kasik.k
09.01.06, 17:40
Pewnie zastanawiacie się czy wybrac poród rodzinny ,czy też nie.Dziewczyny
nie popełniajcie tego błedu co ja, Jeżeli sie wahacie co wybrać ,odpowiedz
jest prosta -poród rodzinny!!! A dla tych co sie wahają niech moja historia
będzie przestrogą.
Od poczatku ciązy, jednoznacznie było wiadomo ,że mój mąz będzie przy
porodzie, to było jasne jak słońce- do czasu jak wylądowaliśmy w
szpitalu.Wtedy to moja druga połowa,przerazona obrotem sytuacji -
skapitulowała.Mąż tłumaczył sie ,że nie poradzi sobie z tym, woli poczekać,
aż będzie po wszystkim.
Stojąc na korytarzu bloku porodowego, skręcając sie z bólu,nie zastanawiałam
sie nad tym , bez nalegania pozwoliłam mu odejść.I wtedy rozpoczął sie dla
mnie koszmar!!!
Pani połozna zaprowadziła mnie do sali porodowej ,w kącie sali położyła
moje rzeczy, Dała mi do załozenia koszule do pasa i..... sobie poszła.Stałam
nie mągąc sie poruszyć z bólu, skurcze miałam bardzo często, nie miałam
pojęcia co mam ze sobą począć. Wcześniej nie chodziłam do szkoly rodzenia
dlatego nie miałam pojęcia o prawidłowym oddychaniu w czasie skurczów, można
powiedzieć ,że nie maiałam pojęcia o niczym.W sali nie bylo nawet krzesła na
którym moglabym usiąść.Jedynym meblem był fotel do rodzenia .Więc tak sobie
stałam ,jęcząc z bólu ze 20 minut, aż położna raczyła sie ponownie zjawić.
Położna po przyjściu nie zainteresowała sie moim stanem,tylko usiadła sie
przy biurku na korytarzu i przez otwarte drzwi zasypywała mnie pytaniami o
wybór lekarza o stan zdrowia itp....Na moje pytanie co ja mam zrobić
(przypominam,że stałam z gołym tyłkiem,zlana potem),położna powiedziała ,że
mam połozyc sie na fotel.W żaden sposób nie mogłam sie na niego
wdrapać ,dopiero gdy ją poprosiłam o pomoc wstala od biurka.
Mój dalszy poród wyglądał nastepująco: ja na fotelu konająca z boleści ,
pani na korytarzu wypełniajaca papiery.Zero jakiegokolwiek zainteresowania ,
zero wskazówek odnośnie mojego zachowania sie w czasie porodu.Nie było przy
mnie nikogo ,kto dodałby mi otuchy i ulżył moim cierpieniom,podał wody do
napicia.
Wtedy Natura okazała sie silniejsza ode mnie, gdyz poczułam ,że musze
zacząc przeć.Wody płodowe zaczęly tryskac ze mnie a pani dotąd siedzaca na
korytarzu przy biurku zerwała sie na równe nogi i w te pędy do mnie.Nie
zapomne jak sie na mnie wydarła: Dziewucho co ty wyprawiasz????nie wolno ci
przeć. Wtedy zjawiła sie skąd inna polożna , widząc co sie dzieje ,ekspresowo
nacieła mi krocze i po kilku moich parciach synuś juz byl na świecie.
I po 30 minutach od porodu zamiast ulge czułam tylko ból, coraz większy i
nie do zniesienia.Okazało sie ,że zaczęły tworzyc sie krwiaki w miejscach
szycia i ...operacja,krwiaki nie dające sie zatamowac ,i kolejna operacja.
Teraz juz wiem ,że gdyby mąz byl wtedy przy mnie ,personel nie zachowałby
sie tak lekceważąco wobec mnie.On by na to nie pozwolił.Ale wtedy przed
blokiem operacyjnym nie mogłam tego wiedzieć.Połozna za póżno nacięła krocze,
naczynia popękały i o mały włos nie usunięto mi macicy.Decydując sie na
następne dziecko wiem ,że mąż pierwszy stawi sie przy mnie i juz mnie nie
pozostawi na pastwe losu.