wczoraj zadzwonila do mnie moja szefowa. ( urodzila rok temu, cala ciaze byla
na zwolnieniu). powiedziala, ze MAM PRAWO spokojnie cieszyc sie ciaza i nie
myslec o pracy, ze moge zostac do konca na l4! ona w tym czasie znajdzie
kogos na zastepstwo, a za rok wroce na swoj stolek przy swoim biurku. kurcze,
niesamite w tych czasach prawda?
planowalam wrocic po 1 trymestrze, ale pewnie bylby to powrot na krotko, bo
potem lato i upaly, ktore nawet bez ciazy tragicznie znosze.
w mojej komorce jestesmy we trzy. zatem beze mnie praca sie troche rozlozyla
na lopatki, poza tym dziewczyny mialyby problem z urlopami itd... pomijam
kwestie ewentualnej choroby dziecka.
zatem mysle, ze zgodze sie na to, zeby nie robic szumu, niech one sobie wezma
na rok zastepstwo z robot publicznych urzedu pracy ( jeszcze bezrobotny
skorzysta!!!!!!!!!!!!)a ja spokojnie przechodze ciaze bez stresu. zobaczcie
jak malo trzeba zeby byc szczesliwym i zeby nikt nie byl pokrzywdzony.
ps. pracuje w urzedzie, zatem chyba urzedy nie sa bezduszne?