Wierzcie lub nie, ale wpadliśmy stosując pigułki... Brałam regularnie, nie
miałam kłopotów żołądkowych, ale to "nie pomogło". Od 10 tyg. jestem w ciąży
i jest mi z tym nie najlepiej. Nienajlepiej psychicznie, bo nie mam ani
mdłości, ani nie puchnę, ani nie spotkały mnie inne "przyjemności"
wczesnociążowe. Tu mi się udało

Po prostu nie mogę odnaleźć się w swojej nowej roli. Nie cieszę się (nawet
chyba wręcz przeciwnie), nie mogę powiedzieć, że kocham to dziecko. Raczej
jestem przerażona, bo tak naprawdę to za dziećmi nie przepadam... Poza tym
boję się właściwie wszystkiego: ciąży, porodu i tego co potem. Boję się, że
nie pokocham. Będę mamą poprawną i uważną, nie dam dzieckudo zrozumienia , że
go nie chciałam - na to jestem zbyt odpowiedzialna. Tylko,
czy "odpowiedzialna" to dobra postawa w stosunku do dziecka? Dzieci
potrzebują czułości, a mnie nie rozczula nawet moje własne...
Wiem, że powinnam była uważać itd., ale naprawdę zrobiłam wszystko, co
mogłam, żeby ciąży uniknąć. Udawało nam się przez 5 lat...
Czuję się "wrobiona" przez los i męża (tak, jakby to była jego wina...). Nie
radzę sobie ze swoimi emocjami i mam straszne poczucie winy z powodu mojego
stosunku do tego biednego dziecka.
Wylejcie na mnie kubeł zimnej wody, bo wpadnę w depresję głęboką jak Rów
Mariański.
Pozdrawiam,
Plumcia