Urodziłam synka Huberta

Poród siłami natury.Nie wspominam dobrze porodu
A to było tak:
W poniedziałek wstałam o 5.30 już mają skurcze.Cały dzien na nogach.Mówiłam
mojej mamie że nie ma szans żebym urodziła z datą 06.06.06.Strasznie nie
chciałam hihi

No niestety o 1 w nocy mąż zawiózł mnie do szpitala ze
skurczami co 5 minut.W szpitalu podpięli mi ktg i skurcze były co 15-30
minut.Położyli mnie na patologi.Całą noc nie spałam.Obok mnie leżała
dziewczyna która przyjechała przede mną godzinę.Obie tak się męczyłyśmy i
rozmawiałyśmy.Wizyta!Badanie!I słyszę lekarz:"Będziemy dziś rodzić-na
porodówkę"Świeczki stanęly mi w oczach bo nie wiedziałam co mnie
czeka.Wiedziałam że będzie boleć

Bałam się bardzo.Ale myślę sobie wytrzymam
tą godzinkę lub dwie i zobaczę mojego dzidziusia.Ponad dobę męczyłam się ze
skurczami nieregularnymi!Lewatywa(bardzo dobrze że mi zrobili)Kroplówka i
coraz mocniejsze skurcze.Leżałam i czas ciągnął się w nieskończoność~~~~!
Dziewczyna która leżała ze mną na sali zaczęła rodzić.Słyszałam jak połozna
do niej:"Przyj,przyj..mocniej i mocniej...już widać włoski czarne..."Ja
miałam łzy w oczach.Chciałam mieć to za sobą i zobaczyć moją
ślicznotę.Urodziła szczęsliwie i szybko(Od 11-12 rodziła)Trafiłam po niej na
stól jakieś 15 minut.Ja męczę się dalej.Przyszedł mój lekarz prowadzący i
dzięki Bogu bo gdyby nie on zostałabym sama!Okazało się że dziewczynie robili
cesarkę.Ciąża bliźniacza.Więc wszyscy poszli do niej.Przyszedł mój lekarz-
kamień z serca.Przebił wody odeszły i dopiero teraz zaczęło się.Mówi do
mnie:"Za pół godzinki rodzimy"Gryzłam barierki łóżka.Nie mogłam
wytrzymać.Wrócił i pyta czy mam już parcie.Miałam bardzo wielkie!Najlepsze co
Wam napiszę to to że położna która powinna być przy mnie szła sobie uzupełnić
ankietę aby przyjąć dziewczynę do szpitala.Wtedy zrozumiałam że jeżeli bym
pieniążka dała to by koło mnie skakała!Ale powiedziałam że nic nie dam nikomu!
Mój lekarz dopiero jej zwrócił uwagę że ja rodzę!!!Przyszła szybko i
zaczęliśmy.Parłam i parłam ile sił tylko miałam a mój Hubert podchodził i
cafał się i tak było kilka razy.Nie dawałam rady.Mój lekarz zawołał drugiego
lekarza i zaczęło się wypychanie.Uciskali mi na brzuch oboje.Położna stała i
naciągała mi krocze.Az w końcu pocięła mi krocze.Nie wiem ile to trwało ale
opadałam z sił jednak wiedziałam że już nie ma powrotu z przed 9 miesięcy
tylko to jest FINAł tych dziewięciu miesięcy i urodzić muszę.Od 11 rodziłam.O
13.35 mogłam zobaczyć i przytulić mojego wielkiego Huberta!Ważył 3980!54cm!2
godziny obserwcji i mogłam jechać na salę.Włączyłam telefon.Mąż
zadzwonił.Wiedział że po wszystkim bo tak się umawialiśmy że włączę telefon
jak urodzę.Przyjechał z pięknym bukietem róż.Znów świeczki w
oczach.Przywieźli nam dzidzisia

Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi.Mały
człowieczek który siedział w brzuszku przez 9 miesięcy jest z nami!Po 3
dabach wyszliśmy ze szpitala.Przez 4 doby dał mi w kość strasznie.Cały czas
płakał i krzyczał.W 5 dobę dostałam pokarm w większej ilości i dziecko się
uspokoiło.Teraz je i smacznie śpi
Zaraz po największym bólu w moim życiu
największe szczęście jakie mnie spotkało
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ba61317e2e861ef7.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/995df616eaca0064.html
pozdrawiam