gemmi18
01.02.09, 01:20
Witam wszystkie przyszłe mamy!
Piszę, bo chciałam Was przestrzec - kilka miesięcy temu pisałam tu jako ciężarna. Niestety, mimo że wszystko podczas mojej ciąży było wspaniale, żadnych problemów, to nie udało się. Urodziłam córeczkę na początku 8. miesiąca. Gaja zmarła po dwóch dniach walki.
A teraz, jak to się zaczęło.
W 31 tygodniu 'przeziębiłam' się. Miałam okropne bóle kosci, mięśni, ale przede wszystkim głowy. Nie mogłam zmieniać 'poziomów', tzn. wstawać zbyt szybko, czy siadać. Poszłam do zwykłego lekarza. Kazała mi brać paracetamol, w odpowiednich dawkach. Ledwo pomagało, stwierdziłam, że wolę nie brać, jak po trzech dniach nie przechodziło. Oczywiście w pierwszy dzień zadzwoniłam do swojego lekarza, opisałam mu wszystko, powiedział, że skoro to przeziębienie, to mam się stosować do zaleceń lekarza internisty i umówiłam się na wizytę za tydzień. Faktycznie, dodatkowo bolało mnie gardło i miałam stan podgorączkowy. Po tygodniu przeszło. Poszłam do lekarza, wszystko w porządku, z dzieckiem wszystko w porządku i reszta też ok. Tydzień później wszystko wróciło, tyle że ze zwiększoną siłą. Dodatkowo od 10 godzin nie czułam ruchów dziecka. Wolałam nie ryzykować i szybko udałam się do szpitala, szczególnie że dostałam gorączki 39 stopni w ciągu 2h, ledwo widziałam, no i te bóle kości, co wcześniej. Szybko na izbę przyjęć. Stwierdzili, że to grypa, mimo że dokładnie opisałam, ze to samo miałam tydzień temu, poza tym powiedzialam, że to nie jest na pewno grypa, bo miałam tylko bóle kości i temperaturę za wyską! Wiedzieli swoje, dostałam w nocy pyralginę w zastrzyku(!), bo powiedziałam, że mam okropne bóle w okolicy pleców(to moja pierwsza ciąża, nie potrafiłam określić, czy to skurcze, czy bardziej bóle mięśni, ale dokładnie opisałam ból położnej, która powinna to rozpoznać). Nie mogłam zmrużyć oka, tak mnie bolało, ponadto zauważyłam, że mam lekko krwistą wydzielinę z pochwy - zawołałam położną, powiedziała, że to normalne w takich stanach, tj. przy grypie!!! Ale co mogłam zrobić? Wiedziałam, ze jest coś nie tak i że to nie jest grypa, błagałam, żeby coś zrobili, ale dawali mi tylko pyralginę. W ogóle nie zrobili mi badań krwi odrazu po przyjściu, co uratowałoby całą sytuację. Po nocy nastał poniedziałek. Miałam już regularne skurcze od południa, najpierw co 15, potem co 7 i od 16.00 co 4 minuty. Urodziłam we wtorek o 4.50 SN. Byłam załamana, to był dopiero skończony 7 miesiąc, ale przecież dzieci w tym wieku już przeżywają, większość przeżywa i normalnie się rozwija, zapewniała położna. Odrazu, jak tylko mogłam, zeszłam do Maleńkiej, to była 7.00. Zobaczyłam Kruszynkę popodłączaną do wszstkich możliwych aparatur, była piękna, wyglądała jak całkiem zdrowa, tyle że w rzeczywistości nie spełniała samodzielnie prawie żadnej funkcji. Wtedy usłyszałam, że ma 5% szans na przeżycie. Byłam w szoku, załamałam się, chciałam oddać jej swoje zycie, albo stracić swoje razem z nią. To jest szok - tu zwracam się do autorki tekstu o szoku kobiety, która urodziła synka, a nie córke... Proszę sobie wyobrazić, myślałam, że mimo przedwczesnego porodu, będę miała wcześniaka, który poleży w szpitalu pod opieką lekarzy i w końcu zabiorę go do domu. Niestety, Gaja zmarła w czwartek o 12.50. Byłam przy niej cały czas, leżała na OIOM-ie dla noworodków, była najsłabsza z leżących tam dzieci. W ogóle nie wiedzialam, jak to się mogło stać, nie wiedziałam nic, nie docierało to do mnie, wierzyłam, że to nie dotyczy mnie. Po moim tygodniowym leżeniu w szpitalu okazało się, że to listerioza. Miałam listeriozę, a mała przejęła ją ode mnie, tyle, że jej organizm nie poradził sobie. Ale gdyby mi zrobili cesarkę w niedzielę, zaraz jak zgłosiłam się do szpitala, Gaja leżałaby teraz obok. Tylko że ordynator w niedzielę nie musi pracować. Wiem to, bo jak się urodziła, to dali jej warunek - jak przeżyje dwie doby, to będzie żyć dalej. Tylko wtedy nie wiedziałam, co dla niej i dla mnie będzie lepsze, Gaja miała niedotleniony cały organizm i pani ordynator oddziału dla noworodków powiedziała, że będzie kaleką, a dokładnie, potocznie mówiąc, 'warzywem'. Gdyby 'wyjęli' ją za mnie w niedziele, kiedy infekcja jeszcze była tylko we mnie , byłoby inaczej.
To szpital w opolu, do którego już nigdy nie wrócę. Gdy miałam tak silne skurcze, że sama zgłosiłam się na blok porodowy i powiedziałam, że proszę zadzwonić do mojego faceta, to lekarz powiedział, ze on nie uważa, że ja się nadaję na porodówkę, a już na pewno nie zadzwoni do mojego faceta. Wijąc się z bólu, wróciłam do swojej sali po telefon, zadzwoniłam sama i czekałam na Pawla. Przyjechał w 5 minut. Poszedł ze mną na porodówkę i powiedział lekarzowi, że on nie wyjdzie ze szpitala, mimo nocnej pory, skoro tak traktują pacjentki. Na to lekarz, że go nie interesuje w takim razie moja ciąża i jak będę miała kolejny skurcz, to mam nawet go nie wołać! Dla mnie to skandal! Po 20 minutach odeszły mi wody i wtedy lekarz mi uwierzył, że do cholery rodzę!
Listerioza w polsce wystąpiła w 2005r. u 22 ludzi. Ironia losu, że w 2008r. padło na mnie. Ale według mnie to nie było główną przyczyną smierci mojej córki, wszystko mozna było opanować.
Zapewne interesuje Was skąd u mnie listerioza? Musiałam zarazić się drogą kropelkową, bo nie jadłam zadnych produktów z surowego mleka(ser pleśniowy), a tym bardziej surowego mięsa. Pani doktor powiedziała, że praktycznie bakterie sa wszędzie, nawet w surowych warzywach i owocach, a wiadomo, że w ciąży jemy ich dużo...
Radzę Wam, przed porodem zapoznajcie się z prawami, jakie macie w szpitalach i przede wszystkim z opiniami o szpitalu, w jakim planujecie rodzić (choć opolski wygrał konkurs na ten najlepszy szpital połozniczy...).
To tragedia, co mnie spotkało, teraz czuję wielka złość, na którą niestety nie ma rady. Ale przede wszystkim Gaja będzie moim najbardziej utęsknionym dzieckiem i już nigdy nie poczuję spokoju, mając świadomość, że nie poczuła mojego ciepła, a jako pierwsza, wbrew chronologii, usłyszała mój płacz, a nie ja Jej. Ciężko żyć z takim piętnem, z nieukojoną duszą swojej maleńkiej córki w sercu.
To była moja pierwsza, nieplanowana ciąża, której efektu, mimo swoich 18 lat, tak bardzo cały czas pragnęłam, którą pokochałam tuż po ujrzeniu dwóch kreseczek... A przez błąd i złą diagnozę lekarzy to wszystko straciłam, tak wiele.