Witam, mam pytanie czy ktoras z Was miala zle obliczony termin porodu z
ostatniej miesiaczki? Jestem teraz 8 dni po terminie, od wczoraj jezdze
codziennie na KTG. Dzis bardzo sympatyczny lekarz powiedzial, ze moze ten
termin jest zle wyliczony i zamiast 29.03 mialby byc 10.04. Niby kilka dni,
ale mnie sprawia roznice, bo albo juz jestem 8 dni po, albo jeszcze przed.
Dodam, ze wiekszosc dzieci w mojej rodzinie przyszla na swiat dosc dlugo po
terminie: ja 2 tyg, moja mama 2 tyg, jej siostra 10 dni. Dodatkowo to byl
pierwszy lekarz, ktory zwrocil uwage na to, ze mialam miesiaczki co 31 dni a
nie co 28 jak sie przyjmuje do obliczenia daty porodu. Ktos ma jakis pomysl,
czy przenoszenie moze byc uwarunkowane genetycznie? Czy dluzsze cykle
faktycznie moga miec wplyw na wyliczona date? Jesli tak to czemu zaden z
lekarzy nie zwrocil na to uwagi wczesniej? Lezalam 4 miesiace, zeby donosic
zagrozona ciaze, a teraz nie moge urodzic - to jest ironia losu.
pozdrawiam wszystkie Mamy i dzieki za odpowiedzi (podpowiedzi)