Wczoraj na wizycie okazało się że mój dzidziuś zrobił salto i leży już główką
w dól, do tej pory (jestem w 32tc) niunia leżała pośladkowo więc co wizyte
była mowa o cc i właściwie to już się psychicznie nastawiłam że czeka mnie
cesarka a tu nagle niespodzianka. Jeszcze wczoraj byłam w wielkiej euforii
głównie z powodu wreszcie poznanej płci maluszka, ale niestety dziś dotarło do
mnie że czeka mnie poród sn. Szczerze mówiąc już się nastawiłam że pójdę do
szpitala w konkretnym terminie i będzie z głowy a do tego na pewno będzie mój
lekarz prowadzący. Teraz wiem że poród będzie w terminie wybranym przez
maluszka i na pewno nie ma co liczyć na mojego gina bo przecież nic innego by
nie robił tylko odbierał porody swoich pacjentek. O ile na myśl o cc
najbardziej przerażało mnie leżenie po zabiegu o tyle na myśl o porodzie sn
przeraża mnie nacięcie krocza, bóle porodowe i to ile będzie trwał poród, ból
itd. Jestem całkowicie przybita tą niepewnością

(((((