Termin mam na 2 czerwca, ale dwa tygodnie temu, gdy byłam na wizycie lekarz
zapewniał mnie, że nie doczekam następnej wizyty. Tymczasem dziś pojawiłam się
na tej wizycie i nadal nic! Mam czekać do 9 czerwca, jak nic się nie wydarzy
to będę mieć wywoływany poród. Jestem już strasznie zmęczona tym czekaniem,
znerwicowana wypatrywaniem znaków, że już się zaczyna! Jejku jak ja bym
chciała już przytulić tego mojego synka uparciucha! Wy też tak na końcówce się
męczycie? Pozdrawiam! Sorki za marudzenie