Dodaj do ulubionych

Na "kocią łapę"

20.01.05, 20:56
Chciałam sie dowiedzieć,ile z Was decyduje się na posiadanie dziecka bez
ślubu.Czy w ogole swiadomie wybieracie taką opcję?Spotykamy się ze soba już
od 8 lat,mieszkamy ze soba prawie 2
lata.On twierdzi,że ślub to tylko papierek.Wspomnę,że bardzo chce mieć ze mna
dziecko(i to w niedługo).Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • mpenzi Re: Na "kocią łapę" 20.01.05, 21:03
      Jeśli oboje się z tym dobrze czujecie to czemu nie. Warto jednak wtedy zadbac o
      uznanie ojcowstwa.Ja i mój partner tak zrobiliśmy, chociaż dla nas dzidzia nie
      była planowana. Teraz nie wyobrażamy sobie życia bez niejsmilePozdrawiam.
    • mazuba Re: Na "kocią łapę" 20.01.05, 21:08

      podobnie jak w przypadku mojej poprzedniczki, nie planowalam dziecka z moim
      parntnerem, w ogole nie planowalam w zyciu dzieci. w tej chwili bardzo na nia
      czekamy. swiadomie nie wzielismy slubu, mimo, ze moj partner pochodzi z bardzo
      katolickiej rodziny a u mnie byly naciski z roznych stronsmile
      pozdr
      magda, 30 tc
    • aluc Re: Na "kocią łapę" 20.01.05, 21:14
      my mamy już dwójkę na kocią
      jakoś przy drugiej ciąży już nikt nie pytał, kiedy zamierzamy się pobrać hi hi
      hi
    • joakal Re: Na "kocią łapę" 20.01.05, 21:21
      Jeśli jest to dobry pomysł również dla Ciebie to nie ma sprawy. My tak
      zrobiliśmy i nie czujemy się z tym źle. Tylko musisz się liczyć z dziwnymi
      pytaniami i głupimi uwagami postronnych osób, które będą wiedzieć o Waszej
      sytuacji.
    • lamciad Re: Na "kocią łapę" 20.01.05, 21:31
      No własnie,te pytania ze strony innych osob...I opowieści koleżanek,że slub to
      najpiekniejsza rzecz w życiu...W ogole to ślub chcemy wziać,ale jeszcze nie
      teraz.Najpierw dzidzia,potem ślub-żeby było nowocześniesmile)))-jak twierdzi moj
      partner.
    • muuunia Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:09
      czasy na szzcescie sie zmieniły i dziecko nie musi od razu oznaczac slubu. znam
      przypadki, kiedy ludzie nie chcieli slubu ale zdecydowali sie na dziecko a jak
      ono sie pojawilo to dopiero obije dojrzeli i do małżeństwa. ja też powoli
      dojrzewam.
    • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:28
      a coz to za problem wziac slub (zwlaszcza jesli to tylko papierek?). dla
      kobiety i dla dziecka sytuacja niekomfortową jest zycie na kocia łape
      • malwisienia Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:29
        a to ciekawe, nie zauważyłam żadnego "niekomfortu" z tym związanego
        • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:35
          no chocby te pytania ludzkie, klopoty z przedstawianiem sie- to moje dziecko,a
          to moj..kto? konkubent?
          dochodzi jeszcze koniecznisc uznania dziecka, nieudzielanie informacji o stanie
          zdrowia partnera (niekiedy), ojciec dziecka dostaje dni wolne po porodzie tylko
          na czlonka rodziny (żone). no jest troche tych utrudnien i dlatego ludzie biora
          slu, gdy dziecko jest w drodze.

          P.S osobiscie nie mam nic do osob,ktore slubu brac nie chca,ale dla mnie samej
          taka sytuacja bylaby klopotliwa
          • iwka901 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:21
            Iwcia75 ma rację , sytuacja jest mało komfortowa jeśli jedna strona pragnie
            ślubu -matka z dzieckiem, a tato nie chce, więcej, wtedy powstaje naprawdę
            poważny kryzys i refleksja nad związkiem.
            Jeśli życie bez papierka jest dobrowolną decyzją OBU stron, to jest jak
            najbardziej OK.
          • darekjedrasiak Re: Na "kocią łapę" 22.01.05, 08:03
            Pozwolę sobie na małe sprostowanie (bo być może komuś to się przyda) -
            informacji o stanie zdrowia możemy udzielić tylko osobom wskazanym przez
            pacjenta. Jeśli nie ma wśród nich członków rodziny, to choćby pytał brat,
            ojciec czy matka, nie można im nic powiedzieć. Pozdrawiam Darek Jędrasiak
        • muuunia Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:05
          wręcz przeciwnie, ja uważam że to dość komfortowa sytuacja poza tym
          przynajmniej wiem, ze jestesmy ze sobą bo chcemy a nie dlatego, ze zrozwody sa
          drogie a ślub weźmiemy bo będziemy oboje czuli taką wewnętrzną potrzebę a nie
          dlatego że zamarzy nam się dziecko
          • lamciad Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 18:57
            > przynajmniej wiem, ze jestesmy ze sobą bo chcemy a nie dlatego, ze zrozwody
            sa drogie

            No i właśnie o to chodzi!!!Bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź muuunia.

            Pozdrawiam
      • mazuba Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:40

        ja tez nie mam dyskomfortu z powodu zycia na "kocia lape" a branie slubu dla
        dwoch tygodni wolnego dla partnera i prostszego przedstawiania rodzinysmile to wg
        mnie niedojrzalosc i skrajny konformizm, ktory nie zawsze jest taki dobry (jak
        wielokrotnie pokazala historiawink)
        pozdr
        magda, 30 tc
        • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:43
          coz, ja nie naleze do tych nowoczesnychwink stad dla mnie bylby to problem. wole
          byc żoną i już!
          ale zeby z tego powodu posadzac mnie o niedojrzalosc, to mazubo, przesada. ja
          nie krytykuje myslacych inaczej niz ja w sprawie slubu, mowie tylko,ze ja wole
          inaczej.
          • mazuba Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:03
            iwcia75 napisała:

            >a coz to za problem wziac slub (zwlaszcza jesli to tylko papierek?). dla
            >kobiety i dla dziecka sytuacja niekomfortową jest zycie na kocia łape

            a w tym miejscu Ty czasami nie skrytykowalas mojej sytuacji i sposobu na zycie??
            magda
            • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:43
              napisalam to do autorki watku,a nie do ciebie, Mazuba! a poza tym napisalam,ze
              to nie problem wziac slub (wg mnie- czego zapomnailam dodac),ale nikomu nie
              powiedzialam,ze to jest niedojrzale-zwlaszcza,ze tak wcale nie uwazam!
              • mazuba Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:07

                dokogokolwiek bys nie pisala,to ogolne stwierdzenie "ze zycie na kocia lape
                jest dla kobiety niekomfortowe" ( a ja wlasnie tak zyje) dotyka i dotyczy takze
                mniesmile
                i dodawaj "wg mnie" to bedzie latwiej czasami.
                pozdr
                magda
                • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:24
                  wiesz, Mazubo, nie wiem,o co Ci chodzi, nikt Cie nie chcial urazic! gdybym
                  reagowala tak,jak ty, to bym sie musiala obrazic na wszystkie panie, ktore
                  bardziej cenia zycie bez slubu,piszac,ze to papierek lub ze to nie uchroni
                  przed rozwodem! jakos sie nie obrazilam na te zdania! smile)
                  przeciez zdanie "zycie na kocia lape jest dla kobiety niekomfortowe" nie jest
                  obrazliwe! i jest oczywiste,ze wyraza ono moj poglad na zycie i nie zawiera
                  krytyki osob zyjacych inaczej,do ktorych ja absolutnie nic nie mam
        • yola13 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:59
          Wiesz, po prostu są różne sytuacje prawne w życiu, w których lepiej jest mieć
          ten papierek, niż go nie mieć.
      • muuunia Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:01
        dla mnie jest bardzo komfortową
    • schaapje Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 10:47
      jestesmy razem juz 8 lat, mamy wspolne mieszkanie i kredyt. w zasadzie chcemy
      slubu, ale jakos nam nie wychodzi. zareczylismy sie tak bardzo oficjalnie (ja
      tego potrzebowalam) i jest nam dobrze. czesto mowimy o sobie 'maz-zona' i tak
      tez mowia o nas nasi znajomi, choc wiedza, ze nie jestemy malzenstwem. teraz
      oczekujemy dziecka (planowanego i chcianego), ale nie zamierzamy z tego powodu
      brac slubu (wrecz uwazamy, ze wlasnie z tego powodu slubu brac nie bedziemy)...

      nie bede sciemniac - czasami sobie mysle, ze chcialabym, zebysmy byli
      malzenstwem, takim oficjalnym, przypisanym sobie... wiem, ze tylko paierek, a
      rodzine tworza ludzie, nie podpis na akcie slubu. ale czasem tak mnie
      nachodzi... a potem mysle - jeszcze rok, jak juz skoncze szkole, jeszcze teraz
      rozlicze sie z dzieckiem i bede miala czym zaplacic czesne.. potem przychodza
      do mnie inne komplikacje, ktore sie pojawia razem ze slubem - i poprostu mi sie
      odechciewa...

      no ale generalnie - decyzja nalezy do Was - najwazniejsze, zebyscie byli
      szczesliwi...
      • 1jagienka Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:03
        Dla mnie ślub nie był tylko papierkiem. Dla meza również. Wiele się zmieniło -
        na lepsze. Zupełnie inaczej zaczęliśmy na siebie patrzeć, poważniej. Ja czuję
        się pewniejsza i - może śmieszne - ważniejsza, niż tylko dziewczyna. Nie chcę
        nikogo urazić - ja to tak czuję: chodzilśmy ze sobą 5 lat, więc mam porównanie
        przed i posmileNa dziecko również zdecydowaliśmy się po ślubie, bo - niestety -
        dzieci w szkole są okrutne (wiem, bo jestem nauczycielką i mam 2 podopiecznych,
        którzy mają dosyć tłumaczenia się innym, czemu mama ma inne nazwisko, wyzwisk,
        itp. Niestety nasz polski ciemnogród długo jeszcze nie wyjdzie z dawno
        przyjętych sztywnych norm.
        Poza tym racją jest, że ślub nie chroni przed nieudanym związkiem i rozstaniem -
        może je jedynie komplikuje. Ale ja jestem szczęśliwa, że mam męża i myślę, żę
        mąż jest szczęsliwy, mając żonęsmile))Dla mnie małżeństwo mam po prostu więcej +,
        niż wolny związek. Ale to jest moje zdanie i absolutnie nie potępiam innych.
        nie dajcie się upychać w szablony i uprzedzenia!
        pozdrawiam
        --
        nasza dziewczynka
        "lilypie.com/days/050512/2/25/1/+0"
        • malwisienia Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:14
          Przypomnę tylko że w małżeństwie również jest dopuszczalne jest posiadanie
          innych nazwisk przez małżónków (w moim przypadku akurat tak by było) więc
          argument z tłumaczeniem się przez dziecko z innych nazwisk rodziców jest moim
          zdaniem nietrafiony
          • 1jagienka Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:20
            Ale o co tobie chodzi? Czy to jest mój argument?? Chyba nie zrozumiałaś mojego
            postu?
        • agnieszkamr Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:23
          Jestem za wolnością wyborów. Ludzie są różni, mają różne potrzeby i różnie się
          zachowują w różnych sytuacjach. Dla mnie wzięcie ślubu było oczywistym etapem
          związku. Dodam, że odbył się dośc szybko, bo chociaż znamy się z mężem całe
          życie (nasze babcie się przyjaźniły), to "chodziliśmy" z sobą tylko cztery
          miesiące, z czego dwa już jako narzeczeni. Ślub cywilny odbył się po czterech
          miesiącach od pierwszej randki, a kościelny po kolejnych czterech (wymagał
          więcej przygotowań). Ale żadne dziecko nie było wowczas w drodze, więc ten
          szybki ślub był przemyślaną i, jak się po już prawie 7 latach małżeństwa
          okazało, dojrzałą decyzją. W naszych odczuciach jesteśmy szczęśliwym i
          kochającym się małżeństwem. Nie wyobrażam sobie życia w związku nieformalnym,
          ale to nie oznacza, że małżeństwo ma być patentem dla wszystkich na szczęśliwy
          związek. Myślę jednak, że istotnie pary żyjące w nieformalnych związkach mają
          więcej kłopotów natury właśnie formalnej: uznawanie dziecka, kwestie
          dziedziczenia, informowania partnera w szpitalu itd. To oczywiście nie oznacza,
          że należy się pobierać tylko z tego powodu, by tych kłopotów uniknąć. Zresztą
          to, co dla jednych jest kłopotem, dla innych może być tylko drobną
          niedogodnością. Jednakże tak samo formalności rozwodowe nie są dla mnie
          argumentem przeciwko małżeństwu, bo jak się wchodzi w związek, to ma się
          nadzieję, że on przetrwa. Jestem natomiast zdecydowaną przeciwniczką pobierania
          się TYLKO z tego powodu, że dziecko jest w drodze, to znaczy formalizowania
          przypadkowych związków.
          A tak na marginesie, nazwisko zachowałam swoje, dołozyłam tylko nazwisko męża,
          najczęsciej używam dwuczłonowego, czasem tylko panieńskiego, a nie zdarza mi
          się prawie wcale używac samego nazwiska męża.

          Pozdrawiam
          Agnieszka, mama Marianny (prawie 5 lat) i Tadzia (28 tc)
          • malwisienia Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:28
            Nie róbmy problemu z uznania dziecka, przecież to tylko kwestia wypełnienia
            jednego formularza w usc
            • 1jagienka Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:33
              malwisienia, ja nikomu naprawdę w metryki nie zaglądam. To jest kwestia wyboru
              i tyle. Moim rodzicom ślub nie pomógł - rozwiedli się po 25 latach, więc nie
              argumentuję ślubem szczęścia w związku. Napisałam tylko o 2 biednych
              dzieciakach (biednych z powodu nietolerancji rówiseśników, a nie stanu
              cywilnego rodziców) , a ta nietolerancja jest tak głęboko zakorzeniona, że na
              tych zawziętych nie pomagają żadne kary, rodzice jednego z tych, którym
              dokuczano, przenieśli je w tym roku do innej szkoły i mam nadzieję, że to coś
              pomoże.
              To jest dla mnie jedyny naprawdę poważny problem w związku nieformalnym - chory
              brak tolerancji.
        • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:57
          czuję podobnie,jak 1jagienka- malzenstwo w moim przypadku duzo zmienilo na
          lepsze. bardziej kocham swojego partnera, nasza wiez sie poglebila,czuje sie z
          nim rodzina i uwielbiam,gdy nazywa mnie swoja żoną. ogolnie czujemy sie za
          siebie bardziej odpowiedzialni.
          a do slubu "z powodu dziecka" (dla osob,ktore i tak sa razem) zachecam z tych
          powodow,o ktorych pisala jagienka-dla dobra dziecka. wiem,jak sie patrzy an
          dzieci,ktorych rodzice nie maja slubu- w Polsce jeszcze dlugo to podejscie sie
          nie zmieni.
      • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:51
        odniose sie do tego,co mowi bardzo szczerze Schaapje-gdzies w glebi pragnie ze
        swoim chlopakiem tworzyc juz oficjalne malzenstwo. wiele kobiet cos takiego
        odczuwa i niekiedy nie dopuszczaja tego do swiadomosci. bede sie upierac,ze dla
        częsci kobiet zycie bez slubu jest sytuacja niezreczna-np dla mnie by bylo.
        mezczyznom ta "oficjalnosc" nie ejst tak potrzebna,jak niektorym kobietom. mnie
        byla,ale akurat moj malzonek tez tego potrzbowal i nie chcial mieszkac bez
        slubu (nawet bardziej ode mnie)
      • lamciad Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 19:04
        Schaapje,Twoj post jest poprostu odzwierciedleniem całej mojej sytuacji
        życiowej.Nawet spotykacie się ze sobą tyle,co my.No i uczysz się nadal-ja
        też.Jedyne co nas rożni to fakt,że my dzidziusia planujemy,a u Was juz w
        drodzesmile-gratuluje!W ogole bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź.

        Pozdrawiam gorąco
    • letsgostarted Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:26
      Mieszkamy razem 5 lat, teraz spodziewamy sie dzidzi, slubu na razie nie
      bierzemy i nie czuje w zwiazku z tym zadnego dyskomfortu. Dziecko zostanie
      formalnie uznane a nam jest dobrze jak jest. Pomyslimy o tym w przyszlosci -
      moze.
      Dodam,ze jestem kobieta "po przejsciach" wiec wiem czym jest malzenstwo.

      Pozdrawiam
    • justa0103 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 11:39
      a ja uwazam ze nikt nikomu nie ma prawa zagladac do dowodu -bo to indywidualna
      sprawa
      dla mnie tak jak i dla jednej z moich poprzedniczek rodzina to dwoje
      kochajacych sie ludzi i ewentualnie dziecko... zaden papierek lub udogodnienia
      tego nie zmienia albo sie chce z kims dzielic zycie i sie z nim jest albo nie -
      dla mnie proste!!!
      a tak w ogole to ja nie wiem czy dla mnie nie bylby to problem raczej zwiazany
      z finansami bo slub swoja droga ale jakby sie poczula rodzina niezaproszona na
      ten wazny dzien ???? zrobcie teraz slub z drobnym nawet poczestunkiem i
      policzcie ile wam wyjdzie ... ja w takim momencie gdy spodziewalabym sie
      dziecka absolutnie nie podjelabym sie wydania takiej kwoty na to zeby ktos sie
      bawil a ja mialabym potem martwic sie jak zapewnic byc dzieciatku... taka
      niestety moda nastala ze ukochani nie moga we dwoje przezyc tego dnia slubu
      tylko z cala rodzina - w wiekszosci przypadkow bylaby to przeciez dla tych
      ciotek , babci obraza majestatu
      mysle ze to wazniejsza kwestia (pieniadze) bo czesto to mlodym stoi na
      przeszkodzie by sie pobrac mimo ze bardzo by chcieli
      • schaapje Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:50
        kilka miesiecy temu (jeszcze nie bylam w ciazy smile moj powiedzmy w miare dobry
        znajomy w dosc oczywisty sposob proponowal mi romans. facet przystojny,
        inteligentny, do tego wysoki, a to zawsze mnie 'rozkladalo'... ja zwiazana, on
        zwiazany - duzo takich zwiakow prawda?

        ale nie o tym chcialam - rozwalilo mnie wtedy to, ze on kilka tygodni pozniej
        mial brac slub. i widac bylo, ze sie tym przejmuje, ze to dla niego wazne itp.
        widzicie ja nawet nie chce wnikac w to, co nim kierowalo, ani w to, czy
        rzeczywiscie bylby (bylibysmy) w stanie posunac sie dalej niz tylko do rozmowy
        o tym. po prostu przybilo mnie, ze slub moze tak niewiele znaczyc...
        dla mnie wiernosc jest kwestia wyboru i nie wierze, ze mozna sie z nia urodzic.
        ja osobiscie musialam sie jej nauczyc. w wiernosc mojego faceta wierze
        bardziej, niz w swoja wlasna i mam to bez slubu... i rodzina tez jestesmy bez
        tego (zwlaszcza, ze moj facet jest 'po przejsciach' i mieszkamy razem we
        trojke, razem z jego dzieckiem z poprzedniego malzenstwa). niedlugo bedzie nas
        czworo i wiem, ze bedzie jeszcze lepiej, niz jest, ze dopiero teraz bedziemy
        rodzina... wiec po co nam slub????

        a jednak planujemy wiec...?

        moze troche nie na temat mi wyszlo, ale ten watek prowokuje do myslenia
        (przynajmniej mnie smile
        • iwcia75 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:56
          schaapje, dlaczego nie na temat? sa ludzie, ktorym nawet slub nie pomzoe, sa
          tacy, ktorzy i bez slubu sobie poradza z miloscia,a innych slub uskrzydli i
          nada nowy wymiar ich uczuciu smile
    • sprezyna23 Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:31
      ZASTANÓW SIĘ, CZEGO TY CHCESZ. JEŻELI PRAGNIESZ ŚLUBU I DOPIERO POTEM DZIECKA,
      TO POWIEDZ MU O TYM. A JEŚLI UWAŻASZ, ŻE NIE CHCESZ Z NIM BYĆ DO KOŃCA ŻYCIA,
      BO COŚ CI W NIM NIE ODPOWIADA,NIE WYCHODŹ ZA NIEGO. MAM NADZIEJĘ, ŻE UDA CI SIĘ
      PODJĄĆ ODPOWIEDNIĄ DECYZJĘ.
    • e_rubi Re: Na "kocią łapę" 21.01.05, 12:53
      Ja mieszkalam ze swoim partnerem 5 lat, wynajmowalismy razem mieszkania,
      mielismy wspolne konto, kupowalismy razem meble, bralismy razem kredyty,
      spedzalismy swieta, znalismy swoje rodziny - zylismy jak malzenstwo. Nie
      dazylam do slubu, moj partener uwazal, ze to niepotrzebny papierek. Gdzies w
      glebi sobie myslalam, ze jak bedziemy planowac dziecko, to wtedy o tym
      pomyslimy, pogadamy. Az nagle cos sie w nas zmienilo i okazalo sie, ze chcemy
      sie pobrac i to dla nas wazne, tak po prostu. Sami bylismy zaskoczeni, nasi
      znajomi tez, bo wydawalismy sie byc zadeklarowanymi przeciwnikami formalizacji
      zwiazku. I slub odbyl sie, huczne wesele rowniez. I orgaznizowanie tego
      sprawilo nam wiele radosci i frajdy. Myslalam, ze to nic nie zmieni...a jednak
      poczulismy sie wyjatkowo. Uwielbiam mowic o nim moj maz i czuje sie dumna gdy
      on nazywa mnie swoja zona. Wszyskto sie jakby dopelnilo. Najwiecej jednak
      znaczylo dla naszych rodzicow, dopiero wtedy poczulam, ze naprawde jestem
      czescia rodziny meza a on mojej, bo to ze sami dla siebie jestesmy rodzina bylo
      juz oczywiste dla nas od dawna. Decyja o dziecku przyszla duzo pozniej, rok po
      slubie.
      Dla kazdego slub znaczy co innego. Wydaje mi sie, ze trzeba sie kierowac sercem
      i wlasnymi emocjami, jesli dalej czujecie, ze slub to tylko niepotrzebny
      papierek to nie ma sensu go brac. Nawet gdy w drodze jest dziecko. Jesli oboje
      czujecie sie z tym dobrze na pewno poradzicie sobie z ewentualna presja
      otoczenia czy brakiem tolerancji. A formalnosci na pewno da sie zalatwic. Ja
      mimo tego ze jestem zona nosze wciaz swoje nazwisko a dziecko bedzie mialo
      oczywiscie nazwisko meza. Nie widze w tym problemu. Moze poczujecie kiedys (jak
      my), ze jednak warto sie pobrac, a moze nigdy - i tez OK. Bedziecie dla siebie
      rodzna obojetnie czy na papierku czy nie. Zycze powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka