Dodaj do ulubionych

Dzidziuś bez ślubu???

25.07.06, 16:52
Właśnie się dowiedziałam, że jestem w ciąży. Jeszzce nie byłam u lekarza, ale
wszystkie znaki na niebie i ziemi... I się zastanawiam nad wieloma rzeczami.
Do tej pory mieszkaliśmy z moim narzeczonym i do ślubu nam się nie śpieszyło.
Bo to takie udawane, skoro już i tak ze sobą jesteśmy. Z jednej strony wydaje
mi się, że łatwiej jest cokolwiek załatwić mając ślub. A z drugiej mam
dreszcze jek pomyślę o tym całym zamieszaniu. Za stara na to jestem (29).
Moze tylko cywilny?? Ale czy nie lepiej załatwić wszystko "jak należy"??
Najpierw twierdziliśmy, że ślub przed dzieckiem. Ale brakowało motywacji.
później stwierdziliśmy, że jak będę w ciąży to będzie powód, a teraz myślę,
czy jest sens brać ślub teraz z powodu ciąży, może później? Będę wdzięczna za
opinie, i teoretyczne i doświadczonych mam.
Obserwuj wątek
    • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 16:56
      A nie wolałabyś się spić i wyszaleć na własnym weselu? wink
      Branie ślubu z powodu ciąży - to takie... "małomiasteczkowe"... smile
      • jaggazz Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:01
        IIII tam. Szaleć nie chcę, wesela też nie chcę. Nienormalna jestem, ale nigdy
        nie chciałam. Dla mnie to formalność, bo skoro się kochamy i jesteśmy ze sobą 5
        lat i się rozmnażamy (!!!), to czego jeszcze chcieć? Dzięki za tę wizję. Ojjj,
        długo sobie nie poimprezuję
        • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:09
          Ojjj, długo! wink Najpierw ciąża, potem karmienie... wink

          My nie braliśmy ślubu ze względu na dziecko - dla nas to też tylko formalność,
          może za dwa lata?... Najpierw maluch, za pół roku odbieramy mieszkanie, no nie
          ma czasu wink
          • jaggazz Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:14
            Super. No, my już we własnym M. W zasadzie to wszystko po kolei, tylko ten ślub
            jakoś nie po drodze wink
        • neonatus51 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:13
          Ja z jednej strony myślałam,że ślub bierze się raz w życiu-teoretyczniesmilewięc
          warto poszaleć na własnym weselu,ale z drugiej strony,to nigdy wesela i
          wielkiej pompy nie chciałam...Zdecydowaliśmy się na ślub cywilny na
          początek.Bez zamieszania,bez wielkich przygotowań,bez kosmetyczki,wybierania
          sukienki,bucików i pończoch,bez sensacji,tylko z najbliższą rodziną...Dwie
          wizyty w urzędzie i jużsmile
          Po porodzie zdarzały się drobne problemy jeśli chodzi o załatwianie różnych
          formalności,aż boję się myśleć co by było gdybym nie była mężatką?Musiałabym
          biegać po urzędach obolała i wiecznie zmęczona(dziecko absorbuje całkowicie!)A
          tak wszystko mógł załatwić mążsmileTo oczywiście z tych praktycznych powodów,a tak
          naprawdę warto być małżeństwem jak pojawi się maleństwo na świecie.To ważne i
          piękne pod wieloma względami...
          Życzę powodzeniasmile
          • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:23
            No coś Ty, w USC po porodzie tata sam może wszystko załatwić, o ile przed
            porodem oboje rodzice się tam kopsną, mama powie, że to jest tata, a tata
            powie, że uznaje dziecko "poczęte nienarodzone" i podpiszą stosowne papierki smile

            A jak już jest akt urodzenia z wpisanymi rodzicami, to tata może wszystko sam
            załatwić smile
            • m125 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 28.07.06, 12:35
              ja chyba nie badzo rozumiem: jak mozna uznac dziecko zanim sie ono urodzilo!!
              jak tu uznac cos, czego w wymiarze formalno-prawnym po prostu nie ma??!??! poza
              tym gdzie oni wpisuja to nazwisko matki??? przeciez dopiero po porodzie
              zalatwia sie (i to w USC, a nie szpitalu!!!) akt urodzenia w ktorym wskazuje
              sie nadane imiona itp.
              • joanna_poz Re: Dzidziuś bez ślubu??? 28.07.06, 12:52
                można uznac.

                oprócz ułatwienia, o ktorym wszyscy piszą, że nie trzeba po porodzie we dwoje
                wędrować do USC, aby zarejestrować dziecko wazne jest np. to, że gdyby odpukać
                ojciec zmarł przed narodzeniem dziecka - to dziecko ma prawa do dziedziczenia.
                Jeśli nie zostałoby uznane - nie miałoby.

                A nazwisko jest wpisywane w papierach szpitalnych, książeczce zdrowia dziecka.
        • gotha_martik Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:36
          Witaj. Może nie traktruj dziecka jako powód do ślubi lecz jakomotywację,skoro
          trudno Wam było się na ten Wielki krok zdecydować to moze właśnie Bóg dał Wam
          maleńką podpowiedź. (dosłownie maleńką)
          Proponuje Kościelny też, będzie łatwiej dziecko ochrzcić wink
          Małżeństwo to nei koniec świata, w końcu znacie sie dobrze i kochacie więc bądź
          pozytywnie nastawiona i jeśli oboje tego chcecie to Wszystkiego DObrego (na
          nowej drodze życia)!
          i.. gratuluję przyszłym rodzicom smile
    • viewiorka Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:05
      Wydaje mi się, że innaczej się patrzy na dzieci, których rodzice są po ślubie.
      Ja w każdym bądź razie nie wyobrażam sobie, nie wziąć ślubu z facetem, którego
      kocham i z którym będę miała dziecko.
      Co innego, gdyby ta ciąża była z przypadkowej, przelotnej znajomości - wtedy
      brać ślub "dla dobra dziecka" to głupota. Ale skoro się kochacie...?
      W każdym bądź razie decyzja i tak nalży do wassmile
      • ninusia4 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:40
        Ja jak zaszłam w ciąże o przyśpieszonym ślubie słyszeć nie chciałam ale za
        namową rodziców i (teraz) męża w 23 tc przeżyłam najwspanialsze chwile w moim
        życiu. Więc skoro się kochacie to gorąco zachęcam=)
        • jonaska Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 17:56
          ja jestem w ciąży z drugim dzieckiem. pierwsze ma 4lata. nie jestem po slubie i
          jakoś mi nie podrodze..po prostu jeśli miałabym wydac ileś pieniędzy na księdza
          i te wszytskie opłaty, wolę mieszkanie remontować, samochód zmienić, dzieciom
          coś kupić. rodzice mi nie pomogą, a i denerwuje mnie,że mają mnie wysyłać na
          nauki przedmałżeńskie, bo mam je w nosie i sama wiem jak się zabezpieczać ( na
          pewno nie metoda naturalną, jeśli mam byc szczera). denerwuje mnie,że za tak
          ważny sakament mam zapłacić 800zł księdzu, kościelnemu 300zł, organiście
          kolejne 300zł, bo tak jest w mojej parafii. uważam,że za taki sakrement powinno
          płacić się symboliczną kwotę. jesli już, biore pod uwagę cywilny, ale nie wiem
          kiedy...
          ps. a na moje dziecko raczej nikt nie patrzy inaczej..ani w żłobku ani w
          przedszkolu ani na podórkusmile zatem nie jest to prawdą moim zdaniem....
      • m125 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 11:03
        a co to znaczy inaczej sie patrzy na dzieci, ktorych rodzice nie maja slubu czy
        tez sa po slubie?? inaczej czyli jak? a jak sie patrzy na dzieci rozwiedzionych
        rodzicow? nie wiem, moze w jakis malych miastach tak, ale w duzych, z ktorego
        ja pochodze i mieszkam i w ktorym sie rozmnazam, rodzice nawet po slubie maja
        czesto inne nazwiska i nikt na to uwagi nie zwraca!!
    • jopol5 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 18:04
      Ślub ??? koniecznie !!! najlepiej na Hawajach .
      • baby2104 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 19:19
        U mnie problem jest taki, że ja nie jestem chrzczona. A facet ma jakąś obsesję
        na punkcie kościelnego...
        Były kłótnie z tego powodu, a teraz to lepiej tego unikaćuncertain
        Przeciw:
        1) To fajnie być odmieńcem,
        2) To niepotrzebny stres
        3) Niepotrzebny wydatek
        Za:
        Za jakiś czas będzie to gwarancja i dowód wspólnego życia. Ostatecznie razem na
        coś pracujemy, a przyszłość może się zmienić... Można zostać bez dachu nad
        głową... Bez kasy. Nie chodzi nawet o rozstanie. Ale np. ktoś (tfu tfu) fajtnąć
        w kalendarz.
        Jak dzidziuś podrośnie weźmiemy ślub jednostronny kościelny i cywilny.
        • piedor Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 19:53
          Ja tez jestem w zwiazku od 5 lat, mamy mieszkanie i zaplanowalismy dzidziusia.
          Slub tak, planowalismy ale jestem po jednym poronieniu i bardziej balam sie o
          siebie, musialam sie oszczedzac. teraz zostaly 2 m-ce i zdecydowalismy sie na
          slub cywilny, aby uniknac wszelkiej biurokracji pozniej w urzedzie z
          nazwiskami. A koscielny , oczywiscie tak, moze nasz maluch bedzie juz na nim
          tanczyl. Planujemy w przyszlum roku.
          W szpitalu powiedzili mi ze musimy miec papier z USC ze tatus uznal dziecko bo
          inaczej wpisuja nazwisko matki, poza tym jesli nie bedzie uznane w USC to musze
          ja sama zalatwiac formalnosci w urzedzie z aktem urodzenia a tak tatus bedzie
          mogl pojsc a ja z maluchem z domku bede odpoczywac.
          • aneta-mama Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:23
            wtym roku mamy 13 rocznice jak jesteśmy razem i mamy dwójke dzieci(6 i 2
            lata) ,trzecie w drodze .mieszkamy w nie duzym mieście i uwieszcie nie mieliśmy
            żadnych kłopotów.Dzieci noszą nazwisko ojca.Idziesz do urzędu zarejestrować
            dziecko ,ojciec podpisuje orzeczenie o potwierdzeniu ojcostwa i po
            wszystkim.Dzieci są ochszczone,tez bez problemów.a co do sluby ,kiedyś pewnie
            weźniemy ,ale jakoś nam sie nie spieszy.Dla nas nigdy nie było to ważne,ale to
            indywidualne podejście każdej osoby.ja napewno nie zdecydowałabym się na ślub z
            powodu ciaży.Zawsze bym zastanawiała sie czy ożenił sie ze mna dla mnie samej
            czy dla dziecka.
            • mooonia2 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:32
              my tez bez slubu zyjemy chociaz planujemy cos za rok ale najlepiej najpierw
              urodzic a pozniej na spokojnie po jakims czasie o tym pomyslec ...
              • mamakrzysia4 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:45
                a u nas było tak: mieszkaliśmy razem ponad 5lat staraliśmy się o dziecko ale
                były problemy ja uparłam się że jeśli nie będzie wiadomo co i jak z moim
                macierzyństwem to nie zdecyduje się na ślub bo po co wiązać się z babą, która
                nie może mieć dzieci-cyt. dosłowny ze mnie i dalej Ty mnie kochasz jak psy w
                waskiej ulicy i jesteś ze mną z litosci-też moje slowa. Rodzina nalegała że tak
                żyjemy na kocią lape. Aż w końcu dostałam pierścionek i to było zaskoczenie
                totalne i nie odmówiłam. Potem załatwianie formalności ja się uparłam że tylko
                cywilny bo nie jestem gotowa na przysięgę przed Bogiem-2 tyg po cywilnym
                poszłam do gina miałam mieć in vitro-lekarz oglądał moje wyniki z każdej strony
                i mnie też i... byłam w 2msc ciąży-nie zorientowałam się bo zawsze z @ miałam
                przeboje. A kiedy Krzyś przyszedł na świat kompletnie oddaliliśmy się od siebie
                ja wkółko warcze na M. on na mnie i już kilka razy padła propozycja rozwodu. A
                jeszcze przy okazji chrztu Krzysia wzieliśmy ślub kościelny-było to nieco ponad
                msc temu. Tylko teraz myśle po co?
              • izabela.16 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:49
                my tez mamy..niby pierscionek w szfladzie czeka juz 8mies..a maly ma 7 itez
                czekamy na slub jak wszystko uporzadkujemy i jest dobrze..tylko wszyscy pytaja
                kiedy slub..hehe niech zbieraja na prezent mniej niz 2000/osobe to norma hehe...smile
                • piedor Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:52
                  Wydaje mi sie ze pozniej jest trudniej zalatwic formalnosci z uwagi na
                  obowiazki przy maluchu. Ja tez bylam za ze lepiej poczekac, urodzic i pozniej
                  zalatwiac slub ale z czasem doszlam do wniosku ze przynajmniej cywilny mozemy
                  wziac a koscielny faktycznie pozniej. Tyle osob sie wypowaida na foryum ze po
                  urodzeniu dziecka jakos nigdy nie ma czasu na tez slub.
                  • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 12:07
                    No bez przesady, a na życie mają czas? Zwykła głupia wymówka smile
                • agnesa-72 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 10:51
                  U mnie będzie dzidziuś bez ślubu.Nie boję się żadnej biurokracji i zamieszania
                  z nazwiskami.Już raz wzięłam ślub ,który trwał 10 lat z tego związku jest
                  dwójka dzieci.Związek nasz był udany.Po drugim dziecku pojawił się mały
                  kryzys.Długo się leczyłam i nie mogłam współżyć.Skok w bok partnera zaowocował
                  dzieckiem na boku.Niewybaczyłam,chociaż go kochałam.Był kosztowny i
                  czasochłonny rozwód.Pozostałam sama z dziećmi .Pozostały zgliszcza po
                  związku.Nigdy w życiu nie wezmę ślubu.To tylko dla dzieci postanowiłam walczyć
                  o byt i udało mi się.Napewno nasze warunki nie należą do takich ,których można
                  byłoby się wstydzić.Obecny partner jest kochany,pomaga mi w trudach życia i
                  dlatego urodzę mu dziecko,bo napewno tatus będzie z niego doskonały.Moje
                  podejście do życia się zmieniło.Nigdy nie pozwolę na to ,aby mężczyzna
                  traktował mnie jak swoją własność,a w małżeństwie tak często bywa.Trudno jest o
                  idealne małżeństwo.
    • tournesol Re: Dzidziuś bez ślubu??? 25.07.06, 20:54
      Jesteśmy bez ślubu, ale może o nim pomyślimy jakiś czas po narodzinach dziecka
      (ze względów praktycznych). Na razie nie miałam ochoty ani siły na myślenie o
      ślubie, poza tym, żeby zaprosić choć najbliższą rodzinę potrzebne są pieniądze,
      a te szły na remont mieszkania. Dziecko jest już uznane w USC więc problem
      mojego stawiania się w urzędzie odpadł.
    • ryshia28 Dzidziuś bez ślubu 25.07.06, 21:33
      Może i macie racje, jednak ja chciałam inaczej. Może to już teraz niemodne,
      staroświeckie, ale po 6 latach znajomości (studia, potem praca) najpierw był
      ślub, super weselisko, zamieszkaliśmy razem, potem dom, a teraz, po 4 wspaniale
      spędzonych latach czekamy na Niunię (39tydz :o)).
      Wszystko w jak najlepszym porządku.
      Wcale nie żałuję... nie myśleliśmy tak płytko, że ślub to wydatek, że lepiej
      mieszkanie samochód, itp... Wzięlibyśmy go nawet bez tego hucznego wesela. On
      był dla nas... Chcieliśmy stworzyć prawdziwą rodzinę...
      Zapewne wiele z Was żyjących w nieformalnych zwiazkach się zaraz oburzy,
      trudno, ale jestem pewna, że w głębi duszy każda z Was chciałaby wystąpić w
      białej sukni i mieć w pełni ustabilizowane życie, każda chciałaby usłyszeć to
      pytanie wypowiedziane przez swego ukochanego...i odpowiedzieć-tak.
      Niestety nie wszystkim jest to dane...
      Ale jest piękne...
      • dorianne.gray Jesteś cudowna :) 25.07.06, 21:37
        Och, tylko widzisz, nie chodzi o to, że sobie tak pięknie i po kolei życie
        zaplanowałaś, tylko o to, że koleżanka się zastanawia, czy brać ślub, skoro już
        JEST w ciąży... smile))))
        • ryshia28 :o) 26.07.06, 13:48
          Może i tak, jednak pyatnie zadane na forum świadczy o niedojrzałości.
          Dla jednych ślub to sakrament, coś bardzo ważnego, dla innych coś w stylu
          obowiązku...
          • dorianne.gray Re: :o) 26.07.06, 22:21
            A dla jeszcze innych nie sakrament, tylko świecka uroczysta przysięga, co
            nie? smile

            Widzisz, to, że ktoś wybiera nieco inną kolejność (czyli nie standardowo: ślub,
            a potem dziecko) nie znaczy wcale, że ślub to dla niego takie byle co smile
      • betti23 Re: Dzidziuś bez ślubu 25.07.06, 22:55
        ja rodze w styczniu slub byl zaplanowany na sierpien..jednak nie chcielismy
        robic wszystkiego na wariackich papierach i w spolnie podjelismy decycje ze
        slub bedzie za rok jak dzidzia bedzie miala okpol roku czyli w sierpniu
        nastepnego rokusmilenasi znajomi wcale sie dziwnie na nas nie patrza...beslubne
        dziecko to moze kiedys byl wstyd...teraz co 2 para tak zyje wazne ze sie
        kochamy i dluugo ze soba jestesmy
        kto wie moze taki szybki,niedojrzaly slub wszystko by zepsul?a moze bysmy za 2
        lata wzieli rozwod?pozyjemy zobaczymy nazrazie jest dobrze jak jestsmile)i
        jestesmy bardzo szczesliwi
      • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu 26.07.06, 23:37
        no, i tu sie mylisz.
        Do tej pory tylko podczytywalam to forum, jako ze porody i ciaze mam juz za soba
        wink, ale tu musze sie wtracic.
        ryshia28, generalizujesz i upraszczasz szalenie naiwnie. OK, sa kobiety dla
        ktorych slub i papierek to cos najwazniejszego, i ok, ich wybor. Ale nie mozesz
        powiedziec ze "kazda" by chciala wystapic w bialej sukni, a zycie mozna miec w
        pelni ustabilizowane i bez slubu.
        Fajnie ze to dla Ciebie jest piekne, ale nie mozesz powiedziec ze dla kazdego,
        sprobuj zrozunmiec ze sa tez ludzie z innym pomyslem na zycie i nie kazda
        kobieta marzy o slubie.

        Pozdrowienia dla zaobraczkowanych i tych bez papierka! big_grin
      • m.k.25 Mów za siebie.... 27.07.06, 22:39
        Ja jestem z moim facetem 3 lata, kochamy się,tworzymy rodzinę-pomagamy sobie,
        mamy wspólny dom,rozumiemy się, wspieramy,każde z nas oddałoby zycie za druga
        osobe.W styczniu bedziemy mieli dziecko, a jednak nie bierzemy slubu.Żyjemy bez
        niego i zapewniem Cię, ze wcale nie marzę o białej sukni i weselu, a stac by
        nas było na spore weselisko( nie chawlac się bo pewnie od niektórych mi się
        oberwie, ale mamy ponad 16 tys miesięcznie dochodów-zarobki i dochody z
        nieruchomosci itp, oprócz tego oszczędności).Wręcz smieszy mnie to kiedy
        panienka w 5 miesiącu ciazy idzie do ołtarza w białej sukni z welonem...bo z
        tego co wiem oznaczało to czystośc -dziewictwo.A rodzina bez ślubu wcale nie
        jest gorsza.To zalezy od uczucia,stosunków miedzy partnerami, a nie od papierka
        i szopki z weselem.
      • magdax78 Re: Dzidziuś bez ślubu 27.07.06, 22:59
        ja mialam cywila i nie zaluje a o bialej suknie nigdy nie marzylam...gdybym
        marzyla to bym ja miala i @ tez
        weselisko"
        a tak wogole swietna wypowiedz cytuje smile))" Wcale nie żałuję... nie myśleliśmy
        tak płytko, że ślub to wydatek, że lepiej
        > mieszkanie samochód, itp... @
        faktycznie to nie jest plytkie....fajnie jest zaprosic pol wsi!
    • j_e_s_z Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 10:17
      Ja widzę to tak: jeśli jesteś wierząca i ślub traktujesz jak sakrament, jeśli
      jest to dla Ciebie ważne to warto wziąć ślub, nawet przejść przez to całe
      upiorne załatwianie formalności. Bo robicie to dla siebie, dla waszej miłości,
      dla jakiegoś ważnego celu. Ale jeśli ma być wzięty tylko na odczepnego, bo inni
      tak robią, bo może tak będzie lepiej dla dziecka, bo może łatwiej załatwić
      sprawy urzędowe - to dla mnie te powody są dość żałosne i śmieszne. To jakaś
      karykatura. Ślubu nie bierzesz z dzieckiem, rodziną, czy znajomymi, ani tym
      bardziej urzędnikami. Jeśli nie wiesz, czy ci się chce, to znaczy że ci się nie
      chce. Dla mnie to zbyt ważna rzecz, by robić ją tak bylejak. A dziecka
      gratuluję! Pozdrawiam!
    • hoshi74 jaggazz 26.07.06, 10:24
      mialam podonie jak Ty, najpierw ciaza (bardzo chciana przez nas oboje), a gdy
      bylam pod koniec 7go miesiaca slub - bardzo skromny, cywilny, bez zadnych
      imprez.
      bylo to dla nas wazne, nie chodzilo nam o otoczke typu sukienki, wesela,
      goscie, zaproszenia i te wszystkie bzdety... ja chcialam byc jego zona, a on
      moim mezem, no i jestesmy smile
      przyznam, ze tez psychicznie lepiej sie z tym czuje, bo teraz to jest moj maz,
      a nie facet, czy narzeczony, wspolne nazwisko i wszystko jasne - ale to kwestia
      indywidualna, kto co lubi i woli.
      pozdrawiam serdecznie!
    • joanna_poz Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 10:30
      Pytasz czy łatwiej cokolwiek załatwić majac slub.
      Nie wiem - z perpektywy życia 8 lat bez slubu, w tym 2 lat od kiedy mamy synka,
      stwierdzam, że nic nie było trudniejsze tylko z tego powodu, ze nie mamy slubu.
      Synek nie ma na czole wypisane,że jego rodzice nie mają ślubu - więc nie wiem
      kto i dlaczego miałby go inaczej traktować niż slubne dzieci. A noszenie
      róznych nazwisk jest przeciez spotykane i w małżeństwach - wiele kobiet zostaje
      przy panienskim.

      jesli nie bierzecie teraz slubu załatwcie tylko z Twoim narzeczonym uznanie
      dziecka przed narodzinami. Wtedy wszystko po narodzinach on załatwi sam, bez
      konieczności Twojej obecności.

      Gorszy los nieslubnego dziecka to raczej dylemat z poprzedniej epoki a nie z
      XXI wieku.
    • d.dolewska My tak mamy :-) 26.07.06, 10:39
      Właśnie na jutro mam termin porodu...Ja i Piotrus od 3 lat mieszkamy razem.Ślub
      wziać zawsze chcieliśmy(tylko nigdy nie myśleliśmy kiedy...) ale w czasie ciązy
      były inne wydatki i o czym innym sie myślało.Więc i teraz spadło to na drugi
      plan.Dla nas ślub nie jest ważny-bardzo się kochamy smile Natomiast weźmiemy
      cywilny-tylko ze względu na całą papierkową robotę.Tak po prostu będzie
      łatwiej.Choćby prosty fakt-nie pracuję-jestem na ostatnim roku studiów.Nie bedę
      miała ubezpieczenia-a to się przyda.Na razie podlegam pod Mame-na ale ile
      można wink A kiedy weźmiemy?Może na wiosnę big_grin

      Pozdrawiam,
      Dominika
      • magdam26 ???? 26.07.06, 12:42
        do d.dolewska:
        1)piszeszsuspicious .Dla nas ślub nie jest ważny-bardzo się kochamy <

        - druga część zdania zaprzecza pierwszej. Która w takim razie jest prawdziwa????
        Jeśli dla was ślub nie jest ważny (prawdziwa pierwsza czesc zdania)powinno
        być: "dla nas ślub nie jest ważny - NIE KOCHAMY się"
        Jeśli się kochacie (prawdziwa druga częsc zdania): powinno być " dla nas ślub
        JEST ważny - kochamy się"

        2) piszesz: > Ślub wziać zawsze chcieliśmy <
        - czyli jednak JEST dla was ważny??? W zwiazku z tym - patrz pkt. pierwszy.

        3)piszesz : >nie pracuję-jestem na ostatnim roku studiów.(...) .Na razie
        podlegam pod Mame<

        -gratuluję "pomysłu" na życie....i "ambitnego" podejscia do studiów. sad
        Generalnie-jak sama widzisz - twoja wypowiedź jest pełna absurdów. Piszesz
        chyba tylko dlatego że chcesz cokolwiek napisać, przy tym tworzysz jakąś
        fikcję, próbujesz oszukiwać samą siebie, że wszystko jest o.k i sprowadzać
        życie do płytkiej czynności egzystencji.
        • d.dolewska O rany ale psychoanaliza.... 26.07.06, 14:48
          Dla nas ślub naprawde jest nieważny.Nie jesteśmy wierzący jest nam dobrze tak
          jak jest. To że zawsze wiedzieliśmy że go weźmiemy(cywilny) wynika jedynie z
          tego że tak jest łatwiej pod względem formalnym.Nie ma w Polsce konkubinatu.A
          takie rzeczy jak chocby to że jak jedno z nas wylądowało by w szpitalu to
          drugie w przypadku braku ślubu nie jest jego najbliższą rodziną.To że według
          Ciebie ślub jest równoznaczny z miłością a bez ślubu jej nie ma to juz nie moja
          wina.

          > do d.dolewska:
          > 1)piszeszsuspicious .Dla nas ślub nie jest ważny-bardzo się kochamy <
          >
          > - druga część zdania zaprzecza pierwszej. Która w takim razie jest
          prawdziwa???
          > ?
          > Jeśli dla was ślub nie jest ważny (prawdziwa pierwsza czesc zdania)powinno
          > być: "dla nas ślub nie jest ważny - NIE KOCHAMY się"
          > Jeśli się kochacie (prawdziwa druga częsc zdania): powinno być " dla nas ślub
          > JEST ważny - kochamy się"
          >
          > 2) piszesz: > Ślub wziać zawsze chcieliśmy <
          > - czyli jednak JEST dla was ważny??? W zwiazku z tym - patrz pkt. pierwszy.


          Nie oceniaj innych w tak brutalny sposób.To niezbyt ładnie. A to że "podlegam
          pod Mamę" w kwestii ubezpieczenia? Nie rozumiem co w tym złego. To
          oczywiste.Jak pracowałam to miałam swoje ubezpieczenie.Uczelnia mi nie daje
          niestety bo prywatna. Więc teraz gdy nie pracuję jestem na ubezpieczeniu mojej
          Mamy. Moje podejscie do studiów nie jest ambitne?Może i nie-ale też jak sądze
          nie jest godne potepienia... Nie zrezygnowałam ze studiów dziennych. Zamierzam
          napisać pracę magisterską(za którą z resztą się juz zabrałam).

          O ja biedna z tą moją mizerną egzystencją na ziemi.Skąd ja się
          urwałam.Normalnie wyeliminować taki element ze społeczeństwa... big_grin

          Tak czy siak pozdrawiam,
          Dominika
          • tournesol Re: O rany ale psychoanaliza.... 27.07.06, 08:05
            > O ja biedna z tą moją mizerną egzystencją na ziemi.Skąd ja się
            > urwałam.Normalnie wyeliminować taki element ze społeczeństwa... big_grin

            z podobną sytuacją co Ty i podobnym podejściem do spraw przyłączam się jako
            element do wyeliminowania wink
          • m.k.25 Re: O rany ale psychoanaliza.... 27.07.06, 22:44
            Z tym szpitalem to trochę przesadziłaś, bo kiedy ja leżałam w szpitalu mój
            facet był inforomowany o wszystkim jakby był moim mężem...
        • annnnia Re: ???? 27.07.06, 15:13
          heh, fajny ten watek sie robi.

          magdam26, patrzac na wypowiedzi osob takich jak Ty juz wiem, kto pchnal Polske w
          lapy blizniakow i Romana. Rozgladajac sie wsrod mocih znajomych, widze samych
          inteligentnych ludzi, i tak sie zastanawiamy kto glosowal na tych idiotow ktorzy
          teraz ryujnuja kraj. Odpowiedz znajduje na forach internetowych wink
          Biedna jestes i szalenie ograniczona, jesli dla Ciebie slub = milosc, a juz bez
          slubu to milosci nie ma wcale a wcale.
          Pomysl, to nie boli... pomysl, sprobuj soibe wyobrazic, ze sa miliony ludzi
          zyjacych cale zycie razem, kochajacych sie ogromnie, a slubu nie bioracych.
          Trudno to sobie wyobrazic? wink

          Ja tez kocham mojego partnera zyciowego, wychowujemy razem dzieci, dzielimy
          zycie, jestesmy zdecydowanie szczesliwsi niz niektore "sakramentalne" malzenstwa
          widziane dookola. Ale oczywiscie wedlug Ciebie slubu nie wzielismy, wiec sie nie
          kochamy. wink Biedny moj fsacet, utknal na cale zycie przy kobiecie ktorej nie
          kocha, i biedna ja co rodzi dzieciaki niekochanemu chlopu... big_grin

          Magdo, jest lato, piekna pogoda, sprobuj moze przewietrzyc neurony i zaczac ich
          uzywac, co? tongue_out
    • ajk10 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 10:52
      my mieliśmy planowane nieślubne dziecko. Pobraliśmy się jak dziecko miało 7 m-cy.
      Jedyna "niedogodność" to to, że musieliśmy jechać razem zarejestrować dziecko, ale to był przy okazji bardzo miły spacer wink
      Patrząc na całość z perspektywny nie zmieniłabym decyzji - nie brałabym ślubu w ciąży. Braliśy ślub cywilny i zaprosiliśmy rodzinę na ślub do restauracji, więc minimum organizacji, ale mimo wszystko trudno jest przewidzieć jak się będziesz czuła w ciąży i czy nie będzie to dla Ciebie męczące.
      BArdzo miło mi było, że synek był z nami tego dnia - wszyscy się nim zachwycali, dostał też prezenty (koledzy męża z pracy kupili nawet prezent nie nam, ale dziecku - bardzo fajny pomysł, bo nam jako "zagospodarowanym" trudno byłoby kupić coś, czego nie mamy, a dzieciak dostał super zabawkę).
      Nie spotkaliśmy się też z żadnymi nieprzyjemnymi uwagami dotyczącymi naszego nieślubnego dziecka, za to jestem przekonana, że gdybyśmy brali ślub kiedy byłam w ciąży wszyscy mysleliby, że pobiramy się dlatego, że wpadliśmy. A my o to dziecko się staraliśmy i cieszę się, że tak zostało.
    • magia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 11:38
      Ja jestem przeciwna slubom w ciazy. Sa wtedy wazniejsze sprawy niz zalatwianie
      urzedu, kosciola i calej otoczki.
      Wiekszosc zwolennikow slubu prztacza argument biurokracji, nazwiska.
      Dla mnie taki problem to nie jest problem.
      W zpitalu dziecko mialo moje nazwisko, na wizycie w urzedzie w papierach
      dostalo nazwisko ojca, bo ojciec je uznal i tyle.
      I gdzie ta biurokracja i problemy pozostale. Nie ma, nie bylo.
      To jakis mit krążący wsrod mezatek smile
    • kiniasek Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 11:53
      ja wzięłam cywilny i cześć do reszty zamieszania nie mam melodii...połowa
      rodziny uważa,że to nie ślub ale mam to gdzieś...
    • titta Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 12:41
      Po pierwsze - tez mam 29 lat i przez mysl by mi nie przyszlo, ze jestem za
      stara na cos. Po drugie - branie slubu "bo dzidzius" - to troche hipokryzja
      traci. Jak sie jednak chce wziasc slub i to jest powodem, wcale nie musi byc
      zamieszania. Wesele moze byc przeciez tylko kameralnym przyjeciem dla
      najblizszych, te wszystkie kwiatki, szmatki i fryzury mozna sobie darowac.
      Nigdzie nie jest powiedziane, ze od razu trzeba cyrk robic. Co kto lubi, moim
      zdaniam i tyle.
    • tom-ix o ślubie trzeba myśleć zanim.... 26.07.06, 12:46
      o ślubie trzeba myśleć zanim się "nogi rozłoży".
      • aneta-mama Re: o ślubie trzeba myśleć zanim.... 26.07.06, 12:54
        o ślubie trzeba myśleć zanim się "nogi rozłoży"-------ROZUMIEM ŻE TRAFIŁA SIE
        NAM JAKAŚ SWIETOSZKA ALBO 30LETNIA DZIEWICA???!!!
      • dorianne.gray Re: o ślubie trzeba myśleć zanim.... 26.07.06, 12:59
        tom-ix, zajmij się czymś pożytecznym zamiast łazić po forach kobiecych,
        ślubnych, ciążowych i o planowaniu rodziny - może sobie jakiejś dziewczyny w
        realu poszukaj czy coś... Rękę Ci odciąży...
      • annnnia Re: o ślubie trzeba myśleć zanim.... 27.07.06, 15:15
        lol!!!!
        tekst miesiaca!
        tomix, masz wiecej takich przemyslen? dawaj!
    • kropka07 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 12:49
      A już myślałam, że tylko ja jestem w takiej sytuacji..... Jesteśmy w związku od
      ponad 10 lat, od 8 lat mieszkamy razem (teraz na dodatek budujemy dom).
      Obiecywaliśmy sobie, że jeśli będziemy mieli dziecko to "z prawego łoża". Do
      ślubu nigdy nam nie było śpieszno (mamy po 33 lata), ja mam dreszcze wstrętu na
      samą myśl o całym ślubnym zamieszaniu. Po prostu mam awersje i tyle. Jestem w
      ciąży (4-ty miesiąc) i powiem szczerze że zastanawiam się coraz poważniej nad
      tym, żebyśmy ta sprawę uregulowali w urzędzie (tylko cywilny). Troche się
      obawiam ewentualnych kłopotów po urodzeniu naszego wyczekanego dziecka, co z
      nazwiskiem, sprawami urzędowymi itp. Ale chcemy to załatwić "cichaczem" - tylko
      my i rodzice, podpiszemy kwity i tyle. Może to jest sposób?
      • ajk10 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 13:39
        kropka07 napisała:

        Troche się
        > obawiam ewentualnych kłopotów po urodzeniu naszego wyczekanego dziecka, co z
        > nazwiskiem, sprawami urzędowymi itp.

        a jakie mogą to być kłopoty? Bo sparawę nazwiska dziecka załatwia się przy jego rejestracji i tyle. Co jeszcze może komplikowac fakt, ze dziecko jest nieślubne?
        • jaggazz Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 14:33
          Witam ponownie. Dzięki za wszystki wypowiedzi. Pozdrawiam wszystkie mamy i
          przyszłe mamy ze ślubami i bez. Ja decyzji jeszcze nie podjęłam, mam na trochę
          czasu. Ale miło poczytać o podobnych historiach. I pośmiać się trochę
          (rozkładanie nóg. Wszystkiego dobrego. jaggazz
    • kaeira Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 14:29
      ryshia28 napisała:
      > Zapewne wiele z Was żyjących w nieformalnych zwiazkach się zaraz oburzy,
      > trudno, ale jestem pewna, że w głębi duszy każda z Was chciałaby wystąpić w
      > białej sukni i mieć w pełni ustabilizowane życie, każda chciałaby usłyszeć to
      > pytanie wypowiedziane przez swego ukochanego...i odpowiedzieć-tak.

      W moim przypadku nie tyle "się zaraz oburzy", ile mocno rozbawi, i powie ci, że
      się głęboko i absolutnie mylisz. Biała suknia, może jeszcze absztyfikant na
      kolanach... hihihi.

      Ja jestem totalnie antymałżeńska. Pełna alergia. Jesteśmy razem (mieszkamy
      razem) od lat 12, ja jestem w 32 tygodniu, i żadnego slubu w planach nie ma i
      nie będzie. (Jeżeli chodzi o dziecko - dla dziecka niczego to w sensie prawnym
      nie zmienia!) To głównie moja decyzja, bo jemu to w zasadzie nie robi różnicy.

      Nie wykluczam, że w jakimś momencie z przyczyn prawnych/finansowych itp. będzie
      to konieczne, ale wku..am sie na samą myśl o tym. Grr.

      Jeszcze uwaga dotycząca stabilizacji, poczucia pewności, bezpieczeństwa itp:
      małżeństwo jest mniej więcej tak pewne jak posiadanie etatu. Wielu osobom daje
      to poczucie bezpieczeństwa, ale i tak w każdej chwili mogą dostać wypowiedzenie. smile

      Co do pytania jaggazz:

      1. Ślub z powodu ciaży to dla mnie rzeczywiście raczej małomiasteczkowy
      przestarzały obciach, bez urazy. Jakoś sensowniej po urodzeniu dziecka, według
      mnie.
      2. Osobiście wydawałoby mi się, że jak juz ślub, to miło byłoby mieć naprawde
      dużą, huczną, rodzinną imprezę (uradowana legalizacją rodzina pokrywa koszty,
      he). No, a to lepiej robić w momencie kiedy nie jest się w ciąży (ani matką
      karmiącą).
    • dorak8 proponuję cywilny. 26.07.06, 14:43
      dla wygody.
      Taki w urzędzie, ze świadkami i rodzicami.
      I nikt nie musi o nim wiedziec, a Ty nie musisz miec drogocennej kreacji.
      Dla wygody w póżnijszych formalnościach.
      • ajk10 Re: proponuję cywilny. 26.07.06, 15:01
        dorak8 napisała:


        > Dla wygody w póżnijszych formalnościach.

        ale jakich, pytam po raz kolejny wink))
        czy oprócz ewentualnego wspólnego rejestrowania dziecka istnieją jakieś prawne utrudnienia na które napotkają rodzice dziecka nieślubnego?
        • dorianne.gray Re: proponuję cywilny. 26.07.06, 22:27
          No właśnie niektórzy strasznie demonizują te jakieś "formalności" - co to
          kurcze jest?... smile
          • joanna_poz Re: proponuję cywilny. 27.07.06, 09:06
            Tajemnicze "formalności i ułatwienia" mają tyle wspolnego z rzeczywistością co
            prawdziwość innych złotych mysli z tego watku np
            - każda kobieta marzy o białej sukni
            - tylko małżeństwo gwarantuke pełną stabilizacje
            - i wreszcie najlepsze: jesli ślub nie jest wazny to znaczy że się nie kochają.

            Pozdrawiam,
            Joanna -Mama bez ślubu
            • ajk10 Re: proponuję cywilny. 27.07.06, 10:19
              joanna_poz napisała:

              > Tajemnicze "formalności i ułatwienia" mają tyle wspolnego z rzeczywistością co
              > prawdziwość innych złotych mysli z tego watku np
              > - każda kobieta marzy o białej sukni
              > - tylko małżeństwo gwarantuke pełną stabilizacje
              > - i wreszcie najlepsze: jesli ślub nie jest wazny to znaczy że się nie kochają.
              >
              > Pozdrawiam,
              > Joanna -Mama bez ślubu

              O, dziękuję bardzo za wyjaśnienie, tak właśnie podejrzewałam big_grin
    • tramal75 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 21:44
      Witaj-jestem jak to sie mówi kobietą po przejściachsmilePierwszy ślub jak nalezy-
      potem dziecko.W drugim związku było odwrotnie najpierw chciny potem ślub.Ale
      gdybym w tedy miała taką możliwość wolałabym najpierw wziąć ślub.Jeżeli
      naprawde się kochacie i chcecie być razem powinniście zalegalizować swój
      związek.Będzie Wam łatwiej załatwiać wszystkie formalności,no i w przyszłości
      będzie łatwiej Waszemu dziecku.Powodzenia
    • m.k.25 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 26.07.06, 22:09
      Ja żyję z moim facetem bez ślubu i nie planujemy go choć jesteśmy juz ze soba 3
      lata, mieszkamy razem, mamy wspólny majątek, a w drodze jest dziecko.Ale nam
      tak wygodnie, dla nas ślub to tylko papierek(szczególnie, że jestesmy ludźmi
      niewierzacymi i koscielny nie wchodzi nawet w grę).Dziecko bedzie nosiło
      nazwisko ojca, już byliśmy w USC w sprawie uznania dziecka-lepiej przed porodem
      żeby zaoszczędzić zachodu ze zmianą nazwiska w książeczce zdrowia dzidziusia
      itp.Ślub w naszym życiu niczego by nie zmnienił...
    • martajoanna1 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 08:35
      Jestem z moim partnerem ponad trzy lata, nie mamy ślubu i na razie nie
      planujemy go. Ciąża była zaplanowana i nasza niunia była wyczekiwanym
      dzieckiem. Brak ślubu niczego nam nie utrudnia. Dziecko było uznane przez tatę
      jeszcze przed urodzeniem i od razu miało jego nazwisko. W szpitalu rodziliśmy
      razem. Nigdy nikt nam nie robi problemów (ani na poczcie, ani w szpitalu itp.)
      Slubu nie bierzemy z bardzo prozaicznego powodu - nie opłaca nam sie pod
      względem podatkowym - jako samotny rodzic dostajemy duzy zwrot z podatku.
      Reszta wygląda tak samo jak w małżeństwie, wszelkie polisy i inne sprawy
      nawzajem się uposażamy.
      Ślub nic nie zmieni, a w naszym przypadku będzie to duża strata finansowa.
    • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 15:59
      Piszecie, że kochamy się, a ślub to papierek i niczego nie zmienia...
      A moim zdaniem zmienia: ślub czy to cywilny czy kościelny to publiczna,
      oficjalna deklaracja każdej ze stron, że z tą, a nie inną osobą chce być razem
      i to zwykle "na zawsze".
      Ślub to konsekwencja tego, że ktoś komuś powie "kocham", nie jako banalne
      słowo, ale jako chęć życia razem, podjęcia się wszelkich konsekwencji bycia
      razem.
      I tych miłych, i tych niemiłych, gdyż i takie mogą się przytrafić.
      W przypadku małżonków bez rozdzielności majątkowej wszystko co kupią itp. staje
      się ich wspólnym majątkiem. Osoby bez ślubu w przypadku podziału majątku muszą
      udowadniać, że kupili to razem, za wspólną kasę. Pół biedy, gdy do kupna trzeba
      było notariusza, ale jak dzielić talerze itp. pierdoły?
      Oczywiście, nie chodzi o to, aby decydując się na ślub rozpatrywać sprawy
      podziału majątku na wypadek rozwodu wink
      Chodzi mi o to, że ktoś deklarujący się oficjalnie (a więc ślub) podejmuje to
      ryzyko, że gdyby musieli się rozstać, to on/ona nie ucieka przed tą
      odpowiedzialnością, która wówczas mogłaby być dla niego/niej niewygodna, a
      nawet nieopłacalna.
      Łatwo mówić - kochamy się. Ta miłość weryfikuje się w życiu, w tych trudnych
      momentach, gdy przychodzi choroba, kalectwo, zdrada, śmierć itp.
      Gdy nie mają ślubu, to każdy bierze swoje zabawki i idzie do siebie. Dlatego
      związek bez ślubu nieodparcie kojarzy mi się właśnie z zabawą w dom, bo tylko
      przy zabawie tak łatwo powiedzieć, już cię nie lubię, biorę swój samochodzik i
      good bye.
      Niektóre z was, jak wynika z wpisów, jednak nabyła pewne ruchomości czy
      nieruchomości wink w związku nieformalnym. Oczywiście w przypadku rozstania
      trzeba będzie to podzielić i zapewne już zabezpieczyłyście tą ewentualność np.
      akt notarialny itp. Jednak mimo wszystko, brak ślubu odbieram ciągle jako jakiś
      irracjonalny strach przed podjęciem się konkretnego zobowiązania, strach przed
      takim "klamka zapadła", nawet w tych czasach, gdy o rozwód wcale nie jest
      b.trudno.
      Ja wychodziłam za mąż za czasów wink gdy nie było ślubu konkordatowego, stąd
      wpierw mieliśmy ślub cywilny, a dwa tygodnie kościelny (bo nie udało się
      sklecić tego w jeden dzień, a i wygodniej tak było).
      Na cywilnym byliśmy tylko my + świadkowie, po ślubie poszliśmy na pizzę, a
      potem każde do swego domu. Mimo, iż cywilny traktowaliśmy jedynie jako prawne
      zobowiązanie, a nie jako ślub, to jednak do tej pory pamiętam to wrażenie, że
      choć nie mamy jeszcze ślubu (kościelnego), a więc naszym zdaniem nie jesteśmy
      mężem i żoną i możemy się rozstać, to nie da się już tak łatwo np. obrazić i
      powiedzieć zrywam i wszystko będzie załatwione smile
      Będą konsekwencje, będzie duże zamieszanie - taki banalny cywilny, a tak wiele
      zmienił.
      Oczywiście, są luki w prawie, różne dziwne kombinacje, że jak pisze jedna z
      mam, opłaca się jej być samotną matką ze względów podatkowych, jednak prawo
      idzie zawsze w tym kierunku, że małżeństwo ma mieć więcej przywilejów niż osoby
      samotne.
      Mimo wielu braków prawa, jednak małżeństwo daje pewien komfort, że nie trzeba
      przy każdej sprawie pamiętać, jak się zabezpieczyć finansowo itp. na wypadek
      odejścia partnera, bo z samego faktu małżeństwa wiele kwestii już
      się "domniemuje". Jak również zawsze w związkach, zwłaszcza gdy przychodzą
      dzieci, prędzej czy później powstanie sytuacja, gdzie jedna z osób musi
      się "wesprzeć" na drugiej np. traci pracę czy jest na url wychowawczym itp.
      O ile w związku nieformalnym polegać można tylko na słownej deklaracji, to w
      małżeństwie istnieją pewne instrumenty prawne, które starają się pomóc
      małżonkowi, gdy drugi "zapomni" o tym co kiedyś deklarował.
      Dlatego ślub jest tak traumatycznym przeżyciem wink
      Bo każdy zdaje sobie sprawę z tego, że tą słowną deklarację "kocham cię" - przy
      ślubie trzeba potwierdzić konkretnym gestem, konkretnym działaniem, złożeniem
      podpisu, z którego trudniej się "wywikłać" niż przy tylko słownej deklaracji.
      I właśnie nie chodzi o brak zaufania do partnera, że nie wierzę jego słowom, bo
      przecież zawsze można zostać oszukanym i wiele stracić (stąd te kolejne pomysły
      o rozdzielności majątkowej itp.). Ale właśnie ta niby tylko papierkowa
      ceremonia, wymaga jednak pewnej odwagi i tego właśnie należy oczekiwać od
      przyszłego współmałżonka, zarówno kobiety jak i mężczyzny: tego, być może
      jedynie symbolicznego, ale jednak postawienia kropki nad i (bo skoro "kocham",
      to dlaczego nie chcę się prawnie związać z tym, kogo kocham ponoć nad życie i
      na zawsze?).
      Któraś z mam porównała ślub do pracy na etacie na czas nieokreślony, że niby
      daje złudne poczucie bezpieczeństwa, bo zawsze można dostać wypowiedzenie smile
      A jednak mimo kruchości pracy na etacie, nadal daje ona pewne przywileje, a
      ludzie widzą ją jako lepszą, bezpieczniejszą niż umowa zlecenie itp. smile
      • aneta-mama Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 16:17
        DLA MNIE PRZYSIEGA MAŁŻEŃSKA TO CHIPOKRYZJA-JAK MOŻNA PRZYŻEKAĆ ŻE BEDZIE SIĘ Z
        KIMŚ AZ DO SMIERCI.PRZECIEŻ NIE MOŻNA WIDZIEĆ CO BEDZIE ZA 10 LAT(ZRESZTĄ
        LICZBA ROZWODÓW JEST POTWIERDZENIEM MOJEGO ZDANIA)A CO DO KOCHANIA ,ILE RAZY TO
        SŁYSZAŁYŚMY I MÓWIŁYĆMY.ZGADZAM SIE ŻE POZNAJEMY TEGO JEDYNEGO Z KTÓRYM CHCEMY
        SPEDZIĆ ŻYCIE ALE BYWA RÓZNIE....WIEC POCO TO CAŁE ZAMIESZANIE.JAK DO TEJ PORY
        NIE MAMAY ŻADNYCH PROBLEMÓW Z POWODY TEGO ŻE NIE MAMY SLUBU I JEŚLI SIE KIEDYŚ
        ZDECYDUJEMY TO TYLKO ZE WZGLEDÓW EKONOMICZNYCH(DZIEDZICZENIE I TAKIE TAM..)
        • hoshi74 ale nie krzycz... 27.07.06, 16:56

          • podyanty Re: ale nie krzycz... 28.07.06, 11:03
            i w dodatku z bledami ortograficznymi !
        • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 17:11
          Może po pierwsze: NIE KRZYCZ.
          smile)
          Liczba rozwodów jest tylko potwierdzeniem tego, co wszyscy wiedzą po ślubie,
          że przed ślubem w większości przypadków nie myśleli lub myśleli, że wiedzą
          lepiej od innych wink
          Nie przeczę, że są też dobrzy udawacze, którzy "prawdziwą twarz" pokazują
          dopiero potem (niestety znam takie małżeństwa, ale ich jest zdecydowanie mniej,
          niż tych, które nie myślały przed), ALE powiedzmy sobie szczerze: jaki jest
          odsetek osób, zwłaszcza kobiet, które poważnie przed ślubem (oraz rozpoczęciem
          współżycia, bo jak wiadomo, to trudne decyzje czyni dodatkowo jeszcze
          trudniejszymi) MYŚLAŁY o takich podstawowych sprawach: czy mój facet sprawdził
          się jako uczciwy, lojalny, pracowity, taki którym nie trzeba komenderować, ani
          taki który wie wszystko najlepiej,nie ma nałogu oraz tendencji do takowego, nie
          poddaje się w trudnych chwilach, woli szukać rozwiązań niż rzucać sprawę,
          potrafi dumę schować do kieszeni, gdy w grę wchodzi trwałość ważnych spraw,
          ważniejszych niż jego ambicja, czy w podstawowych kwestiach wasz światopogląd
          jest zbieżny np. kwestii liczby dzieci, rozwodów, zdrad itp. itd.
          Z takim facetem znacznie trudniej o rozwód niż statystyki pokazują wink

          Chodzi mi o "zmniejszenie ryzyka rozwodu" do minimum - na takim czymś można już
          budować trwale, jest duża szansa, że się uda, bo oczywiście ryzyko istnieje,
          ludzie to nie program komputerowy, a i ten się zacina..
          Oczywiście, kobieta też nie może leżeć na laurach, ale też powinna starać się o
          wiele cech, które sprzyjają trwałemu i udanemu związkowi.

          Owszem, również w związku nieformalnym, żeby trwał też pewno ww. cechy powinny
          się pojawić, jednak nadal jest to ogromny zgrzyt, jakaś niekonsekwencja: nie
          widzę żadnego logicznego uzasadnienia dla wstrzymania się przed ślubem cywilnym
          (bo kościelny to dla wierzących), gdy ktoś jest odpowiedzialny, mówi, że mnie
          kocha, ale prawnie to się nie zobowiąże, żeby być razem.
          To moim zdaniem poddaje w wątpliwość wszelkie słowne zapewnienia.
          Jeśli się boi, że go zostawię, czy boi się, co będzie jak przestanie mnie
          kochać, to sorry, ale ja dziękuję za taki niestabilny układ - skoro już na
          początku ma wątpliwości, to fizyka pokazuje, że wiele nie trzeba siły
          przeciwstawnej, żeby rozwalić ten układ wink
          Kurcze, nawet jak już nie wierzymy, że to będzie małżeństwo na zawsze, to niech
          przynajmniej, póki twierdzi, że dziś mnie "kocha", niech to udowodni, że nie
          boi się konsekwencji prawnych bycia ze mną przez te parę lat, co to mnie będzie
          kochał wink
          A co do przysięgi, że będę kochać do śmierci..Czy można to obiecać?
          Obietnice dobrze pojęte mają to do siebie, że ktoś kto obiecuje oczywiście, że
          nie jest w stanie zapewnić rzeczy niezależnych do końca od niego jak np. uczuć,
          ale jest w stanie podjąć wysiłek i rozpoznać z dużym prawdopodobieństwem, że
          jest w stanie wypełnić daną obietnicę tj. być wiernym, odnosić się z
          szacunkiem, robić wszystko, aby pierwsze uczucia "przerobić" na coś trwalszego.
          Tego dotyczy obietnica kochania, bo to człowiek może zapewnić.
      • dorianne.gray Alicja, wiesz co?... 27.07.06, 16:55
        Po tym Twoim całym wywodzie małżeństwo mi obrzydło wink
        Z Twoich słów wynika, że ślub jest po to, żeby się zabezpieczyć w razie rozwodu
        lub choroby czy innego nieszczęścia. Jest tu gdzieś miejsce po prostu na
        miłość?... A może miłość jako powód do zawarcia ślubu nie przyszła Ci
        zwyczajnie do głowy, i stąd te Twoje wywody?... smile
        No i gdzie ta odwaga i heroizm, o których piszesz?... Bo skoro złożenie
        przysięgi wymaga odwagi, jest deklaracją odpowiedzialności za wspólne życie -
        to o ileż więcej odwagi i odpowiedzialności wymaga wspólne życie BEZ ŚLUBU?...
        O ileż więcej zaufania do partnera trzeba mieć, decydując się na takie
        życie?... Z Twoich słów wynika, że ślub bierze się dlatego, że nie można
        ufać... niestety, przeczytaj jeszcze raz co napisałaś.
        My żyjemy bez ślubu, nie jest to dla nas kluczowa kwestia, bo wiemy, że ślub
        niczego w naszych uczuciach nie zmieni. Rozmawiamy o nim, planujemy, za rok czy
        dwa pewnie się odbędzie, ale w tej chwili ważniejszy jest Potomek i wykończenie
        mieszkania. A potem, jak już będzie więcej wolnego czasu, polecimy do USC i
        zrobimy małą imprezkę z tej okazji dla najbliższej rodziny wink
        • alicja0 Re: Alicja, wiesz co?... 27.07.06, 17:35
          Akurat tworzyłam odpowiedź na poprzedni "krzyk", więc może tam co nieco ci
          wyjaśni, jak widzę małżeństwo smile
          Widzisz, ja nie nazywam odwagą tego, gdy ktoś jedzie 200 km/h i wierzy, w swoje
          doświadczenie kierowcy mając prawko od miesiąca smile
          Nie jest dla mnie odwagą życie bez ślubu, bo ja tak ufam swojemu mężczyźnie...
          to dla mnie naiwność. Może wyjaśnię to bliżej: ja po prostu siebie traktuję
          poważnie i jeśli ktoś mi mówi tak poważne rzeczy jak to, że mnie kocha, to ja
          oczekuję, że to konkretnie wyrazi. Słowa dla mnie nie są konkretne na tyle,
          żebym oddała mu całą swoją przyszłość,czas itp. "bo ktoś mi mówi piękne
          słówka". Oczekuję "dowodu miłości" wink
          Kiedyś faceci brali naiwne babki na taki tekst, żeby dały mu dowód miłości tj.
          przespały się bez ślubu. I te dawały, a jakże. I faktycznie był to dowód ich
          zaufania temu konkretnemu osobnikowi.
          Tylko, że ten konkretny osobnik nie zasługiwał na taki prezent, bo sam z siebie
          dał tylko tyle, że pięknie pogadał, zabrał na tańce, przewiózł furą itp.
          Kiedy ja wychodziłam za mąż (może nie wieki temu, ale 9 lat), to znałam już
          swojego przyszłego z różnych sytuacji, które pośrednio pokazały mi, ze jest
          odpowiedzialny, lojalny, nie poddaje się przy trudnościach, że dla mnie jest w
          stanie wiele znieść, nawet mój trudny charakter wink
          To było podstawą, dla której mogłam rozważyć czy - mimo moich dużych uczuć dla
          niego tzw. potocznie miłości smile - czy jestem w stanie być dla niego żoną "na
          zawsze", a on dla mnie. I skoro on też chciał być ze mną "na zawsze" - to
          pozostawało jedynie skonkretyzowanie tej deklaracji. Byłabym w niemałym szoku,
          gdyby ten super facet, taki odpowiedzialny i ach i och, nagle powiedział mi, że
          mnie kocha, chce być ze mną, ale po co nam papierek (pomijając to, że ten
          papierek to w końcu nie takie byle co, bo ma pewne przykre czasem zobowiązania
          prawne).
          Dla mnie jest jasne: skoro chce być ze mną, to nie boi się przyszłości
          wynikajacej z przykrych zobowiązań prawnych, bo wie, że najprawdopodobniej one
          nie nastąpią, a jeśli nastąpią, to tu i teraz chce je wziąć na siebie, bo MNIE
          KOCHA.
          To jest tak różnica: nie że mu nie ufam, ale właśnie: ufam mu i wierzę, że jest
          taki cudowny, ze nie będzie miał oporów, aby wziąć mnie z całym dobrodziejstwem
          inwentarza tj. konsekwencjami prawnymi takiego bycia razem.
          Dopiero jego odmowa, zwlekanie, byłyby dla mnie szokiem, pierwszym
          podejrzeniem, że chyba mnie do końca tak nie kocha, jak deklaruje.
          Ja tu mu z całym moim życiem na tacy się daję, kocham go i nie boję się, że jak
          będzie ciężko, to życie z nim da mi po głowie, a on takie ma wytłumaczenie:
          "nie ufasz mi, skoro chcesz papierowe zobowiązanie"?
          To cyniczna wymówka nieodpowiedzialnej osoby.
          Bo co za problem dla odpowiedzialnej osoby podjąc to zobowiązanie?
          Żaden. I dlatego, w imię deklarowanej miłości, daje mi jej "dowód" wink
          Ale i w drugą stronę (sama miałam kiedyś okazję wyjść za mąż cywilny tylko dla
          jaj, bo facet się zgłosił z taką deklaracją i wiem, że akurat on dla jaj
          doprowadziłby to do końca) - nawet jak się zawrze ślub cywilny to nie daje mi
          to pewności, że mnie kocha. To nie papier daje tą pewność, nie działa to w tą
          stronę.
          TO działa w drugą stronę: kocha, to nie boi się trudnych rzeczy.
          Tylko tak.
          Piszesz, że ślub niczego nie zmieni w waszych kluczowych kwestiach... Choć
          wiele tak nie żyję na świecie, ale mam to szczęście/nieszczęście znać tyle
          ludzkich dramatów, które tak sztampowo się zaczęły jak to opisujesz. Człowiek
          nawet nie jest w stanie przewidzieć ile może się wydarzyć w życiu..
          Tylko jeden naprawdę banalny przykład: dziewczyna w nieformalnym związku,
          wielka miłość, dziecko, śmierć faceta, ona bez środków do życia, bo wcześniej
          nie przewidzieli wszystkiego i tak inwestowali kasę, że jego spadkobiercy
          podzielili między siebie majątek, a jej dziecko dostało jedynie fragment ICH
          wspólnego majątku. Owszem, wygrzebała się finansowo, ale po co robić jakieś
          alpejskie kombinacje, gdy można prościej - po prostu wpierw ślub, potem
          inwestycje?
          Pewno, że teraz jest ważniejszy wasz Potomek smile
          Ale zawsze będzie coś tam ważniejszego itp., bo życie płynie wartko i ciężko
          potem i nie ma się głowy do wydawałoby się banalnych spraw, które trzeba było
          załatwić na początku, żeby potem o nich nie mysleć. Wystarczy poczytać wpisy
          dziewczyn, które tak żyją - na razie żadna nie ma siły tego załatwić, bo inne
          aktualne sprawy są na głowie.
          • dorianne.gray Alu... 27.07.06, 20:52
            Nie jestem naiwną babką, która przespała się z facetem bez ślubu, nie jadę 200
            km/h mając prawko od miesiąca, a Ty naprawdę nie masz powodu mnie (pośrednio)
            obrażać tylko dlatego, że masz inny pogląd na tę sprawę, niż ja. Być może się
            mylisz i Twoje zdanie nie jest lepsze od mojego, weź to proszę pod uwagę.

            Ja nie oczekuję "dowodu miłości" tylko samej miłości. Nie chcę od mojego
            mężczyzny słownych publicznych deklaracji, wolę całkiem małe, prywatne, czyny.
            Mam je na co dzień i wiem, że na moim mężczyźnie mogę polegać, że jest
            wspaniałym człowiekiem - mimo że nie złożył jeszcze swojego podpisu na papierze
            w urzędzie. To, że nie jest moim mężem, nie znaczy, że nie znam go z "różnych
            sytuacji, które pokazały mi, że jest odpowiedzialny, lojalny, nie poddaje się
            przy trudnościach, że dla mnie jest w stanie wiele znieść, nawet mój trudny
            charakter" smile
            Ale jestem z nim nie dlatego, że formalnie się związaliśmy, tylko dlatego, że
            CHCĘ z nim być z powodu "tzw. potocznie miłości". I nie muszę straszyć go
            konsekwencjami prawnymi po to, żeby być pewną wspólnej przyszłości. Tak, w tej
            chwili jestem jej pewna.
            Natomiast uważam, że sam ślub takiej pewności nie gwarantuje. Wziąć rozwód jest
            bardzo łatwo.

            PS. O moje ewentualne problemy finansowe po jego ewentualnym beztroskim
            odejściu, które mi przepowiadasz, nie musisz się obawiać - na szczęście jestem
            w lepszej od niego sytuacji materialnej wink))
          • joanna_poz Re: Prosze mnie wyprowadzić z błedu... prawo 28.07.06, 09:59
            Tylko jeden naprawdę banalny przykład: dziewczyna w nieformalnym związku,
            > wielka miłość, dziecko, śmierć faceta, ona bez środków do życia, bo wcześniej
            > nie przewidzieli wszystkiego i tak inwestowali kasę, że jego spadkobiercy
            > podzielili między siebie majątek, a jej dziecko dostało jedynie fragment ICH
            > wspólnego majątku

            Według mojej dotychczasowej wiedzy pierwszymi ustawowymi spadkobiercami są
            zstępni: dzieci i małżonek. Dopiero w przypadku braku dziecka (tudzież
            małżonka) do spadku upoważnieni są rodzice i rodzeństwo.
            Jakim więc cudem - skoro było dziecko - weszli to do podziału spadku inni
            spadkobiercy? Bo wydaje mi się że jedymym spadkobiercą powinno byc tu dziecko.
          • 24milenka Alicja0, mądre wypowiedzi 28.07.06, 10:51
            Są pewne niuanse, co do których bym trochę sprostowała Twoje wypowiedzi (w tej chwili nie mam czasu
            na polemikę, więc się do tych kwestii nie ustosunkuję), ale generalnie zgadzam się z Tobą. Piszesz
            mądrze i w dodatku z perspektywy iluś lat doświadczenia. Pozdrawiam.
        • annnnia Re: Alicja, wiesz co?... 27.07.06, 19:07
          Dorianne, Twoja definicja bycia razme jest o wiele lepsza niz opisy malzenskiego
          szczescia przedpisczyni.
          Zycie we dwoje nieprzyklepane papierkiem jest duzo wyrazniejsyzm dowodem
          milosci, zaufania i bliskosci ludzi.
          Wielokrotnie widze osoby zwiazane "swietym wezlem malzenskim" ktore sa ze soba
          chyba tylko z powodu tego wezla, bo milosci i porozumienia miedyz nimi nie widac.
          Ja od lat wiem, ze moj partner jest ze mna bo mnie kocha, a nie bo tak jest
          napisane w jakiejs ksiedze parafialnej czy usc.
          Nie neguje przydatnosci instytucji malzenstwa, ale stawianie znaku rownosci
          miedyz malzenstwme a miloscia i stwierdzenie, ze to jedyny dobry sposob na zycie
          jest przegieciem; mozna byc szczesliwym, kochac partnera i miec wspaniale,
          ustabilizowane zycie bez slubu.
      • kaeira Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 17:36
        Alicja0, wyjątkowo inteligentnie i spokojnie napisałaś.
        To ja ci odpowiem, jak to wygląda z mojego punktu widzenia.

        > ślub czy to cywilny czy kościelny to publiczna, oficjalna deklaracja każdej
        > ze stron, że z tą, a nie inną osobą chce być razem i to zwykle "na zawsze".
        No właśnie, a ja nienawidzę publicznych oficjalnych deklaracji! Krępują mnie
        publiczne (a także prywatne) deklaracje uczucia. Ja nawet "kocham" nie mówię.
        (12 lat razem, dziecko za 2 miesiące). A poza tym życie różnie się układa, i nie
        mam zamiaru mówić „na zawsze”, skoro tego nie wiem na pewno.

        > Ślub to konsekwencja tego, że ktoś komuś powie "kocham", nie jako banalne
        > słowo, ale jako chęć życia razem, podjęcia się wszelkich konsekwencji bycia
        > razem.

        My ponosimy i będziemy ponosić wszystkie konsekwencje bycia razem, chociaż nigdy
        nie podjęliśmy świadomie takiej decyzji. Po prostu w którymś momencie stało to
        się oczywiste.

        > Chodzi mi o to, że ktoś deklarujący się oficjalnie (a więc ślub) podejmuje to
        > ryzyko, że gdyby musieli się rozstać, to on/ona nie ucieka przed tą
        > odpowiedzialnością, która wówczas mogłaby być dla niego/niej niewygodna, a
        > nawet nieopłacalna.

        Bycie razem przez tyle lat do czegoś zobowiązuję (właśnie to, a nie papier!). I
        ja nie uciekałabym przed odpowiedzialnością.

        > Łatwo mówić - kochamy się. Ta miłość weryfikuje się w życiu, w tych trudnych
        > momentach, gdy przychodzi choroba, kalectwo, zdrada, śmierć itp.
        > Gdy nie mają ślubu, to każdy bierze swoje zabawki i idzie do siebie.

        Chyba żartujesz!
        Po pierwsze, to obraźliwe dla par bez ślubu. Czy masz na myśli, że np. my po
        tych 12 latach będziemy się traktować tak chamsko i niepoważnie? Bo nie mamy
        „legalizacji”?
        Po drugie, jak wiadomo z praktyki życiowej, nie tak trudno rozwiązać małżeństwo,
        każdy na każdego się może w każdej chwili wypiąć. Albo po prostu olac rozwód i
        odejśc w siną dal.
        Po tzrecie, skoro ślub nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia, dlaczego miałby
        mnie dopingować do traktowania związku z większa powagą?

        > Jednak mimo wszystko, brak ślubu odbieram ciągle jako jakiś
        > irracjonalny strach przed podjęciem się konkretnego zobowiązania, strach przed
        > takim "klamka zapadła", nawet w tych czasach, gdy o rozwód wcale nie jest
        > b.trudno.

        Ja mam raczej takie doświadczenia, że to zobowiązanie bez sensu. Nasi rodzice są
        rozwiedzeni, mamy masę innych rozwodów w rodzinie. No i po ci ludzi się
        pobierali – chyba tylko po to, żeby później prosić, żeby państwo łaskawie
        zgodziło się na rozwód! Tak ja to widzę. (A propos, jesteśmy już razem dużej niż
        cała masa małżeństw w naszych rodzinach – m.in. moi rodzice)

        > do tej pory pamiętam to wrażenie, że
        > choć nie mamy jeszcze ślubu (kościelnego), a więc naszym zdaniem nie jesteśmy
        > mężem i żoną i możemy się rozstać, to nie da się już tak łatwo np. obrazić i
        > powiedzieć zrywam i wszystko będzie załatwione smile
        > Będą konsekwencje, będzie duże zamieszanie - taki banalny cywilny, a tak wiele
        > zmienił.

        No widzisz, ale to *twoje* wrażenie. Ja podejrzewam, że raczej miałabym
        poczucie, że skoro jesteśmy małżeństwem, to mam narzucone jakieś zewnętrzne
        więzy, które chcę zerwać, bo mnie krępują (naet jesli zgadzają się z tym, czego
        sama pragnę)

        > O ile w związku nieformalnym polegać można tylko na słownej deklaracji, to w
        > małżeństwie istnieją pewne instrumenty prawne, które starają się pomóc
        > małżonkowi, gdy drugi "zapomni" o tym co kiedyś deklarował.

        A ty znowu o tym! Co to za związek, który funkcjonuje, bo prawo i państwo
        „przypomina” ci o twoich obowiązkach! O kant D potłuc!

        > Dlatego ślub jest tak traumatycznym przeżyciem wink
        > Bo każdy zdaje sobie sprawę z tego, że tą słowną deklarację "kocham cię"
        > przy ślubie trzeba potwierdzić konkretnym gestem, konkretnym działaniem,
        > złożeniem podpisu, z którego trudniej się "wywikłać" niż przy tylko słownej
        > deklaracji.

        A my żadnych słownych deklaracji sobie i tak nie składamy. Rożne rzeczy rozumie
        się samo przez się.

        > być może
        > jedynie symbolicznego, ale jednak postawienia kropki nad i (bo skoro "kocham",
        > to dlaczego nie chcę się prawnie związać z tym, kogo kocham ponoć nad życie i
        > na zawsze?).

        Bo nienawidzę państwowych i prawnych zobowiązań i papierow, a szczególnie takich
        bez sensu. Gdybym była religijna, to co innego – doceniam znaczenie małżeństwa
        jako sakramentu dla osób wierzących. Ale to inna para kaloszy (przy najmniej dla
        mnie)
        (Natomiast gdyby były opcje umowy cywilnej partnerstwa, o innym prawnym zakresie
        niż małżeństwo i o konkretnej długości czasowej, bardzo chętnie bym z nich
        skorzystała)

        > Któraś z mam porównała ślub do pracy na etacie na czas nieokreślony, że niby
        > daje złudne poczucie bezpieczeństwa, bo zawsze można dostać wypowiedzenie smile
        > A jednak mimo kruchości pracy na etacie, nadal daje ona pewne przywileje, a
        > ludzie widzą ją jako lepszą, bezpieczniejszą niż umowa zlecenie itp. smile

        To ja porównałam. Oczywiście, że etat daje wiele, ale jednocześnie ogranicza. I
        właśnie ja unikam etatów jak ognia. A że inni je wolą – każdy ma inne preferencje.
        • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 19:13
          Zgadzma sie w calej rozciaglosci!

          Tez nie lubie publicznych deklaracji; kocham mojego mezczyzne i najwazniejsze
          zeby on o tmy wiedzial, nikogo wiecje to nie powinno obchodzic.
          a konsekwencje bycia razme mozna ponosic i bez slubu - i to dopiero jest dowod
          wielkiej odpowiedzialnosci i milosci! Zwiazki niezaslubione, ktore przetrwaly
          jakiej klopoty (narodziny dziecka, choroby partnera czy problemy finansowe etc.)
          sa dla mnie najprawdziwszym dowodem czystej MILOSCI.
          Jesli malzenstwo przezywa jakis kryzys, jedne malzonek wspiera drugiego, to
          "tylko" wypelnia swoja malzenska przysiege - zobowiazal sie wczesniej publicznie
          wspierac ta druga osobe, wiec pomagajac daje dowod swojej obowiazkowosci,
          wywiazywania sie z obietnic. A "wolnozwiazkowy" partner nie przysiegal byc "na
          dobre i na zle", wiec absolutnie nie musi pomagac w sytuacjach kryzysowych -
          jesli mimo to jest i pomaga, to znaczy ze naprawde KOCHA, a nie tylko wywiazuje
          sie z przaysiegi.
          Oczywiscie, nie kwestionuje ze malzonek tez moze pomagac bo kocha. Ale mimo
          wszystko, zawsze jest tak ze malzonek "musi" trwac na dobre i na zle, bo tak
          obiecal. A partne rw zwiazku nieformalnym przy kazdym kryzysie daje kolejny
          dowod swojej miulosci, przywiazania i dobrej woli - i dlatego uwazma zwiazki
          nieformalne za oparte na wieksszym zaufaniu i zwiazane czysta miloscia, a nie
          poczuciem obowiazku czy koniecznoscia dotrzymania przysiegi.
        • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 20:41
          Ah, napisałam odpowiedź, a moje dziecko cichaczem wcisnęło restart smile))

          Tak tylko więc jakoś w punktach chciałam zwrócić uwagę na to,że:
          1. z jednej strony nie lubisz formalizacji związku
          2. ale z drugiej strony nawet z chęcią przyjęłabyś inną formę legalizacji
          prawnej (byle by nie nazywało się to małżeństwo smile)
          Może to pewien uraz na widok rozpadających się małżeństw, bo zdajesz sobie
          sprawę z tego, że jakakolwiek legalizacja prawna jest i formalizacją układu,
          jak równiez nakłada nie tylko prawa, ale i obowiązki (co dla jednego jest
          prawem, dla drugiego jest obowiązkiem)
          3.Piszesz, że po tylu latach nie widzisz możliwości rozstania się "po chamsku".
          Zapomniałaś o tym, jak wiele małżeństw po wielu latach podobno udanego życia
          małżeńskiego rozpada się w krzykach, złośliwościach, upokorzeniu? I czy ktoś z
          nich spodziewałby się takiego obrotu sprawy? Jak sama zauważasz na początku, w
          życiu różnie się układa i wiele może nas zadziwić. Oczywiście nie żebym życzyła
          tego czy straszyła - po prostu sam fakt przeżycia tyle lat razem czy to w
          małżeństwie czy bez małżeństwa nie zapewnia,że kiedyś się nie rozstaną i to
          bez awantur lub żalu do siebie.. Zwłaszcza, gdy to tylko jedna strona będzie
          taka chętna do zmiany układu.
          Piszesz "Co to za związek, który funkcjonuje, bo prawo i państwo
          > „przypomina” ci o twoich obowiązkach! O kant D potłuc! "

          Gdy tak faktycznie funkcjonuje tj. ze strachu przed prawem, to oczywiście, że
          takie małżeństwo jest co najmniej smutną karykaturą niegdysiejszej miłości.
          Jednak o miłości świadczą też pewne gesty, które podejmujemy na wypadek, gdyby
          to nam odbiło: jeśli mówię mężowi TAK i powtarzam to przed prawem, to gdybym
          kiedyś postanowiła być świnią, to mój mąż miałby jakieś prawem gwarantowane
          przywileje np. gdybym go zostawiła w niedostatku, to muszę płacić na niego
          alimenty. Pewnie, że lepiej się kochać i utrzymywać zniedołężniałego małżonka z
          miłości, ale po to jest prawo, że zabezpiecza prawych obywateli wink przed tymi,
          którym odechciało się być prawymi. A życie bardzo wyraźnie pokazuje, że
          człowiek jest potencjalnie zdolny do wszystkiego.
          Dlatego wyrazem miłości jest podjęcie się takich zobowiazań, które mnie w
          przyszłości mogą (przecież nie muszą, bo mogę być z własnej nieprzymuszonej
          woli dobra i uczciwa) zmusić do bycia uczciwym, jeśli już nie zaangażowanym
          uczuciowo wobec partnera, którego zawiodłam.
          Ja tak to widzę.

    • skowronka1979 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 19:45
      Jestem kompletnie zalegalizowana od prawie roku, a teraz jak przystało w 5. miesiącu. Wszystko niby we właściwej kolejności, ale... Przed ślubem mieszkałam z małżem przez rok i generalnie było super. Oczywiście były problemy i kłótnie, ale wiedziałam, że nam na sobie zależy, oboje się staraliśmy, kochaliśmy itd. Zdecydowaliśmy się na ślub i naiwnie myślałam, że skoro się kochamy, to ślub nic nie zmieni (chyba że na lepsze - takie naprawdę wspólne życie). I tu się chyba pomyliłam. Nagle okazało się, że już nie jestem nigdzie zapraszana, kwiaty widuję tylko w kwiaciarniach, wspólne spędzanie czasu polega na gapieniu się w telewizor albo w komputer - każde w swój. "Kocham cię" nagle zniknęło ze słownika mojego chłopa, a z energicznego faceta zrobił się wiecznie zmęczony malkontent. Ja wiem, że to mogą być duperele, w końcu małżeństwo czy w ogóle bycie razem nie polega na kwiatkach i kawiarniach, ale generalnie mam wrażenie, że takie poczucie bezpieczeństwa niestety rozleniwia i ludzie przestają się sobą na wzajem interesować. Nie wiem, może to podświadomie jakoś działa, bo przed ślubem nie podejrzewałam aż takich drastycznych zmian. Wina pewnie po obu stronach, też mi się za dobrze zrobiło... W każdym razie nie wiem, czy bym się przy ślubie teraz upierała. Pewnie, fajnie było, oficjalnie, sukienka, pełnia szczęścia, ale koszty po są dość duże. A już na pewno odradzam ślub w ciaży - góra załatwiania, a jak się źle trafi, to jeszcze rodzinka, która upiera się przy całodobowym weselu, więc kolejne stresy.
      • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 20:59
        Podobno w hierarchii traumatycznych przeżyć dla człowieka, zawarcie małżeństwa
        stoi wyżej niż np. śmierć członka rodziny wink
        Podpisuję się pod tym, co napisałaś: wiele osób przez sam fakt zawarcia
        małżeństwa, daje sobie pewien luz (zupełnie nieuzasadniony w dobie epoki zdrad
        i rozwodów), przez co radość z bycia razem staje pod znakiem zapytania.
        A przecież małżeństwo pociąga za sobą kolejne traumatyczne przeżycia: wejście
        do nowej, nie zawsze super rodziny, finansowe obciążenia, urodzenie dziecka itd.
        Dlatego tym bardziej nie można pozwolić sobie na luz, jeśli chce się mieć udane
        małżeństwo.
        Mimo iż mam naprawdę dobrego męża, to też potrafię się do niego przyczepić o
        coś tam i zrobić awanturę. Mam jednak tego świadomość (jak równiez mojego
        koszmarnego temperamentu) i to co jakiś czas przywołuje mnie wewnętrznie do
        porządku, a też szukam jakiś dobrych rozwiązań "jakie jest udane małżeństwo"
        sięgając do doświadczeń innych, nie licząc tylko na swoją inteligencję wink
        Moje przedmówczynie widząc rozpadające się małżeństwa uznały, że receptą na
        udany związek jest związek nieformalny (Ty zresztą też trochę temu
        przyznajesz rację).
        Ja receptę na udany związek widzę w staraniu się o trwałość małżeństwa obu
        stron.
        TO, co Ty zauważyłaś, że w zw.nieformalnym, jakoś bardziej się staraliście -
        może to tak jest, że jako czegoś się naprawdę nie ma, to człowiek się stara,
        ale przecież wówczas motywacją nie jest miłość, ale strach przed stratą. sad
        Te, które żyją już długo w zw.nieformalnych pewno już nie odczuwają tej obawy z
        prostego powodu: żyją już tak długo ze sobą, że wyparcowali między sobą takie
        porozumienie, że dobrze żyją i jużnie musząsię obawiać.
        To samo mogliby mieć w małżeństwie, gdyby w ten sam sposób starali się w
        małżeństwie ze sobą żyć.
        Pewnie, że to ładnie brzmi, że w zw.nieformalnym to są ze sobą, bo chcą, a w
        małżeństwie, bo trzeba. Ale o ile taka zasada jest dobraw mało istotnych
        sprawach, to przy relacji dwóch osób, a jeszcze czasem w grę wchodzą później
        dzieci, to już nie można bazować na tak nietrwałym układzie "chcenia".
        Bo "chcenia" są i odchodzą, naprawdę czasem bardzo zaskakująco, a nie można
        drugiego człowieka traktować wówczas jak mebel. Tak o tym byciu razem można by
        pisać, gdyby ludzie przez całe życie byli uczciwi. I dobrze, gdy tak jest, ale
        ludzie mają to do siebie, że potrafią zawieść drugiego człowieka, nawet tego
        nie planując. I dlatego, nie ufając samemu sobie i własnym ustnym deklaracjom,
        warto zapewnić pewne minimum bezpieczeństwa tej , podobno obecnie kochanej
        przez nas osobie.
        • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 21:48
          A i przyszło mi jeszcze coś takiego do głowy:
          z jednej strony nie podoba się legalizacja związku, a z drugiej strony chcecie
          uznania dziecka przez ojca (co oczywiście popieram jak najbardziej z tych
          samych powodów, co i większość z tu obecnych mam).
          Jednak czy przewrotnie nie można by powiedzieć:
          skoro tata kocha dziecko, to po co je uznawać urzędowo, czyż nie wystarczy, że
          ja i on wiemy, że kocha dziecko?
          TO przecież piękniejsze, niż takie urzędowe mobilizowanie ojca do bycia ojcem.
          Jak nie zechce, to żadne prawo nie spowoduje, żeby było dobrym ojcem..
          Te same argumenty, które są przeciwko formalizowaniu związków czyli miłość itp.
          są takimi samymi argumentami przeciwko uznawaniu ojcostwa, bo to tylko zimne
          prawo i tyle, a liczy się przecież miłość.
          A jednak większość z was rozumie, że uznanie ojcostwa dziecka ze związku
          nieformalnego jest dla dziecka dobre i przecież nie wyklucza to miłości ojca do
          dziecka. Jakbyście się poczuły, gdyby ten kochany partner nie chciał uznać
          dziecka, "bo to tylko formalność"?
          Może ten przykład, taki przewrotny i niecny wink pomoże zrozumieć o co mi chodzi
          w tej bezdusznej, strachliwej przysiędze małżeńskiej wink)
          Muszę już oderwać się od kompa, bo moja 1,5 roczna córka już zdemolowała całe
          mieszkanie, a męża nie ma, bo w pracy smile)
          Pozdrawiam i trzymam kciuki za to,aby wasze związki jakie by nie były, były
          trwałe i szczęśliwe smile
          • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:01
            Ktoś tu czegoś nie rozumie.

            Większość powyższych wypowiedzi nieślubnych mam nie odrzuca ślubu programowo
            jako czegoś bezdusznego i nie jest przeciwna legalizacji związku (większość,
            nie wszystkie).

            Może jestem ślepa, ale nie dostrzegłam też żadnej wypowiedzi o tym, jakoby
            miłość była argumentem przeciwko formalizowaniu związku.

            Sądzisz, że jesteś przewrotna, ale Ty po prostu nie chcesz zrozumieć, że dla
            osób innych niż Ty priorytetem może być coś innego. Że nie każda z nas czuje
            potrzebę natychmiastowego zaciągnięcia ofiary do ołtarza/urzędu. Że są w życiu
            różne ważne sprawy - dla Ciebie ślub, dla innych niekoniecznie.

            Droga, którą Ty w życiu wybrałaś, nie jest drogą jedyną i uniwersalną. Każdy ma
            swoją. Nie musisz martwić się o nasze nieformalne związki, one sobie doskonale
            dadzą radzę bez Twojego trzymania kciuków - tak jak ja nie będę trzymała
            kciuków za trwałość Twojego małżeństwa smile
            • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:12
              wlasnie, dorianne, podsunelas mi ciekawe spostrzezenie: wiekszosc osob
              niechciacych formalizowac swojego zwiakzu, nie jest jednoczesnie zacieklymi
              przeciwniczkami malzenstwa jako takiego. Uznaja, ze niektore kobiety moga chciec
              wziac slub i moze byc im dobrze w ramach instytucji malzenstwa, a inne moga
              wolec wolny zwiazek, i ok, to wybor kazdego z osobna.
              Natomiast wyznawczynie tezy o zdecydowanej wyzszosci malzenstwa nad konkubinatem
              w ogole nie dopuszczaja do siebie mysli, ze ktos moze uwazac inaczej, wg. nich
              malzenstwo = milosc i poza malzenstwem milosci i szczescia nie ma. I na dodatekl
              zwykle fanatycznie i dosyc agresywnie bronia swojej Jedynej Slusznej Prawdy, nie
              dopuszczaja ze inni moga myslec inaczej.
              Ciekawe, dlaczego tak jest... czego te panie sie az tak boja?

              Podobnie zauwazylam wlasciwie przy wiekszosci dyskusji "zwiatopogladowych",
              zwykle jedna storna jest otwarta i akceptuje ze inni moga miec odmienne poglady,
              a druga strona fanatycznie i zaciekle sie okopuje, nie dopuszczajac mysli ze
              ktos moze uwazac inaczej. Np. osoby uznajace prawo kobiet do przerywania ciazy
              rozumieja, ze sa tez tacy ktorzy aborcji nie uznaja, natomiast przeciwniczki
              prawa do decyzji nie ograniczaja sie do stwierdzenia ze one same by nigdy
              aborcji nie wykonaly, ale nie rozumiaja tez ze inne kobiety moga miec odmienne
              zdanie.
              Tak samo w dyskusji cesarva vs porod naturalny; zwolenniczki dostepnosci cc na
              zyczenie oczywiscie rozumiaja ze sa kobiety ktore wola pomeczyc sie
              "naturalnie", natomiast zwolenniczki porodu naturalnego zwykle chcialyby odebrac
              kobietom w ogole prawo wyboru i cc stosowac tylko ze wskazan medycznych.

              Dlaczego ta bardziej "konserwatywna" strona tak czesto sie zaciekle okopuje i
              naiwnie, ciasno widzi tylko swoje racje? wink
              • dorianne.gray Off topic 27.07.06, 22:21
                Abstrahując od tematu tego wątku - ze strachu. Otwartość to postęp, postęp to
                zachwianie starych zasad, które dają poczucie stabilności. Osoby o poglądach
                konserwatywnych nie są na to gotowe, więc, jak to ładnie ujęłaś, okopują się,
                natomiast osoby bardziej liberalne zdają sobie sprawę z tego, że ich wybór nie
                jest jedynym słusznym wyborem, jakiego można dokonać, bo każdy sam odpowiada za
                swoje życie - i że nie można powstrzymać zmian, dlatego nie trzeba się ich bać.
                • annnnia Re: Off topic 28.07.06, 00:47
                  slusznie.
                  ale sproboj to powiedziec konserwatystom tongue_out zjedza Cie na surowo, miedzy kesami
                  wyglaszajac swoje hasla tolerancji i milosci dla wszystkich (drobnym druczkiem
                  na dole strony dopisane, ze dla wszystkich z wyjatkiem myslacych inaczej big_grin)
              • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:28
                Na razie to ostatnio ja wypowiadałam się na temat pozytywów formalizacji
                związku, ale nigdzie nie widzę, abym broniła "zaciekle", "niedopuszczając
                myśli, że ktoś może chcieć żyć inaczej".
                Ja po prostu nie widzę logicznego wytłumaczenia dla takiego rozwiązania, a co
                więcej, widzę sprzeczności i na razie żadnego przekonywującego dla mnie
                argumentu nie przedstawiły osoby optujące za (a jednak) wyższością związków
                nieformalnych. Poczytaj sobie wpisy poprzedzające moje ostatnie wypowiedzi, to
                może jednak zauważysz, że dziewczyny widzą wyższość zw.nieformalnych,
                bo "oparte są na prawdziwej miłości".
                Natomiast ustosunkowywałam się do opinii Kaeira, która jednak nie przewiduje w
                przyszłości zawarcia związku małżeńskiego.
                To,że niektóre z Was biorą pod uwagę zawarcie zw.małżeńskiego kiedyś tam,
                zauważyłam. Chodzi mi tylko o to czy zauważacie tą niekonsekwencję w
                deklaracji "kocham" i życiu bez wiążących decyzji. Ja to widzę i sądzę, że
                część z Was również, a część nie, bądź uważa, że taka niekonsekwencja nie
                istnieje. Chciałam poznać wyjaśnienie tego dla mnie mało zrozumiałego
                postępowania, ale nadal nic konkretnego nie dostałam, poza argumentem, że "my
                się tak kochamy".
                • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:47
                  Nie rozumiem - dla mnie słowo "kocham" nie pociąga za sobą koniecznie i jedynie
                  małżeństwa (które wcale nie jest "wiążącą decyzją" - vide: rozwody). Można się
                  kochać bez ślubu. Nie można brać ślubu bez miłości. Taka jest moim zdaniem
                  subtelna różnica.
                  • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:54
                    zgadzam sie, doskonale ujelas to co ja sama mialam napisac.
                    Slub nijak sie ma do "wiazacych decyzji", i o ile milosc bez slubu jest fajna i
                    pozytywna, i zwiazek nieformalny moze istniec tylko jesli ludzie sie kochaja, o
                    tyle slub nie daje zadnej gwarancji milosci.
                    Znam malzenstwa ktore sa ze soba tylko z powodu papierka, nie ma miedzy nimi
                    milosci. Wiekszosc z nas pewnie zna takie pary.
                    Natomiast nie znam zadnego zwiazku nieformalnego ktory trwalby latami bez milosci.
                    Dlatego kiedy widze zwiazek nieformalny z kilku(nasto) letnim stazem mam
                    gwarancje ze ci ludzie sie kochaja, co w przypadku malzenstwa juz takie
                    oczywiste nie jest.
                    • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:07
                      Nie mogę się pohamować wink
                      Ja znam związek nieformalny wieloletni, gdzie nie ma miłości, ale jest dziecko
                      i trwają tylko z tego powodu razem.
                      A poza tym, jest wiele konkubinatów, gdzie ludzie trwają latami z
                      przyzwyczajenia, bo wygodniejszy jest taki układ z jego niedostatkami, niż
                      niepewne życie w pojedynkę. Stąd nie zawsze to takie oczywiste.
                      A poza tym, dobranoc, bo widzę, że mój nałóg internetowy znów się reaktywował,
                      a ostatnie moje wypowiedzi widzę, że w wątku układają się jakoś nie
                      bezpośrednio do opinii, do których chciałam się ustosunkować, że zaczynam
                      robić bałagan.
                      Pozdrawiam
                      • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:10
                        ja mam wlasnie poobiednia przerwe, okres oczekiwania az kawa zacznie dzialac i
                        bede mmogla wrocic do pracy tongue_out

                        Twoje obserwacje sa zupelnie inne od mocih, ja nie znam konkubinatu trwajacego
                        "z przyzwyczajenia" (moze dlatego, ze w Polsce sprawy materialne sa bardziej
                        skomplikowane, i jak juz ludzie sie dorobia samochodu i domu to zwykle nie ma
                        sznasy tego podzielic?)
                        • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 28.07.06, 00:04
                          Może tak jest, jak piszesz, że trudno podzielić majątek, stąd te konkubinaty z
                          przyzwyczajenia, ale są też tacy, co mają już wszystko podzielone tj. kupowali
                          konkretnie na siebie, a nie wspólnie, więc dzielenie byłoby sprawne. Jednak
                          tak trwają, bo chyba najczęściej kobiety jakoś nie widzą siebie w roli singla..
                          Takie są niektóre..
                          Moj inny znajomy konkubinat, to mężatka w separacji z dwójką dzieci i młodszy
                          od niej facet. Ona ma go w zasadzie tylko po to, żeby nie być samotną, a na
                          dodatek urodziła mu dziecko (a więc obecnie ma trójkę). Facet przez ogól ludzi
                          jest uważany za idiotę, nawet przez samą ww. mężatkę, a ona mimo tego, nadal go
                          przygarnia, nawet jak się już rozstaną na kilka tygodni. Dla mnie to taki
                          konkubinat z przyzwyczajenia. No, teraz to są pewne zobowiązania, bo i dziecko
                          wspólne, ale to wszystko jakieś takie rozmemłane i oczywiście nie ma mowy o
                          żadnej miłości, może gdzieś tam na początku i to zapewne w jego deklaracjach,
                          które można traktować z przymrużeniem oka.
                          Teraz to jużnaprawdę dobranoc smile
                          Muszę sięleczyć z nałogu internetowego.
                          • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 28.07.06, 00:35
                            jesli ktos dobrowolnie sie pakuje w uklad "moje i twoje osobno", to jego sprawa,
                            ta osoba po prostu nie rozumie sensu bycia razem i milosci i czy to uklad
                            malzenski czy nie juz nie ma znaczenia.
                            O co mnie chodzi to ze jesli dwoje ludzi sie faktycznie kocha, to moga wcale nie
                            potrzebowac malzenstwa do szczescia i staiblizacji zyciowej.
                • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:03
                  ja nie optuje za wyzsozscia zwiazkow nieformalnych w ogolnosci.
                  Uwazam, ze kazdy ma miec prawo wyboru.

                  To na raqzie Ty, zwolenniczka malzenstwa, uogolniasz i stwierdzasz ze malzenstwo
                  jest generalnie lepsze.

                  Ja uwazam ze dla mnie lepszy jest zwiazek nieformalny, i ze jest wiele osob dla
                  ktorych konkubinat jest z wielu powodow lepszy niz malzenstwo. ale dopuszczma
                  tez mysl, ze s aludzie dla ktorych to malzenstwo jest lepsze niz wolny zwiazek.
                  Nie ma jednoznacznego argumentu za czy przeciw, to bardzo indywidualna sprawa i
                  zalezy od konkretnej sytuacji danej pary.

                  A deklaracja "kocham" jest wg. mnie wiazaca sama w sobie. Jesl idla Ciebie
                  powiedzenie drugiej osobie ze sie ja/jego kocha nie jest wystarczajaco mocnym
                  zobowiazaniem i musisz jeszcze to przyklepac oficjalna przysiega przed
                  swiadkami, to ok, Twoja sprawa.
                  Dla mnie, i wiem ze dla wielu innych ludzi tez, sam fakt ze partner mnie kocha
                  jest wystarczajaca gwarancja i zobowiazaniem z jego strony.

                  Ty stwierdzasz, ze slub jest elementem naprawde wiazacym dwoje ludzi - czyli z
                  tego wynika, ze uwazasz ze sama deklaracja milosci naprawde ludzi mocno nie
                  wiaze. Szczerze mowiac, wspolczuje. Dla mnie dkelaracja milosci do drugiej osoby
                  jest najwazniejsza w zyciu, i nie potrzebuje tego niczym dodatkowo przyklepywac.
                  Przykre ze sa ludzie, ktorzy nie sa pewni milosci partnera i potrzebuja
                  Z Twojego toku rozumowania wynika, ze tak naprawde slub trzeba wziac kiedy sie
                  nie ufa swojemu partnerowi i nie jest pewnym jego milosci - jak sama napisalas,
                  > niekonsekwencję w
                  > deklaracji "kocham" i życiu bez wiążących decyzji.
                  czyli ze sama deklaracja "kocham" nie jest dla Ciebie wystarczajaco wiazaca
                  decyzja.
                  Moge tylko miec nadzieje, ze zebys kiedys w zyciu sie przekonasz, ze jednak sama
                  deklaracja milosci moze byc wystaczajaco wiazaca - to jest wlasnie wspaniale w
                  pelnej i prawdziwej milosci, ktorej poznania Ci szczerze zycze.
                  • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:23
                    eh, annnnia, Ty nadal nie rozumiesz o co mi chodzi..
                    Jaśniej tego już nie jestem w stanie wytłumaczyć..

                    Ja wcale się nie bałam o swoją przyszłość wychodząc za mąż smile
                    Ani o prawdziwość uczuć mojego męża, czy moich.
                    Nie musisz mi współczuć itp. - moje życie małżeńskie nie raz pokazało mi, że
                    wiąże nas miłość, a nie papierek smile
                    Dla mnie "papierek" to jeszcze jedna forma (nie jedyna) pokazania, że naprawdę
                    chcę z drugą osobą być w doli i niedoli. A jest na tyle ważną formą, bo pociąga
                    za sobą konsekwencje bardzo konkretne i namacalne (stąd dla mnie ranga tej
                    opcji), a zarazem jest formą ogólnie dostępną, niewymagającą jakiś szczególnych
                    zabiegów poza opłatami w USC.
                • kaeira Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:32
                  alicja0 napisała:
                  > Natomiast ustosunkowywałam się do opinii Kaeira, która jednak nie przewiduje w
                  > przyszłości zawarcia związku małżeńskiego.

                  Wcześniej w tym wątku napisałam:
                  "Nie wykluczam, że w jakimś momencie z przyczyn prawnych/finansowych itp. będzie
                  to konieczne, ale wku..am sie na samą myśl o tym. Grr."

                  Zdaje sobię sprawę, że niektóre ważne sprawy, np. spadkowe trudno zabezpieczyc w
                  inny sposób. Ale uważam, że to skandal - po to, aby wybrana przeze mnie osoba z
                  ktorą żyję mogla np. odziedziczyć po mnie mieszkanie bez podatku muszę godzic
                  się jednocześnie na cały szereg innych rzeczy - m.in. danie państwu prawa na
                  ładowanie się w moje życie intymne w przypadku, jeżeli zdecyduje się rozwiązać
                  to małżeństwo (czyli np. ocenianie publicznie przez państwo w osobie sędziego
                  naszego życia seksualnego i domowego.)

                  Szczerze mówiąc, miałam kilka bardzio nieprzyjemynch snów, w których byłam
                  zmuszona do zawarcia małżeństwa. Brrr.
                  • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 28.07.06, 00:39
                    sprawy spadkowe da sie zabezpieczyc, wszystko inne tez. Nawet w tka pokreconym
                    systemie prawnym jak w Polsce, da sie to zabezpieczyc.

                    ja tez mialam czasami schizy ze ktos mnie na sile poslubia, szczegolnie
                    ciociowujkowe z blizszje i dalszje rodizny przez lata nie mogli zaakceptoiwac
                    mojego wyboru. Co ciekaw,e wszyscy "zyczliwi" uznawali ze ja wrecz sie pale do
                    zawarcia malzenstwa i to tylko wyna mojego wrednego niemeza ze mi sie do tej
                    pory nie oswiadczyl tongue_out
            • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 22:56
              Cóż, sama źle wyrażasz się o małżeństwach, widząc w nich jedynie zaciąganie
              ofiary do ołtarza.
              Ja widzę naiwność w gadkach o związku opartym na uczuciu, bez zobowiązań.
              Owszem, są różne ważne sprawy. Dla niektórych ważniejszy jest remont
              mieszkania, niż małżeństwo. Ja jednak stawiam dobro współtowarzysza życia wyżej
              nad remont mieszkania i tyle. Trudno mi mówić o ważności remontu nad osobą
              kochaną, jako wyrazie miłości.
              Oczywiście, że droga, którą wybrałam nie jest jedyna (co widać wokoło) i nie
              jest uniwersalna, bo do wszystkich pomysłów ludzkich się nie dopasuje.
              A czy jest słuszna?
              Nie będę o to toczyć bojów na forum - do niczego mi to w życiu nie potrzebne.
              Nie czerpię satysfakcji w życiu ze stawiania na swoim.
              Chciałam, jak piszę poniżej, poznać argumenty ZA, takie, które wyjaśnią mi
              wskazane przeze mnie niekonsekwencje, a nie koniecznie i usilnie przekonywać
              zwolenniczki konkubinatu do małżeństwa, bo jakoś nie wierzę w "nawracanie przez
              internet".
              Pisząc o trzymaniu kciuków, nie miałam zamiaru być uszczypliwa, a i nie
              prosiłam o wzajemność. A czy sobie dasz radę w swoim związku bez mojego
              trzymania kciuków: wpierw musiałabyś wiedzieć, jakie mam możliwości, aby je
              zanegować wink
              • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:07
                > Ja widzę naiwność w gadkach o związku opartym na
                > uczuciu, bez zobowiązań.

                a ja widze, ze Ty nie znasz prawdziwej milosci.
                Jesli dla Ciebie uczucie milosci nie jest wystarczajacym zobowiazaniem samo w
                sobie, to znaczy ze nie poznalas prawdziwej, pieknej, glebokiej milosci. Przykro
                mi.

                Milosc sama w sobie jest najwiekszym zobowiazaniem, kiedy mowie mojemu
                partnerowi ze go kocham to w tym slowie "kocham" jest zawarte wszystko, co moge
                mu dac, wsparcie na dobre i na zle. To jest wlasnie milosc.
                czym dla Ciebie jest milosc, jesli nie uwazasz jej za zobowiazanie?
                Bo dla mnie deklaracja milosci jednego doroslego czlowieka do drugiego to
                jednoczesnie deklaracja ze chce z ta kochana osoba spedzic zycie i dzielic
                wszystkie smutki i radosci - to najwieksze zobowiazanie jakie moge podjac.
                Ty traktujesz wyznanie milosci tylko jako deklarajce "fajnie z Toba uprawiac seks"?
                • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:34
                  Właśnie o to chodzi, że widzę miłość tak jak i TY i nadal nie rozumiem,
                  dlaczego przeżywając tak rozumianą miłość, ktoś może NIE CHCIEĆ dać z siebie
                  więcej: przyjąć prawne zobowiązania, założyc te "kajdany" właśnie dlatego, że
                  kogoś kocha?

                  • annnnia Re: Dzidziuś bez ślubu??? 28.07.06, 00:33
                    a ja juz rozumiem: dla mnie milosc jest rownoznaczna ze zobowiazaniem do
                    dzielenia z kims zycia, i nie potrzebuje zadnego prawnego bicza nade mna zeby to
                    zobowiazanie wynikajace z milosci wypelniac.
                    A Ty najwidoczniej potrzebujesz, uwazasz ze milosc to zobowiazanie, ale
                    jednoczesnie nie jestes pewna czy Ty lub Twoj partner jestescie wystarczajaco
                    silni i pewni milosci zeby wypelnic to zobowiazanie, dlatego potrzebujesz tego
                    papierka. OK, trzeba bylo tak od razu.
                    • dorianne.gray Myślę, że trafiłaś w sedno n/t 28.07.06, 00:37

                    • alicja0 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 30.07.06, 19:09
                      Nie miałam okazji spojrzeć na forum, a teraz boję się coś napisać, bo znów
                      pociągnie to za sobą dyskusję wink
                      Zacytowałam Annnnie poniżej, bo mam wrażenie, że coś mieszam na forum i może
                      jak kliknę Enter, to pokaże się to gdzieś na końcu jako nie wiadomo do czego smile

                      Nie za bardzo to jest tak jak napisałaś (że potrzebuję prawnego bicza smile)
                      ale masz rację w tym, że nie jestem przekonana do siły wytrwania w związku smile)
                      I to nawet nie chodzi mi konkretnie o mnie i mojego męża, ale w ogóle:
                      nie wierzę na tyle w człowieka jako człowieka, żeby na 100% nie dopuszczać do
                      świadomości mojej, że człowiek może chcąc nie chcąc zawieść.
                      Tzn. chodzi mi o to, że my, ludzie wiele mówimy (nie tylko w sprawach miłości,
                      małżeństwa itp.) - generalnie, mamy poglądy, stanowiska itd. za które w danym
                      momencie możemy nawet oddać za nie życie.
                      Jednak nie znamy sami siebie na tyle, żeby ze 100% pewnością powiedzieć, że to
                      i to zrobimy na pewno i do końca życia np. będziemy wierni w małżeństwie.
                      Oczywiście, mówiąc to w przysiędze małżeńskiej i ja i mój mąż byliśmy PEWNI, że
                      chcemy tak zrobić. To jedna sprawa.
                      A z drugiej strony - wiedząc iż ludziom czasem odbija, a nie jesteśmy przecież
                      tacy wyjątkowi, żeby uważać, że nas to nie dotyczy, wolimy sami siebie
                      zabezpieczyć na wypadek, gdyby "nam odbiło" smile
                      Stąd składając przysięgę z jednej strony robimy to szczerze z pełnym zamiarem
                      wytrwania do końca w tym, co przysięgamy, a z drugiej strony patrząc na ludzką
                      ułomność, podejmujemy wszelkie możliwe i dostępne środki, do tego aby
                      zabezpieczyć to do czego się zobowiązujemy. Jedną z form jest prawna
                      legalizacja, ale oczywiście to nie wszystko - cała sprawa z dbaniem o wierność
                      i rozwój miłości w trakcie trwania małżeństwa itp. itd.

                      Są takie doświadczenia w psychologii, które pokazują, jak ludzie są zadziwieni
                      i zaskoczeni swoimi reakcjami na pewne sytuacje w pewnych okolicznościach,
                      których się sami u siebie nie spodziewali, a nawet zaprzeczali, że kiedykolwiek
                      do nich dopuszczą. Oczywiście, że człowiek nie jest (poza wyjątkami smile bezwolną
                      istotą i zwykle ma większy lub mniejszy wpływ na to co robi i jak żyje, jednak
                      nie jest to 100% kontrola nad sobą i myślę, że wiele osób czytających to forum
                      ma takie własne doświadczenia życiowe, gdzie może powiedzieć, że sam siebie
                      zaskoczył tym, jak zareagował na daną sprawę.
                      I wracając do tematu, o którym piszę: przysiega małżeńska powinna być
                      konsekwencją (a nie przyczyną) tego, że ludzie chcą spędzic ze sobą całe życie,
                      konsekwencją ich decyzji świadomej i dobrowolnej i z pełnym przekonaniem, że
                      zrobi się wszystko, aby tą przysięgę wypełnić. Zarazem, przysięga
                      małżeńska "daje" dodatkowe zabezpieczenia czy wzmocnienia czy jako
                      wolisz "bicz" w postaci prawnych regulacji. ALE nie tylko prawo wzmacnia tą
                      przysięgę - także to, że przysięga sama w sobie jest formą publiczną, a więc
                      nie tylko my, ale i inni będą wiedzieli, że podjęliśmy takie zobowiązanie.
                      Presja społeczna też reguluje ludzkie zachowania smile
                      Choć ja na ogół nie przejmuję się presją otoczenia, jednak zauważam jego rolę w
                      postaci nacisku na moje zachowanie smile
                      Do czego służą np. obrączki? Właśnie do tego, że są "znakiem" iż ja z nim do
                      końca smile A reszta ludzkości niech szuka sobie partnera gdzie indziej wink
                      Owszem, coraz bardziej społeczeństwo się "wyluzowuje" stąd przysięga małżeńska
                      jak wiemy odpuszcza i rozwody (a więc jej nierozerwalność nie jest niemożliwa,
                      choć utrudniona), a i obrączka nie wszystkich powstrzymuje
                      przed "oczarowywaniem" zaobrączkowanych, ale póki co, jednak jest to nadal
                      jakaś tam bariera, którą ludzie sami i świadomie wrzucają sobie do życia,
                      ponieważ zdają sobie sprawę, że sami mogą okazać się nie dość silni, aby
                      dotrzymać słowa, którego naprawdę chcą dotrzymać.
                      Może to trochę doda jasności sprawie smile
                      Nie chcę stawiania mnie (i innych zamężnych/żonatych) w grupie osób, co to nie
                      są pewni sami siebie i zabezpieczają się na wszelkie sposoby (wtedy to bardziej
                      bezpieczne byłoby wstawienie jakiegoś chipa do mózgu męża, co by kontrolować
                      gdzie co i jak wink)
                      Chcę tylko zauważyć, że dobrze jest pamiętać o tym, jak ludzie, nawet b.dobrzy
                      i dzielni i sprawdzeni, jak często mogą nas zaskoczyć - że chyba nie warto tak
                      do końca bazować tylko na tym, że "jestem pewna swoich uczuc do niego".
                      Jako katoliczce, samej mi się narzuca przykład (myślę, że dobry, bo przecież
                      faktyczny) św.Piotra, który wpierw kilka razy zapewniał Mistrza, że Go nie
                      opuści nigdy, a jak przyszło co do czego, to okoliczności tak go zakręciły, że
                      trzy razy się Go zaparł. A potem płakał.
                      A przecież, potem, jak zrozumiał swoją ułomną "silną" wolę, to i w gorszych
                      okolicznościach potrafił być wierny i nawet oddać swoje życie za Mistrza.
                      Stąd jak widać, osoby silne też potrafią i upaść, ale i podnosić góry smile
                      I ja biorąc pod uwagę, że skoro inni silni też upadają, to choć "ułomkiem" nie
                      jestem wink to nie będę ufała do końca sama sobie i skorzystam z tego, co jest.
                      Nie poruszam oczywiście sprawy sakramentu, bo oczywiście to inna sprawa, już
                      istotna dla osób wierzących.
                      Raczej nie przekonam do swoich poglądów osób o innym spojrzeniu na sprawy
                      ślubu, ale może to będzie coś co uzupełni obraz, nas "zaobrączkowanych" z
                      własnej, nieprzymuszonej woli wink

                      annnnia napisała:

                      > a ja juz rozumiem: dla mnie milosc jest rownoznaczna ze zobowiazaniem do
                      > dzielenia z kims zycia, i nie potrzebuje zadnego prawnego bicza nade mna zeby
                      t
                      > o
                      > zobowiazanie wynikajace z milosci wypelniac.
                      > A Ty najwidoczniej potrzebujesz, uwazasz ze milosc to zobowiazanie, ale
                      > jednoczesnie nie jestes pewna czy Ty lub Twoj partner jestescie wystarczajaco
                      > silni i pewni milosci zeby wypelnic to zobowiazanie, dlatego potrzebujesz tego
                      > papierka. OK, trzeba bylo tak od razu.
              • dorianne.gray Re: Dzidziuś bez ślubu??? 27.07.06, 23:22
                Nadal nie chcesz zrozumieć, zdaje się, że nie czytasz moich postów. Nie
                wykluczam małżeństwa, podkreślam to cały czas - za rok albo dwa pewnie weźmiemy
                ślub. Nie wyrażam się źle o małżenstwie, nie widzę w ślubie jedynie zaciągania
                ofiary do ołtarza (to raczej było ironiczne odniesienie do Twojego postu).
                Proszę mi nie wmawiać poglądów, których nie wyznaję.

                Nie widzę też nigdzie w tym wątku stawiania remontu nad dobrem partnera w
                hierarchii wartości.

                Z dobrem partnera nie kojarzy mi się przede wszystkim ślub, małżeństwo -
                kojarzy mi się z jego dobrem całe mnóstwo innych rzeczy, które mogę mu dać
                niezależnie od tego, czy jesteśmy związani formalnie, czy nie.

                Związek nie sformalizowany nie jest związkiem bez zobowiązań, wbrew temu, co Ci
                się wydaje. Dwoje ludzi dzielących wspólne życie ma wobec siebie bardzo wiele
                zobowiązań. I to nie od papierka, lecz od nich samych, ich dojrzałości i
                odpowiedzialności zależy, jak to ich wspólne życie potoczy się dalej. Od nich,
                bo od papierka można się uwolnić w sądzie, jeśli uczucia wygasną.
    • hoshi74 b.ciekawa dyskusja 28.07.06, 07:42
      mam od 2miesiecy meza (slub cywilny), oboje chcielismy sie pobrac, bo mielismy
      taka potrzebe i juz. dla mnie byla to taka przysiega i czuje sie z tym po
      prostu lepiej, slub to byla dla nas oczywista konsekwencja uczuc i checi bycia
      i zycia razem "na zawsze", mysle, ze trzeba wierzyc, ze jest to na zawsze, bo w
      innym przypadku po co zwiazywac sie z kimkolwiek formalnie, czy nieformalnie?
      rozumiem osoby, ktore zyja bez slubu i jest im dobrze, przysiega malzenska
      niczego nie zmienia i nie zwiazuje na cale zycie, jesli ktos nie bedzie chcial
      byc nadal w zwiazku z dana osoba.
      powtarzam jeszcze raz: my mielismy potrzebe zalegalizowania zwiazku i
      pobralismy sie, jesli ktos jej nie ma, to nie ma potrzeby zawierania malzenstwa.
      pozdrawiam
      • jaggazz ło matko! 31.07.06, 11:05
        Jaką tu burzę rozpętałam! I dobrze. Co prawda decyzję i tak muszę podjąć sama,
        ale mam o czym myśleć teoretycznie. Na razie zawieszam ten temat, bo
        najważniejsze dla mnie w tej chwili jest, żeby wszystko było dobrze z
        maleństwem. Czego i Wam życzę. Pozdrawiam.
    • anita23232 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 31.07.06, 11:12
      Wiesz co? Mój kuzyn był z dziewczyną 4 lata, mieli
      3 letnia córeczkę i postanowili, że dla dobra dziecka
      wezmą ślub.
      Po 6 m-cach się rozwiedli.
      Jak tam Wam odpowiada to po co to zmieniać.
      Może kiedyś dojrzejesz do małżeństwa i postanowisz inaczej.

      pozdrawiam
      • edi001 Re: Dzidziuś bez ślubu??? 03.08.06, 20:29
        Twój przykład nie jest pochwałą związków małżeńskich...smile myślisz, że bez by
        się nie rozeszli???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka