09.03.2005 w szpitalu Siemiradzkiego w Krakowie przyszedł na świat mój synek -
Piotr. O 10 rano zaczęły się skurcze. Odczuwałam je bardziej jako ból
brzucha, taki jak przed okresem. Bez szczególnej regularności, ciągły.
Ponieważ nie odeszły mi wody, ani czop, zbagatelizowałam je i zaczęłam robić
pranie. Jednak po jakimś czasie ból był dotkliwy i postanowiliśmy jechać do
szpitala. Na miejscu okazało się, że skurcze są już co 3 minuty, a rozwarcie
na 5 cm. Poród trudny - mały okręcony pępowiną wokół szyi, zielone wody,
stare łożysko - no i duży bobas. W pierwszej fazie - rozwierania się szyjki
miałam podane ZZO. Żartowałam z położnymi i mężem. W fazie parcia - nie
podawano mi już kolejnych dawek znieczulenia. Ból okropny, szczególnie gdy
musiałam powstrzymywać parcie, bo Piotrkowi spadało tętno, ale do
wytrzymania. O 16:45 było już po, mały 10 punktów, 3 890 g, 55 cm. Po trzech
dniach od porodu zaczęłam już myśleć o następnym dzidziusiu

. Wyszliśmy ze
szpitala dopiero po tygodniu, bo Piotruś miał straszną żółtaczkę. Stałam nad
inkubatorem i płakałam, bo groziła mu transfuzja. Wszystko skończyło się
jednak dobrze.
Personel szpitala niesamowicie miły, pomocny. Polecam ten szpital.
A dziecko, spokojne jak aniołek, mam dużo czasu. Tylko średnio co 3 godziny -
przewijanie, jedzenie, odbijanie - i znowu trzy godziny wolnego. A
pielęgnacja - strasznie się tego obawaiłam - wcale nie taka trudna.
Na popękane brodawki polecam bepathen - dostałam w szpitalu, razem z innymi
próbkami. Po wyjściu ważyłam 0 13 kg mniej.
Pozdrawiam Was wszystkie i życzę szczęśliwego końca czekania.
Ania i Piotruś