limes1
27.06.04, 23:11
Nic tak na mnie nie działa jak nieśmiertelne pytanie o termin porodu:
zagryzłabym. Nie podaję, bo co mi ma rodzina 5 minut po północy pytać, czy
już jestem na porodówce. Podobnie pytanie o samopoczucie. Czasem mam chęć
powiedzieć "jak k... w deszcz". Na czole sobie chyba wytatuuję, że jest OK!
Nawet jeśli nie, to co im do tego? Przecież niezaleznie od mojej ciąży można
zapytać, czy mi się np. film podobał? Ale wszyscy wobec kobiety w ciąży
uważają za swój obowiązek wykazać zainteresowanie jej stanem. Obłęd jakiś. A
już najgorsi są ci, co z łapami do brzucha lecą. Ostatnio objechałam taką
jedną - niby uświadomiona, prezenterka telewizyjna, a mi takie numery wycina.
I jeszcze tłumaczy, że to "dobry dotyk"! Mało w łeb nie przylałam.
Też tak macie?