Dodaj do ulubionych

APEL DLA RODZĄCYCH!!!

09.01.06, 17:40
Pewnie zastanawiacie się czy wybrac poród rodzinny ,czy też nie.Dziewczyny
nie popełniajcie tego błedu co ja, Jeżeli sie wahacie co wybrać ,odpowiedz
jest prosta -poród rodzinny!!! A dla tych co sie wahają niech moja historia
będzie przestrogą.
Od poczatku ciązy, jednoznacznie było wiadomo ,że mój mąz będzie przy
porodzie, to było jasne jak słońce- do czasu jak wylądowaliśmy w
szpitalu.Wtedy to moja druga połowa,przerazona obrotem sytuacji -
skapitulowała.Mąż tłumaczył sie ,że nie poradzi sobie z tym, woli poczekać,
aż będzie po wszystkim.
Stojąc na korytarzu bloku porodowego, skręcając sie z bólu,nie zastanawiałam
sie nad tym , bez nalegania pozwoliłam mu odejść.I wtedy rozpoczął sie dla
mnie koszmar!!!
Pani połozna zaprowadziła mnie do sali porodowej ,w kącie sali położyła
moje rzeczy, Dała mi do załozenia koszule do pasa i..... sobie poszła.Stałam
nie mągąc sie poruszyć z bólu, skurcze miałam bardzo często, nie miałam
pojęcia co mam ze sobą począć. Wcześniej nie chodziłam do szkoly rodzenia
dlatego nie miałam pojęcia o prawidłowym oddychaniu w czasie skurczów, można
powiedzieć ,że nie maiałam pojęcia o niczym.W sali nie bylo nawet krzesła na
którym moglabym usiąść.Jedynym meblem był fotel do rodzenia .Więc tak sobie
stałam ,jęcząc z bólu ze 20 minut, aż położna raczyła sie ponownie zjawić.
Położna po przyjściu nie zainteresowała sie moim stanem,tylko usiadła sie
przy biurku na korytarzu i przez otwarte drzwi zasypywała mnie pytaniami o
wybór lekarza o stan zdrowia itp....Na moje pytanie co ja mam zrobić
(przypominam,że stałam z gołym tyłkiem,zlana potem),położna powiedziała ,że
mam połozyc sie na fotel.W żaden sposób nie mogłam sie na niego
wdrapać ,dopiero gdy ją poprosiłam o pomoc wstala od biurka.
Mój dalszy poród wyglądał nastepująco: ja na fotelu konająca z boleści ,
pani na korytarzu wypełniajaca papiery.Zero jakiegokolwiek zainteresowania ,
zero wskazówek odnośnie mojego zachowania sie w czasie porodu.Nie było przy
mnie nikogo ,kto dodałby mi otuchy i ulżył moim cierpieniom,podał wody do
napicia.
Wtedy Natura okazała sie silniejsza ode mnie, gdyz poczułam ,że musze
zacząc przeć.Wody płodowe zaczęly tryskac ze mnie a pani dotąd siedzaca na
korytarzu przy biurku zerwała sie na równe nogi i w te pędy do mnie.Nie
zapomne jak sie na mnie wydarła: Dziewucho co ty wyprawiasz????nie wolno ci
przeć. Wtedy zjawiła sie skąd inna polożna , widząc co sie dzieje ,ekspresowo
nacieła mi krocze i po kilku moich parciach synuś juz byl na świecie.
I po 30 minutach od porodu zamiast ulge czułam tylko ból, coraz większy i
nie do zniesienia.Okazało sie ,że zaczęły tworzyc sie krwiaki w miejscach
szycia i ...operacja,krwiaki nie dające sie zatamowac ,i kolejna operacja.
Teraz juz wiem ,że gdyby mąz byl wtedy przy mnie ,personel nie zachowałby
sie tak lekceważąco wobec mnie.On by na to nie pozwolił.Ale wtedy przed
blokiem operacyjnym nie mogłam tego wiedzieć.Połozna za póżno nacięła krocze,
naczynia popękały i o mały włos nie usunięto mi macicy.Decydując sie na
następne dziecko wiem ,że mąż pierwszy stawi sie przy mnie i juz mnie nie
pozostawi na pastwe losu.
Obserwuj wątek
    • kas2 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 17:47
      POPIERAM
      ja powiem krotko dzieki temu ze byl przy mnie maz to lekarz pofatygowal sie do
      mnie a dokladnie zostal przyprowadzony za fartuch (tetno slabnie dziecko sie
      zablokowalao efekt cc) gdyby nie interwencja meza to bym tak kwiczala nie wiem
      ile stwierdzenie pana dr pierwsze to moze jeszcze drgie 14 sie rodzic
      • sliwka3 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 13.01.06, 20:05
        PRAWDA!!!!!!!!!absolutnie-niech bedzie do końca-jeśli stwierdzicie że go nie
        chcecie w trakcie(zapewniam wręcz odwrotnie)to zawsze może wyjść!!!
        ale położne,lekarz traktują cie lepiej jeśli jesteś z kimś bliskim-Matka,mąż
        siostra-traktują cie wtedy jak kobietę dającą zycie--a nie jak rutynową
        pacjentkę co im paskudzi podłogę,krzyczy stęka-itd.
    • andaba Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 17:48
      Pecha miałaś po prostu.

      Ja też jedno urodziłam, zanim położna doleciała, ale tylko śmiechu trochę z
      tego było. Położna zdążyła tylko ręce podłożyć pod dziecko, bo wyskoczyło w
      momencie. Mąż nic by nie poradził, chyba, żeby wpychał dzieciaka nazad smile
    • joasia_asia Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 17:52
      musze przyznać że troche spanikowałam po tym co przeczytałam.... coprawda ja
      mam jeszcze sporo czasu do dnia porodu ale podobnie jak ty nie mam zielonego
      pojęcia co powinnam robić jak powinnam sie zachować co powiedzieć o co
      zapytać..... jak to mowią jestem kompletnie zielona... staram sie dużo czytać
      na temat porodu, nacinania krocze ale szczerze powiedziawszy nie wiem co było
      by najbezpieczniejsze dla mojego dziecka i dla mnie....
      ostatnio trafiłam na strone internetową "rodzić po ludzku" ale jest tyle
      sprzeczności w tym co mówią kobiety które już mają za sobą poród a tym co
      piszą....
      była bym wdzięczna jeśli pomogła byś mi rozwiać wszelkie moje wątpliwości
      jeśli oczywiście znajdziesz chwilke czasu pozdrawiam smile
      • shamsa Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 22:25
        polozna wszystko powie. tamta to jakas zołza byla. nie przejmuj sie.
      • kami53 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 16.01.06, 13:08
        No nie panikój ! I tak już nie masz wyboru-musisz to zrobić !!!
        Ja mam za sobą dwa porody własne i asystowałam przy kilku więc mogę chyba
        nazwać się osobą doświadczoną.
        Jeśli sobie życzysz sluże radą i pociechą.
        Pozdrawiam.
    • myszka2250 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 18:09
      witam
      przeczytalam uwznie to co pisalas i jest mi przykro ze kobiety muszą przecodzic
      takie katusze z strony osób które powinny nam pomagac ja rodze w lutym i
      niewyobrazam sobie zeby niebylo przymnie męza za bardzo sie boje ze moge trafic
      na taki personel co pracuje za" kre " i mialby na mnie odbijac swoje zle dni
      niewiem co bym zrobila ale wiem ze jak bedzie przymnie mąz to wieksza szansa ze
      mogę tego uniknąc
    • kaczeniec1 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 19:09
      to straszne co napisalas,ale szczerze mowiac to wina twego meza. to on cie
      zostawil. niemozesz naniego w takim razie liczyc. pozatym co tu duzo gadac.
      nieno wiesz co, ja bym mojemu tego nie wybaczyla nigdy. NIGDY!!!!
      no paranoja, az sie zbulwersowalam. co ty przezywalas a on sie bal ze co ze
      zemdleje a daj spokoj. ja z mezem podjelismy decyzje ze razem ijak by mi sie
      wycofal przed sala penie tez niemialabym sily go prosic ale potem by mial nie
      no w głowie sie niemisci. pozdrawiam cie a te polozne swoja droga. czy
      zaskarzyłąs je czy chociac im w tarz powiedzilas co ci zrobily? 3maj sie
      • gloria2 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 19:16
        kaczeniec1 napisała:

        > to straszne co napisalas,ale szczerze mowiac to wina twego meza. to on cie
        > zostawil. niemozesz naniego w takim razie liczyc. pozatym co tu duzo gadac.
        > nieno wiesz co, ja bym mojemu tego nie wybaczyla nigdy. NIGDY!!!!

        Co ty piszesz, kobieto!
        To tak jak byś mówiła, że np. winę za gwałt ponosi kobieta, bo miała krótka
        kieckę.
        Nie o to chodzi, aby personel medyczny godnie traktował rodzącą tylko dlatego
        bo się obawia jej męża.
        Co nie znaczy, ze w naszych placówkach medycznych niestety tak sie właśnie
        dzieje.
        • maga202 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 09:15
          Sprawa personelu swoją drogą a sprawa męża swoją. Ja sobie nie wyobrażam aby mój zostawił mnie na korytarzu wyjącą z bólu. Żeby być ojcem to trzeba mieć jaja i to nie tylko tworzenia spermy.
          Magda
          • kami53 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 16.01.06, 13:13
            maga202 napisała:

            > Sprawa personelu swoją drogą a sprawa męża swoją. Ja sobie nie wyobrażam aby

            > j zostawił mnie na korytarzu wyjącą z bólu. Żeby być ojcem to trzeba mieć
            jaja
            > i to nie tylko tworzenia spermy.
            > Magda
            Tak ! tylko , że oni[no nie wszyscy ale większość]tylko to umieją.
        • dzidziak3 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 15.01.06, 20:13
          Personel medyczny jest w pracy. Poród to sprawa moja, mojego dziecka i męża. I
          jasne, że najlepiej by było żeby położne i lekarze byli fantastyczni - mili i
          profesjonalni a poród nie bolał. Ale tak na prawdę to poród jest
          naszą "sprawą". Lekarze są obcymi ludźmi. A o żonę i dziecko powinien dbac mąż
          i ojciec i jeżeli trzeba interweniowac, bo to są jego najbliźsi. Lekarze są
          różni i różnie można trafic - rzeczywiste konsekwencje ich błędów będzie
          ponosic matka i dziecko. Nie zdjemujmy z ojców odpowiedzialności. Nie wyobrażam
          sobie aby w tak trudnej sytuacji mąż mnie zostawił. Po to m.in. jest moim mężem
          abym w trudnych sytuacjach nie była sama - ja też jestem z nim w jego trudnych
          chwilach.

          Bardzo mi przykro, że przeżyłaś coś takiego. Myślę, że Twój małżonek też
          żałuje. Bardzo mądry temat.
          Pozdrawiam Was wszystkiuch serdecznie
      • vica11 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 15.01.06, 11:02
        sorki, ale nie zgadzam sie z Toba. Są faceci dla którego sam krzyk kobiety jest
        trauma i nie nalezy ich na sile zmuszac do porodu rodzinnego.
    • mika_p Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 19:45
      Przepraszam, nie bardzo rozumiem, czy możesz wyjasnić ten fragment:
      "Połozna za póżno nacięła krocze, naczynia popękały i o mały włos nie usunięto
      mi macicy".
      Konkretnie nie bardzo umiem sobie wyobrazić związek nacięcia krocza z usuwaniem
      macicy, chyba za dużo opuściłaś w swoim opowiadaniu.

      A męza współczuję... nie wiem, czy masz jakąkolwiek gwarancję, ze za drugim
      razem też nie stchórzy, tym bardziej, że wie, wiecie już oboje jak poród
      wygląda. Naprawdę współczuję.
      • malgosiek2 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 19:51
        Dla mnie też nie ma związku nacięcie krocza z ew.usunięciem macicy.
        jedno z drugim nie ma nic do rzeczy.
        pzdr.Gosia
        • gonia28b Ja to rozumiem tak: 09.01.06, 21:18
          Za późno wykonano jej nacięcie i dlatego porobiły się jej krwiaki. Musiała mieć
          operacji kilka i ubarwiając pisze, że mało jej przy okazji macicy nie usunęli.

          Małgosiek, wypowiedz się jako fachowiec. Czy krwiaki mogły się porobić tylko
          dlatego, że za poźno wykonali jej zabieg nacięcia krocza? Wydaje mi się, że
          autorka tego wątku raczej dała sobie coś wmówić i, jako kompletny laik,
          uwierzyła w to.
          • malgosiek2 Re: Ja to rozumiem tak: 09.01.06, 22:15
            Po pierwsze to nie musiała być operacja tylko szycie na nowo krocza krwiaki
            powstały w miejscu nacięcia,a raczej szycia i tylko w tej okolicy czyli okolicy
            krocza.
            Są one wynikiem pęknięcia lub braku zaopatrzenia pękniętej tętniczki po
            nacięciu krocza.
            Małe krwiaki nie wymagają spaecjalnego postępowania-na krocze zakłada się lód.
            Przy większych krwiakach-otwarcie krwiaka,usunięcie skrzepów krwi i podkłucie
            krwawiących naczyń krwionośnych.Na ranę zakłada się sączek.
            Pacjentka powinna dostać antybiotyk.
            Pzdr.Gosia
            • malgosiek2 Re: Ja to rozumiem tak: 09.01.06, 22:18
              A jeszce jedno zbyt późne nacięcie krocza nie mogło spowodować krwiaków,bo to
              się ma nijak do siebie.
              Pzdr.Gosia
              • gonia28b Re: Ja to rozumiem tak: 09.01.06, 22:22
                Czyli wyjścia są dwa: albo pacjentka nie wiedziała co się w ogóle z nią dzieje -
                to chyba bardziej prawdopodobne - a personel działał szybko, nie tracąc czasu
                na wyjaśnienia, albo faktycznie niezbyt fachowo się z nią obchodzono - to już
                mniej prawdopodobne mi się wydaje.

                Dzięki za odpowiedzi smile
                Pozdrawiam również.
              • andaba Re: Ja to rozumiem tak: 09.01.06, 22:24
                Dodam jeszcze, że krwiaki mogą się zrobić również bez nacięcia lub pęknięcia
                krocza - gdy zmiażdżeniu ulegną naczynka. Może się to stać pod wpływem rodzącej
                się główki, która naciska na tkanki miękkie.
      • mika_p Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 19:51
        A, i jeszcze - zaczełam szukac w twoich starszych postach skad jests, co to za
        szpital taki wstrętny i wiesz, zapomniałas, ze chodzilas do szkoły rodzenia:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=15032826&a=15035025
        • misspigy nie powinno się zmuszać męża 09.01.06, 21:31
          do uczestniczenia w porodzie ... tego właśnie nauczyłam się w szkole rodzenia.
          Ja miałam to szczęście, żę mąż był przy porodzie (ale to nic dziwnego - sam
          jest lekarzem) ... ale moja koleżanka, która zmusiła męża do tego, aby był z
          nią (pomimo iż bał się bardzo) teraz już jest rozwódką ... po porodzie mąż
          stracił wszelkie zainteresowanie nią jako kobietą ... więc chyba nic na siłę????
          • marychna31 Re: nie powinno się zmuszać męża 09.01.06, 21:36
            > nią (pomimo iż bał się bardzo) teraz już jest rozwódką ... po porodzie mąż
            > stracił wszelkie zainteresowanie nią jako kobietą ... więc chyba nic na
            > siłę????

            I całe szczęście, ze się rozwiedli, tylko po co w ogóle brali taki slub?? Po co
            komu w ogóle taki związek, w którym można stracić zainteresowanie partnerem
            ponieważ widziało się go rodzącego?
            • misspigy no ja tego nie wiem ... 09.01.06, 21:47
              ale właśnie psycholog, który prowadził zajęcia w ramach szkoły rodzenia
              przestrzegał, żeby mężów nie zmuszać ... ja sama byłam bardzo zadowolona z
              obecności mojego...
              • marychna31 Re: no ja tego nie wiem ... 09.01.06, 21:50
                No oczywiście, że nikogo do niczego nigdy nie powinno się zmuszać...nie o to mi
                chodzi. Uważam poprostu, że małzonkowie powinni być dla siebie najbliższymi
                ludzmi, prawdziwymi przyjaciółmi i zawsze powinni poprostu CHCIEĆ być ze sobą w
                trudnych albo waznych chwilach.
                • misspigy Re: no ja tego nie wiem ... 09.01.06, 22:02
                  zgadzam się z Tobą... ale różnie to bywa ... mój mąż był ze mną przez cały czas
                  a nawet pomagał mi w goleniu wink żebym się nie pozacinała ani "pypciów" nie
                  pozostawiała! wink I rzeczywiście nie bardzo potrafię sobie wyobrazić poród bez
                  niego... chociaż rodziłam w tempie expresowym i prawie bez bólu ... To może
                  dziwne, ale w trakcie porodu pamiętam właściwie tylko męża ... nie mogę sobie
                  przypomieć położnej ani lekarza = mówili coś do mnie, a mąż powtarzał i wtedy
                  dopiero docierało do mnie... no i oddychanie ... mąż pomagał mi w oddychaniu
                  (razem chodziliśmy do szkoły rodzenia) bo ja w tym całym zamieszaniu zupełnie
                  nie pamiętałam jak oddychać wink Tak więc mąż zawsze się na coś przyda!!
              • kami53 Re: no ja tego nie wiem ... 16.01.06, 13:25
                A co ? Ci mężowie to jakieś święte krowy ?
                Mój nie wyobraża sobie , by mogł mnie zostawić gdy ide do dentysty,a co dopiero
                w takim momęcie ?
                Nie zależnie własnych chęci-pewne rzeczy,czasem, robi się dla kogoś.
                Jeśli ktoś tego nie czuje , to nie wiem czy umie kochać.
            • maga202 Re: nie powinno się zmuszać męża 10.01.06, 09:20
              Masz rację. Co to za mężczyzna który nie potrafi być wsparciem dla kobiety w najtrudniejszych a zarazem najważniejszych momentach życia. I przestańcie juz bronić swoich mężów którzy nie mieli odwagi być przy porodzie, to tchórze i ciamajdy mam gdzieś faceta który mdleje w trudnych sytuacjach.
              • kayla.op.pl Re: nie powinno się zmuszać męża 10.01.06, 13:01
                Bzdura. Ja tez wcale nie chce byc na porodowce, a nie mam wyjscia. To byloby nie
                fair, gdyby zostawil mnie sama.
                • annam21 ja swojego nie zmusza,ba nawet nie koniecznie chce 15.01.06, 13:26
                  Moj maz nie jest dziamajda,ani tchorz,ale jak widzi sam napis szpital to mu
                  slabo.Nie wiezylam,a jednak poszedl do kolegi ktory po strzelaninie wyladowal
                  powaznie ranny w klinice.I? lezalo ich juz dwoch,moj chlop oczywisice pod
                  kroplowka. I rozumiem to ze on nie chce-ale umoilismy sie mniej wiecej tak ze
                  wychodzi,ale w momenice kulminacyjnym.
                  Ale bardzo dobrze rozumiem autorek watku i to co chaial przekazac,gdyby rodzila
                  w Polsce to napewno nie sama,meza bym nie zmuszala,ale napewno mama byla by
                  zemna. Nie zebym uwazala ze tutaj jakies cuda (mieszkam w niemczech)ale mimo
                  wszystko czuje sie jakos "bezpieczniej". W polsce trafilam do szpitala 2 razy z
                  poronieniem.To mojego meza poprstu wygoniono-a mnie po tem potraktowano jak
                  miesco.Za to jak wyszlam...o beda mnie pamietac na patologi w Jeleniej.
        • kasik.k Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 21:50
          To co przezyłam w tamtym czasie na zawsze pozostanie w mojej głowie,pisząc
          ten list chciałam pomóc czytelniczkom w podjeciu decyzji o wspólnym rodzeniu,
          nie sądziłam ,że ktokolwiek zacznie bawić sie w detektywa i sprawdzać
          wiarygodnośc tego co mnie osobiście dotknęło.
          Faktem jest to,że nie pisałam o wszystkim, ale list itak wydawał mi sie za
          długi.
          Ale po krótce spróbuje rozwiać wątpliwości i powstałe niejasności.
          Do szkoły rodzenia ,owszem poszłam.Na tym spotkaniu pokazano nam, oddział
          połozniczy i salę porodową.W dalszych zajęciach nie mogłam uczestniczyć ze
          względu na stan zdrowia.Dlatego nie skłamałam pisząc ,że nie miałam pojecia
          czego się w szkole rodzenia uczy ,bo poprostu tego nie wiem.
          Kolejna rzecza jest to ,co sie wydarzyło tuż po urodzeniu dziecka.Po
          zaszyciu zaczęłam odczuwac bóle.Zawieziono mnie na salę,lecz zamiast ulgi
          odczuwany ból w okolicy krocza stawał sie nie do zniesienia.Po zbadaniu przez
          lekarza okazało sie ,że tworzy mi sie krwiak.Postanowiono natychmiast mnie
          operowac.
          Po operacji, po wybudzeniu okazalo sie ,że ponownie zaczęłam odczówac bóle i
          parcie w okolicy krocza.Okazalo sie ,że krwiak tworzy sie ponownie!,Bez namysłu
          ponownie pan doktor zdecydowal sie na operację.Dziewczyny ja dosłownie wyłam z
          bólu.Leżałam na łóżku jęcząc i czekając ,aż dowieziona zostaniwe mi krew , z
          innego szpitala.Nie wspomniałam ,że dziecko urodziłam o 2.15 w nocy.Od tej pory
          do rana czas upływał mi na operacjach.Gdy się obudziłam po drugiej
          opracji,stwierdziłam ,że ból minął.Pan doktor oznajmił mi,że ku wielkiemu
          szczęściu udało się znależc krwawiące naczynko ,które powodowało powstanie
          krwiaka.Powiedział też ,że gdyby nie udało się go zlikwidować, to zmuszny byłby
          amputowac macicę, poniewaz mogłabym sie wykrwawić.
          Dlatego tak wazną rzeczą jest w odpowiednim momęcie naciącie krocza,zeby w
          czasie parcia nie popękały naczynia krwionośne, tak jak u mnie.
          I jeszcze jedno,jak możecie winić za to co mnie spotkało ,mojego męża?!,
          przeciez to absurd.On przecież nie mógł wiedzieć co mnie tam czeka(...).
          • malgosiek2 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 22:30
            To miałaś krwiaka w macicy czy po nacięciu krocza?
            Jeśli po nacięciu czyli gdzieś tam było pęknięte naczynko,a nie w macicy i nie
            mozna z tego powodu amputować macicy,chyba,ze krwawnienie pochodziło z powodu
            atonii czyli niedowładu macicy.
            Przy krwiakach faktycznie ból jest trudny do zniesienia.
            Pzdr.Gosia
            • maga202 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 09:25
              Przestań się jej wreszcie czepiac!!! Ona nie jest lekarzem przekazuje tylko to co mówili jej lekarze. Dlaczego miała by zmyślać. Ja zrozumiałam o co jej chodziło, chciała przekazać swoja traumę a nie historie choroby i przekazała a Ty może jeszcze się poucz.
              Magda
              • kasik.k Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 11:24
                Dzięki ,że mnie rozumiesz...,od wczoraj żałuje ,że zdecydowałam sie cokolwiek
                napisać, może teraz moje samopoczucie nie byłoby tak fatalne.
                Zupełnie nie rozumiem tych wszystkich "czepiajacych" sie dziewczyn, o co wam
                chodzi?,
                Czego wy ode mnie oczekujecie?, że napiszę -o przepraszam,to co tu opisałam
                tylko mi się przyśniło,a wogóle to lubie sobie czasem pozmyślać, dla wywarcia
                wrażenie na innych.
                Z drugiej stony czytając rady forumowiczki,że w moim przypadku "wystarczyłoby
                spuszczenie krwi z krwiaka i podanie antybiotyku",zastanawiam sie po co lekarze
                decydowali się na,aż 2 operację, a po nich dwókrotne podanie mi krwi,jezeli to
                takie nic(...).?
                pozdrawiam wszystkich.
          • olafinek Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 14.01.06, 20:49
            twoje opowiadanie jest niewiarygodne - albo oszukujesz,
            albo trudne przeżycia zakłamały widzenie świata
    • pantuli BARDZO MI SIE NIE PODOBA TAKIE UJECIE TEMATU 09.01.06, 21:48
      Przede wszystkim co to za szpital? Który, w jakim mieście? A po drugie:
      straszne jest to, że mąż przy porodzie ma być niby strażnikiem czy coś? Ja
      rodze niedługo i idę do szpitala ufając że będę miała zapewnioną opiekę bez
      względu na to czy mąż bedzie czy nie. Co by bylo gdybys byla samotna matka albo
      maz by wyjechal a ty urodzilabys nagle, niespodziewanie? Rozumiem ze sie
      wyzalic chcialas ale nie strasz kobiet ktore sa w takiej sytuacji!!!
      • kasik.k Re: BARDZO MI SIE NIE PODOBA TAKIE UJECIE TEMATU 09.01.06, 23:35
        Wolę nie podawać nazwy miejscowości, to dziura i nie chcę czuć sie
        napiętnowana, tym bardziej ,że zamierzam mić jeszcze dzieci w przyszłości.
        A pozatym, to nikogo nie miałam zamiaru straszyć.Nic na to nie poradze ,że coś
        takiego mi sie przytafiło, chciałam sie z wami podzielić moimi przeżyciami.
        • maga202 Re: BARDZO MI SIE NIE PODOBA TAKIE UJECIE TEMATU 10.01.06, 09:30
          I co Ty masz zamiar jeszcze raz rodzic w tym szpitalu? Chyba oszalałaś!!! Ja wszystkim opowiadam co zrobiono mojemu dziecku przy porodzie w szpitalu w Ostródzie ( zmarło z powodu niedotlenienia spowodowanego brakiem profesjonalizmu lekarzy) i mam gdzies że się lekarze dowiedzą a nawet zależy mi na tym żeby się dowiedzieli. Teraz będę rodzić w Olsztynie i do lekarza też tam jeżdżę. Tu chodzi o przestroge dla następnych.
          Pozdrawiam Magda
          • kasik.k Re: BARDZO MI SIE NIE PODOBA TAKIE UJECIE TEMATU 10.01.06, 11:39
            Jak juz pisałam ,to jedyny szpital w mojej okolicy , inny jest oddalony o
            kilkadziesią kilometrów.Może faktycznie , warto pomyśleć o zmianie na inny?
            Co do personelu lekarskiego ,nie moge powiedzieć nic złego, gdyż lekarz byl
            naprawdę ok., to dzięki niemu teraz wszystko jest ze mną dobrze.
            Natomiast uraz mam do położnej ,która akurat wtedy pełniła dużur...i to ogromny!
            pozdrawiam.
    • pawel_kuna Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 21:55
      Rodzinny poród - tylko ze szkołą rodzenia !!!
      Rodziliśmy w 2-ce w Rzeszowie
      Uczęszczaliśmy do szkoły rodzenia w tym szpitalu - bardzo nam to pomogło
      podczas porodu (było czasem zbyt drastycznie - ale potem reakcja wyglądała
      mniej więcej - beda nacinać krocze - "ok to juz koncowka jeszcze pchnę 2 razy i
      jestesmy w domu "wink)
      Rozdziliśmy z Mężem w sali do porodów rodzinnych, poród naturalny opieka
      położnych i lekarzy była na wysokim poziomie - instruowali i pomagali.
      Dwukrotnie badali (przez dłuższu okres czasu tętno dziecka i akcję skurczową) -
      potem pomiędzy skurczami przykładali mikrofon aby posłuchać serca
      poród zaczął się o godz 3 rano - odeszły wody
      w szpitalu byliśmy o 4.00 - zapis do szpitala i badanie
      zaprowadzono nas do sali około 5.20
      Położna poinstruowała nas jak używać "piłki"
      około godz 6.30 następne badanie
      podali żonie oksytocynę
      II okres porodu zaczął się około godz 11, trwał do 12,15 kiedy to na świat
      przyszedł Patryk smile
      Nacięto krocze podczas rodzenia główki

      wiedzieliśmy o tym co się dzieje ze szkoły rodzenia
      wiedzieliśmy o zabiegach, które przyspieszają (oksytocyna i nacinanie krocza)
      Poród był niesamowitym przeżyciem Ja(mąż) płakałem jak bóbr ze szczęscia jak
      usłyszałem płacz dziecka
      Personel miał trochę pracy (w czasie naszego porodu odbyły się 2 cięcia
      cesarskie i jedna kobieta już się "rozkręcała") (urodziła o 14)
      jeśli będziemy mieć jeszcze jedną możliwość aby urodzić - zrobimy to w 2-ójce

      nazwisk lekarzy nie pamiętamy ale nikt nie był szczególnie niemiły
      możliwe ze nie odebraliśmy "rutyny" przez to że rozumieliśmy pracę personelu
      dzięki szkole rodzenia
      po porodzie Patryk miał przesiewowe badanie słuchu (dzięki WOŚP) smile
      i kilka innych badań (akcja serca) również na urządzeniach (WOŚP) smile

      WIelka Orkiestro Świątecznej Pomocy GRAJ 100 lat i jeszcze dłużej !!!

      Polecamy wspólny rodzinny poród (tylko po szkole rodzenia)
      Angelika i Paweł

      Ps. do tatusiów -
      nie myślcie za wiele - tylko weźcie podczas porodu pod uwagę to że dzieci
      rodziły się w kaskiniach,lasach w samochodach itp - w szpitalu jest mnóstwo
      lekarzy -
      głowa wyjdzie pierwsza beziecie płakać i umierać z niepokoju
      po kilku chwilach (gdy położna lub lekarz ciągnie za główkę - wyjdzie reszta
      dziecka - tata=ryk jak w stodole. Dziecko czyszczą - cały czas cisza - mysli
      się o najgorszych scenariuszach (ze takie zakrwione żółte)- potem klapsik w
      tyłek, dziecko zakwili a tatuś zalewa się łzami - już ze szczęścia

      Fajnie było - przeżycie jest lepsze niż wszystko co przeżyłem do tej pory
      mama też zadowolona - teraz śpi wink bo to 3cia noc w domu


      • magda9945 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 22:13
        Jeżeli chodzi o obecność męża przy porodzie,to ja nie wyobrażam sobie go do tego
        zmusić.Mój mąż jest dobrym mężęm choć nie był przy żadnym z dwóch
        porodów.Wiem,że on w takich sytuacjach wymięka,nawet na filmach o porodach i
        innych zabiegach medycznych wychodzi z pokoju.Ja natomiast byłabym rozdrażniona
        jego nieporadnością w tej sytuacji.Przy pierwszym porodzie nie był,a synka
        widział przede mną,za to ćórkę zobaczył dopiero gdy wychodziliśmy do domu.
        Ja sama czułam się na siłach i nie był mi tam niezbędny.Fakt moje porody były
        lekkie,a drugi wręcz błyskawiczny,gdyby jednak coś się działo to cała rodzinka
        czekała pod telefonem.
        Moim zdaniem mąż nie może odpowiadać za niekompetencję personelu.
        Pozdrawiam i jak najmniej takich historii życzę.
    • katinka83 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 22:22
      Witam. Mój mąż od początku ciązy powiedział, że bedzie przy porodzie, nie
      zmuszam go do tego. Termin porodu się juz zbliża, wiec z ciekawosci sie
      spytałam czy napewno chce byc przy porodzie i że ja go nie zmuszam do tego.
      Bardzo sie cieszę że bedzie przy mnie w takiej chwili, wiem z opowiadań co sie
      dziej czasem na blokach porodwych, kobiety leża same jak palec, a położne
      czasem tylko zajrza. Więc wolę żeby byl przy mnie, wspierał i podtrzymywał na
      duchu i wiem że nie bede leżec sama. Pozdrawiam.
      • agrareoliga Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 09.01.06, 23:00
        Słabo mi się zrobiło jak czytałam o tak beznadziej opiece i fachowości położnej.Współczuję z całego serca.
      • dd Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 00:07
        Witam, my rodzimy w połowie lutego i już nie możemy się doczekać naszej Dzidzi.
        Jednak w naszym przypadku nie od razu mój mąż chciał być ze mną przy porodzie,
        mówił że to jest ponad jego siły i bardzo mnie przepraszał. Było mi przykro,
        ale nie mogłam zmuszać go do tego... Mimo że bardzo chciałam i bałam się być
        sama w sali porodowej, nie namawiałam go.

        Od pewnego jednak czasu, co raz częściej wspomina mi że jest gotowy być ze mną
        w chwili narodzin naszej Dzidzi - musiała być to dla niego ciężka decyzja
        (biedny, szkoda że ja nie mogę sobie tak zadecydować, pójść, czy nie pójść)

        Wiem że decyzję podjął po zajęciach w szkole rodzenia.
        Mówił mi że nie chciał stać bezczynnie i bezradnie, patrząc na moje cierpienie,
        krew i ból (bo takie miał wyobrażenie roli ojca w rodzinnym porodzie)
        Szkoła rodzenia przybliżyła nam realia zimnych sal porodowych i reakcje
        niektórych położnych, oraz to że to właśnie ojciec ma za zadanie myśleć o
        bezpieczeństwie swojej rodziny w tym momencie, o wypełnianiu formularzy i
        reagowaniu na zachowanie położnych (oczywiście w razie potrzeby).

        Mój mąż postawił sobie za najważniejszy cel - czuwać nad tym co jest mi
        potrzeebne w danej chwili, wspierać mnie i być stale blisko, bo przecież to on
        mnie zna najlepiej, a nie obce osoby... mimo ich doświadczenia i doskonałej
        intuicji zawodowej.

        Wiem że on równie mocno denerwuje się na myśl o porodzie jak ja, ale wiedza
        jaką ma teraz na temat przebiegu porodu, oraz uczucie ojcowskie jakie rośnie w
        nim do naszego Maleństwa i głębokie zaangażowanie w nasz związek nie pozwalają
        mu zrezygnować z tej chwili i zostawić nas same... (no chyba że chłopak
        zemdleje na sali porodowej i tyle - wtedy to i on nic nie pomoze)
        dziękuje Mu za tą decyzję, a jak bedzie? zobaczymy....

        Pozdrawiam gorąco wszystkie Mamusie, Tatusiów i Ich Maluszki pa smile
    • ggosiek Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 09:33
      Mieszkam nie w dużym mieście tylko w małej miejscowości na trasie Warszawa-
      Lublin. Nasz szpital niewielki odstraszający, ale pomimo tego zdecydowałam się
      rodzić w nim. I co? nie żałuję. Męża przy mnie nie było, ale w casle mi nie był
      potrzebny. Dobra obsługa zainteresowanie położnych i samego lekarza. Dziwi mnie
      taka sytuacja, którą ty opisujesz. Dla mnie nie jest do pomyślenia aby na
      porodówce była tylko obecna jedna poołożna. Ja chodź bylam przyjmowana do
      wywoływania porodu, bylam obsl;ugiwana przez 2. Pierwsza zajmowała się mną i
      oceną mojego stanu, a druga zadawała pytania. Na porodówce rodziłyśmy dwie, ale
      to właśnie u mnie zaczęły sie komplikacje (zaczęło spadać tętno dziecka). To
      właśnie dzięki położnym i ich szybkiej interwencji w ciągu 1,5 godziny zostalam
      przewieziona na salę operacyjną i zrobiono mi cesarkę. To dizęki im właśnie
      moja córeczka żyje, one szybko podły mi tlen, podłączyły do KTG i zdawały
      relacje lekarzowi, dodawały mi otuchy że wszystko bedzie dobrze.
      Nie wybrałam porodu rodzinnego, bo nie chciałam aby mój mąż widział mnie jak
      rodzę. Ale rozumiem wszystkie z was które musiały przejść przez takie piekło.
      Ja miałam takie szczęście że trafiłam na fachowy personel medyczny.
    • msoszka Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 12:24
      od niejednej już osoby słyszłam, że szkoła rodzenia świetnie przygotowuje do porodu rodzinnego. Ja będę rodzić w maju w Rzeszowie. Pod koniec stycznia zaczynamy z mężem naukę w szkole przy szpitalu. Wiadomo, że nie można nikogo zmusić do uczestniczenia w porodzie, ale wiem, że z mężem będę czuć się bezpieczniej.
      • deesia Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 10.01.06, 14:11
        Nie wyobrażam sobie gdyby mój mąż nie był ze mną przy porodzie. Za pierwszym
        razem oboje nie wiedzieliśmy jak to będzie, nie chodziliśmy do żadnej szkoły
        rodzenia, do porodu pojechaliśmy tramwajem, 8 dni po terminie. Wody mi nie
        odeszły nie czułam skurczy, potem dopiero okazało się, że miałam jakieś skurcze
        podali mi oxytocynę i jakieś inne cuda, położyli mnie na tym wielkim łóżku
        (mam160cm wzrostu) i zostawili. Mój mąż był chyba bardziej zdenerwowany ode mnie
        ,bolało jak cholera, w jednej ręce ściskałam stojak od kroplówki, a w drugiej
        rękę mojego męża, on też odczuł ten ból, bo w pewnym momencie ściągnął obrączkę
        tak go mocno trzymałam. Przez ten cały czas byliśmy sami, jęczałam z bólu,
        przyszła jakaś położna i spytała czy chcę znieczulenie stęknęłam, że tak. Wtedy
        wydawało mi się,że ten ból wcale nie przechodzi, przyszedł lekarz i przebił mi
        zewnętrzną błonę płodową i znów zostaliśmy sami.Mój mąż tak naprawdę przydał się
        w momencie kiedy druga błona pękła i rozpoczął się drugi okres porodu, poczułam,
        że muszę przeć, choć od tego znieczulenia byłam jak naćpana, w pewnym momencie
        straciłam przytomność, skutecznie mnie znieczulili, bo nie wiedziałam gdzie
        jestem słyszałam tylko głos mojego Krzyśka: oddychaj, zatrzymaj i przyj. Na
        pewno nie było to dla niego najpiękniejsze przeżycie widział tylko czarną
        główkę, na tyle starczyło mu sił i przyznał się do tego ,że nie dał rady, ale
        był ze mną i twierdzę, że gdyby nie on nie urodziłabym.Dwa i pół miesiąca temu
        znów zlądowałam na porodówce, tym razem pojechałam taksówką,bo miałam już silne
        skurcze.Tym razem nie było czasu na nic miałam 6cm rozwarcia, silne bóle i całe
        błony płodowe. Znów była oksytocyna i lekarz przebił mi błony. Mój mąż na całe
        szczęście zdążył i dotarł na czas, choć szło piorunem. Na znieczulenie było za
        późno, jak główka zaczęła się pchać na ten świat to i na cięcie było za późno po
        prostu się rozdarłam, ale co tam bywa. Trochę nieszczęśliwie, bo w stronę cewki
        moczowej, ale przynajmniej mogłam siadać po porodzie na własnym tyłku, a nie na
        poduszce, coś za coś.Wydaje mi się,że w każdym szpitalu jest tak samo położne
        nie siedzą cały czas z pacjentką,a reakcja rodzących może być trochę
        przesadzona,bo nie czarujmy się to są nerwy, tym bardziej przy pierwszej ciąży.
        Uważam,że cierpienie przy porodzie wpisane jest w ryzyko macierzyństwa. Nikt tu
        nie ma zamiaru nikogo straszyć,tak po prostu jest. Ale mąż to ci się nie spisał,
        ja chyba też bym mojemu nie darowała gdyby zwiał. Chociaż on sam bardzo chciał i
        nie było innej opcji, za drugim razem nawet widział wszystko już tak się nie
        bał.Jeśli mogę coś wam poradzić, to jeżeli macie dość wysoki próg bólu to
        rodźcie bez znieczulenia. Idzie to szybciej wbrew pozorom ból trwa krócej, a co
        najważniejsze rodzisz świadomie.Za pierwszym razem nie wiedziałam co się dzieje
        dosłownie nic nie widziałam, za drugim widziałam wszystko, jak to maleństwo
        wyskoczyło ze mnie to dopiero była radość i tego nikt mi nie zabierze, a położna
        no cóż tym razem zapłaciliśmy, a nie uważam żeby jej czynności wyglądały i
        naczej niż tej za pierwszym razem.Rozpisałam się wiem, bo straszna ze mnie
        gaduła, ale nic to jak choć trochę komuś pomogę to ok. pozdrawiam i trzymam za
        was wszystkie kciuki.
        Mama Marcela (4lata) i Igi (2,5m-ca)
    • diablica26 Re:Niech ja sie teraz wypowiem na ten temat...... 10.01.06, 13:51
      Przeczytałam bardzo uważnie twój post i miałaś prawo o tym napisać i sie
      wyżalić,tylko jak to forum nie każdy rozumie każdego......
      Ile miast w Polsce tyle szpitali i wszędzie zdarzają sie potknięcia lekarzy i
      pielęgniarzy....ile razy słyszy się o bulwersujących sprawach.W każdym szpitalu
      może zdarzyć się brak kompetencji albo totalna olewka personelu medycznego.
      Po piersze powinnać zgłosić tą położną i zarządać konsekwencji przez nią mogłaś
      się wykrwawić....ona nie miała prawa siedzić z dupskiem i sobie olać cierpiącą
      kobiete!!!Ja znając siebie nie dopuściłabym do takiej sytuacji,za bardzo jestem
      pyskata a w takim bólu to napewno powiedziałabym jej co oniej sądze i całkiem
      inaczej by to wyglądało pacjent ma prawo!Tu chodzi o dziecko nie o lalke!Po
      drugie już oporosiłam nie męża o to by co jakies pół godziny wypytywał się
      położną i lekarza o postęp mojego porodu a niedługo nadejdzie za około 2-3
      tygodni.Poprosiłam go by opiekował sie mną,lekarze jak zobaczą taka postawe ojca
      napewno nic nie zrobią głupiego,będa się bali konsekwencji.A też nie chcę by on
      rodził ze mną ale był obok i czówał nad nami.To jego rola nie tylko w spłodzeniu
      ale i porodzie i w wychowaniu dziecka.
      Po trzecie takie elementy jak się wyraże zdarzają sie ale nie są
      codziennością.To tak samo jak z tymi pielęgniarkami co bawiły się
      wcześniakami?Matki bały by się zostawiać wcześniaki jakby miałay tak myśleć,że z
      każdym zrobią sobie zdjęcie lub będa sie zabawiać dla zabicia czasu.....Nie
      można wszystkich przekreślać z góry......twoja opowieść jest wręcz tragiczna i
      bardzo ci współczuje ale pamietaj że zdarzają sie i dobrzy lekarze i personel.
      • guderianka mąż czy nie mąż 10.01.06, 14:07
        faktem jest że większości z nas raźniej jest przejść przez te trudne -a zarazem
        cudne bo zwieńczone sukcesem chwile z kims obecnym i podtrzymującym. Mój poród
        był koszmarny ale do dzis nie zapomne ze nie byłam sama. Był ze mną mój eks-
        który własnie w czasie porodu pomógł mi bardziej niz kiedykolwiek później.I
        zawsze powtarzał ze wszystko mozna o nim powiedziec (drań jakich mało) ale nie
        zapomne tego co zrobił w czasie porodu. A co zrobił?Niby nic nadzwyczajnego
        ale :warował przy mnie od 12 do 23, podawał wode, chodził ze mna do ubikacji,
        trzymał dłonie na drabinkach gdy usiłowałam poskac troche na piłce,sciskał
        barki gdy parłam, sciskał dłonie, rozmawiał..po prostu był-nie balam sie bo nie
        czułam sie samotna, mogłam oderwac mysli od bólu(czasami)i zamienic kilka
        słów,zejsc z łózka i wejsc na nie z jego pomocą.Nie chodzi o to czy to był mąż
        czy nie mąz, mogłaby byc matka, siostra-ktolwiek bliski kto sprawi że bedzie
        nam raźniej
      • mika_p Re:Niech ja sie teraz wypowiem na ten temat...... 10.01.06, 17:27
        diablica26 napisała:

        > ona nie miała prawa siedzić z dupskiem i sobie olać cierpiącą
        > kobiete!!!

        Ale "ona" ma też górę papierów do wypełnienia i choćby bardzo chciała stac przy
        rodzacej i głaskać ją po głowie, to musi te papiery wypełnić. Poród boli i nie
        jest to wina położnej.
        Z tego co kasik.k pisze, była cały czas pod okiem położnej, ale położna nie
        siedzi cały czas z rodzącą i nie trzyma jej za rękę (chyba że się tak z nią
        umawia i za to płaci) i do okreslenia "totalna olewka" moim zdnaiem sporo tu
        brakuje.
        Od trzymania za rękę jest osoba towarzysząca, któa tutaj okazała się tchórzem i
        zwiała.
    • mam6lat Re:ktoś tu chce przestraszyc 13.01.06, 20:53
      jestem mamą 2 synków
      mam też wiele koleżanek - młodych mam
      i nie mogę oprzeć się w rażeniu,
      ze to wymyslona historia
      napisana tylko po to,
      zeby zdenerwowac i tak juz zestresowane porodem przyszłe (czesto po raz
      pierwszy rodzące) mamy.
      nawet jestem przekonana - ze to opowiastka fikcja
      niestety niektórzy maja dziwne literackie (nie mylić z Literaturą) potrzeby.
    • agata781 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 14.01.06, 23:00
      Moja koleżanka w sywestra rodziła...rodziła martwą córeczkę.Był przy niej mąż od
      początku do końca,teraz się smieją że on wywołuje respekt swoją posturą(ona
      160cm.wzrostu onprawie 2 m.)Jednak mimo sytuacji jaka ich spotkała naprawdę
      wspaniale i dobrze wspominają personel będący przy porodzie.Bez względu na
      zaistniałą sytuację są bardzo zadowoleni z obsługi na odziale.
    • simonkapl Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 15.01.06, 13:10
      Dziewczyny, jakie wy jestescie okrutne.Jak mozecie tak najezdzac na autorke
      posta?To, co przezyla zdarza sie,ale zadna z nas pewnie by tego nie chciala
      przezyc.Jej maz wyszedl bo widocznie zle znosil cala sytuacje, ludzie sa
      bardziej i mniej wrazliwi i nie wam go oceniac i wyzywac. A to co mowili
      lekarze, no coz, ona nie musi sie na tym znac, powtarza ich slowa.I wierze
      jej,ze jest zbulwersowana i przestraszona, sama bym byla.I faktycznie, co do
      szkol rodzenia, ja musze jezdzic 20 km i w 8 miesiacu mam pierwsza wizyte,
      zwiedzanie porodowki.A potem nawet nie wiem, czy bede miala okazje jeszcze
      pojechac. Zastanowcie sie troche zanim kogos ocenicie i nazwiecie klamca!Pozdrawiam
    • black-cat Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 15.01.06, 18:53
      Cóż, współczuję, chociaż przyznam, że zachowanie męża zszokowało mnie bardziej
      od zachowania personelu (do takich zachowań przywykłam czytając tego typu
      opowieści, dlatego trzymam się daleko od państwowej służby zdrowia, szkoda
      tylko, że nie zawsze jest to możliwe). A mąż, który "kapituluje" i zostawia cię
      samą, przerażoną bólem, sytuacją, miejscem, w chwili kiedy go najbardziej
      potrzebujesz - brak mi słów.

    • panijoasia Dziewczyny opanujcie się!!! 16.01.06, 07:45
      Po co tyle jadu, zabaw w detektywa i najeżdżania na autorkę wątku i jej
      męża.Niedobrze się robi jak się czyta przemądrzałe teksty co niektórych. Chciała
      się podzielić ciężkim przeżyciem, powiedzieć że jej zdaniem lepiej rodzić z
      mężem (zgadzam się w 100%), post pisany pod wpływem emocji. To forum ma służyć
      wsparciu - przede wszystkim! a nie takim zachowaniom. Nic dziwnego że wiele
      dziewczyn daje sobie spokój z pisaniem tutaj. Pozdrawiam i życzę łatwych
      porodów, dzielnych mężów, pomocnych lekarzy.
      • tromysza W szoku jestem 16.01.06, 11:27
        Na moim wątku dużo się pisze o tym jak dziewczyny z CiP są agresywne. i
        rzeczywiście. Dziewczyna opisuje coś z serca, pisze o bólu, cierpieniu, a wy
        jej analizę psychologiczno- medyczną robicie. i szukacie jej starych wątków czy
        do szkoły rodzenia chodziła czy nie. Koszmar jakiś.
        • simonkapl Re: W szoku jestem 16.01.06, 11:30
          No, niestety, to forum zaczyna byc koszmarem.Pozdrawiam
    • elza78 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 16.01.06, 13:25
      kasik.k wspolczuje porodu, prawda jest ze z bliska osoba latwiej domagac sie
      innego traktowania.
      • kami53 Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 16.01.06, 13:52
        A tak na koniec wam powiem,że moja babka zawsze powtarzała,iż rodząca kobieta
        jest jedną nogą w grobie.
        Medycyna poczynila wielkie postępy i sprzętu przybyło.....teraz więc może mniej
        jest to grożne,ale obecości życzliwej osoby nic nie zastąpi.
        Najgorsza bowiem jest samotność - i nie chodzi tu o to by kten ktoś sie użalał
        itp ale by był.

        Cóż mogę jeszcze żec ? -
        • hania_szala Re: APEL DLA RODZĄCYCH!!! 16.01.06, 17:15
          dla mnie nieistotne czy to fikcja jest czy nie, choc jesli ta historia jest
          troche ukoloryzowana to wielkie swinstwo by bylo cos takiego robic( i nie dziwie
          sie forumowiczkom ktore robia dochodzenie) bo na moim przykladzie czytajac takie
          posty to odechciewa mi sie rodzic co mam przed soba za dwa miesiace, jak dla
          mnie to wina przede wszystkim meza kasi, ojciec mojego dziecka tez sie boi i
          stresuje to naturalne ale dalam mu wyor albo zostaje ze mna do konca i przecina
          pepowine itd albo zostaje do momentu kulminacyjnego porodu i wychodzi jak
          zaczyna sie robic jakos przykro dla ogladania, no bo nie powiecie mi ze tak
          normalnie zniosly byscie wiok wydalajacego np odchody na stol porodowy swojego
          meza, albo sikajace wokol jakies sluzy czy cos takiego to normalne ze to przykry
          widok ale porod nie tylko na tym polega, o ile mi wiadomo to porod trwa o wiele
          dluzej niz samo parcie i wypychanie dziecka na swiat i wtedy nie ma zemaz sie
          boi! cxy ty kasiu sie nie alas tam jechac? jechalas tam z przyjemnosci? chyba
          nie co? to dlaczego on stchorzyl i nie masz do niego pretensji tylko obwiniasz
          wylacznie polozna, moze i nie zachowala sie wzorowo ale chyba wina nie lezy
          tylko i wylacznie po jej stronie...
          wspolczuje ci przezyc, ale chyba skoro ty musialas przezyc ta traumatyczna
          historie to dlaczego tak latwo odpuscilas mezowi ktory tez powinien miec w tej
          calej sprawie jakie sobowiazki np siedzenie z toba dopuki nie zaczal sie
          pozadnie porod jesli tak sie bal. i skoro takie to bylo traumatyczne przezycie
          nie wyobrazam sobie zebym mogla wrocic ddo takiego szpitala, przed ktorym
          powinnas osrzec inne dziewczyny rodzace a nie ich bronic jeszcze wyzywajac sie
          na poloznej... bo ten post mial byc chyba ostrzezeniem?!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka