Wiem,że to może nie temat na to forum, ale ja juz nie moge wytrzymać i muszę
gdzieś wylać tą zlość, a plakac juz nie mogę. Jestem w 29 tc i mieszkam z
teściami. Mialo byc pieknie. Sami na dlugo przed ślubem zaproponowali
żebyśmy z Nimi zamieszakli, bo mają duzy dom i jest możliwośc zrobienia
drugiego wejścia, co stworzy sytuacje idealną. My będziemy mieć parter , a
oni górę. Stwierdziliśmy,że super rozwiązanie, zawsze to dom, a o kredycie na
mieszkanie wtedy nie mieliśmy co marzyć. Zaczęliśmy więc remonty. Przed
slubem zrobliśmy sobie pokój, przerobiliśmy go z garażu i sypialnię. Zaraz po
slubie kuchnie i lazienkę. I co sie stalo. Teściowie stwierdzili,ze nie
będzie osobnego wejścia

Przyzwyczailiśmy się. Z resztą i tak nie bylo
dyskusji. Teraz zaczęliśmy dalsze prace remontowe min. pokoi dla malej i tu
zaczynają się problemy. Nie chą pozabierać swoich rzeczy a przede wszystkim
pianina, bo twierdą,że mala może mieć świetny sluch i może będzie chciala
grać. Może tak, może nie. Z tym,że ja nie mam gdzie do holery tego pianina
postawić. Zawsze w jakimś miejscu będzie przeszkadzać, albo będzie kosztem
mebla, który jest niezbędny, tym bardziej przy dziecku, bo przecież rzeczy
nam tylko przybywa. Doprowadzaja mnie do szalu, tak naprawde nic nie możemy
bez ich zgody zrobić, do wszystkiego sie wpieprzaja. A przed ludźmi,
znajomymi graja wspanialych rodziców i twierdzą, cos co zupelnie mija się z
prawdą czyli,że tak naprawde to mieszkamy osobno. Guzik prawda. Cudem
jest ,że wogóle udalo nam się w końcu zajść w ciążę. Bo ciągle chodzili,
wchodzili. Krew mnie zalewa. Wiem,że nie mogę sie denerwowac, ale jak ich
widze, to odrazu ciśnienie mi wzrasta. czy któraś z Was ma podoby problem??
Ja wiem,że wydać się może blachy, ale naprawdę mam DOŚĆ.