Dodaj do ulubionych

prosba od redakcji

05.09.03, 12:57
Kochane kobiety!

Napiszcie proszę jak to było kiedy dowiedziałyście się, że jesteście w ciąży?
Jakie to były uczucia? Jak powiedziałyście o tym swoim facetom? Jak oni
zareagowali? Czekam niecierpliwie na Wasze relacje - najciekawsze chętnie
opublikuję na naszych łamach.
Na listy czekam pod adresem: justyna.dabrowska@agora.pl

Z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam
red. nacz. Dziecka
Obserwuj wątek
    • edytek1 Re: prosba od redakcji 05.09.03, 16:25
      Czekałam na dziecko już kilka miesiecy... Robiłam setki testów ciążowych
      jeszcze przed termniem oczekiwanej miesiączki. Pani z apteki chyba miała mnie
      za wariatkę wink. W sierpniu nie pojawiła się miesiaczka w oczekiwanym terminie.
      Zrobiłam test jeden, drugi, trzeci i nic.... nie pokazały. Był piątek na
      poniedzialek umówilam się panią doktor. W sobotę kupilam dwa testy jeden
      zrobiłam odrazu a drugi zostawilam na niedzielę rano wink. Ten w sobotni znowu
      nic nie pokazał. Mąz siedział na kanapie i mówił, żebym się uspokoiła, bo on
      wie, że jestem w ciąży. W niedzielę wstałam o 6.45 poszlam do łazienki ,
      nasikalam gdzie trzeba i ... zobaczyłam dwie kreski. Pobieglam do śpiacego męża
      i krzyknęłam... Rafciu będzieli mieli dziecko!!!!! A on:
      I po to mnie budzisz w niedziele o 7 rano? Przecież Ci już wczoraj
      powiedzialem, ze jesteś w ciąży.
      Córka ma niecałe 17 miesiecy a mój mąż namawia mnie na powtóreczkę z dziecka.
    • eper Re: prosba od redakcji 10.10.03, 10:11
      Nie planowałam zajść w ciążę. Pewnego dnia jednak zaczęłam zastanawiać się czy
      aby nie zabardzo spóźnia mi się miesiączka i dla czego każdej nocy wychodzę co
      najmniej dwa razy do toalety. Obódziłam się więc rano i zrobiłam test - wynik
      pozytywny. W pierwszej chwili wpadłam w panikę. NIe wiedziałam co robić, więc
      wybiegłam z łazienki z wrzaskiem i poazałam test mojemu narzeczonemu. Zachował
      więcej zimnej krwi niż ja. Kazał mi natychmiast umówić się do lekarza. Parę
      godzin później byłam już po wizycie lecz wciąź nic do mnie nie docierało. Mój
      narzeczony za to zdążył się z tą myślą oswoić a nawet zawiadomić rodziców.
      Teraz oboje się bardzo cieszymy i oczekujemy narodzin maleństwa.
      • ola_231 Re: prosba od redakcji 10.10.03, 13:44
        Ja o ciąży dowiedziałam się dzięki dentyście. Tak, dentyście.
        Może to dziwnie brzmi ale juz wyjaśniam.
        Razem z mężem nigdy nie dbaliśmy o zabezpieczenia ponieważ chcielismy mieć
        szybko potomka tak więc testy robiłam średnio co miesiąc.
        Tydzień przed "tym" dniem strasznie rozbolał mnie ząb a, że należę do tych co
        strasznie boją się dentystów odwlekałam wizyte z dnia na dzień aż po tygodniu
        zdecydowałam sie na usuniecie zęba.

        Oczywiście jak u każdego dentysty zostałam zasypana różnymi pytaniami. Między
        innymi czy nie jestem w ciąży. W życiu nie przyszło by mi do głowy, że jednak
        jestem.
        Kupując leki przeciwbólowe coś mnie tkneło i kupiłam test.

        Robiłam go w łazience w tajemnicy przed męzem aby nie zawracać mu głowy
        kolejnym testem z jedną kreseczką.

        A tu..... dwie. Ciąża.

        Ugieły się podemna nogi. Ale nie był to strach czy wielka radość. Raczej
        uczucie niepewnosci. Przez głowę przeleciało mi tysiące myśli: że będe mama, że
        w końcu w naszym życiu pojawi się dziecko, czy podołam tym wszystkim obowiązkom
        jakie przede mną.
        Dziwne bo zawsze myślałam, że jak dowiem się o ciąży będe szalała ze szczęścia.
        Ale szczęście się pojawiło zaraz po pokazaniu wyników męzowi. Wydaje mi się, że
        podświadomie czekałam na jego akceptację, abyśmy mogli cieszyć sie tym razem.
        Wyszłam z łazienki z plastikowym opakowaniem testu w dłoni, wziełam ręke męza i
        dałam mu, to co wtedy już było dla mnie najważniejsze na świecie - dziecko. Na
        razie w jedynej formie w jakiej mogłam. W tym momencie poczułam jak cały świat
        wirował wokól nas, nie liczyło się nic oprócz naszej miłości i tego co z niej
        się urodzi za 9 miesięcy.
        • magdalena_76 Re: prosba od redakcji 10.10.03, 14:25
          Już bardzo chcieliśmy mieć maluszka a tu nic. W niedzielę wieczorem zauważyłam
          niewielkie krwawienie - tak jakby miał się zacząć okres, chociaż troszkę
          wcześniej - założyłam podpaskę i poszłam do męża się wypłakać, że tym razem
          się nie udało... Rano poszłam do pracy i przed wyjściem do domu stwierdziłam,
          że krwawienie ustało. Poczulam serce w gardle, że może to krwawienie
          implantacyjne, pobiegłam do apteki po test - do domu jadę prawie godzinę,
          myślałam, że wyskoczę i zacznę pchać ten autobus, żeby szybciej jechał. W
          domciu - JEST!!!!!
          Boże myślałam, że mój mężuś nigdy z tej pracy nie wróci, dopadłam go w
          drzwiach i nie byłam w stanie nic powiedzieć, roztrzęsło mnie zupełnie, masa
          łez - ale takich dobrych łez, trzymałam tylko ten test i uśmiechałam się i
          płakałam równocześnie.
          A on na drugi dzień przyniósł mi bukiet margerytek, moich ukochanych, z
          których miałam ślubną wiązankę.

          Ogromnie się wzruszyłam, pisząc to!!!
          Madzia
    • kasia9634 Kasia9634Re: prosba od redakcji 10.10.03, 15:12
      Szanowna Redakcjo,
      od dawna razem z mężem pragnęliśmy mieć dziecko.
      Kiedy miesiączka spóźniała mi się 3 dni to nie mogłam usiedzieć na
      miejscu i poprosiłam koleżankę w pracy o kupienie testu.
      Kiedy go zrobiłam poczułam się wspaniale. Mój temperament i chęć podzielenia
      się z wszystkimi o pozytywnym wyniku testu był tak wielki, że niezwłocznie to
      uczyniłam.
      Mąż był w tym czasie na wyjeździe więc powiedziałam mu przez telefon dopiero
      wieczorem. Jego radość była ogromna i szczera. Będąc w pracy nie mogłam się
      doczekać aż najbliżsi będą mogli ze mną dzielić tą cudowną nowinę. Zaraz
      zatelefonowałam do mamy i teściów.
      Chciałam, aby cały świat dowiedział się jak bardzo jestem szczęśliwa.

      Z poważaniem,

      Katarzyna Kornacka
    • isma Re: prosba od redakcji 10.10.03, 15:26
      Nie planowaliśmy Miniaturki. Ale akurat kiedy po kilkudniowym najeździe
      przyjaciół wreszcie zostaliśmy w domu sami...”To co, będziemy mieli
      dziecko?” „No, to będziemy mieli”. Więc właściwie od tamtego niedzielnego
      grudniowego poranka wiedzieliśmy, ze będziemy rodzicami. To była nasza pierwsza
      próba i nawet nie pomyśleliśmy (z górą trzydziestolatkowie!), ze mogłaby być
      nieudana. Kupiliśmy test, ale postanowiliśmy go użyć dopiero po trzech
      tygodniach, w Wigilię. Zostawiłam test w łazience i wróciliśmy po niego razem.
      Były dwie kreski. Święta spędzaliśmy z rodzicami. Nie powiedzieliśmy im nic, ze
      dostajemy najpiękniejszy prezent w życiu. A Miniaturka: Maria Stella urodziła
      się szóstego sierpnia ubiegłego roku.
    • izabela72 Re: prosba od redakcji 10.10.03, 15:29
      Ale się wzruszyłam czytając Wasze odpowiedzi. Jakby nie było to jeden z
      najbardziej magicznych dni w życiu... Ja bardzo chciałam zrobić mężowi
      niespodziankę, więc można powiedzieć, że "starałam się" o dzidzię samawink Testy
      też robiłam w tajemnicy. Po 3 bodajże miesiącach w niedzielny poranek -
      pojawiły się śliczne, wyraźne DWIE kreseczki! Los dał nam najpiękniejszy
      prezent...na tegoroczny Dzień Dziecka.
      Pozdrawiam,
      Iza
      PS. Ponieważ wynik testu wymagał jeszcze potwierdzenia mój mąż do dnia wizyty u
      lekarza dopytywał się:
      - "Czy jest Ci niedobrze?"
      - "Tak"
      - "To dobrze..." wink)))))
    • nitkanitka Re: prosba od redakcji 10.10.03, 16:06
      Witajcie,

      U nas było troszeczkę inaczej. To ja się dowiedziałam sie do mojego męża, że
      prawdopodobnie jestem w ciaży... Zawsze zastanawiałam się w jaki sposób
      powiedzieć mojej drugiej połowie o naszym szczęściu, a tu proszę!

      Leczyłam sie już jakiś czas, a o Maluszka staraliśmy się od prawie roku.
      Postanowiłam zmienić lekarza, ale ten zanim wprowadził swoje metody leczenia
      postanowił zrobić mi badanie HCG. I jak to on powiedział:
      "... bo być może jest już pani w ciąży i nawet na mnie pani splunąć nie
      zechce!!!"
      Kochany człowiek...
      Badanie wykonane było około 12-13 od dnia ewentualnego poczęcia no i wskazywało
      15,5 gdzie norma dla kobiet to 10. Mąż odebrał wynik no i oczywiści internet w
      ruch co to może znaczyć smile.
      Następnym dniem była sobota, obudził się o 6:30 i wiercił się do 8:00 aż nie
      wstałam i nie zrobiłam testu... No i są dwie kreseczki!!!
      Mąż napęczniał jak balon - dumę miał wypisaną na każdym centymetrze ciała smile.
      A mnie łzy spływały po policzkach bo to przecież cud, jakich niewiele na tym
      świecie...
      Ale przezorny zawsze... Więc zrobiliśmy drugi test w poniedziałek i ze
      wszystkimi dowodami rzeczowymi udalismy sie do pana doktora, który po
      odczytaniu wyniku HCG powiedział:
      "Wynik jest negatywny!"
      Na co wyciągneliśmy asy z rękawa w postaci testów smile.
      Pan doktor zmarszczył brwi, zmiękł i zrobił kolejne badanie HCG - tym razem
      wynik wykazał 277!!!

      Bogu dzięki...

      Ola
    • sofija_ Re: prosba od redakcji 10.10.03, 16:24
      Nigdy nie chciałam mieć dziecka .... W marcu tego roku postanowiła zrobić
      krótka przerwę w zazywaniu tabletek antykoncecpyjnych. Przez ten czas
      zabezpieczalismy sie. Kiedy na poczatku maja okres spóznił sie o jeden dzień
      wpadałam w panike i zrobiłam test - wyszedł pozytywnie. Byłam załamana ....
      naprawdę. Nie powiedziałam mojemu mężczyźnie o niczym, ale byłam na niego
      wscielkła , tak tak bardzo sciekła..... od razu dałam mu to odczuć. W między
      czasie poszłam do lekarza, który powiedział,że powinnam zaczekac jeszcze kilka
      dni na miesiączke lub zgłosić sie do niego jeśli sie nie pojawi. Po dwóch
      dniach tekiego złego traktowania powiedziałm mu, że test wydzedł pozytywnie. On
      sie cieszył ja ryczałam. Odwlekałam wizyte u lekarza bo nie wiedziałam co
      zrobić. Potem okazało sie, że dostałam okres - pózny okres czy wczesne
      poronienie - mało ważne. Rekacja i rozmowy z moim facetm pokazały mi jak wazne
      może byc dziecko. Teraz świdomie nie biore tabletek, oboje łykamy kwas foliowy
      i z nadzieja czekamy na małego człowieczka. Zawsze gdy o tym rozmawiamy moj
      mężczyna ma łzy w oczach - ciagle mówi o naszej fasolce i o tym jak poczuł sie
      gdy dowiedział sie o pozytywnym wyniku testu - poczuł się najwazniejszym facetm
      na świecie. Za to go kocham.
    • malilka Re: prosba od redakcji 10.10.03, 16:39
      Po odstawieniu pigułek łykanych przez kilka lat mój organizm oszalał- cykle
      trwały zwykle 45-60 dni, a czasem 24. Na początku biegałam i kupowałam testy,
      ale one uparcie pokazywały jedną kreskę, więc postanowiłam, że poczekam aż
      wszystko się unormuje i wtedy pójdę do lekarza. Z czasem zapomniałam o
      staraniach o dziecko, czekając przede wszystkim na znormalnienie mojego
      organizmu. Po 9 miesiącach wyjechaliśmy na długie wakacje, 30 dzień cyklu
      przypadał w drodze, więc zabrałam ze sobą "materiały opatrunkowe", no i
      dzielnie przejechały z nami wiele tysięcy kilometrów i wróciły do domu. Nawet
      się nie zdziwiłam, długie cykle wydawały się być w moim przypadku normą.
      Koło 55 dnia cyklu zaczęłam być strasznie zmęczona, ciągle chciało mi się spać
      i jak któregoś weekendu przespałam 34h w dwa dni, poszłam się przebadać.
      Najpierw do ginekologa- zbadał mnie, wysłał na usg i badania hormonalne, potem
      internista i endokrynolog- żaden nie wiedział, co się ze mną dzieje.
      Wreszcie po tygodniu mnie tknęło i zrobiłam test. Ponieważ już wtedy wstawałam
      w nocy parę razy robić siusiu, poranne testowanie przypadło o 5.30.
      Półprzytomna zrobiłam test, położyłam na pralce i wróciłam do łożka. Poderwałam
      się, no bo przecież trzeba sprawdzić wynik. Sprawdziłam, pomyślałam "o, znowu
      nic", wyrzuciłam test do kosza i po raz kolejny położyłam się spać. I wtedy
      mnie tknęło- przecież tam były DWIE kreski! Natychmiast się obudziłam,
      pobiegłam wygrzebać test z kosza, usiadłam na ziemi wpatrując się w magiczne
      kreski i z niedowierzaniem trwałam tak chyba z pół godziny.
      Ukochany był w delegacji, a że nie chciałam mówić mu przez telefon, dowiedział
      się dopiero w weekend. Był szczęśliwy, choć zdumiony- dziecko poczęliśmy na
      wakacjach 35 dnia cyklu smile
    • glupiakazia Re: prosba od redakcji 10.10.03, 17:15
      1 ciąża:

      Zawsze miałam i mam skłonności do paranoi, że coś będzie "nie tak". Dlatego
      kiedy postanowiliśmy, że to może teraz, miałam oczywiście paranoje, że mogę być
      bezpłodna. Jak test pokazał 2 kreseczki - wielka ulga i radość!

      2 ciąża:

      Próbowaliśmy kilka miesięcy, więc gdy się udało - znowu wielkie hurra!

      3 ciąża:

      Zupełne zaskoczenie, ale też radość, bo zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę.
      Niestety ta ciąża zakończyła się poronieniem.

      4 ciąża:

      Trwa. Jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi. 2 kreseczki były dla nas wielką
      radością, chociaż po poprzednim doświadczeniu bałam się cieszyć... Przestało
      być oczywiste, że jak się jest w ciąży to się ma dziecko. Ale teraz to już 19
      tydzień, więc jesteśmy dobrej myśli.

      Mój mąż jest twardym mężczyzną, ale za każdym razem jak mu mówiłam, że jestem w
      ciąży reakcja była ta sama: widziałam jego głębokie wzruszenie, tak jakby jakaś
      fala ciepła rozpływała mu się w piersiach i głaskał mnie po plecach. Nic nie
      mówił. Wydawać by się mogło, że po 4 razach już się przyzwyczaił, ale nie, za
      każdym razem miałam wrażenie, że jego wzruszenie było równie głębokie.

      Serdecznie pozdrawiam!
    • an_ki Re: prosba od redakcji 11.10.03, 10:43
      To było trzy miesiące po ślubie, wcześniej byliśmy razem przez sześć lat.
      Mówiliśmy, że chcemy mieć dziecko, ale nie staraliśmy się specjalnie,
      specjalnie tez nie uważalismy. Kiedy miesiączka spóźniała się o trzy dni
      postanowilismy, że na następny dzień pójdę zrobić test ciążowy w pracowni
      analitycznej - jakoś nie ufaliśmy tym aptecznym...
      Cały ranek walczyłam sama ze sobą czy iść, czy nie iść. Bałam się, że nie będę
      w ciąży, a już się na to nastawiłam. Mąż też stwierdził, iż "...nie ukrywam, że
      będę rozczarowany..."
      Wreszcie zdecydowałam się pójść, czekanie do 18ej na wyniki było straszne...
      Kiedy podchodziłam pod drzwi pracowni chciałam uciec, nogi miałąm jak z waty.
      Pani wręczyła mi kopertę, nie mówiąc nic o wyniku - kiedy poprosiłam ją o
      interpretację powiedziała: '... no tak, jakiś 6ty tydzień..." Z radości
      zaczęłam ją ściskać!!!!
      Po przyjściu do domu okazało się, ze mąż już wrócił z pracy, ale siedzi z nim
      mój tata, więc nie moge tego przekazac tak jak bym tego chciała - później
      mówił, że już i tak po mojej minie wiedział, że jestem w ciąży...
      Następnie zaprosiliśmy jeszcze teściów i wszystkim oznajmiliśmy, że będą mieli
      wnuka lub wnuczkę.
      I tylko pani w pracowni analitycznej, kiedy oddaje mi wyniki badań, czyni to
      jakoś dziwnie na wyciągnięcie ręki...
    • margolcia.m Re: prosba od redakcji 13.10.03, 10:40
      2003-05-16
      Coś się dzieje z moim organizmem, od tygodnia prześladuje mnie myśl, że mogę
      być mamą. Mnóstwo pytań i ten lęk w sercu.

      Boli mnie wszystko podbrzusze, kręgosłup, głowa. Kupiłam test aby wywołać
      okres. smile
      Dostałam Konwalie...
      Kupujemy podpaski, może się przydadzą....


      2003-05-17
      Ranek. Boję się zrobić testu. Jeszcze poczekam.

      Boję się okrutnie, łzy mi lecę. Trzęsę się. To nie miało być teraz. Jeżeli to
      prawda, Boże....
      Dobrze T. , że jesteś przy mnie i nie pozwalasz mi się załamać i ze mnie
      podtrzymujesz na duchu.

      2003-05-18 (niedziela)


      Basta , idę dziś spojrzeć prawdzie w oczy. Z odwagą w sercu wkraczam rano do
      toalety z testem w ręku. Zrobić go czy nie , takie myśli kołacza mi się po
      głowie.
      Jak go nie zrobię to będę się denerwowała w nieskończoność.
      Instrukcja obsługi niby prosta : nasiusiać do pojemniczka, pipetką nabrać mocz
      i wlać pięć kropli do pola testowego. Postępuje tak jak mówili, tylko kurczę
      czemu nie napisali że mogą drżeć mi ręce?
      Lecę z tym testem do T.i czekamy ... i.... , nic nie widać. Może za mało tego
      moczu. I jesteśmy w punkcie wyjścia. Nic nie wiemy . Ja obawiam się jeszcze
      bardziej. Ciągle boli mnie podbrzusze, tak jak bym miała zaraz dostać okresu.


      Robimy jeszcze raz testy (dobrze ze Apteka była otwarta)
      Jakieś inne te testy. Może lepsze. Tylko teraz to trzeba nasiusiać do innego
      pojemniczka. Mama dzwoni że zaraz tata przyjedzie o nas. Robimy testy piorunem.
      Jeden - jedna krecha różowa się pojawiła dla pewności robimy drugi test. Ten
      sam wynik. Nie jestem w ciąży jak To ? Co mi jest? Może za krótko czekamy na
      wynik.
      T......... !!!!! Coś się pojawia. Następna kreska na jednym i drugim.

      Hurrrrrrrrrra jestem w ciąży. Boże ja jestem w ciąży, będziemy Rodzicami , czy
      podołamy przeraża mnie To. Płaczę w ramionach męża.


      2003-05-19


      Chyba nie ma odwrotu. Zadzwoniłam dziś do pani ginekolog aby umówić wizytę. Już
      na spokojnie oswojona jestem z myślą bycia mamą . Mąż wczoraj wspomniał, ze też
      się oswoił z tą myślą. Cieszymy się.


      2003-05-20

      No i pani Ginek potwierdziła to co sobie po cichu szeptaliśmy do ucha. Jesteś z
      nami od 7 tygodni wg. kalendarza ginekologicznego a tak naprawdę to pewnie od
      trzech tygodni.
      W czerwcu będziemy mogli zobaczyć cię na badaniu USG.
      Muszę tylko wspomóc twój rozwój łykaniem kwasiku foliowego.

      2003-05-22

      Już bym chciała abyś było miedzy nami. A tu jeszcze tyle dni przed nami.
      Chciałabym Cię uściskać, ucałować popieścić.
      Wiesz co, czuję się dumna. Chodzę jak paw i uśmiecham się do siebie jak tylko o
      Tobie pomyślę. Naprawdę jest to niesamowite uczucie, abstrakcja, Jeszcze cię
      nie widać , nie czuć Twoich ruchów a w moim sercu czuć wielka miłość do Ciebie.
      Nigdy bym nie uwierzyła że można czuć się tak szczęśliwą osobą.
      Przeszły mi już te bóle w krzyżu i w podbrzuszu spowodowane wydzielaniem się
      progesteronu. Dziwny to ból, tak jakby ktoś dzień wcześniej poturbował cię
      bardzo. Wczoraj wieczorem trochę mnie pomdliło może dlatego ze od dwóch dni nie
      jadłam zupki a mam na nią niesamowitą ochotę . Na ogórkową tak to jest to!!!.


    • foe1 Re: prosba od redakcji 13.10.03, 12:01
      Po 8 miesiącach od daty ślubu zaczęliśmy rozmawiać o dziecku, ale wspólnie
      stwierdziliśmy, że nasza sytuacja finansowa nie jest jeszcze zbyt doskonała.
      Rozmowe powtórzyliśmy po paru kolejnych miesiącach- byliśmy jak dwie
      dziewicesmile)-chcieliśmy i baliśmy się. Doszliśmy z męzem do wniosku, że jak
      będziemy się tak zastanawiać, to decyzje możemy podjąć za późno i zabraliśmy
      się do roboty. Myśleliśmy, że mamy teraz długi czas prób (rozmarzyliśmy się-
      jawił nam się długi,udany seks bez tych wszystkich zabezpieczeń). Po dwóch
      tygodniach od "prób" zaczęłam zachowywać się dziwnie: wyjadałam z lodówki
      dosłownie wszystko:stary żółty ser, lody (za którymi nei przepadam), musztardę,
      dość starawą oliwkę, samotnie pływającą w słoiczku. Mąż się śmiał i twierdził,
      że na pewno jestem w ciąży- ja nie dowierzałam, przeciez nic nie poczułam,
      żadnej zmiany, zresztą to za wcześnie.
      Zrobiłam jeden test- wynik negatywny.
      Podczas zakupów w supermarkecie zawaliłam koszyk różnymi dziwnymi rzeczami,
      których normalnie bym nie dotknęła: zielono-czerwony obrus na stół, pełno
      dziwnego jedzenia. Sama siebie nie poznawałam, jakbym była osobą o zupełnie
      innych gustach, ale jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę być w
      ciąży.
      Zrobiłam drugi test- wynik negatywny.
      Minął tydzień, rano, przed wyjsciem do pracy, zrobiłam trzeci test- siedziałam
      w ubikacji (mało romantyczne miejscesmile ) i z niedowierzaniem i lekkim
      przerażeniem patrzyłam, jak pojawia sie druga kreska. Wybiegłam z testem do
      pokoju jak huragan i zaczęłam krzyczeć do wychodzącego własnie męża: jest,
      jest, jestem w ciąży!!!. On zatrzymał się, objął mnie i powiedział: Przecież ci
      mówiłem. Oprócz wielkiej radości poczułam wielki strach: czy wszystko będzie w
      porządku, w szoku zadałam nawet pytanie: Czy nie umrę podczas porodu?
      Mąż potraktował mnie bardzo adekwatnie do sytuacji: zapewnił, że wszystko
      będzie w porządku i ze szczęsliwą miną wypisana na całej jego twarzy pojechał
      do pracy. Potem słał sms-y do znajomych :"jestem tatusiem".
      Po wizycie u ginekologa, który stwierdził: "no , jest, piękna ciąża" kupiliśmy
      dwie "Naklewki babuni" i z jedną z nich poszlismy do rodziców męża: ucieszyli
      się strasznie, przyznali się nawet, że już stracili wiarę w swoje dziecismile)
      (Mają trójkę).
      Moi rodzice nie zrozumieli od razu, gdy postawiliśmy nalewkę na stole.
      Dopiero po chwili ich olśniło. Do dziś pamiętam minę mojego taty, którego po
      prostu zatkało. Chyba był tak samo wystraszony, jak ja, kiedy zobaczyłam drugą
      kreskę na teście.
      Mimo róznych komplikacji, wszystko skońzcyło się dobrze, Mysza jest teraz
      trzyletnim dzieckiem, które jest kochane do granic możliwości przez swoich
      rodziców i dziadków. Tak to już jest z cudami - czekamy na nie, ale trochę się
      tez ich boimy. My w każdym razie powoli zabieramy się do misji sprowadzenia
      drugiego cudusmile))
    • anet22 Re: prosba od redakcji 13.10.03, 12:14
      O dziecko staraliśmy się już kilka miesięcy. Każde pojawienie się okresu
      witałam ze łzami zawodu i rozgoryczenia. Cykle zawsze miałam regularne, a tu
      nagle coś się stało i wszystko się rozregulowało: cykle zrobiły się 26 - 40
      dniowe. Tamtego miesiąca znowu oczekiwałam na "brak miesiączki" ale z nikłą
      nadzieją w sercu. Gdy w sobotę pojawiły się charakterystyczne bóle krzyża i
      podbrzusza byłam pewna, że lada chwila dostanę okres. Do tego zaczęły mnie
      pobolewać piersi - dokładnie tak jak co miesiąc przed okresem. Powiedziałam
      więc mężowi, że znowu nam się nie udało, a on mnie tylko przytulił. Tamtego
      wieczora odbyliśmy rozmowę, o tym, że muszę iść do ginekologa, aby ten poradził
      coś na to rozregulowanie cykli. I dopiero wtedy, gdy się unormują zaczniemy
      znowu starania, bo te ciągłe wyczekiwania i w następstwie roczarowania kosztują
      nas zbyt dużo nerwów.

      W niedzielę dalej pobolewało mnie tu i ówdzie ale okres się nie pojawiał. Do
      tego piersi zaczęły mnie boleć jakoś inaczej - tylko sutki mnie piekły. Nagle w
      głowie zaświtała mi myśl o ciąży. "Niemożliwe", powiedziałam do siebie, bo nie
      chciałam sobie znowu robić nadziei. Wzięłam jednak do ręki podręcznik o ciąży i
      macierzyństwie, a tam wyczytałam, że takie pieczenie sutków może być jednym z
      pierwszych symptomów ciąży. Strasznie się zdenerwowałam; byłam tak
      podekscytowana, że nie mogłam spać w nocy. Nic jednak nie powiedziałam mężowi,
      który wieczorem spytał mnie czy dostałam już okres. Powiedziałm, ze jeszcze
      nie, ale że pewnie dostanę w nocy.

      Jedenak rano nie pojawiła się ani kropelka krwi. Mąż wcześnie wyszedł do pracy
      a ja pojechałam na uczelnię. Po drodze kupiłam test ciązowy. Przez cały ranek
      dygotałam z nerwów - tak strasznie chciałam, aby okazało się, że jestem w
      ciąży. Na pierwszym wykładzie siedziałam jak na szpilkach i myślałam tylko o
      tym. Zaraz po jego zakończeniu pobiegłam do toalety i zrobiłam test. Ręce mi
      się trzęsły i modliłam się w myślach, zeby się udało. W czasie minut
      oczekiwania na wynik ściskałam go mocno w rękach i co chwila zaglądałam, czy
      coś się pojawia. Wreszcie zaczęły się ukazywać dwie delikatne kreseczki, które
      coraz mocniej ciemniały. Stałam w tej kabinie w uczelnianej toalecie i płakałam
      z radości. Nikomu jednak nic nie powiedziałam, choć kosztowało mnie to wiele
      trudu; chciałam, by mój mąż dowiedział się pierwszy.
      W drodze do domu kupiłam jeszcze jeden test, a także weszłam do sklepu z
      dziecięcymi ubrankami i kupiłam maleńkie skarpetusie.
      W domku czekając na męża ugotowałam obiadek i zrobiłam ponownie test, który
      znowu wyszedł pozytywnie. Nie umiałam uspokoić rozdygotanego ciała - wciąż cała
      się trzęsłam z radości... Różne myśli pojawiały się w mej głowie: o tym, że
      będę mamą, że to juz nieuniknone, że to cud! I pytania: jak sobie z tym
      poradzimy, czy podołamy...
      Gdy mąż wrócił z pracy, jak gdyby nigdy nic zasiedliśmy do obiadu. Pod koniec
      posiłku wstałam i poszłam po torebeczkę ze skarpetkami, którą wręczyłam mężowi.
      Ten otworzył i długo się im przyglądał, a w końcu spytał: "Dla kogo to?". "Dla
      naszego dziecka" - powiedziałam i znacząco popatrzyłam mu w oczy, z trudem
      hamując łzy. A on chwycił mnie tylko w ramiona nie wierząc jeszcze do końca.
      Pokazałam mu test. Objął mnie mocno, a ja poczułam jego łzy na policzku
      Staliśmy tak i płakaliśmy oboje ze szczęścia, a on całował moje oczy, dłonie,
      usta... Byłam tak strasznie szczęśliwa, że myślałam, że umrę...
      "Jestem pewna, że będziesz wspaniałym tatą" - Szeptałam mu do ucha...

      Anet z 39-tygodniowym Pawełkiem w brzuszku.
    • agao_z Re: prosba od redakcji 13.10.03, 16:04
      Dokladnie pamietam ten dzien... Podjelismy z mezem decyzje. Albo teraz, albo
      za jakies 10 lat... Od wspomnianego wieczoru bylam bardzo podniecona. O niczym
      innym nie moglam myslec. Czulam nawet kiedy mam owulacje (!!!). Pierszy raz w
      zyciu (!!!). Zaczelam nawet czytac ksiazke pt. "Zycie embrionalne".
      Potrafilabym wtedy z duzym znawstwem przygotowac wyklad na temat somitow...
      Oczywiscie nie moglam sie doczekac przewidywanego dnia pierwszej miesiaczki.
      Ciekawosc mnie po prostu rozsadzala... Jakies cztery dni wczesniej kupilismy z
      mezem po poludniu test ciazowy. Ja oczywiscie wymyslilam, ze to wcale nie
      trzeba go przeprowadzac rano, tylko wystarczy, jak odpowiednio dlugo sie nie
      zalatwia... No i test wyszedl negatywnie. A ja nadal czytalam o somitach...
      Az miesiaczka nie nadeszla. Zrobilam ponownie test, tym razem juz nad ranem.
      Polecialam ok. 6.00 do lazienki i... nie moglam uwierzyc wlasnym oczom. Kilka
      razy sprawdzalam, czy na pewno dobrze widze. Polecialam do sypialni i
      powiedzialam o tym mezowi. A on: Wiedzialem..., bo jak mogloby byc inaczej?...
      Pamietam tez dokladnie uczucia, jakie wtedy mna targaly. Niepewnosc- jak dam
      sobie rade? jak to bedzie? Podniecenie- o bede mama!!! bede miala wlasne
      malenstwo!!! Szok- czy to na pewno to? musze jeszcze raz zobaczyc, bo moze sie
      jednak myle? Dobroc, cieplo i wiele, wiele innych...
    • elizjum Re: prosba od redakcji 13.10.03, 19:23
      Bardzo chciałam mieć dzidziusia i od kilku miesięcy odczuwałam wyjątkowo silny
      przypływ instynktu macierzyńskiego - wszystkie moje myśli, świadomie i
      nieświadomie koncentrowały się wokół macierzyństwa.
      Pewnego dnia trafiłam na ostry dyżur do szpitala z podejrzeniem o zapalenie
      wyrostka robaczkowego i własnie wtedy, po raz pierwszy lekarz zapytał: "Może
      jest pani w ciąży". Zaprzeczyłam, ale następnego dnia "dla świętego spokoju"
      zrobiłam test ciążowy, który wyszedł pozytywnie.
      Mam 27 lat, takich testów wykonałam już wiele.
      Ponieważ przeżywałam wówczas bardzo stresujący i ciężki czas w pracy, w
      pierwszej chwili pomyślałam: "O nie, jeszcze tego brakowało".
      Usiadłam przy komputerze i zaczęłam pisać dziennik. Pomimo tego, że wcześniej
      bardzo chciałam być w ciąży, a ciągle ją z partnerem odkładaliśmy, w pierwszej
      chwili pomyślałam o tym, ile rzeczy mnie teraz ominie. Planowałam wyjechać
      wiosną na miesięczny kurs językowy, a w najbliższej przyszłości chciałam
      ponownie pojechać do Indii. I w pierwszej chwili pomyślałam, że tracę to
      bezpowrotnie.
      Radość wymieniała się miejscami z niepewnością i żalem za tym "co będzie
      utracone". Raz byłam bardzo szczęśliwa, po chwili martwiłam się tym, co będzie.
      Wszystko się zmieniło, kiedy o dziecku powiedziałam mojemu długoletniemu (6
      lat razem) partnerowi. Niestety nie chciałam czekać i zadzwoniłam do niego,
      kiedy był w zagranicznej delegacji. Pomimo moich obaw, jego reakcja była
      entuzjastyczna, bardzo się ucieszył i po powrocie stał się dla mnie tysiąc
      razy bardziej kochany niż wcześniej.
      Dziś wiem, że najbardziej odpowiedni moment na dziecko jest wtedy, gdy związek
      przeżywa rozkwit, kiedy kocha się drugą osobę najmocniej i najbardziej
      świadomie.
      Pozdrawiam serdecznie,
      Eliza


      P.S. Pani Justyno, Pani pierwszą książkę "Bez stresu z dziećmi" przeczytałam
      BARDZO dawno temu, kiedy byłam jeszcze nastolatką (było to chyba jedno z
      pierwszych wydań Jacka Santorskiego z 1993 r), a teraz odkurzyłam jej pożółkłe
      kartki i z przyjemnością wracam do mądrych rad w niej zawartych - dziękuję.


    • hana1707 Re: prosba od redakcji 13.10.03, 21:36
      TO stało się 21 pażdziernika 2002. Po kilku dniach zrobiłam test i nic...?...
      Chcielismy miec dziecko, pomyślałam, że w następnym miesiącu na pewno sie uda.
      Spóźniał mi się okres ale cały czas bolał mnie brzuch jak przed miesiaczka i
      ciążę wykluczałam. 8 listopada mój mąż zaproponował, żebym znowu zrobiła test,
      pomyśałam "czemu nie?!" Poszłam do toalety i gdy po chwili zobaczyłam dwie
      kreski nie mogłam uwierzyc...wybiegłam do Misia. Zaskoczenie było ogromne,
      myślałam, że skoro dzidzia jest planowana to nie będzie to dla mnie szok. Mój
      Misiek uściskał mnie, powiedział, że będziemy mieli dzidzię i stwierdził, że
      wypije sobie kieliszek koniaczka...
      • magdalena_76 Re: prosba od redakcji 14.10.03, 09:53
        Jejku jak pisałam swoje to się popłakałam, teraz się wzruszam do łez czytając
        inne listy... smile
        Pozdrawiam cieplutko wszystkie Rodzinki
        Magda
        • jasko_mama Re: prosba od redakcji 14.10.03, 22:05
          O dziecko staralismy się już prawie trzy lata i ciagle jakies przeszkody. 2002
          rok był najgorszym w naszym zyciu. W kwietniu miałam cięzka operację na
          endometrioze, potem 6 miesiecy leczenia hormonami, w październiku wypadek
          samochodowy, koszmar. Zakończenie roku zapowiadało się sympatycznie - wyjazd
          do przyjaciół w Anglii, którzy na dodatek spodziewali sie dziecka. Okres
          powinnam dostać 25 grudnia w dzień wylotu. Nie pojawił się również 27..29..31.
          Myslałam, że to wpływ podróży, zmiana klimatu, itp. - w końcu minął dopiero
          pierwszy cykl od leczenia hormonalnego! W sylwestra mąz kupił test ciążowy,
          ale postanowiłam, że poczekam do pierwszego, jakoś nie wierzyłam w nic dobrego
          w tym fatalnym 2002r. No i tak zrobiłam. O szóstej rano poszłam do łazienki i
          od razu pokazały się dwie kresecznki!!! Nie mogłam uwierzyć - pobiegłam do
          męża, żeby skonsultować, czy dobrze rozumiem instrukcję i juz cieszyliśmy się
          razem. Mąż przez pierwszy dzień był bardzo milczący, jakby niedowierzał, że to
          prawda. Dopiero drugiego dnia tak naprawdę zaczęliśmy rozmawiać o naszej
          Trójce. I tak rozpoczął się najlepszy rok w naszym życiu! 30 sierpnia 2003r.
          przyszła na świat nasza córeczka! Wierzcie w cuda one naprawdę się zdarzają!!!
          pozdrawiam Basia smile
    • malika5 Re: prosba od redakcji 15.10.03, 14:53
      My staraliśmy się o dzidziusia od pół roku. Wciąż nam nie wychodziło. W
      sierpniu pojechaliśmy na wakacje i zaczął mi się spóźniać okres, a do tej pory
      był bardzo regularny. Wróciliśmy do Polski a okresu nie było. Ja zmęczona po
      podróży położyłam się spać, a mój mąż nie wytrzymał i jak tylko otworzyli
      apteki poleciał po test. Potem ja robiłam test a on nie wytrzymał i wparował do
      łazienki, że prawie mnie złapał na sedesie. Myślałam że nie wytrzymamy tej
      minuty, ale ta właściwa kreseczka pojawiła się dużo wcześniej niż kontrolna i
      ja zaczęłam krzyczeć, że jestem w ciąży. Marcinek zaczął się cały trząść ze
      wzruszenia. Mieliśmy łzy w oczach ale tak naprawdę chciało nam się krzyczeć z
      radości. Wszystkim dziewczynom starającym się o dzidziusia życzę takich przeżyć.
    • mana10 Re: prosba od redakcji 15.10.03, 20:26
      Z pewnością nie będę oryginalna. Tak , jak większość Pań zrobiłam po prostu
      test ciążowy, choć miał on tylko potwierdzić moje wcześniejsze przypuszczenia.
      Kiedy wynik wyszedł pozytywny, byłam w szoku. Mimo wszystko wierzyłam, że mi
      się uda. Patrzyłam w lustro, widząc rozmazaną twarz czterdziestoletniej
      kobiety, niegłupiej, z równymi, regularnymi cyklami, która w taki głupi
      sposób ”wpadła” Rozpacz, desperacja , strach przed reakcją męża, który właśnie
      stracił pracę, lęk o przyszłość- wszystko kotłowało się we mnie, wstydziłam
      się ludzi, synów –20. 19, 12 lat. Płakałam ,płakałam chciałam krzyczeć –
      właściwie nie wiem , czego chciałam.
      Powiedziałam mężowi , cisza, milczenie. .Postanowiłam jak najprędzej
      potwierdzić to u lekarza. Pech chciał, że żaden z miejscowych ginekologów nie
      mógł mnie przyjąć, zadzwoniłam do przypadkowego lekarza poza miejscem mojego
      zamieszkania. I tu zaczął się mój koszmar .Pojechaliśmy.. Nie trudno się
      domyślić, że z zapuchniętymi oczami, roztrzęsioną, ginekolog w mig
      przywitał „pewną diagnozą”. Powiedział....” ma pani 40 lat.... na córkę nie
      ma co liczyć.. ja to robię czysto... bezboleśnie..... jak od pani to tylko
      tysiąc pięćset złotych”. Słuchałam, a właściwie nie wiem , czy słuchałam ,
      machinalnie wykonałam polecenie wejścia na fotel. „Ciąża... na 100%... proszę
      zadzwonić do mnie wcześniej ... nie mówić przez telefon, o co chodzi... nie
      jeść, nie palić... może być sobota, nawet niedziela.” Próbowałam powiedzieć,
      że nie o to mi chodzi, chciałam mówić o wartości człowieka, o filozofii.. o
      Bogu, sumieniu....ale pan mi na to; „ proszę pani u mnie nawet księdzowe
      usuwają, jaka wartość? Wyszłam. nie wiem , jak doszłam do samochodu , w który
      był mój mąż...Myślałam, że pójdzie tam, że go zabije .Trudno było mi zmusić
      go, byśmy wracali do domu. To była najdłuższa droga w moim życiu. Po powrocie
      postanowiłam skontaktować się z moim lekarzem, Udało się. Przyjął mnie,
      zrobił USG. Po badaniu oznajmił mi, że ciąży nie widać( to był 2/3 tydzień),
      a usunąć, jak twierdził, można nawet ciążę, której nie ma. Przeprosił za
      kolegę i poprosił, żebym przyszła za tydzień. Nie robiłam już testów, z dnia
      na dzień zyskiwałam pewność, zwłaszcza jak umyłam zęby miętową pastą... i nie
      posmakowała.
      Po tygodniu wykonałam ponowne badanie. Wynik potwierdził moją kobiecą intuicję
      i doświadczenie nosiłam dziecko. Kiedy wyszłam , mąż już też pozbawiony
      złudzeń, , kupił szampana, zrobił kolację i wspólnie oznajmiliśmy synom wieść.
      O dziwo, przyjęli ją cudownie. I tak czekamy, boimy się , bo ciąża wciąż jest
      zagrożona. Ja absolutnie zaakceptowałam swój stan, choć ciąża i dziecko to
      jeszcze dla mnie nie są tożsame. Trudno mi sobie wyobrazić siebie jako
      matkę,pieluchy, ząbkowanie, ciemieniuszka...boję się przyszłości. Mąż mnie
      wspiera; „to nie premiera”- mówi. I czekamy, marzymy...aby było zdrowe... a
      może dziewczynka- gdzieś tam nieśmiało się tli nadzieja. I czort, że miałam
      robić doktorat, że miałam żyć spokojniej, swobodniej... nic nie jest warte
      ludzkiego życia- życia mojego dziecka. Dodam jeszcze: Bardzo pomogłam mi
      rozmowa z księdzem, który wysłuchał, uśmiechnął się i obiecał;”proszę pani, ja
      codziennie będę się za panią modlił” Odchodziłam już, a ksiądz mówił: niech
      pani pamięta.. codziennie. I choć nie jestem dewotką, wierzę i tyle- to te
      słowa dodały mi sił.
      A teraz przepraszam Was Drogie Forumiczki za to, że sobie tak pozwoliłam, ale
      MUSIAŁAM- swoiste oczyszczenie. Skoro już tak się dopadłam to wszystkim
      oczekującym

      ***

      Rośniesz we mnie
      wbrew mnie
      choć za moją przyczyną
      na swoje szczęście
      lub
      nieszczęście

      i nawet ów kat
      z trzęsącymi rękoma
      nie zdołał mi ciebie wydrzeć

      Rośniesz we mnie
      dziwną siłą chęci istnienia
      porażone

      i nie mogę
      nie chcę
      uciec od ciebie

      Mówią mi,
      że będziesz wyjątkowe
      a ja boję się ewenementów

      chciałam mieć proste życie

      Kiedy tam-
      wśród znaków i symboli
      Maryj i Jezusów Frasobliwych
      wyznałam ciebie
      poczułam
      że życie nie stoi mi okoniem
      że mimo wszystko ma sens
      i muszę zbierać po drodze
      co moje
      poczułam-
      Jesteś
      Jesteś
      Jesteś

      Rośniesz we mnie
      wbrew mnie
      ale za moja przyczyną

      Rośniesz we mnie
      wiem ,że
      dla mnie jesteś

      I nie umiałam ciebie wyrwać
      za ileś tam złotych
      I nie umiałam cię wyrwać
      choć ponoć
      zapomniałabym

      więc rośniesz we mnie


      i takie dwie biedy będą
      – ja
      i ty- niczemu niewinne.


      dedykuję swój wiersz, jako dopełnienie...
      • aronka1 Re: prosba od redakcji - do Many10 15.10.03, 20:32
        Łezki mi się polały...
        Życzę Ci wytrwałości i dużo, dużo szczęścia.
        Gratuluję Męża i wspaniałych Synów.
        Może będzie dziewczynka, ale jeśli nie, to widocznie masz być mamą samych
        chłopaków.wink.
        Oby Twoje Dziecko było zdrowe i szczęśliwe!
        Ściskam Cię mocno!
        Dawno się tak nie wzruszyłam... smile
      • elizjum Re: do mana10 16.10.03, 19:32
        Bardzo piękna historia. Wszystko będzie dobrze, trzymam mocno kciuki i
        pozdrawiam serdecznie.
    • clowiek1 Re: prosba od redakcji 16.10.03, 09:02
      no, ja nie bylem w ciazy, ale pozytywny wynik testu nie powalil mnie na kolana.
      Spodziewalismy sie tego, gdyz ciaza byla w pelni zaplanowana. A i radosc byla
      duza. Pozniej przyszly chwile grozy (problem z donoszeniem), problemy typu: czy
      damy rady wychowac dziecko, czy jestemy do tego zdolni, czy bedziemy dobrymi
      rodzicami, jak to sie wszystko potoczy...itd itd.
      Teraz mamy ponad roczne dziecko, ktore z duma musze stwierdzic, przepada za
      rodzicami. I jak na dziecko przystalo, jest bardzo wymagajacy. Ale nie oddalbym
      go za zadne skarby swiata.
      pozdrawiam
    • nika28wawa Re: prosba od redakcji 17.10.03, 11:45
      Bardzo długo czekaliśmy z mężem na Basię. Ponad dwa lata temu jak lekarz
      ginekolog powiedział mi że nie mogę mieć dzieci załamałam się. Płakałam
      dniami i nocami. Nie mogłam jeżdzić samochodem bo jak widziałam na innych
      naklejki z dzieckiem typu "dziecko na pokładze" ryczałam. Wkońcu poszłam do
      kliniki leczenia niepłodności i tam za pierwszym razem się udało. Zaszłam
      naturalnie, ale po wywołaniu jajeczkowania, którego wcześniej w życiu nie
      miałam. A mam 28 lat skończone. Gdyby nie pani doktor z kliniki nie byłoby
      naszej Basi. Test robiliśmy wspólnie z mężem ( do tej pory go mamy). Co jest
      śmieszne dzień wcześniej gościliśmy przyjaciół w domu i Agnieszka powiedziała,
      ze widzi po mnie ze jestem w ciąży. Powiedział ze jestem jakaś inna na
      twarzy , ( wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy czy jestem czy nie). TEst zrobiliśmy
      rano drugiego dnia i ....Pokazały się dwie kreseczki. Mąż akurat był w
      ubikacji a ja z tego szczęśia wparowałam tam i powiedziałam mu że będzie
      tatusiem.
      Dla nas to ogromna radość mieć w domu taki skarb. Po 1,5 roku czekania na nią
      mamy ją przy sobie. Czasem daje się we znaki w nocy ale to nic przeżyjemy.
      Pozdrowienia
      Monika

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka