kraplakowa
24.09.05, 09:45
Dziewczyny, chyba sobie wykrakałam. Tak strasznie się bałam, że coś będzie
nie tak i prawdopodobnie jest; Wczoraj miałam pierwsze USG, według om to 8
tydzień. USG (dopochwowe) wykazało zarodek ok. 7 tygodnia, wyraźny, kosmówka
prawidłowa, ale nie było akcji serca!!! Pan doktor powiedział, że powinna już
być, ale "czasem różnie to bywa" i tyle! W ogóle nie był zbyt rozmowny i
przekonywujący, tzn, to "różnie bywa" nie brzmiało pocieszająco. Kazał
powtórzyć badanie za 4 dni. Zapytał czy miałam krwawienia w tej ciązy
wyglądało to wwzystko na to jakby kolejne badanie miało być tylko pro forma,
dla potwierdzenia tego, ze zarodek się nie rozwija. Cała we łzach polecialam
do mojej ginki, która... przyjęla wynik bardzo spokojnie! Powiedziała, że w 7
tygodniu może nie być widocznej akcji serca i powtarzanie badania za 4 dni
jest bez sensu bo nadal może nie być jej widać. Kazała powtorzyć za 7 - 10
dni. Powiedziała, że nie może mi w prawdzie obiecać, że wszystko jest ok,
ale, że nie ma jeszcze powodów do nerwów bo zarodek jest wyraźnie widoczny, a
przy obumarły byłby "rozmyty". Nie wiem komu mam wierzyć. Tego lekarza, który
robił mi USG widzialam pierwszy raz w życiu, a moja ginka też prowadzi mnie
od niedawna (przed ciążą chodziłam do innej, teraz do tamtej już nie mogę, z
resztą nie była rewelacyjna) i nie wiem komu mam zaufać. Dziewczyny, ja
zwariuję przez te 10 dni! Czuję sie dobrze, nie mam plamień, ale psychicznie
jestem wykończona. Wszyscy mi mówią, że nie wolno się załamywać, że jeszcze
nic nie jest przesądzone, że nie wolno mi o tym za dużo myśleć, ale ja nie
potrafię myśleć o niczym innym! Jak wytrzymać te 10 dni??? Czy któraś z was
też miała takie przejścia???