Witam,
opiszę wam drogie koleżanki pewną sytuację, która ostatnio nie daje
mi spokoju. Niedawno zmieniłam lekarza prowadzącego moją ciążę.
Powodem były złe wyniki krwi i tym samym bardzo zle samopoczucie i o
mały wlos nie wylądowalam w szpitalu z zawalem serca. A kiedy
mowiłam o tym byłej lekarce mówila, ze to normalne. W związku z ta
sytuacją znajoma mojej mamy poeleciła mi innego lekarza, który
prowadzi wiele ciąż zagrozonych i w ogole jest bardzo uznanym
specjalistą z najlepszymi tytułami medycznymi. Poza tym dowiedziałam
się, ze ten lekarz pracuje w szpitalu w ktorym chcę rodzić, wiec
pomyslalam, ze to super, bo będzie przy porodzie!A jeszcze znajoma
powiedziała mi, że bede mogła przychodzic do niego nie tylko
prywatnie ale też do szpitala, bo on tam przyjmuje panstwowo.Byłam
juz tak zmartwiona czy z dzieckiem wszystko ok, ze zalezało mi juz
tylko na tym. Poszłam na pierwsza wizytę do tego specjalisty
(prywatnie) i rzeczywiscie okazal się byc bardzo fajnym lekarzem.
Zrobił usg i uspokoił mnie, że z dzieckiem wszystko ok. Za wizyte
wziął 200 zł. To bardzo duzo, ale pomyslałam , no trudno raz w
miesiacu na takie wizyty mogę sobie jeszcze pozwolić, a będę
spokojniejsza, ze z dzieckiem wszystko ok. No ale niebawem okazało
się, ze mam słabe wyniki krwi i trzeba czesciej kontrolowac krew. No
wiec pan doktor kazał mi przychodzic co dwa tygodnie z wynikami.
Pomyslałam 200 zl co dwa tyg

(, ale jak poprawia sie wyniki nie
trzeba bedzie chodzic tak czesto..... Umowiłam sie z nim na usg
połowkowe po swietach. Pojawiłam sie w gabinecie, ale on powiedzial,
ze dzis zrobimy tylko takie zwykle usg, bo polowkowe to on mi zrobi
w szpitalu, gdyz tam jest lepszy sprzet.Wział za te wizyte rownież
200 zł. Pomyslalam jeszcze lepiej, w szpitalu zrobi mi przeciez usg
za darmo. Przyszłam na umowiona wizytę do szpitala i pan doktor
zrobil mi usg połowkowe, które trwało z 10 min. Dostałam ogólny
opis, zadnych szczegółów, ale podczas badania mówił, ze wszystko z
poszczególnymi narządami dziecka jest ok. Po czym po usg wzial ode
mnie pieniadze za badanie!. Wydało mi się to dziwne, gdyz uwazam, ze
w szpitalu korzystajac ze szpitalnego usg nie powinien brac
pieniędzy.A jak wy myslicie, powinien czy nie??? Tymbardziej, ze
przeciez ma pacjentki, ktore do niego chodzą państwowo i im tez
panstwowo wykonuje usg. Po tym zachowaniu stwierdziłam, ze wkopałam
sie w niezłe koszty. Przeciez skoro wział ode mnie za usg w szpitalu
to na pewno wezmie kupe pieniedzy za poród, a na to mnie nie stac!.
Dlatego zdecydowałam, ze nawet nie będę go pytała o porod, tylko
opłacę sobie połozną, która kosztuje 350 zl, a nie zapewne w
przypadku doktorka kilka tysiecy.... Myslałam znowu o zmianie
lekarza, ale nie ma to chyba sensu, bo moge trafić jeszcze gorzej, a
poza tym to juz 6 miesiac u mnie i ile razy mozna zmieniac
lekarza.Za bardzo nie wiem co robić.