Dodaj do ulubionych

Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca?

23.04.07, 19:56
Pewnie wiekszosc z Was pomyslala od razu "Tak". Po co zadawac takie pytanie?
A jednak: Jak pisalam tu niedawno jestem w 14 (dzis w sumie zaczynam 15ty)
tygodniu. Moje malenstwo ma wade pecherza - nie ma on ujscia. Oproznili
pecherz mu w piatek w celu przebadania moczu, aby stwierdzic na ile
uszkodzone sa nerki. Jesli sa w miare na chodzie, to moga wkladac rurke do
pecherza do chwili porodu, a potem operacja (w miedzyczasie dosc wysokie
ryzyko powiklan). Testy genetycznie wstepnie wyszly ok, czekamy na koncowe
wyniki. Nawet jesli nerki sa ok, to jest wysokie ryzyko, ze pluca sa tez
uszkodzone, bo byly juz zgniecione nieco w klatce piersiowej... ale stanu
pluc podobno nie mozna ocenic dokladnie az do porodu.
Czy walczylybyscie o dziecko nawet gdyby statystyki pokazywaly, ze szansa, iz
przezyje jest niska? A jak sie urodzi to jest wysokie ryzyko, ze bedzie miec
powazne problemy?
Gdyby cos sie stalo mojemu mezowi, to walczylabym do samego konca. Czemu
niektorzy znajomi i lekarze twierdza, ze powinnam pozwolic malenstwu odejsc
(usunac ciaze), zeby sie nie meczylo!? Czy fakt, ze moj maz ma lat 40-ci, a
malenstwo 14tyg. powinno zmienic podejscie do sprawy??!!
Prosze podzielcie sie Waszymi przemysleniami...
Obserwuj wątek
    • andaba Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 20:00
      Usunąć nie usunęłabym, ale też nie podtrzymywałabym ciąży w żaden sposób, jeżeli wiedziałabym, że dziecko nie jest zdrowe.
      • dalloway Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 20:12
        To strasznie trudna sytuacja i bardzo Ci współczuję, że musisz miec takie
        dylematy. Przyznam, że ja też nie bardzo rozumiem, dlaczego deklaracja o chęci
        ratowania męża czy rodzica nie budzi zdziwienia, a o dziecku - tak. Ale to moje
        własne poglądy.
        Nie chciałabym Ci nic radzić, ale udzielic przestrogi. Pomagam kobietom po
        poronieniach, terminacji ciąży i itp. Z doświadczenia wiem, że egoistycznie
        musisz sobie zadać pytanie, czy jeśli zrezygnujesz z podtrzymywania ciąży, to
        udźwigniesz ciężar poczucia winy. Ono się pojawia prawie zawsze w takich
        sytuacjach, niezależnie od tego, czy ma uzasadnienie, czy kompletnie nie.
        Dlatego ja na dzisiaj myślę, że co by się nie działo, ratowałabym ciążę jak
        nadłużej i wszelkimi możliwymi sposobami. Ale oczywiście inaczej się o tym myśli
        teoretycznie, a inaczej gdy sytuacja staje się realna.
        Życzę dużo sił. Również na zmaganie się z niezrozumieniem otoczenia i lekarzy,
        jesli podejmiesz decyzję o podtrzymaniu ciąży.
    • maminek76 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 20:07
      Jestem z Toba!!!
      Nie poddawaj sie i nie sluchaj tego co mowia lekarze...
      Jesli Ty bedziesz wierzyc, wszystko bedzie dobrze!
      Znam autentyczna historie kobiety, ktorej dziecko w 5 miesiacu mialo wg lekarzy
      powazne wady narzadow,a urodzilo sie zdrowe!
      Musi byc dobrze! Tak masz myslec!!!
      • mamakrzysia4 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 20:29
        poprostu nie wiem co bym zrobiła
        myśle o Was cieplutko i trzymam kciuki za Was
    • lenazk75 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 20:45
      bardzo Ci współczuję... nie wiem, czy powinnam zabierać głos, ale dokładnie
      wczoraj dowiedziałam się, iż córeczka znajomych- chora od urodzenia- min.
      wrodzony brak pęcherza, niesprawne bodajże obie nerki, brak odbytu, urodzona w
      30 tygodniu (musieli ją wyciągnąć, gdyż sama się zatruwała), cierpiąca na ataki
      epilepsji i mające wiele innych problemów zdrowotnych (m.in. ciągłe zapalenia
      płuc) -umarła...Umarła po 22 miesiącach cierpień, bo przecież te wszystkie
      zabiegi, operacje ona odczuwała... sama jestem mamą i wiem, że nie ma nic
      gorszego, niż patrzeć , jak własne dziecko cierpi!!! Ci moi znajomi, są bardzo
      wierzący, wiedzieli o tych wadach (nie o wszystkich, bo nie które rzeczy wyszły
      później) na bardzo wczesnym etapie ciąży, ale nie dopuszczali do siebie myśli o
      aborcji, teraz stwierdzili, iż zrobią badania genetyczne i dopiero wtedy zaczną
      starac się o drugie dziecko , a gdy badania będą niepomyślne, nie zdecydują się
      na kolejne dziecko... weź pod uwagę ten fakt! nie to, że Ty będziesz miała
      trudniejsze macierzyństwo (nie znaczy, że gorsze), ale to, że Twoje dziecko
      będzie bardzo cierpiało, a Ty będziesz przeżywała potworne męki!ta moja znajoma
      powiedziała, że gdyby mogła cofną czas, to by nie urodziła....
      • pasieka77 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 21:10

        Pytasz o nasze zdanie, więc takie ono będzie - moje. Nie jestem żadnym
        ekspertem, żeby dawać rady, ale swoje zdanie przekazuję.
        Ja bym walczyła o dziecko do samego końca. I tak kropkę nad "i" nie nam
        stawiać. Nigdy nie wiemy co może się wydarzyć. Może być wszystko w porządku i
        nagle się skomplikować, a może być jakiś problem, często pozornie nie do
        pokonania, a w efekcie okazać się najlepszeym dla nas wyjściem.
        Ja bym walczyła. Nie ma gwarancji jak się wszystko rozwiąże, ale na pewno siły
        nie zabraknie.
        Możesz liczyć na moje wsparcie modlitwą.
        Będzie dobrze.
        src="<a
        href="tickers.baby-gaga.com/p/dev223pr___.png""
        target="_blank">tickers.baby-gaga.com/p/dev223pr___.png"</a> alt="pregnancy due
        date" border="0" /></a>
      • agulka1001 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 22:06
        tez o tym myslalam,co ja bym zrobila...
        skoro lekarze widzą jedno wyjscie,to jaka dla nich roznica,czy bedziesz nosić
        ciąze do konca czy ją teraz zakonczysz?chyba bym chciala byc ze swoim
        malenstwem jak najdluzej...przepraszam,ze tak mowie,bo naprawde chce wierzyc w
        to,ze sie pomylili,ze jednak wady bedzie mozna naprawic...dla mnie
        swiadomosc,ze sama zakonczylam zycie dziecka bylaby straszna,chyba chcialabym
        byc z nim nawet tydz dluzej...bardzo mi przykro...Boze,czemu nic nie robisz?
    • ikw1 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 21:15

      chciałabym powiedzieć ze tak , ale naprawde nie podtrzymywałabym tej ciąży " na
      siłę"

      natura upomni się o swoje jak nie teraz to póżniej ale to póżniej może oznaczać
      ze walcząc o to dziecko nigdy nie zdecydujecie się na drugie bo nie bedziecie
      mieć ani czasu ani sił ani głowy, ani nawet pieniędzy - a niestety i pieniądze
      mają tu znaczenie - wiem to bo moi bliscy znajomi mieli niepełnosprawne
      dziecko wymagające rehabilitacji

      myślę ze jestem w stanie Cie zrozumieć bo chociaż teraz jestem juz w 37 tc to
      prawie do połowy ciąży lekarz nie chciał założyć mi książeczki ciążowej -
      bo "nie ma sensu się łudzić ze coś z tego bedzie" i sama sobie musiałam
      tłumaczyć ze może jak je stracę to będzie lepiej - ale takie tłumaczenie nic
      nie daje jak już się kocha swoje dziecko
    • agathea Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 21:19
      To są bardzo trudne decyzje. Ja będąc w podobnej sytuacji zdecydowałam się na
      aborcję. Nie chciałam męczyć swojego maluszka.
    • anulka59 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 21:45
      Trudna decyzja którą niestety musicie podjąć sami.Ja nie potrafiłabym zakończyć
      ciązy bo badania coś wykazały. Nawet przed USG genetycznym zapytałam mojego
      gina płacząc czy poprowadzi moją ciązę do końca nawet gdyby coś tam wyszło.
      Nawet gdyby okazało śię ze dziecko będzie miało jakąś wadę urodziłabym ja bo
      walczyłam o zajście w ciąże 2lata.Teraz zaczynam drugie leczenie i wiem jedno
      do końca będę walczyła o donoszenie ciąży mimo wszystko.
      • anja0123 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 22:12
        > Nawet gdyby okazało śię ze dziecko będzie miało jakąś wadę urodziłabym ja bo
        > walczyłam o zajście w ciąże 2lata

        Anulka, a czy nie uwazasz tego za za straszny egoizm?
        • faustine Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 22:16
          To chyba raczej miłośc do dziecka ...

          Ja też bym walczyła.
          • czarny.kot997 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 11:24
            czasem miloscia jest pozwolic odejsc i oszczedzic bolu i cierpienia. dopiero co
            bylym w ciazy i na samym poczatku przed pojsciem do lekaza zastanawialam sie co
            bam zrobila gdyby...? mysle, ze bym nie walczyla....
            • green_land Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 26.04.07, 16:14
              Nie wiem co bym zrobiła i nigdy nie chciałabym byc w takiej sytuacji.

              Czasami więcej miłości i bohaterstwa okażemy oszczędzając dziecku bólu, niż
              walcząc do samego końca. Pozwolic odejśc - tego nie potrafimy...
              • gmyzka Nikomu nie zycze byc w takiej sytuacji jak my... 26.04.07, 17:42
                I zanim w niej nie bylam, myslalam dokladnie tak samo jak Ty... jednak, gdy to
                dotyczy mnie, mojego meza i naszego dziecka... zaczynasz myslec inaczej...
    • bebe52 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 22:20
      Przenigdy nie usunelabym ciazy tylko czekałabym co czas przyniesie, czesto jest
      tak ze lekarze niedaja rzadnych szans na przerzycie lub prawidłowy rozwój diecka
      a dzieje sie całkowicie odwrotnie dzieci rodza sie zdrowe lub z małymi
      komplikacjami które w niczym nie przeszkadzaja.Ja bym na twoim miejscu poczekała
      co ma byc to bedzie.Pozdrawiam i powodzenia
      • anulka59 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 23:04
        Nie wiem co miałoby być tak naprawdę egoizmem? Czy fakt ze mam synka po
        2latach leczenia czy też fakt ze gdyby badania robione w ciąży(a robiłam tylko
        USG) wykazały że jest chory to bym ciąży nie usunęła?Zaszłam w wyniku leczenia
        w ciążę i mam dziecko na które czekałam .
    • elza78 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 23.04.07, 23:17
      ja mysle ze robilabym wszystko aby wyleczyc malucha - nie poddawalabym sie
      poprostu, olej "niektorych znajomych i lekarzy" i rob to co dyktuje ci serce...
      to nie znajomi i lekarze potem sie beda zastanawiac czy zrobili wszystko co
      bylo tylko mozliwe aby malenstwo bylo zdrowe...
    • gmyzka Dzieki za Wasze wypowiedzi, czekam na dalsze... 23.04.07, 23:45
      Moze to walka z wiatrakami, ale szukam w tym wszystkim jakiejs pewnie ciezkiej
      do odnalezienia granicy, ktora rozdzielalaby walke o dziecko z milosci i dla
      jego dobra a walke o dziecko z egoizmu i strachu... Za tydzien bede znac wyniki
      testow genetycznych i wydolnosci nerek... Wtedy bedziemy musieli podjac
      decyzje... Ale to za tydzien, narazie ciesze sie z kazdej chwili z moim
      malenstwem smile
      • kaasma Re: Dzieki za Wasze wypowiedzi, czekam na dalsze. 26.04.07, 12:47
        I tak trzymaj, nie poddawaj się.Ciężko to pisać, ale życie i tak zweryfikuje
        wszystko po swojemu...A może po Twojemu?
        pozdrawiam ciepło.
    • maminek76 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 07:09
      A tak w ogóle to zastanawiam się - jakim cudem lekarz w tak wczesnej fazie
      ciąży może stwierdzić jakąkolwiek wadę?!!!
      W 15 tygodniu to chyba się ocenia wstępnie stan dziecka - przecież maleństwo ma
      jeszcze 20 tygodni na rozwój...
      trzymam za Was kciuki!!
    • blaszany_dzwoneczek Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 07:17
      Ja bym walczyła gdyby był cień szansy, że dziecko będzie zdrowe, albo nie tak
      bardzo chore, jak by to się mogło wstępnie wydawać. Piszesz cały czas, że jest
      wysokie ryzyko (a nie pewność) różnych wad - w takim razie jest też jakaś
      szansa. Myślę, że uczepiłabym się tej szansy. Ale tak naprawdę to ciężko mi się
      postawić w takiej sytuacji. W każdym razie, pozdrawiam bardzo ciepło Ciebie i
      męża, i życzę podjęcia najlepszej w waszym przypadku decyzji, gdy już będziecie
      musieli ją ostatecznie podjąć. I trzymam kciuki za Was i za maleństwo.
      • marta_st1 Walcz! 24.04.07, 08:08
        Cuda się zdarzają! Módl się gorąco. Przytoczę Ci taki artykuł. Niedawno miała
        miejsce taka sytuacja: "Lekarze orzekli, że dziecko ma poważne wady i że dopóki
        żyje w łonie matki to jest ok, ale przy porodzie umrze. Zalecili usunięcie
        ciąży na etapie 18tc. Kobieta się zgodziła, gdyż wszystkie postawione diagnozy
        to potwierdzały. I wyobraź sobie, że jak dziecko było już wyjęte z brzucha to
        się okazało, że wszystko z nim jest w porządku! Żyło jeszcze 2 dni w
        inkubatorze, bo dostało niestety szerokich obrażeń głowy w tym krwotok
        wewnętrzny przy wyjmowaniu go z brzucha. Ale żyło! I żyć by mogło gdyby nie
        lekarze. I jeszcze drugi oststnio przeze mnie czytany artykuł mówił o tym, że
        przy USG wyszło, że dziecko nie ma pęcherza. Nie miało też podobno nerek.
        Musieli lekarze wpąpować wody płodowe, bo jeśli dziecko nie oddawało moczu to
        tym samym nie wytwarzało wód płodowych. Matka jednak nie usunęła ciąży i mimo
        wskazań lekarskich postanowiła urodzić to dziecko. O dziwo dziecko ma już 2
        lata i jest normalnym dzieckiem. Okazało się, że ma jedną nerkę i pęcherz. A
        mama wymodliła ten cud.
        • maminek76 Re: Walcz! 24.04.07, 08:33
          Wiara czyni cuda!
          mnie lekarz kazał przyjsc na lyzeczkowanie bo stwierdzil w 6t5d ze ciaza
          obumarla, a tymczasem bylam na usg i tak jak myslalam - bede miec dzidziusia!!!
          poza tym, kTO bedzie dzwigal na swoim sumieniu te decyzje O ZABICIU DZIECKA?
          Lekarze znajda medyczne argumenty na podparcie swojej racji - ale oni nie beda
          sie zastanawiac do konca zycia - co by bylo gdyby....
          Waszemu dziecku jest potrzebna wasza wiara, a nie fakty medyczne, ktore sa
          wzgledne. W koncu genetyczne testy wyszly Wam dobrze!!!
          • anaana2 Re: wiem, ze to trudne 24.04.07, 08:50
            pisalam juz, ze mialam taki sam dylemat. noje malenstwo mialo smiertelna
            chorobe, brak wielu narzadow i zatrzymalo sie wzrostem na 11 tyg. tez bylo mi
            bardzo ciezko.juz po usg wiedzialm, ze dziecko nie ma szans na zycie, ale
            jeszcze chodzilam z nim 4 tygodnie czekajac na wyniki amnio. zdecydowalam sie
            przerwac ciaze. szczescie w nieszczesciu - Synus zmarl zanim otrzymalam wyniki.

            do tej pory mam poczucie winy, ale kilka osob podnioslo mnie na duchu. moja
            przyjaciolka powiedziala: "jesli zdecydujesz sie donosoc to dla kogo to zrobisz,
            dla dziecka czy dla siebie - zeby miec czyste sumienie?" nawiazalalm te kontakt
            z dziewczyna, ktora urodzila Synka z identyczna choroba jaka mia moj (tylko
            troszke lagodniejsz w objawach). kochala go nd zycie le powiedziala, ze gdyby
            jeszcze raz stanela przed wyborem - nie urodzilaby. przez kilka miesiecy
            patrzyla jak maly walczy o kazdy oddech, nawet na chwile nie wyszedl ze
            szpitala. nie mogli nic zrobic zeby mu ulzyc i czekali tylko az serduszko sie podda.

            ja do niczego nie namawia. nawet piszac to czxuje, ze Bog sie na mnie gniewa.
            ale czasem trudno uwierzyc, ze skazanie dziecka na cierpienie jest lepszym wyjsciem
            chociaz jak napisaly dziewczyny, byc moze, ze wszystko zakonczy sie dobrze. u
            mnie nie bylo szans. to byla smiertelna choroba.
            • anaana2 Re: wiem, ze to trudne 24.04.07, 08:52
              byc moze zdarzy sie cud, o ktorym pisza dziewczyny. ja tez sie o niego modlilam.
              widocznie za slabo. a moze Bog nie dokonal tego cudu, ze wzgledu na decyzje,
              ktora juz podjelam.
              • sabka22 Trudna decyzja... 24.04.07, 10:12
                Wiem ze jest ci ciężko,choć nie przeżyłam takiej sytuacji ale domyslam sie co
                czujesz.Powiem tak gdybym miała pewnosc ze gdy dzidzius sie urodzi i przejdzie
                operacje i byłoby wszystko dobrze albo chociaz zeby maluszek nie cierpiał przez
                wiekszosc swojego zycia to donosiłabym ciąże ale gdyby lekarz mi powiedział ze
                nawet jak dziecko dożyje porodu to bedzie cierpiało z tego powodu to głeboko
                bym sie zastanawiała czy pozwolic dziecku życ w meczarniach albo skazac je na
                wieczne szpitale i zabiegi,chyba sama bym psychicznie nie wytrzymała.Wiec
                musisz dokładnie sie dowiedziec jakie są szanse na normalne życie twojego
                maluszka,życze ci dużo cierpliwosci i wytrzymałosci,podejmij decyzje jaka jest
                w twoim sercu.Pozdrawiam!
              • kura17 Re: wiem, ze to trudne 24.04.07, 10:24
                anaana2 napisała:

                > byc moze zdarzy sie cud, o ktorym pisza dziewczyny. ja tez sie o niego
                > modlilam.
                > widocznie za slabo. a moze Bog nie dokonal tego cudu, ze wzgledu na decyzje,
                > ktora juz podjelam.

                Anana, nie pisz tak sad to bardzo smutne i, wydaje mi sie, niesprawiedliwe
                wobec... Boga... gdyby cud zdarzal sie zawsze, gdy o niego poprosimy, to to juz
                nie bylby cud, ale normalnosc, prawda? wiele, bardzo wiele goracych, szczerych,
                wspanalych podlitw pozostaje BEZ odpowiedzi w postaci cudu. po prostu inaczej ma
                byc, niz my chcemy. i siebie za to winic nie mozemy i nie powinnismy.
                mysle, ze modlilas sie o cud najlepiej, jak potrafilas. ale Bog mial inne plany.
                ja tez podlilam sie przez jedna noc, zeby jednak kolejne (trzecie) usg wykazalo,
                ze moje dziecko (11 tc) jednak zyje, ze bije mu serce, ze nie trzeba robic
                zabiegu... i tez nie wymodlilam cudu sad ale nie obwinialam siebie o "slaba"
                modlitwe. nie mozna, naprawde nie mozna.

                i napisze, ze zgadzam sie z Toba - trzeba myslec nie tylko o dziecku do czasu
                urodzenia (walczenie za wszelka cene o utrzymanie ciazy, gdy jest powazna wada
                rozwojowa/genetyczna), ale tez o tymze dziecko PO urodzeniu - ile i jak bedzie
                zylo, czy bedzie cierplialo. to bardzo, ale to bardzo trudne decyzje. i
                (nie)stety to wlasnie rozwoj medycyny stawia nas przed takimi decyzjami, dawniej
                "nie byloby probolemu" sad czasem to blogoslawienstwo, a czasem przeklenstwo...

                wiesz, co Ci jeszcze powiem? pisalas, ze w koncu nie musialas podjac decyzji o
                zabiciu dziecka, bo synek umarl przed wynikami amnio... moze to byl wlasnie TWOJ
                cud, ktory wymodlilas? moze w ten sposob Bog Ci pomogl, bo nie musialas
                podejmowac tej decyzji??? popatrz na to w ten sposob i usmiechnij sie smile
                strasznie mi sie smutno zrobilo czytajac Twoje posty, mam lzy w oczach caly
                czas. 3maj sie. czy masz juz dzieci? starcie sie?
    • dolores113 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 10:35
      Witaj. Bardzo trudne pytanie nam zadajesz, ale myślę, że jest ono potrzebne
      zarówno Tobie, jak i nam. Może każda/y z nas powinna/nien sobie w sumieniu
      odpowiedzieć na takie pytanie i zweryfikować własne poglądy...Gmyzko, gdy
      przyjdzie dzień decyzji, myslę, że Ty i mąż będziecie wiedzieli, co zrobić i co
      będzie najlepsze dla Waszego Dziecka. Dziś mogę napisać, co zrobiłabym albo
      raczej co chciałabym zrobic ja. Po pierwsze zaznaczę, że wierzę w Boga ( nie
      wiem, jak to u Ciebie wygląda), więc złożyłabym w Nim nadzieję i prosiła o
      cud, by Maleństwo wygrało ze śmiercią i z chorobą. Po drugie za wszelką cenę
      starałabym się nawiązać kontakt z rodzicami w podobnej sytuacji, którzy
      urodzili, bądź pozwolili odejść swojemu dziecku z taką samą wadą. Po trzecie
      skonsultowałabym to z kilkoma specjalistami ( o ile to realne - nie wiem, jak
      wielu ich jest). W końcu dałabym szanse wciaż rozwijającej się medycynie i
      technice medycznej. Przecież medycyna robi postępy też właśnie po to, żeby móc
      ratować między innymi Twoje dziecko. Sam fakt, że można opróżniać pęcherz
      takiemu maleństwu w łonie matki jest juz niesamowity. A inne precyzyjne
      operacje płodów... No i jeszcze co do statystyki i co do rokowań. Zawsze może
      okazać się, że znajdziesz się w tym 1 procencie. I to niezależnie w którą
      stronę. O,7 procenta płodów ma pępowine dwunaczyniową zamiast prawidłowej -
      trzynaczyniowej. I to właśnie mojej córeczce brakuje jednej tętnicy w
      pępowinie. Przykład, jakich zapewne wiele, ale za to mój osobisty. Kto więc
      może to przewidzieć, czy Ty i Twoje Maleństwo nie znajdziecie w tym
      przysłowiowym jednym procencie szansy na wygraną walkę. Nie jest to żadna
      sugestia dla Ciebie, bo nikt z nas nie ma prawa Cię do niczego nakłaniać. To
      tylko moja refleksja. Chcę, żebyś wiedziała, że niezależnie od moich przekonań
      religijnych, gdyby mojemu dziecku ewidentnie nie dawano żadnych szans, to do
      tej trudnej decyzji też byłabym zdolna, choc okupiona byłaby ona depresją i
      nieprawdopodobną rozpaczą.Podsumowując życzę Ci dużo siły, nadziei, wsparcia od
      najbliższych i błogosławieństwa Bożego. Twojemu Maleństwu cudu i jak
      najlepszych rokowań.
      • dolores113 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 10:44
        I jeszcze jedna refleksja. Czy Wy też zauważyłyście ogromną przepaść między
        dylematem Gmyzki a pytaniami typu " jaki krem na rozstępy" albo " czy mogę
        rodzić z pomalowanymi paznokciami?"... Nie krytykuję tych osób ani ich pytań.
        Po prostu zauważyłam tylko ogromną przepaść...
        • anaana2 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 10:53
          gmyzko - dolores ma racje. mi najbardziej pomagal kontakt z rodzicami, ktorzy
          przezyli cos podobnego. byc moze szanse Twojego Maluszka sa wieksze niz sie
          wydaje lekarzom. czytajac Twoja historie na nowo przezywam to, co dzialo sie
          jeszcze kilka miesiecy temu. tez cieszyla mnie kazda chwila z dzieciatkiem, mimo
          sytuacji w jakiej sie znalazlam. dziwilo mnie skad ja biore na to wszystko
          sile. nigdy wczesniej nie uwierzylabym, ze bede w stanie przezyc cos takiego i
          nie zwariowac.
      • anaana2 Re: do kura 24.04.07, 10:50
        dziekuje Ci za Twoja wypowiedz.
        • dasiek77 Re: do kura 24.04.07, 10:57
          Zmarło dziecko, które przeżyło aborcję w 22. tyg.
          cheko, PAP 2007-03-08, ostatnia aktualizacja 2007-03-08 16:44:42.0

          W szpitalu we Florencji zmarło w czwartek dziecko, które przeżyło aborcję w 22.
          tygodniu ciąży. Zabieg jej usunięcia był rezultatem tragicznej pomyłki w
          badaniach USG, które błędnie wykazały poważne wady wrodzone płodu. To nakłoniło
          kobietę do poddania się aborcji. Chłopczyk miał 25 centymetrów długości i ważył
          pół kilograma i w zgodnej opinii neonatologów, którzy walczyli o jego życie na
          oddziale intensywnej terapii, nie miał praktycznie żadnych szans. Sprawa ta
          wywołała wstrząs we Włoszech i powrót dyskusji na temat artykułu ustawy,
          zezwalającego w określonych przypadkach na aborcję także po trzecim miesiącu
          ciąży. Dwukrotne badanie USG, jakiemu poddała się kobieta, wykazało, że płód
          nie ma żołądka. Dokonanie aborcji w 22. tygodniu ciąży było możliwe na mocy
          obowiązującej we Włoszech ustawy, zgodnie z którą ciążę można usunąć po 90
          dniach w przypadku zagrożenia dla życia kobiety lub poważnych uszkodzeń i wad
          płodu. Właśnie na podstawie tego przepisu i na mocy wydanego zaświadczenia
          lekarskiego kobieta zdecydowała się na aborcję. Pięciomiesięczny płód przeżył
          przeprowadzony w miniony piątek zabieg, ale w jego trakcie doznał wylewu krwi
          do mózgu. Kiedy lekarze zorientowali się, że wbrew wynikom wcześniejszych badań
          dziecko było zdrowe i bez wad, postanowili je reanimować. Dyrekcja szpitala we
          Florencji, w którym kobieta poddała się badaniom ultrasonograficznym, broni się
          przed zarzutami popełnienia błędu, argumentując, że badania przeprowadzone w
          20. tygodniu ciąży jedynie sugerowały ryzyko wady wrodzonej płodu. To ciężarna
          po prywatnych konsultacjach lekarskich zdecydowała się na aborcję -
          poinformowali ginekolodzy. Solidarność z nimi wyraziła Izba Lekarska z Toskanii.

          Śledztwo w sprawie błędu lekarskiego wszczęła prokuratura we Florencji
          • marta_st1 Otóż właśnie o tym wcześniej pisałam 24.04.07, 11:06

    • ominika Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 11:17
      Nie zrobiłabym nic celowego, ale nie starałabym się usilnie utrzymać ciąży...
      Chyba, bo mogę tylko w takim trybie mówić.
      Życzę Ci dużo siły - jakakolwiek decyzję podejmiesz, będzie słuszna...
      Pozdrawiam ciepło,
      D.
    • martusia_25 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 11:20
      Ja walczyłabym o swoje dziecko do końca, tak samo jak o rodziców, męża czy
      rodzeństwo.
      Czy gdyby w wieku 5 lat zachorowało na raka, to poddałabym je "eutanazji" (na
      wszelki wypadek, bo może będzie cierpiało, a może nawet umrze), zamiast zrobić
      wszystko co możliwe, by je wyleczyć lub choćby poprawić jakość życia? Nie -
      więc czemu miałabym to zrobić, gdy jest jeszcze w brzuchu? Miałabym swoje
      dziecko potraktować jak psa, którego się usypia "żeby się nie męczył"? Nie
      chciałbaym, żeby ktoś mnie zabił tylko dlatego, że mój pecherz nie ma ujścia.
      Miałabym zabić swoje dziecko, tylko dlatego, że może umrzeć?
      Dla lekarzy to tylko "materiał biologiczny", dla znajomych "kłopot na całe
      życie" ale dla mnie to moje dziecko, mam je chronić, bronić i walczyć o nie.
      Usunąć ciążę, to dla mnie nie to samo, co "pozwolić odejść". To tak,
      jakby "pozwoleniem na odejście" nazwać uduszenie chorej babci poduszką, żeby
      się nie męczyła.
    • karola1008 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 11:44
      Gmyzeczko, w styczniu urodziłam córeczkę. W 15 t.c. wyniki badań poziomu AFP
      wskazywały na możliwość rozszczepu kregosłupa u małej. Przez trzy koszmarne dni
      zastanawiałam się, co zrobię, jesli to podejrzenie sie potwierdzi.
      Zdecydowalam, że będę walczyć do końca, a jeśli walka będzie bez szans, to
      zaczekam, aż maleństwo się urodzi-tylko po to by mogło ode mnie odejść. Nie
      byłam w stanie podjąć innej decyzji.Okazało się, że wszytsko z dzieckiem było i
      jest w porządku, a rzekomo złe wyniki, to po prostu pomyłka laboratorium. POdam
      Ci inny przykład. Gdy leżałam na patologii ciąży poznałam dziewczynę, której w
      19 t.c. odeszły wody. POzostała ich śladowa ilość, zaczął się ucisk na dziecko
      i deformacje. Lekarze nie dawali dziecku żadnych szans. Moja koleżanka nie była
      w stanie podjąć decyzji o zakończeniu ciąży. PO ok. dwóch tyg. wody przestały
      odchodzić, a z usg wynikało, że dziecko dobrze się rozwija. PO jakimś czasie
      wody znowu odeszły i znowu napłynely. I tak w kółko. W międzyczasie dwa razy
      wdało się zakażenie, które po terapii antybiotykowej zostało zwalczone. Obecnie
      koleżanka jest w 33 t.c. i usg nie wykazuje wad dziecka, choć oczywiście jego
      stan będzie można ocenić dopiero po porodzie. Inna moja koleżanka w podobnej
      sytuacji podjęła decyzję o zakonczeniu ciąży i po wywołanym porodzie okazało
      się, że dziecko było rzeczywiście znacznie zdeformowane i nawet gdyby dotrwało
      do końca ciąży, to jego życie byłoby pasmem cierpień. Cuda się zdarzają, ale
      nie zawsze. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji zarówno ci rodzice, którzy
      podjęli decyzję o kontynuacji ciąży, jak i ci którzy zdecydowali o jej
      zakończeniu, kierowali się nie egozimem, ale miłością, nadzieją, a czasem także
      wiarą. Niestety każdy tę decyzję musi podjąć sam. MAjąc z jednej strony na
      uwadze szanse dziecka, a z drugiej-fakt, że może ono ogromnie cierpieć po
      urodzeniu. BArdzo bym chciała jakoś Ci pomóc, ale nic nie mogę zrobić. Bardzo
      serdecznie Cię pozdrawiam. Katarzyna
    • kmalina Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 15:10
      ja pozostawiłabym wszystko w rękach Boga. gdybym usunęła ciąże to pewnie przez
      całe zycie zastanawiałbym się, a co jesli lekarze sie pomylili i dziecko było
      zdrowe. Mi lekarz na poczatku ciązy nie dawał szans - miałam krwawienia,
      żadnych objawów, testy ciązowe nie wychodziły. Juz chciał mnie umawiać na
      łyżeczkowanie, ale ja pomyślałam, że nie dam mu wiary, odczekam i pójdę do
      innego. I narazie wszystko jest o.k. co ma być to będzie. Pozwólmy działć
      naturze i Bogu
      • ariella Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 15:36
        Mysle, ze jedynym kryterium jest komfort zycia dziecka. Zbierz jak najwiecej
        opinii co do jego przyszlosci, leczenia, powiklan, wszystkiego. I wtedy
        zdecyduj. Nieurodzenie to bardzo trudna decyzja, choc czasem na pewno lepsza i
        odpowiedzialniejsza niz urodzenie (to tak ogolnie, nie wiem jak to jest w twoim
        przypadku). Pozdrawiam i zycze duzo sily.
    • gmyzka Wlasnie wrocilam ze szpitala (kolejne testy)... 24.04.07, 15:43
      Musza pobrac malenstwu mocz z pecherza 3 razy, zeby postawic diagnoze a'propos
      stanu nerek. Dzis byl ten drugi raz, w piatek 3-ci. Mili lekarze, czulam sie
      objeta opieka przez cala wizyte. Mieli wstepne wyniki 1-wszej probki i podobno
      mocz mial wysoki poziom sodium, a to oznacza, ze nerki nie maja sie dobrze.
      Dlatego biora 3 probki, zeby porownac wyniki.
      Ktos sie pytal, czy wierze w Boga. Wierze, choc nie praktykuje (nie ktorzy
      powiedza, ze te dwa okreslenia sie wykluczaja, dla mnie nie). Czesto rozmawiam
      z Bogiem po mojemu - gdzies na lace, w lesie, nad morzem, przed snem...
      Ktos wspomnial, ze moj watek na forum jest taki inny od innych... a ja
      zazdroszcze wszystkim, ktorych problemem w ciazy jest wybor kremu przeciw
      rozstepom... Myslalam, ze tez tak bedzie w mojej ciazy... teraz rozumiem, ze to
      takie niewazne... jesli moj dzidzius ma szanse i sie uda, to w ogole mnie nie
      obchodzi, czy bede miec rozstepy, czy nie...
      Cokolwiek sie stanie z moim malenstwem i jakiekolwiek decyzje dotyczace naszego
      dziecka bede musiala podjac z moim mezem, po wydarzeniach ostatnich tygodni
      inaczej patrze na zycie i problemy dnia codziennego... tak marze, by przed
      zasnieciem moim glownym problelem bylo, co jutro zrobie na obiad... a nie, jaka
      decyzje bede musiec podjac dotyczaca mojego malenstwa...
      • agulka1001 trzymaj sie,i dalej trwaj w sile! 24.04.07, 15:51
        mysle o Tobie codziennie,i zaglądam na wątek!czekam na każdą wiadomosc!
        tak mądrze i rozsądnie piszesz,bedziesz cudowną mamą...juz nią jestes...
      • asia19813 Re: Wlasnie wrocilam ze szpitala (kolejne testy). 24.04.07, 15:54
        nie wiem co powiedzieć... opowiem o moich znajomych. Kobieta wiedziała że
        dziecko będzie chore, ale urodziła, dzieci z taką chorobą żyją do 7 roku życia,
        jej syn żyje lat 11, często jeżdzili z nim do lekarza, miał dużo operacji i
        różnuch zabiegów, nie jest w pełni zdrowy umysłowo. ma lat 11 a wygląda na 5.
        Teraz od blisko 9 miesięcy jest w szpitalu, szkoda mi takiego dziecka bardzo
        cierpi, jego bliscy tez, że nie są mu w stanie pomóc...
      • dolores113 Re: Wlasnie wrocilam ze szpitala (kolejne testy). 24.04.07, 16:07
        > Ktos sie pytal, czy wierze w Boga. Wierze, choc nie praktykuje (nie ktorzy
        > powiedza, ze te dwa okreslenia sie wykluczaja, dla mnie nie). Czesto
        rozmawiam
        > z Bogiem po mojemu - gdzies na lace, w lesie, nad morzem, przed snem...

        To ja pytałam, a właściwie zastanawiałam się nad Twoją relacją z Bogiem. Dla
        mnie też te dwa określenia się nie wykluczają. Nie trzeba praktykować, żeby
        złożyć nadzieję w Bogu. Ja też napisałam, że jest ogromna przepaść między Twoim
        wątkiem a dylematem dotyczącym wyboru kremu na rozstępy. Do momentu, gdy nie
        dowiedziałam się, że moja córeczka ma pępowine dwunaczyniową, też miałam
        problemy typu przebarwienia skóry, plamy na twarzy, rozstępy i inne. Dziś liczy
        się dla mnie tylko życie i zdrowie mojego dziecka, które przyjdzie na świat na
        początku czerwca. Bądź silna Gmyzeczko. Myślę, że nie tylko ja, ale wszyscy na
        tym forum jesteśmy z Tobą!!! Daj znać po trzecim pobraniu moczu maleństwa.
        Ściskam.
        • gmyzka Dzieki... 24.04.07, 16:31
          Dolores... Wy sie tez cieplo i mocno trzymajcie... w piatek bede wiedziec
          wiecej, ale w przyszlym tygodniu juz wszystkie wyniki beda znane... Tak sie
          boje... Kocham mojego meza nad zycie, ale to malenstwo o niebo bardziej...
          nawet nie wiedzialam, ze tak potafie kochac...
          • dorciaz Re:Ja bym walczyła..... 24.04.07, 16:53
            Po przeczytaniu Twojego postu od razu nasuneła mi sie myśl- "ma to samo co mój
            Piotrek" czyli mój synek, który urodził sie z wadą wrodzoną tylnej zastawki
            cewki moczowej.Była już niewydolność nerek,ale wszystko skończyło sie
            szcześliwie!Dziecko również nie mogło opróżnić pęcherza,a wystarczył
            nieinwazyjny zabieg-endoskopia.Chociaż każdy przypadek jest inny to musisz
            wierzyć,że bedzie dobrze!Słuchaj dobrych i sprawdzonych lekarzy!konsultuj sie z
            kim tylko możesz,a jeszcze wszystko bedzie ok!Medycyna jest na wysokim
            poziomie...
            Pozd.
            PS.A tą wade o której pisałam maja tylko chłopcywinkGłowa do góry!
            • gmyzka Re:Ja bym walczyła..... 24.04.07, 17:03
              Chcieli nam powiedziec, czy to chlopiec, czy dziewczynka, ale my malenstwo
              nazywamy Kropeczka (tudziez Blobie, bo moj maz jest Anglikiem) i niech narazie
              tak bedzie... Nasze Kropeczka ma - jesli to chlopiec - zatkany poczatek pracia -
              jesli dziewczynka - nieuformowana koncowke cewki moczowej. Jak sobie
              poradziliscie z niewydolnoscia nerek synka po urodzeniu? Nam mowia, ze
              transplantacja jest mozliwa dopiero po roku, a dializy nie sa zbytnio
              mozliwe/wskazane od razu po urodzeniu przez rok (jesli wyjdzie, ze nerki sa
              uszkodzone). Czy Wasz synek mial ten zabieg (endoskopie) po urodzeniu, czy
              jeszcze jak bylas w ciazy? Prosze napisz. G.
              • dorciaz Re:Ja bym walczyła..... 24.04.07, 17:18
                U nas to troche trwało....Ta wada "dziwnie"późno sie ujawniła.Jak to lekarz
                powiedział wraz ze wzrostem dziecka rosły zastawki,zatrzymując mocz zaczeły sie
                refluksy (cofanie moczu do nerek)i stąd niewydolność nerek.Piotrus miał prawie
                5 lat jak miał ten zabieg,a ile cierpiał ....chociaż nigdy nie było żadnych
                zakażeń i nigdy sie nie skarżył na ból(dziecko rosło z bólem).Nerki były
                zabliźnione ale bez obecności złogów...A teraz po przeszło 2 latach jest super,
                (prawie zdrowym)facetem-chociaż cały czas bierze lekarstwa i jest pod
                kontrolą.Nie trać nadzieji! Medycyna idzie do przodu-przyszłosci sie nie bój!
                Ty dasz rade oby tylko maleństwo było silne i sobie z tym wszystkim
                poradziło.Powinno być dobrze!
                Pozdr.
    • biedroneczka_24 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 24.04.07, 19:55
      Wielki ciężar musisz dźwigać na serduszku i nikt kto nie był w takiej sytuacji
      nie ma pojęcia jak to jest.Ja też nie wiem bo się w niej nie znalazłam, mam
      jedno dziecko , a drugie w drodze i nie mam pojęcia jaka by była moja decyzja
      gdyby.....,odpukać.Wiedz jedno że jeśli Bóg będzie chciał to sam zadecyduje o
      tym czy donosisz ciążę. Tak było w przypadku mojej znajomej , postanowił zabrać
      dzidzię w 6 mc.ciąży . więc powodzeni ci życzę z całego serduszka aby to przejść .
      • anaana2 Re: jak ja Cie rozumiem 24.04.07, 20:49
        Gmyzko - wybacz , ze sie powtorze, ale jak czytam Twoje posty, jak opisujesz to,
        co czujesz, to czuje sie tak, jakbym to ja sama pisala jeszcze pol roku temu.
        wszystko wraca.tez dziwilo mnie to, ze mozna tak bardzo kochac. Przytulam Cie
        mocno i zycze duzo sily.
    • gmyzka Wczoraj wieczorem zaczal mnie bolec brzuch.... 25.04.07, 08:29
      I nagle dostalam stracha, ze to moze poczatek poronienia... Zaczelam plakac i
      modlic sie, zeby Pan Bog nie zabieral mi Malenstwa... po kilku dobrych minutach
      dalszego lezenia i nasilajacego sie bolu... poczulam, ze to tylko zapowiedz
      naglej wizyty w toalecie...
      Przez to wszystko zdalam sobie sprawe, ze nawet jesli bedzie wygladalo, ze moje
      Malenstwo ma nikle szanse, to nie bede potrafila sie z nim rozstac...
      • marta_st1 Będę się za Was modliła. 25.04.07, 09:16

      • jajofka Re: Wczoraj wieczorem zaczal mnie bolec brzuch... 25.04.07, 10:04
        no właśnie i sama masz odpowiedź smile walcz do końca, wiara czyni cuda. Ja
        osobiście nie wiem co bym zrobiła, bo jestem psychicznie słaba i bałabym się
        skazywać na kalectwo istotkę, kochaną najbardziej na świecie. Ale może mówię
        tak, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji.... może mówię tak, bo trochę inaczej
        patrzę na śmierć...w każdym razie powodzenia!!! trzymam kciuki wink)
      • sevilay Re: Wczoraj wieczorem zaczal mnie bolec brzuch... 25.04.07, 10:31
        Spokojnie,będzie dobrze,uwierz w to.Ja też znam chłopczyka z taką wadą-to się
        operuje.Walcz o swoje dziecko,przeciez nikt inny nie będzie o niego tak walczył
        jak rodzice.
        Jezeli chodzi o mnie to ja bym o swoje dziecko walczyła i to wykorzystując
        wszystkie mozliwe środki-nawet gdyby zachodnia medycyna była bezsilna to bym
        pojechała do nawet do szamana z dzungli amazońskiej,albo do tybetańskiego
        lamy.Nie odpuściła bym tak łatwo.Bo to moje dziecko i kochałabym je nawet
        chore-nie jestem Spartanką.
        Poza tym,jak tu już jakaś dziewczyna wcześniej napisała dziecko moze zachorować
        w każdym wieku (czego nikomu nie życzę) nie da się tego przewidzieć.Można przez
        większość ciąży nosic zdrowe dziecko i urodzić wcześniaka( jak mi się
        przytrafiło,też mi mówili,ze córeczka nie przeżyje a teraz ma już 5 lat i jest
        zdrowa) albo dziecko moze w wyniku źle przeprowadzonego porodu resztę zycia
        zmagać się z porażeniem mózgowym.
        Wspomnany przeze mnie na początku chłopczyk miał taka samą wadę,miął być
        operowany w wieku dwóch lat ale operację musiano przyspieszyć bo nie odpływający
        mocz zaczął mu uszkadzać nerki,przeszedł ją w wieku czterech miesięcy i teraz
        jest dwuletnim wesołym chłopczykiem.
        Gmyzko,będzie dobrze,uwierz w to,lekarze zawsze przedstawiją najczarniejszy
        scenariusz,który wcale nie musi się sprawdzić-widziałam już niejeden cud na
        własne oczy( np. dziecko,które miało nie dożyć roku ma teraz cztery lata i mimo
        wady genetycznej rozwija się prawidłowo-sami lekarze nie wiedzą jak to możliwe).
        Pamiętaj miłość i wiara czynią cuda.
        trzymaj się,będę myślami z Tobą i Twoim synkiem.
        • gmyzka Wierze... 25.04.07, 13:08
          ... ze bedzie dobrze, inaczej po co te testy i czekanie...
          Nie wiedzialam, ze mozna tak kochac... drugiego czlowieka... rosnacego pod
          sercem...
          • grace1982 Re: Wierze... 26.04.07, 00:34
            Gmyzka,
            Sama choruję na nerki od urodzenia, jestem po dwóch operacjach. Jak byłam
            zupełnie malutka moja Mama (mieszkaliśmy na Śląsku w bardzo małej miejscowości)
            telefonicznie i listownie kontaktowała się z lekarzami z Centrum Zdrowia
            Dziecka. I radzę ci podobnie, skontaktuj się z nefrologami i urologami z Centrum
            Zdrowia Dziecka, są najlepsi w Polsce, dzwoń do nich, jak możesz pojedź i bądź
            upierdliwa, dowiedz się jak wyglądają szanse dla Twojego maluszka po porodzie,
            co go czeka. itd itd. To do nich trafiają takie dzieciaczki,oni są tam najlepsi
            w Polsce z takimi chorobami. Sama wiem bo bardzo często tam leżałam, widziałam
            różne dzieci w różnym wieku, takie bez pęcherza moczowego (tylko ze sztucznym)
            na dializach etc. Dużo z nich mimo wielu operacji miało przed sobą dobre
            rokowania do normalnego (w miarę) życia. Wejdź może na stronę internetową
            Centrum Zdrowia Dziecka i kontaktuj się, może prywatnie się umów z którymś z
            lekarzy (ordynatorem), nie wiem jakie masz możliwości.Są też emaile, próbuj!!
            Życzę Waszej trójce dużo siły, myślę o Was cieplutko i trzymam kciuki.
            Niezależnie od decyzji jaką podejmiecie już teraz jesteście wspaniałymi rodzicami!
            • gmyzka Dzieki za pomoc... 26.04.07, 08:36
              Mieszkam od 7 lat w Anglii i o ile wiem, zajmuje sie nami specjalista najlepszy
              na poludniowa Anglie, ale nigdy nie za malo opinii lekarzy, takze zaraz szukam
              strony centrum zdrowia dziecka. Dzieki wielkie smile
              • agulka1001 gmyzka-czekamy na nowe wiadomosci 26.04.07, 12:10
                pamietaj,zeby jak najszybciej napisac...my czekamy...trzymamy kciuki...modlimy
                sie...
                • lavetti Re: gmyzka-czekamy na nowe wiadomosci 26.04.07, 12:22
                  Gmyzka, jestem z Tobą całym sercem i modlę się o Wasze maleństwo. Trzymam
                  kciuki za powodzenie. Nie trać nadziei. Przesyłam Ci pozytywną energię
                  ************************************************************************
                  ************************************************************************
                  ************************************************************************
                  ************************************************************************
                  • gmyzka Tu Gmyzka 26.04.07, 13:16
                    Jutro do szpitala, pobiora mocz z pecherza malenstwa poraz 3-ci (jak pislalm
                    predzej musza miec 3 probki, by porownac). Wspominali cos, ze nastepny
                    spotkanie bedzie w kolejny piatek (4-maja) by przedyskutowac opcje, co dalej.
                    Mam nadzieje, ze uda sie predzej... Wiem, ze coraz bardziej czuje, ze nie bede
                    w stanie pozwolic na usuniecie cokolwiek wyniki pokaza... ale nigdy nie mow
                    nigdy... Zarazem, jakby zakladali ta rurke do pecherza dziecka, to musze byc w
                    16tym tyg. a to dopiero bedzie w pon. 7-mego maja. Czekanie nie jest latwe...
                    ale coz poczac... Staram sie cieszyc z kazdej chwili... i myslec pozytywnie...
                    chyba nawet pojade dzis kupic spodnie ciazowe, bo zwykle spodnie nawet na gumce
                    zamiast guzika juz ledwo, ledwo... smile I moze kupie jakies spioszki... w koncu
                    jesli wierze, ze wszystko sie ulozy, to czemu nie!!!
                    Dzieki za wsparcie smile Potrzebujemy tego smile
                    Gmyzka
                    • kto7 Re: Tu Gmyzka 26.04.07, 14:11
                      Witaj
                      Odkad odeszła moja Kruszyna dawno tu nie zagladałam. Może mój przykład nie
                      będzie podobny ale, postawiono mnie przed podobnym pytaniem: wybrac chora
                      Kruszyne czy pozwolic jej odejść....
                      Moja Maleńka miała 4miesiące, bylismy 2dni po szczepionce kiedy z nagle
                      osiniały jej usteczka a potem w ciągu kilku godzin dziecko umarło!okazało się
                      że miała olbrzymie serduszko, wydolne zaledwie w 14%, niewydolne
                      płucka..Niewiadomo dlaczego..do dziś czekamy na wyniki sekcji..
                      W każdym razie kiedy trafiłam z Kruszyna do szpitala odeszła ode mnie pierwszy
                      raz, reanimacja trwała około 20minut - lekarze sugerowali ze jesli mała z tego
                      wyjdzie może być różnie..potem o 19 poozwolili nam ja
                      zobaczyć..głaskać..szeptać że zabierzemy ja do domu...
                      chwile pózniej do 21 odchodziła cały czas.....Co chwila wychodzili lekarze i
                      pytali co maja robić..mówili że serce jest bardzo uszkodzone, że juz jest
                      wielkie niedotlenienie, że dziecko nie będzie zdrowe...a mój mąż tylko im
                      odpowiadał: ratujcie mi dziecko
                      Kruszyna odeszła wtedy od nas...Niedługo minał 2miesiące od tego..wczoraj
                      wybieraliśmy pomniczek...i wierz mi oddałabym wszystko!nawet męża..swoje
                      zycie..wszystko! żeby tylko Kruszyna była z nami dzisiaj...Tak trudno jest życ
                      bez tego dziecka.
                      Wiem dziś, że jeśli byłaby chora, ale żyłaby poświęciłabym jej całe zycie,
                      zbudowałabym jej silne poczucie własnej wartości, którego nie zniszczyłoby
                      zadne kalectwo!!
                      Nigdy tak nie myslałam..dopiero musiałam przezyc tragedie zeby docenić i
                      zrozumieć dar zycia..........
    • gmyzka Testy genetyczne sa w porzadku! 26.04.07, 17:39
      Wlasnie potwierdzili na 100%. Zostaje wciaz problem nerek i pecherza, no i moze
      pluca... ale to wszystko moze. Wojna jeszcze przed nami, ale jedna bitwa
      wygrana smile
      • maminek76 Re: Testy genetyczne sa w porzadku! 26.04.07, 20:12
        Wierze ze wszystko bedzie dobrze, bede sie za was modlila! Dzieciatko ma
        jeszcze czas, a Ty usmiechaj sie, mysl o tym ze je kochasz i uwazaj na siebie!
        Musi byc dobrze!
        Ja marze o tym zeby po raz drugi zostac mama i juz myslalam ze sie
        udalo,ale.... jednak sa watpliwosci..
        pozdrowienia dla Was
    • anusia_79 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 26.04.07, 21:51
      Na początku chce powiedziec ze bardzo Ci współczuje i wyobrazam sobie jak duzo
      sily musisz w sobie znajdowac zeby to wszystko zniesc.
      Czasami zastanawialam sie co zrobilabym gdybym byla w podobnej sytuacji.
      Na pewno skonsultowalabym sie z innymi lekarzami i poprosila ich o opinie- z
      wlasnego doswiadczenia juz nie raz sie przekonalam, ze na opinii jednego
      lekarza nie mozna sie opierac, szczegolnie w tak istotnych sprawach..Oni w
      koncu nie sa nieomylni.
      Jezeli jednak diagnozy sie potwierdza, musisz wiedziec jak bedzie wygladalo
      codzienne zycie Twojego dziecka jezeli urodzi sie z tymi wadami. Czy beda to
      rzeczy do zooperowania w przyszlosci, jakie ograniczenia bedziecie mieli przed
      soba i co tak naprawde moze was jeszcze czekac. Musisz tez pamietac o samym
      dziecku, to ono przez cale zycie bedzie musialo znosic problemy wynikajace z
      powiklan.
      W mojej rodzinie pojawily sie ostatnio bardzo powazne choroby i nie wyobrazam
      sobie, zeby ktorys z czlonków mojej rodziny nie wspieral tej drugiej osoby i
      nie walczyl o nia do konca. Ale gdybym miala swiadomosc ze mam dopiero dac
      zycie dziecku, które bedzie mialo juz problemy od pierwszego dnia urodzenia,
      mocno bym sie zastanawiala czy urodzic...
      Wiem, ze to trudna decyzja, ostatecznie bedzie nalezala do Ciebie. To bardzo
      osobiste i nikt nie powinien Ci nieczego narzucac. Ja wyrazilam swoją opinie.
      Wierze, ze dokonasz takiego wyboru jaki dyktuje Ci serce.
      Ania
      • alicja0 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 27.04.07, 00:08
        anusia_79 napisała:
        Musisz tez pamietac o samym
        > dziecku, to ono przez cale zycie bedzie musialo znosic problemy wynikajace z
        > powiklan.

        Musimy też pamiętać, że na świecie żyje wiele osób kalekich, które potrafią być
        szczęśliwe. Nie mamy możliwości przewidzieć, jak będzie w przypadku tego
        dziecka, ani innego. To pokaże czas, a nie nasze przewidywania, dlatego
        usunięcie ciązy z powodu przewidywanych cierpień dziecka jest pozbawianiem
        dziecka możliwości decydowania o własnym zyciu. Chcemy mu zaoszczędzić
        cierpien - a może ono chce cierpieć, bo poza cierpieniem od życia dostanie też
        coś dobrego? Tego nikt z nas nie jest w stanie ustalić, zanim dziecko samo się
        nie wypowie w tej kwestii. Nasze zdanie może być odmienne od zdania dziecka.

        anusia_79 napisała:
        Ale gdybym miala swiadomosc ze mam dopiero dac
        > zycie dziecku, które bedzie mialo juz problemy od pierwszego dnia urodzenia,
        > mocno bym sie zastanawiala czy urodzic

        Moim zdaniem, życie już zostało dane, bo dziecko już jest. Czasu się nie
        cofnie. Teraz można już tylko zabić lub pozwolić żyć. Ja w takiej sytuacji
        pozwoliłabym żyć dziecku. Gdyby po porodzie miało przechodzić wiele ciężkich,
        trudnych operacji, bolesnych zabiegów, a efekty miałyby być niewspółmierne do
        cierpień, to odstąpiłabym od tzw. uporczywej terapii, trzymania przy życiu za
        wszelką cenę. Po normalnej walce o życie, odstąpiłabym od walki dla samej
        walki, ale nie zabiłabym "na zaś".
        Moja córka na USG miała mieć zarośnięty żołądek. WIedziałąm, że po urodzeniu
        czeka ją operacja. Okazało się wkrótce, że z żołądkiem OK, ale ma inne
        problemy, z którymi nadal się borykamy.
        Gdybym wiedziała o nich będąc w ciąży, to nie zabiłabym dziecka, ale
        stresowałabym się więcej niż to warto. Z perspektywy czasu widzę, że faktyczne
        zetknięcie się z problemem często mniej kosztuje nerwów, niż w sytuacji, gdy
        usłyszy się diagnozę i zaczyna "chodzić wyobraźnia". Rzeczywistość jest zwykle
        mniej przerażająca niż zdolności naszej wyobraźni, a i też nie wszystko spada
        jednorazowo na człowieka, a stopniowo i człowiek jakoś nabiera krzepy do walki
        z każdym nowym problemem.
        3 mce temu urodziłam syna, u którego też sygnalizowano wstępnie problemy z
        nerkami. Synek jest zdrowy.
        Pewno, że nie zawsze tak dobrze się kończy, ale dałabym szansę urodzić się
        dziecku, niech dalsze życie zweryfikuje diagnozy lekarzy, a patrząc na ich
        diagnostykę, to choć wiele już potrafią, to ciągle popełniają monstrualne
        omyłki i wciąż człowiek dla medycyny jest zagadką.
        Odkąd USG jest dostępne, to wszystkie chcemy już od początku ciązy wiedzieć,
        jak to z naszym dzieckiem. Denerwujemy się, gdy diagnozy są złe, a przecież
        dziecko nadal się rozwija, wszystko może się wyrównać do czasu porodu, co
        często się zdarza, jak pokazuje życie. Sama też ganiałam na USG w ciąży, też
        chciałam wiedzieć czy z dzieckiem jest OK, ale tak sobie myślę, że człowiek to
        sobie na głowę bierze dodatkowe problemy bazując na tak omylnej diagnostyce.
    • ika1 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 26.04.07, 23:24
      Walczylabym do samego konca i Twoje porownanie meza z dzieckiem uwazam za
      logiczne.Przeciez to tez czlowiek.
      Cuda sie zdarzaja napewno.Jesli jestes wierzaca,to modl sie za dzidzusia
      zdrowie.Mam kolezanke,ktorej w 13 tyg.powiedziano,ze dziecko ma rozszczep
      kregoslupa i wymienione jej jakie wady rozwojowe moga z tego powstac.Byla
      naprawde zalamna i nie potrafila cieszyc sie ciaza.Wiekszosc spedzila na
      badaniach w szpitalu.I nastapil cud,bo ten rozszczep sie zrosl,co lekaz
      okreslil cudem.Dzeiwczynke urodzila zdrowa.
      Ja na Twoim miejscu nie poddawalbym sie.Mysle,ze ja sama bedac w takiej
      sytuacji nie pozwolilabym na usuniecie plodu,bo do konca zycia meczyly by mnie
      wyrzuty sumienia,ze moze jednyk wszystko byloby wporzadku.
      • ika1 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 26.04.07, 23:42
        Jeszcze odnosnie modlitwy,to z tego ,co wiem Bog wysluchuje ludzi,ktorzy sa
        czyszci.Wiekszosc przypomina sobie o Bogu wtedy kiedy ma problem,a to za
        malo.Trzeba naprawde uwierzyc i zmienic swoje zycie,co jest naprawde trudne.
    • ika1 Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 26.04.07, 23:44
      i jeszcze jedno.czasami poprostu otrzymujemy jakies powolanie,jakis krzyz,ktory
      musimy dzwigac przez jakas czesc zycia badz tez cale zycie i tego nie jestesmy
      w stanie zmienic.
      • mama_frania Re: Czy walczylybyscie o dziecko do samego konca? 27.04.07, 08:49
        Trzymajcie się. Jestem z Wami myslami i trzymam kciuki
    • gmyzka Zaraz spadam do szpitala - musza pobrac... 27.04.07, 09:52
      ... 3cia probke moczu malenstwa. I umowie sie na kolejna wizyte. Takze napisze
      popoludniu jak poszlo. Hej smile
      • martusia_25 Re: Zaraz spadam do szpitala - musza pobrac... 27.04.07, 10:04
        Trzymamy kciuki, kochana i czekamy na wieści.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka