Która z Was ma na dzisiaj termin, i ostatki nadziei, że może to się
dzisiaj jednak stanie

? Ja wczoraj, po wizycie u lekarza i jego
stwierdzeniu, że "główka jest jeszcze wysoko" i że "nie przewiduje
rozwiązania w ciągu najbliższych kilku dni", zaliczyłam 25 pięter w
wieżowcu i przejażdźkę samochodową po wybrukowanej kocimi łbami
ulicy. Sama się z siebie śmieję, bo kiedyś przez myśl mi by nie
przeszło, że będę się uciekac do takich sposobów. Jestem trochę
zawiedziona i podłamana, bo jeśli wierzyć fachowej literaturze,
poród następuje po tygodniiu-dwóch od obniżenia brzucha, tymczasem,
no właśnie, wszystko mam wysoko. Pod piersiami (a w zasadzie
żebrami), w dalszym ciagu wyczuwam dno macicy, także dzidziuś nie
chce zejść choćby o ćwierćpiętra niżej. Szukam więć "towarzyszek
niedoli", które całe 9 miesięcy czekały na 17-go lipca, po to by
poczekać jeszcze dłużej, a nie daj Boże do sierpnia (!)...