj chlopak ma sie zatroszczyc o to zebysmy mieli pozniej
              gdzie mieszkac.
              Nie chce byc dla moich rodzicow pijawką, to jest pewne, wiem jednak ze
              szczegolnie na poczatku bedzie mi potrzebna ich pomoc, szczegolnie mamy.
              Mam na mysli tu nie pomoc finansowa, bo to tylko w ostatecznosci, jesli sie
              zdazy ze juz nprawde bede czegos potrzebowac to poprosze mame a tak to mysle ze
              razem z moim chlopakiem damy rade,
              najwazniejsze zeby maluszek byl szczesliwy i kochany !
              Ale to tez duzo zlezy od rodziny z jakiej pochodzisz, bo np u mnie zawsze jak
              ma sie urodzic jakis dzidzius to wszyscy daja sobie ciuszki po swoich dzieciach
              albo kupuja zabawki, pieluszki itp wiec nawet gdyby moj chlpak byl Billem
              Gatesem to i tak ciotki by swoje dorzuciły smile
              pozdrawiam
        • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 11:20
          W moim przypadku dobre warunki to: dobra praca i płaca mojego 25-letniego męża
          i nasze własne mieszkanie (jego rodzice do biednych nie należą i każdemu ze
          swoich 3 synów podarowali na starcie w dorosłość mieszkanie - nie widzę w tym
          nic złego). Przed zajściem w ciążę ja również miałam pracę, teraz z wiadomych
          względów nie pracuję. Nasi rodzice nie "dokładają do interesu", nie płacą za
          nas rachunków, nie kupują jedzenia, NIE UTRZYMUJĄ NAS. Robimy to sami. To są w
          moim mniemaniu dobre warunki
          • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 11:23
            p.s. ja mam 20 lat. Zarabiam pieniądzę od 16 roku życia. W klasie maturalnej
            pracowałam na etacie popołudniami, maturę zdałam z 3 wynikiem w najlepszym
            liceum w Poznaniu. Można... trzeba chcieć.
          • fumcia84 Re: Dobre warunki 02.12.04, 11:33
            I o to mi właśnie chodziło ! Życzę powodzenia smile
            • fumcia84 Re: Dobre warunki 02.12.04, 11:34
              Aha malaika mam jeszcze jedno pytanie? Czy wyszłąś za mąż będąc już w ciąży?
              • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 11:46
                Mieszkanie mój mąż miał swoje jeszcze zanim mnie poznał, więc nasze dziecko
                nie "zmusiło ich" do podarowania mu takiego prezentu. Za poród i wyprawkę dla
                dziecka płacimy sami. Marek skończył prawo, ma dobrą pracę, robi studia
                podyplomowe.
                Co do Twojego pytania: tak, wyszłam za mąż będąc już w ciąży. Ja chciałam
                poczekać ze ślubem przynajamniej do czasu kiedy dziecko będzie mieć kilka
                miesięcy, ale mojemu mężowi bardzo zależało, żeby nasze dziecko urodziło się
                już w małżeństwie, ponieważ jest katolikiem i osobą głęboko wierzącą. Nie
                znaczy to, że przed ciążą nie planowaliśmy wspólnego życia, w tym ślubu.
                • fumcia84 Re: Dobre warunki 02.12.04, 12:12
                  Przepraszam, może jestem wścibska, ale interesuje mnie czy tylko ja miałam taki
                  odczucia. Otóż zdarzyła mi się jakiś czas temu sytuacja, kiedy spóźniał mi się
                  okres, jak się okazało było to po odstawieniu pigułek, a wiadomo że po hormonach
                  spóźnienia się zdarzają, ale mimo że się dobrze zabezpieczam przeszło mi przez
                  myśl, że to może ciąża. I wtedy pomyślałam, że jeśli będę w ciąży nie wiem czy
                  wyszłabym za mąż za mojego faceta. Mimo że planujemy wspólną przyszłość, to w
                  sytuacji: nieplanowana ciąża, chyba nie zgodziłabym się na ślub. Czułabym chyba
                  do końca życia że zrobiłam to w pośpiechu i niejako z obowiązku. Bałabym się ze
                  będę to sobie wypominać, jeśli coś by w naszym małżeństwie nie wyszło, albo że
                  wypomni mi to mąż/ rodzice, albo że obwinione o to zostanie Bogu ducha winne
                  dziecko. Taka była moja pierwsza myśl, pewnie po jakimś czasie, jakby dziecko
                  się urodziło, i byłabym nadal z moim facetem i byłoby ok, może bym zgodziła się
                  na ślub. A może jakbym dłużej o tym pomyślała to zgodziłabym się przed
                  narodzinami dziecka - nie wiem. Czy Ty nie miałaś takich obaw? Jak sobie z nimi
                  poradziłaś?
                  • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 12:47
                    Małżeństwo to nie to samo co zwykłe bycie razem. Wiele dobrych rzeczy, emocji,
                    uczuć, ominęłoby mnie, gdyśmy nie byli małżeństwem, a tylko zwykłą parą. To
                    przecież "wyższy stopień wtajemniczenia", jeśli chodzi o ludzką duchowość. I
                    właśnie taki aspekt duchowy mnie przekonał. Dla mnie małżeństwo to nie tylko
                    papierek, ale faktyczne bycie razem na innym szczeblu, jeszcze bliżej i
                    bardziej. I na tych dobrych stronach starałam się skupić. Moi rodzice raczej mi
                    tego wypominać nie będą, bo cieszyli się z naszej decyzji. Teściowie też, bo
                    ich najstarszy syn jest księdzem, średni nie ma rodziny, no a ten najmłodszy
                    dał im wyczekiwaną synową i wnuka smile
                    Piszesz, że gdyby coś w Waszym małżeństwie nie wyszło, wypominałabyś to sobie.
                    A ja bym się bała, że gdybyśmy nie byli małżeństwem i coś by nie wyszło,
                    wypominałabym sobie, że może gdybyśmy się wcześniej pobrali, trudności łatwiej
                    byłoby zażegnać.
                    A tak w ogóle, obawy ma chyba każdy przed podjęciem takiej czy innej życiowej
                    decyzji. Podobno mój mąż na 3 tygodnie zanim dowiedzieliśmy się, że będziemy
                    mieć dziecko, oglądał obrączki... Nie mam powodów, żeby mu nie wierzyć smile


                    src="lilypie.com/days/041227/0/21/0/+1" alt="Lilypie Baby Days"
                    border="0" /></a>
                    • fumcia84 Re: Dobre warunki 02.12.04, 13:05
                      No wiesz różnie to bywa. Ja przestaję trochę wierzyć w instytucję małżeństwa,
                      nie wiem, może patrząc na moich znajomych, którzy po kolei się rozwodzą, kłócą ,
                      zdradzają (oczywiście nie wszyscy), a ślub wzięli w większości ze względu na
                      dziecko. Zaczynam myśleć, że małżeństwo daje tylko to, że trudniej się rozstać
                      (wiadomo rozwód, wspólne rzeczy, mieszkanie, dziecko etc) - oczywiście nie
                      zakładam już na początku że się rozstaniemy, ale różnie w życiu i w małżeństwie
                      bywa. Ja po prostu nie jestem pewna (nigdy nie będę, bo to niemożliwe) mojego
                      faceta, tego że mu nagle nie odbije, że nie zacznie pić, bić, że mnie nie
                      zdradzi, że nie wyjdzie kiedyś z domu i nigdy więcej nie wróci - dlatego chyba
                      nie zdecyduję się na ślub. Nic nie zapowiada tego żeby on miał się zmienić, że
                      miałoby stać sie coś złego, ale żyć z drugą osobą i kochać ją można bez ślubu,
                      tyle że wtedy gdy stanie się coś nieprzewidywalnego łatwiej odejść, nie ma
                      takich zobowiązań jak w małżeństwie. Poza tym nie czuję potrzeby przysięgania w
                      kościele przed księdzem i przed gośćmi wierności, miłości etc, przysiądz możemy
                      sobie we dwoje wobec Boga, a Bóg jest wszędzie smile
                      • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 13:17
                        No ale chyba zgodzisz się, że zaufanie jest ważne i potrzebne w każdym związku?
                        Dla mnie zaufania oznacza również to, że wierzę, że mój facet nie zacznie mnie
                        bić, pić i odejdzie. Ślub jest również po to, żeby utrudnić rozstanie, owszem.
                        Ja myślę o nim także jako o pewnym orężu w ewentualnej walce o kochaną osobę.
                        Każda para przechodzi kryzysy, ale dzięki temu, że wiąże ich przysięga
                        małżeńska, pokonują je razem, a nie rozstaja się przy pierwszej okazji. Wiem,
                        że wiele par łatwo daje za wygraną, ale patrzę na moich rodziców i widzę ludzi,
                        którzy są razem od dwudziestu paru lat, kochaja się, mimo że wiele przeszli,
                        nadal są razem i nie żałują smile Ja też tak chcę. Kocham faceta, który jest moim
                        mężem i dlatego nie miałam problemów z ogłoszeniem tego przed księdzem i innymi
                        ludźmi. To żadna tajemnica smile
                        • fumcia84 Re: Dobre warunki 02.12.04, 13:35
                          Owszem zaufanie jest najważniejsze, ale jeśli obdarzasz kogoś zaufaniem nie
                          znaczy to że ten ktoś tego zaufania nigdy nie zawiedzie, niestety.
                          Natomiast jeśli zgadzamy się w jednym że ślub też jest po to aby utrudnić
                          rozstanie, to moim zdaniem nie warto go zawierać, po co urudniać? Jeśli ktoś
                          chce odejść, bo z jakichś powodów będzie szczęśliwszy z kimś innym/ gdzie
                          indziej itp, to po co mu to utrudniać? Jeśli się kogoś naprawde kocha, to
                          najważniejsze jest szczęście tej osoby, nawet jeśli by to oznaczało rozstanie
                          bolesne dla nas samych. Nie ma sensu walczyć o kogoś jeśli ten ktoś dokonał
                          wyboru, dla mnie argumentacja typu: bo mamy dziecko, bo jestesmy małżeństwem, bo
                          mieszkamy razem, to nie argumentacja. Osoba którą kochamy musi chcieć być z nami
                          z własnej woli, a nie z jakiegokolwiek przymusu lub z obowiązku - inaczej jest
                          to niezdrowy związek, jedna osoba się meczy i jest sfrustrowana, narasta w niej
                          złosć, a druga cierpi wiedząc że jej miłość pozostaje nieodwzajemniona, taki
                          związek nie jest szczęśliwy. Oczywiście są wyjątki że druga osoba się 'nawraca'
                          i znów sa kochającym małżeństwem, ale ja bym np. zdrady nie wybaczyła - nigdy,
                          tak samo nie dałabym na siebie podnieść ręki więcej niż jeden raz - to byłby
                          pierwszy i ostatni raz, nie ma przebacz, i co wtedy gdybyśmy byli małżeństwem?
                          Mąż byłby winny, ale to on nie dawałby mi odejść, nie dałby mi spokoju.
                          Utwierdzam się w przekonaniu że nie chcę ślubu, nie skusi mnie nawet piękna
                          suknia i ceremonia uncertain
                          • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 14:01
                            Masz do tego pełne prawo smile Suknia i cała piękna oprawa to najmniej istotne.
                            Nie mam nic przeciwko związkom nieformalnym, ale siebie widzę właśnie w
                            małżeństwie. Również nie pozwoliłabym podnieść na siebie ręki drugi raz. W
                            takich sytuacjach zwykle dochodzi do separacji. Kościół również jest zdania, że
                            jeśli wspólne życie i mieszkanie stanowi niebezpieczeństwo dla zdrowia lub
                            życia jednego z partnerów lub dzieci, wtedy trzeba się "odseparować" od siebie.
                            Ale jeśli decydujesz się na ślub z kimś, decydujesz się również na kryzysy,
                            kłopoty, burze. Miłość to nie sama słodycz. Ludzie się gubią, błądzą i właśnie
                            na takie złe chwile jest małżeństwo - nitka, po której można wrócić. Jasne, że
                            jeśli ktoś chce odejść naprawdę, po przemyśleniach, długim czasie, bo wie, że
                            będzie szcześliwy gdzie indziej, odejdzie i tak. Ale bezsensem jest pisać takie
                            czarne scenariusze, zaczynając życie razem. To jak będzie, w dużej mierze
                            zależy od naszej woli. Twój mężczyzna kocha Cię, chce dzielić z Tobą życie.
                            Dlaczego za ileś tam lat miałby Cię bić czy zdradzać? Bo różnie w życiu bywa?
                            Owszem, na tej zasadzie nie warto zaczynać studiów, bo możesz ich nie skończyć.
                            Nie warto szukać pracy, bo możesz jej nie znaleźć. W ciążę nie warto zachodzić,
                            bo możesz jej nie donosić. Z domu też lepiej nie wychodzić, bo dzić na ulicach
                            nie jest bezpiecznie. Wszystko może skończyć się źle, ale właśnie o to chodzi,
                            że NIE MUSI.
                            • fumcia84 Re: Dobre warunki 02.12.04, 14:38
                              No cóż jestem pesymistką, wiem o tym smile
                              Po prostu staram sie uprzedzać fakty, dmuchać na zimne. Może przesadzam, a może
                              za kilka lat, albo gdy zmusi mnie sytuacja pomyślę o tym inaczej.
                              Dziękuję Ci tymczasem za miłą rozmowę.
                              Wiesz chyba zazdroszczę Ci trochę takiego podejścia do życia, tego że masz
                              warunki by mieć dziecko, ja niestety nie mam nie chcę mieszkać z rodzicami bo
                              mamy małe mieszkanie, z rodziną chłopaka też nie chce mieszkać, bo nasze
                              stosunki są w najlepszym przypadku poprawne - to byłby dla mnie koszmar. Może za
                              rok, może za dwa, gdy uda nam się znaleźć pracę weźmiemy kredyt i kupimy jakieś
                              mieszkanie, bo wynajmować, to troche wyrzucać pieniądze w błoto.

                              Może pogadamy kiedyś na GG lub przez maile. Napisz na priva gdybyś kiedyś miała
                              chwile smile Pozdrawiam WAS serdecznie smile
                              • malaika7 Re: Dobre warunki 02.12.04, 16:29
                                Fart to kwestia podejścia i wiary, że się uda smile Mój gg: 5300385.
                                Również pisz śmiało, jeśli masz ochotę. Pozdrawiamsmile
                  • mamapulpecji Do Fumci84 03.12.04, 10:50
                    Piszę, bo bardzo mi się podoba Twoje podejście do życia. To pocieszające, że
                    jesteś rozsądną, młodą kobietą, która przewiduje skutki swoich działań i chce
                    być samodzielna.
                    To, co napisałaś jest mi bardzo bliskie, ponieważ ja też mam podobne podejście
                    do życia.
                    Mam 28 lat, kilka miesięcy temu urodziłam pierwsze dziecko. Od 20 rż jestem
                    samodzielna, pracuję na własne utrzymanie, nigdy nie prosiłam rodziców o pomoc
                    i jestem z tego dumna.
                    Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której moi rodzice byliby zmuszeni do wzięcia
                    kredytu na mieszkanie dla mnie. Uważam, że dorosłość polega na tym, żeby umieć
                    polegać na sobie i pracy własnych rąk, a nie wychodzić z założenia, że rodzice
                    mnie kochają i pomaganie mi, w tym finansowe, to dla nich czysta przyjemność.

                    Kiedy jest się bardzo młodym, wydaje się, że macierzyństwo to czysta
                    przyjemność, że wszystko można zorganizować. Rzeczywistość weryfikuje nasze
                    wyobrażenia.
                    To oczywiście bardzo piękny stan, ale nie lekki łatwy i przyjemny.

                    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
                    Jestem pewna, że z tak rozsądną postawą życiową, zajdziesz daleko i będziesz
                    szczęśliwa.

                    smile
                    • fumcia84 Re: Do Fumci84 03.12.04, 11:36
                      Bardzo mi miło. Pozdrawiam serdecznie smile
        • aba001 Re: Dobre warunki 02.12.04, 11:34
          Ja również mam 20 lat i jestem w 19 tyg. Jak wielu naszych rówieśników także ja
          z chłopakiem nie planowaliśmy dziecka, chcieliśmy się jedynie pobrać ale stało
          się jak się stało... Jedno jest pewne nie miałam wątpliwości czy urodzić. Od
          początku pokochałam to maleństwo i bardzo go pragnę.
          Na początku oczywiście bałam się ,że sobie nie poradzimy. Teraz wiem że mam
          kochaną rodzinę i narzeczonego (w przyszłym tygodniu bierzemy ślub) oraz
          teściów którzy są dla nas nie tyle wsparciem finansowym jak przede wszystkim
          duchowym a to jest chyba najważniejsze. Wszyscy z niecierpliwością czekają na
          narodziny naszego maleństwa i czuwają bym czuła się jak najlepiej.
          Ja obecnie nie pracuje, mój chłopak też nie zarabia kokosów ale wiem damy sobie
          radę.
        • natka000 Fumcia84 a ja 18 lat a dziecko nie "przypadek" 02.12.04, 19:24
          Mój chłopak pracuje wPOLSCE oprócz tego jeżdzi raz na jakiś czas do
          Włoch,zarobi tam tyle w tydzień co tu w miesiąć,i proszę nie mów mi tu takich
          bzdur ,że nie ma pracy?!!!praca jest!!tylko zarobki iitp nie wszystkim
          odpowiadają,i co gość który ma 21 lat od 19 roku życia pracował nie myśli
          realnie o przyszłośći.Owszem myśli a dziecko było planowane,i mam nadzieję ,że
          niczego mu nie zabraknie.Acha dodam iż jego ani moji rodzice nam nie mają
          zamiaru pomóc a tak wogóle to nie chcemy ich łaskisad(Pózniej wypominania przez
          resztę życia,a tym bardziej mieszkać z nimi,nigdy!!
          • fumcia84 Re: Fumcia84 a ja 18 lat a dziecko nie "przypadek 02.12.04, 22:51
            Nie denerwuj się, ja tylko zapytałam i dziękuję za odpowiedź. Przeczytaj moją
            rozmowę z Malaiką, wiele się od niej dowiedziałam, naświetliła mi inny punkt
            widzenia.
            Bardzo cieszę się że Wam się poszczęściło, że Twój facet zarabia. My niestety
            nie mamy wielkich szans na pracę. Jesteśmy z Warszawy, owszem można tu znaleźć
            robotę, ale często pensja nie starcza na utrzymanie, które jest drogie w stolicy
            sad Też chciałabym być młodą mamą, ale niestety nie stać mnie na to, mam tylko
            nadzieję że w przyszłości równie mocno będe pragnęła dziecka jak teraz, a
            wiadomo jak jest, jak już się gdzieś zaczepię i zacznę zarabiać, to chyba
            postawię na karierę, zważywszy jak trudno jest w Polsce o pracę. Mój chłopak
            kończy studia dzienne, do tej pory nie bardzo miał możliwość pracy - jedynie w
            wakacje, no i nie ma wiele oszczędności.Jak już wspomniłam nie chcemy liczyć na
            pomoc finansową rodziców, chcemy być niezależni.
            No i dlatego chciałam się dowiedzieć jak to i Was jest, nie miałam nic złego na
            myśli smile
            Pozdrawiam ciepło Ciebie i Maluszka smile
            • natka000 Re: Fumcia84 a ja 18 lat a dziecko nie "przypadek 03.12.04, 16:13
              rzeczywiście nie jest teraz łatwo w tym kraju wogóle nie ma żadnych
              perspektyw,życie jest drogie niestety a dziecko to już duży wydatyek .Mam
              nadzieję że dacie sobie radę i kiedyś będziesz mogła spokojnie zajmować sie
              domem kiedy Twój facet bedzie zarabiałsmile)Ja też bardzo chciałam iśc na studia
              ale teraz niestety nie mam na to kasy ani nie pozwoli mi na to sytuacja wole
              zajmować sie dzieckiem.Wiesz ja zawsze myślałam,że w większym mieście lepiej
              sie żyjęsad(Nie przejmuj się napewno wam się udasmile)a dziecka nie można nie
              chciećsmile))pozdrawiam i przepraszam jeśli to co napisałam jakoś żle odebrałaś
              nie chciałam ,trzymaj się
              • fumcia84 Re: Fumcia84 a ja 18 lat a dziecko nie "przypadek 03.12.04, 16:34
                Nie ma sprawy, nic się nie stało. Ja po prostu jestem rozżalona że takie życie
                jest cholernie trudne. Że tak trudno jest z pracą, z mieszkaniem, że aby zacząć
                realizować jakies plany zwiazane z małżeństwem, wspólnym mieszkaniem, dzieckiem
                potrzeba tyle pieniędzy i tyle lat starań i harówy aby te pieniądze uskładać. Z
                jednej strony państwo narzeka że za mało dzieci się rodzi, a z drugiej same
                utrudnienia dla tych młodych matek, coraz wyższe ceny, ze tyle pieniędzy państwo
                ludziom kradnie z różnych podatków, opłat i składek - nie dziwne, że tak wiele
                małżeństw rezygnuje z dziecka, jak ledwo im samym na chleb starcza. Tylko to
                mnie chlernie smuci, bo ludzie chcą mieć dzieci, tylko w Polsce, żeby mieć
                dziecko i żeby temu dziecku naprawde nic nie zabrakło trzeba naprawde dużo
                zarabiać, bo często ceny (m.in koszty leczenia, jedzenie, ubrania), opłaty
                (mieszkanie, gaz, prąd, edukacja, etc) itp przewyższają znacznie miesięczne
                zarobki, a państwo jeszcze zabiera nam ich znaczną część - zwłaszcza jak w
                rodzinie pracuje 1 osoba (chodzi tu o mężą, bo kobieta w ciąży, czy młoda mama
                rzadko pracują, jeśli już to płatny urlop, o ile wogóle taki mają)
    • lilithh Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 02.12.04, 04:02
      Łolaboga, dziewczyny! Jak sobie tutaj przeczytałam że 28-latki uważają sie (lub
      są uważane) za zbyt stare, to o mało z krzesła nie spadłam!!!! A byłoby to dla
      mnie dość niebezpieczne bo za kilka dni urodzę moje pierwsze (i niekoniecznie
      ostatnie wink maleństwo. Acha: lat mam 35, a macierzyństwo właśnie w tym czasie
      było jak najbardziej zaplanowane.
      Ostatnio parę dni spędziłam w szpitalu na obserwacji (żeby było śmieszniej
      trafiłam tam nie z powodu jakiś powikłań ciążowych ale złamanej nogi - bo chyba
      za bardzo brykałam...) i leżałam na sali z 15-latką w 8 miesiącu. Biedne,
      nieswiadome dziecko w ciąży...
      No, nie wiem jak Wy, ale ja chyba jednak wole moj model macierzynstwa
      • malaika7 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 02.12.04, 11:32
        Była już kiedyś cała dyskujsa na ten temat i nie ma sensu jej powtarzać:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=16660945
        Powiem tylko tyle, powtarzając za jedną z forumowiczek: mądra matka natura tak
        to jakoś wymyśliła, że z biologicznego punktu widzenia najlepszym wiekiem
        rozdrodczym dla kobiety jest -mniej więcej- jej 23 rok życia. Nie 15, i nie 35.
        • olcia1 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 02.12.04, 12:46
          Hmm... Matka Natura owszem madra jest ale w czasach kiedy to wymyslala nie bylo
          jeszcze szkol, uczelni, zakladow pracy, nie znane byly
          pojecia 'wyksztalcenie', 'zarobki', 'utrzymanie rodziny' itd.
          Czasy sie zmienili przez te tysiace lat i niekoniecznie calkowite poddanie sie
          Matce Naturze wychodzi czlowiekowi na dobre.

          pozdrawiam
          Ola, l.31, 31tc
          • jowa20 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 02.12.04, 14:06
            Ja mam 20lat i jestem w 33tc i bardzo sie ciesze!!!!!!
            • jowa20 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 02.12.04, 14:30
              Aha i dodam,ze dzidzia jak najbardziej planowana,tak bardzo sie ciesze i nie
              rozumiem czemu niektore z Was sadza,ze w tym wieku nie planuje sie
              macierzynstwa,tylko zawsze sa to wpadki.Widocznie niektore kobiety dorastaja do
              macierzynstwa wczesniej inne pozniej.Stanowczo wole miec dzidzie teraz niz za
              np.10 lat to stanowczo za pozno,bynajmniej dla mnie samej...Jowa 33tc.
    • motylek100 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 03.01.05, 18:51
      hej ja mam skonczone 17 lat za 2,5 miesiaca urodze maleństwo . jestem z tego
      bardzo dumna i kieruje słowa krytyki do osub które potępiaja nas młode mamy i
      uważają że jesteśmy nieodpowiedzialne.To że ja jestem młoda osoba nieoznacza że
      bede złą matką i niebede potrafiła wychowac własnego dziecka .
      • owieczka_baran Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 03.01.05, 21:01
        Pomoz mi,porozmawiaj ze mna.Jak masz gg to napisz do mnie moj nr: 2546746
        Ja mam 17 lat,jestem w 3tc.
    • owieczka_baran Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 03.01.05, 20:58
      Chyba jestem najmłodsza..zaszłam niedawno w ciąże,trwa ona może już z 21
      tygodni,idę w tym tygodniu do mojej ginekolog,boję się powiedzieć rodzicom,nie
      wiem co mam robić,no może wiem,ze nie usune,nie moglabym.Boje sie i to
      bardzo.POmozcie mi chociaz dobrym slowem...
      • creolka Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 03.01.05, 22:32
        nie martw sie na zapas, najwazniejsze jest to dzieciatko które zyje pod twoim
        sercem!jak je zobaczysz przytulisz to zapomnisz o calym smutku.17 lat to nie
        jest najlepszy czas na dziecko ale teraz nie ogladaj sie za sibie i z ufnoscia
        patrz w przyszłość!trzmam kciuki!wszystko sie ulozy!
        • aluniaaa pierwsze dziecko urodziłam w wieku 23 latek... 03.01.05, 23:03
          teraz spodziewam sie drugiego na 17 maja,a mam 25 lateksmile
    • martyna122 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 04.01.05, 17:19
      Hej owieczka_baran!
      Ja znam dziewczynę, która w wieku 16 lat urodziły dziecko.
      Dziś ma 27 lat i wspaniałą 11-letnią córkę, na pewno lepiej ją rozumie,
      bo pamięta jeszcze dokładnie swoje wybryki. Kontakt mają niesamowicie dobry.
      Więc nie martw się, głowa do góry, to jeszcze nie koniec świata,
      a dopiero początek prawdziwego życia i szczęścia.
      Rodzice na początku będą zaskoczeni, ale z czasem zaakceptują i pokochają.
    • mamaagusi Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 04.01.05, 20:10
      Ja miałam 19 lat kiedy urodziła się moja córunia.
      • m.nikla Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 08.01.05, 16:00
        mam 21 lat- dzidziuś ma 18 tygodni, tatus ma 42 lata smile i bardzo się wszyscy
        kochamysmile
        Pozdrawiam
    • ewa830 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 04.01.05, 20:58
      Mama zostalam 23 wrzesnia 2004 roku w wieku 21 lat smile Pozdrawiam
    • agniecha79 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 08.01.05, 18:01
      Witam serdecznie wszystkie przyszłe mamusiesmile Mam 25 lat i dopiero teraz
      poczułam tzw instynkt macierzyński, wcześniej się zaklinałam, że nie bede
      narazie miała dzieci. Maleństwo było planowane a z mężem staraliśmy sie...nie
      długo, poprostu sie nam udało od razu, pomyśleliśmy że to juz i poszło za
      pierwszym razem. Ze jestem w ciązy wiedziałam od samego początkusmile
      • joasiiik25 Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 08.01.05, 19:13
        Synka urodzilam rowno 2tyg po moich 25 urodzinachsmile
        Kacper ma obecnie skonczone 8 miesiecy (29.04.04)

        szczesliwa mamasmile
        • niepytana Re: ILE LAT MA NAJMLODSZA MAMA??? 09.01.05, 03:30
          pierwsza ciaza - 19lat synek urodzil sie jak mialam 20 (2lipca1996)
          druga ciaza - 25 lat coreczka urodzila sie jak mialam 25 (6grudzien2001)
          trzecia ciaza - 28 lat a baby urodzi sie jak bede miala 29 (termin 27lipiec2005)
          Im mlodziej tym lepiej z mojego doswiadczenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka