Dodaj do ulubionych

ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM...

14.02.05, 14:36
No właśnie jestem ciekawa jak zachowują się wasi partnerzy na kilka tygodni
czy dni przed porodem. Mnie zostały trzy tygodnie a mój mąż wyraża pełną
gotowość... Mówi że jakby tylko zaczęło się coś dziać to mam zadzwonić a on
jak najszybciej przyjedzie z pracy by zawieźć mnie do szpitala. Dzwoni
codziennie z pracy by zapytać jak się czuję. Nie planujemy porodu rodzinnego
ale mówi że będzie w szpitalu cały czas w razie gdybym go potrzebowała.
Ostatnio kupił nawet pieluchy i pierwsze buty dla naszego dziecka - takie
malusieńkie tenisówki - boskie. Kupił tez dla naszego nienarodzonego synka
pierwszy tor wyścigowy - i nie dał sobie wytłumaczyć ze to trochę za
wcześnie... Często powtarza że już by chciał aby nasz skarb był z nami. Mało
rozmawiamy na temat moich obaw co do porodu i trochę mi tego brakuje ale
ilekroć poruszam ten temat to on szybko go zmienia. Mam wrażenie że on sie
bardzo denerwuje a nie chce do konca do tego przyznać. A jak jest u was???
Jak sie zachowują wasi partnerzy??? Macie w nich oparcie w tych ostatnich
dniach czy może oni bardziej to przezywają w samotności???
Obserwuj wątek
    • anielka25 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 14.02.05, 18:59
      jest tam kto???
      • e_stella Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 14.02.05, 19:15
        Jakoś tak nie bardzo rozumiem... To on będzie rodził?
        • anielka25 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 14.02.05, 21:07
          No przecież to oczywiste że on będzie rodził - w końcu nie na darno nosił
          dziecko w sowim brzuszku - a u was jest inaczej...??? Bo skoro tak to macie
          jakieś dziwne zwyczaje...
          • jagodasoft2 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 14.02.05, 21:19
            Moj moz zachowuje sie podobmie do twojego. Z tym ze bardzo probuje ukryc swoje
            przejecie, ale mu nie wychodzi. Jak wraca z pracy to codziennie przynosi jakies
            nowe rady od kolegow (pracuje z 8 facetami). I zauwazylam ze lubi robic zakupy
            dla dzidzi (innych nienawidzi), moze ze mna chodzic godzinami po hurtowni i w
            nieskonczonosc wybierac posciel dla malucha. Zabawek naszczescie nie kupujemy z
            tego powodu ze nie wiemy czy bedziemy mieli dziewczynke czy chlopca. A w pracy
            tez wszystkich przygotowal ze na jeden moj telefon wsiada w auto i jedzie do
            mnie.
        • annka12 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 14.02.05, 22:05
          Estella ty juz jestes taka przewidywalna i nudna ze nie chce sie czytac twoich
          wypowiedzi.....
    • asia9922 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 14.02.05, 21:39
      Witajcie. Mój mąż się cieszy bardzo,lubi planować, jak już Franek z nami
      bedzie. ale widzę, że bacznie mi się przyglada, czy ja się nie boję porodu, czy
      będę wiedziała jak, chyba bardzo na mnie liczy, na jakiś optymizm.
      najzwyczajniej w swiecie się boi...
    • pastoris1 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 15.02.05, 09:24
      Mnie do porodu zostało naprawde kilka dni. Mąż pracowicie robi zakupy, dzwoni z
      pracy kilka razy tłumaczac iż ma przeczucie że już rodze. Mam czesto skurcze
      przepowiadające i to dość bolesne. I tylko czeka jak powiem iż już jedziemy.
      Jednak cieszac sie na przyjście jednak boi sie porodu a głównie tego ze to ja
      będe cierpieć a nie on.
    • niedzwiedzica_sousie Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 15.02.05, 09:35
      ja co prawda jestem w 12 tygodniu, ale mój mąż zrobił się takim aniołkiem, że
      już mam ochotę na drugą ciążę smile))))))))))
    • magdek2 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 15.02.05, 09:43
      ja mam jeszcze trochę czasu bo termin 30 marca, moja druga połowa zapytała
      ostatnio jak to mniej więcej przebiega (nie wolno mi chodzić do szkoły
      rodzenia, więc pojęcie jako takie mam z tego co wyczytam smile), po krótce zdałam
      sprawozdane z tego co wyczytałam z zaznaczeniem, że różnie to może być, i
      usłyszałam przerażone "to straszne..." bardzo mnie to rozbawiło, chyba miał
      mylne wyobrażenie na ten temat typu: idę, kłade się i rodzę i już..., teraz
      chciał ze mną pójść do szpitala na wycieczkę, ale z premedytacją go nie
      zabrałam, bo po co, zdąży zobaczyć te cudowne "helikoptery" na porodówce, chyba
      bedzie chwilami zabawnie, mam nadzieję, że trochę się pośmieję czasami z jego
      miny o ile będę w stanie wink
      • grochalcia Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 15.02.05, 14:23
        no to ja mam fajnie, bo moj mezulek pracowal kiedys w pogotowiu(mial byc
        lekarzem)i byl przy porodach i ja sie gorzej denerwuje od niego. Mowi, ze nie
        da mi zrobic krzywdy i caly szpital postawi na nogi jak bedzie trzeba- taki
        maly nerwusek z niego, ale za osobami, ktore kocha, jest strasznie!!!Tez robi
        zakupy dla dzidzi i ciesze sie, ze mam go przy sobie...pomaga jak malo kto!!!
    • 1kajetan Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 15.02.05, 14:56
      Mój mam wrażenie że od odkąd sie dowiedział że będzie cesarskie cięcie to
      trochę spoczął na laurach, wcześniej mówił ze mógłby w trakcie porodu zabrać mi
      część tego bólu, a teraz temat bóli sie urwał. Za to jest niesamowicie zabawny
      w swoich wyobrażeniach (to nasze pierwsze baby)otóż np. myślał (zrozumiał z
      wypowiedzi lekarza)że jak mi Małego wyjmą to po wstępnych czynnościach jak go
      dostanie później na ręce a ja będę na obserwacji na pooperacyjnej to on będzie
      musiał tak z nim z 2godz. chodzić po korytarzu, biedny nie zrozumiał że mojej
      gince chodziło o to że będzie mógł sie nim nacieszyc i zanieść go na jakiś czas
      w asyscie położnej na oddział noworodków.Czy wasi mężowie tez mają takie
      pomysły, swoja droga to dobrze że ma takie pozytywne nastawienie.smile
      • karolcia_81 Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 15.02.05, 17:38
        ostatnio dostałam straszny atak kolki nerkowej i myślałam że to może skurcze
        (bolało jak nie wiem co) a że mamy z mężusiem poród rodzinny,to miałam
        przedsmak jego zachowania w sytuacji krytycznej i jestem bardzo dumna.mój
        mężulek ekspresowo się ubierał,szybko samochód(była 4rano)z garażu, droga do
        szpitala choć w ciszy i napięciu - szybka.Każde moje jęknięcie z bólu to jego
        słowa:jeszcze trochę kochanie,już jesteśmy na miejscu",potem cierpliwe czekanie
        na izbie co powie lekarz.Kiedy się okazało że to jeszcze nie skurcze, odetchnął
        ale poczekał aż znajdę się na łóżku na oddziale patologii ciązy i dopiero
        pojechał do pracy

        wiem że sobie poradzi na porodówce i on chyba też się trochę w tym upewnił,Już
        o wiele pewniej mówi o tym jak to będzie tam na sali,że musi zadbać żeby
        pilegniarki i lekarze dobrze wszystko przeprowadzili.On będzie o to dbał

        i dlatego czuję się spokojna,i czekamy
        pozdrawiam Karolcia i Córcia
        • pipsztok Re: ZACHOWANIE PARTNERA PRZED PORODEM... 17.02.05, 13:29
          Hej. Ja mojego meza sprawdzilam ostatnio w takiej samej sytuacji jak Ty- tez
          mialam atak kolki nerkowej i wlasciwie dopiero od wczoraj jestem w domu. U mnie
          bylo trudniej, bo moj Tomek z odleglosci 350 km musial mnie uspokoic,
          podtrzymac na duchu, zapewnic ze wszystko dobrze, a przede wszystkim
          zorganizowac transport do szpitala i opieke tymczasowa nad swoja biedna,
          zbolala zona. Postanowilismy, ze do 38 tyg. bedzie wyjezdzal (jest wlascicielem
          malej firmy, ktorej funkcjonowanie polega na 3-4 dniowych wyjazdach w gory;
          kiedys oczywiscie jezdzilismy razem, a teraz zostawia mnie pod opieka mojej
          rodziny i swojego mlodszego brata)nie jest latwo, bardzo tesknimy, ale staram
          sie byc dzielna, bo wiadomo kasa jest bardzo potrzebna wszystkim przyszlym
          rodzicom. Nieraz jestem na niego wsciekla, ale jak mi przejdzie tlumacze sobie,
          ze on to robi dla nas.
          Ta okropna kolka nerkowa pozwolila mi myslec, ze na porodzie rodzinnym moj maz
          sie sprawdzi; umie szybko reagowac, podejmowac wlasciwe decyzje i nie panikuje
          jak ja, choc jestem pewna, ze tez sie boi (gdy o tym rozmawiamy mowi, ze boi
          sie tylko troche, glownie o mnie, ale jakos nie do konca mu wierze smile)
          Mam pytanie: w ktorym tygodniu dostalas tej okropnej kolki, juz sie z nia
          uporalas i czy dlugo lezalas w szpitalu?
          Ja mam nadzieje, ze incydent tego okropnego bolu juz nie powroci i jakos
          wytrwam do konca; juz niedlugo, na szczescie.
          Ale sie rozpisalam, sorry.
          Pozdrawiam-Asia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka