Dodaj do ulubionych

Prawda że nic mu się nie stanie

02.10.06, 14:40
jak z przedszkola wróci tramwajem i autobusem? Bo mój synek będzie odbierany
przez babcię ok. 12.40, zaraz po obiadku. Babcia wózkiem będzie zmuszona
przejechac 5 przystanków tramwajowych i 5 minut autobusem. A ja ciągle mam
wyrzuty sumienia, bo do tej pory ja zwalniałam się z pracy i jechałam po
niego, odwoziłam do domu i wracałam do pracy ale szef wyraził na to zgodę
tylko na okres września. I tak sobie myślę, że w tym tramwaju czy autobusie
to go zawieje, zmarznie, a jak będzie lał deszcz?
Czy jestem nienormalna?
Obserwuj wątek
    • kerstink Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 14:55
      Ludzie w tramwajach i autobusach przezyja, uspokoj sie.
      K.
    • ewaktw Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:05
      A jaka to na dodatek atrakcja dla dzieciaka!!!
      • newmamisio Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:21
        Ja się obawiam, bo próbowałam kilka podejść do tego typu transportu i synek po
        prostu się bał, pewnie, że się przyzwyczai, oby no i niestety bardziej się
        denerwuję tym, że on jest o tej porze bardzo śpiący, samochodem do domu
        dowoziłam go w 15 minut a tutaj minimum 35 czy on w trakcie nie odpadnie?
        • mama_pysiaczkow Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:30
          a dalczego nie zostawiasz go na lezakowanie tylko zabieracie go po obiadku?
    • mallard Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:36
      newmamisio napisała:
      Babcia wózkiem będzie zmuszona
      > przejechac 5 przystanków tramwajowych i 5 minut autobusem.

      A czemu wózkiem?

      Pozdro
      • newmamisio Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:38
        Odpowiadajac: synek bedzie odbierany po obiedzie bo tak zasugerowała Pani
        psycholog z przedszkola, jego rozwój emocjonalny nie jest jeszcze przygotowany
        do rozłąki na 7-8 godzin, i ciężko mu się zaadoptować.
        Wózkiem, ponieważ boi się tramwai i autobusów i nie usiądzie ani nie będzie
        stał a trzymanie go na rękach nie jest chyba najbezpieczniejsze.
        • mama_pysiaczkow Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:45
          to dlaczego wybrałaś tak odległe przedszkole skoro dziecko boi się transportu?
          • newmamisio Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:48
            To nie jest tak daleko, jakieś 4 km od mojego domu ale ponieważ w mojej gminie
            w 2 przedszkolach go nie przyjęli więc poszukałam w Warszawie, to jest 4
            przystanki tramwajowe i 2 autobusowe do mojej wsi(:
            • mama_pysiaczkow Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 15:52
              4 km to BARDZO daleko - szczególnie jak sie wraca z chorym dzieckiem w czasie
              zimowej pluchy srodkami komunikacji publicznej.
              Postaraj się o przedszkole w okolicy. Skoro psycholog twierdzi, ze dziecko nie
              dorosło psychicznie do przedszkola to po co wogóle je tam wysłałaś?Moze lepiej
              jakies zajęcia na które będziecie mogli chodzić razem - po pracy?
              • newmamisio Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 16:21
                Mój pediatra jak i psycholog zalecił zaprowadzenie synka do przedszkola
                chociażby z dwóch powodów: jego mowy,k tóra jest na dolnej granicy i tego że
                nie ma on kontaktu z rówieśnikami i jest dzieckiem zamkniętym w sobie, a
                przedszkole pomoże mu przełamać się. Po miesiącu jest ogromny postęp w
                komunikacji jak również zaczął bawić się z chłopcami na podwórku. Więc go nie
                zabiorę. Na przedszkole w okolicy nie mam najmniejszych szans a na prywatne
                mnie nie stać. Czy sa tu mamy które dojeżdzają z dziećmi do przedszkola, czy
                też przedszkola sa usytuowane ulicę dalej od domu?
                A poza tym w przypadku gdyby synek się nagle rozchorował ja będe miała
                możliwość aby wyjść z pracy i go odebrać w sytuacjach awaryjnych.
                Nie chodzi mi o zajęcia z dziećmi ale o to aby nauczył się żyć w grupie, aby
                wiedział co to znaczy cierpliwie zaczekać na swoją kolej bo w domu cała uwaga
                jest skupiana tylko i wyłącznie na nim. Przedszkole da mu więcej niż babcia,
                która ciastoliny mu nie da bo ją wexmie do buzi, farb mu nie da bo się
                pobrudzi.. nie stać mnie na nianię a opcja babci z racji tylko przypilnowania
                go była fajna jak był mały, teraz on potrzebuje konkretnych zabaw a nie leżenia
                i warczenia samochodami przez cały dzień. Po to mu właśnie przedszkole.
                • lolinka2 my jezdzimy z okecia na mariensztat .... 03.10.06, 08:05
                  komunikacja publiczna.
                  dzieci w tramwajach nie umieraja, zareczam, a potraktowanie twojego dziecka
                  troszke inaczej niz mimoze moze mu tylko pomoc.
                  • newmamisio Z okęcia na mariensztat? Moje uznanie 03.10.06, 09:11
                    ja dowoże z Raszyna na Radarową, w mojej gmienie standardem jest brak miejsc i
                    brak uprzywilejowania w kolejce do przedszkola(:
              • bogusia1231 Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 17:09
                Wiele dzieci jest dowożonych i odbieranych w ten sposób i jest ok. W razie
                choroby zawsze można wziąć taksówkę. Ja natomiast popracowałabym nad
                przezwyciężeniem strachu (będzie to męczarnia dla dziecka i dla babci) - może
                kilka przejażdżek czysto dla przyjemności, do miejsc które lubi?
    • bea.bea Re: Prawda że nic mu się nie stanie 02.10.06, 16:28
      Nic mu sie nie sanie....to predzej ty wpedzisz sie w san przedzawałowy...smile))

      kiedy z moim dzieckiem mamy doświadczyć, jakiś nowosci...czyli np...autobus,
      pociąg...zwykle pomagam sobie bajkami i filmami o takiej tematyce...

      wiedząc , ze mamy zrobić coś nowego staram sie wczesniej opowiadać, pokazywać,
      po prostu zainteresować młodego na tyle , by sam zapytał w końcu ..kiedy
      pojedziemy...kiedy będzie mógł skasowac bilet....zając wysoko miejsce...

      polecam...u mnie sie sprawdza......
      powodzenia...i koniecznie zakup kropelki nasercowe..smile)...dla siebie
      oczywiście..smile))
      • newmamisio Dzięki bea 02.10.06, 16:38
        to prawda że ja się bardziej denerwuję ale wiem, że to nie jest drugi koniec
        warszawy, rano wioze go samochodem, a potem odbiera go babcia. Stres jest dla
        mnie tylko taki aby go nie zawiało w tychże środkach lokomocji i żeby wytrzymał
        do domu aby się położyć. Droga do domu zajmuje około 35 minut, moja mama mówi
        że mnie woziła do żłoba i przedszkola zatłoczonymi autobusami które kursowały
        po pierwsze dwie linie a po drugie co pół godziny, a jak sie spóźniła gnała na
        piechotę, tłok niemożebny i przeżyłam. Zresztą wracając z pracy widzę mamy z
        dziciaczkami, on już ma 3 latka i tak sobie myślę że to chyba dobrze że go
        posłałam do tego przedszkola mimo że targają mną jeszcze często wyrzuty
        sumienia. Mółby sobie siedzieć w domku i być Panem i władcąsmile ale.. czy za rok
        będzie lepiej?
        • bea.bea Re: Dzięki bea 02.10.06, 18:52
          nie masz najmniejszych powodów do wryżutów sumienia..sądze po sobie...smile
          moje dziecko zaczeło swoja edukacje rzedszkolna gdy miało 1,5 roku...teraz ma 3
          lata i jest w sredniakach...nie załuje i nie mam wyrżutów...
          i teraz abstrakcyjne wydaja mi sie problemy kolezanek ...choroby płacze itp...smile
          uwazam że dobrze robisz...
          jest tu wiele mam o innym podejsciu do sprawy...ale matka wie najlepiej co dla
          jej dziecka jest dobre...to podobno intuicja..smile))

          trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam....

          bajka która polecam ..to taka kupiona w tesco...autobusy....polecam
          • anyaa Re: Dzięki bea 02.10.06, 19:57
            Ja woziłam synka tramwajem przez cały zeszły rok i będę wozić również w tym
            roku. Nie mam innego wyjścia.
            Dla niego to wielka atrakcjasmile
            Nie rozumiem argumentów o chorym dziecku w tramwaju - przecież chorego się i
            tak do przedszkola nie posyła.
            Gorąco namawiam Cie do rezygnacji z wózka - babcia się tylko naszarpie
            niepotrzebnie, niestety tramwaje niskopodłogowe to nadal rzadkość.
            Moja mlodsza córeczka też miała okres paqnicznego leku przed jazdą autobusem -
            trwało to ok. pól roku i przeszło. Pewnie tak będzie z Twoim synkiem. Pobawcie
            się razem w tramwaje i autobusy, na pewno go to wciągniesmile)
            Powodzenia!
            • newmamisio Anyaa spróbuję bez wózka za chwilę 03.10.06, 09:12
              bo rzeczywiście dla mnie to kłopot i dla babcie też, tym bardziej że jest
              jedynym dzieckiem korzystającym z wózka, he he ale żeby go namówić w domu na
              spacer do sklepu po zakupy za chiny ludowe nie wsiądzie.
    • izabela1976 Nie martw się 03.10.06, 10:17
      Jak synek skończył roczek (dziś ma 2,5) zaczęłam zawozić go do teściów (ja
      poszłam do pracy) - dwoma autobusami, prawie 1,5 godz. jazdy. I latem i zimą.
      Jakoś dajemy radę. Mały nie łapie żadnych chorób.

      Tak więc nie martw się. Przeżyje i synek i babcia smile
      • robalrobal Re: Nie martw się 04.10.06, 20:53
        1,5 godziny w jedna stronę. Czyli 3 godz. dziennie???
        Baaardzo długo jak na takiego malca.
    • aniko16 Re: Prawda że nic mu się nie stanie 03.10.06, 10:59
      Ja bardziej obawiałabym sie o babcię niż o dziecko, jak ona sobie biedna da
      radę z maluchem i na dodatek z wózkiem podróżójąc autobusem i tramwajem. Za
      każdym razem będzie musiała liczyć na litościwa pomoc ze strony współpasażerów
      bo przecież nie wniesie wózka i nie wprowadzi dziecka jednocześnie. A może ma
      nosić dziecko na wózku? No po prostu nie wyobrażam sobie ... Jeżeli odległości
      do przystanków nie są zbyt dalekie to radzę zrezygnować z wózka. A jeżeli są
      duże to zrezygnować z przedszkola bo to podróżowanie wraz z trudnościami
      adaptacyjnymi dziecka nie wróży najlepiej. A może sami wprowadźcie zmiany w
      waszym stosunku do dziecka? Dlaczago jak piszesz w domu cała uwaga skupiona
      jest na nim? To chyba strasznie obciążające dla psychyki malucha. Zajmijcie się
      swoimi sprawami i pozwólcie synkowi też zajmować się swoimi. Dzieci w tym wieku
      są już bardzo kreatywne, same wymyślają zabawy, zajęcia i wcale nie potrzebują
      ciągłej asysty i uwagi. Tak przynajmniej było z moim synkiem. I może jednak
      znajdzie się jakieś towarzystwo, przecież piszesz o kolegach na podwórku. Nie
      wiem dlaczego też uważasz że w przdszkolu pozwala się dzieciom na więcej:
      zabaw, brudzenia ... Jezt wręcz przeciwnie; przedszkole to w dużym stopniu
      wymuszanie posłuszeństwa, robienie czegoś na komendę, przerywanie zabawy aby
      umyć zęby itp. I tak być musi bo inaczej wychowawczynie po prostu nie dałyby
      sobie rady. W domu dziecko powinno mieć więcej luzu, nie rozumiem dlaczego
      babci przeszkodza umorusana buzia czy ubranko. Mój synek po dniu spędzonym u
      dziadków jest cały do prania i dłuższego odmoczenia ale to nikomu nie
      przeszkadza. Przynajmniej wiemy że aktywnie spędził dzień.
      • newmamisio Re: Prawda że nic mu się nie stanie 03.10.06, 11:15
        Dlaczego podróżowanie Twoim zdaniem wraz z trudnosciami adaptacyjnymi nie wróży
        najlepiej? Nie rozumiem, to, że ma problemy z adaptacją ale nie przesadzam że
        to dla niego trauma, śpi w nocy normalnie, mówi że lubi przedszkole, że jest
        super a że rano płacze i że odbierany jest po obiedzie? Odniosłam wrażenie że
        chciałaś mi przekazać jasny komunikat że krzywdzę własne dziecko, a to że jest
        przyzwyczajony do tego że jest w centrum zainteresowania to moja wina, bo tego
        go nauczyłam. I uważam że dobrze zrobiłam posyłając go do przedszkola, moje
        obawy dotyczą strachu mojego dziecka przed tramwajami i autobusami. Akurat
        decyzji jestem pewna. Aha i podstawowa zasada: nie porównuje się dzieci.
        I pisałam w mojej gminie nie ma szans na państwowe przedszkole, a propo do tego
        przedszkola idzie się spacerkiem dobre 20 minut.
    • newmamisio No i dostałam po uszach za ten wózek 03.10.06, 15:08
      od babci, bo synek siedział jej na kolanach w tramwaju a w autobusie sam na
      siedzeniu, kazał się tylko trzymać za nogęsmile jutro wózka nie zabieram. Jechali
      40 minut, w tym pół godziny Młody ganiał pochodniku (bo jazda to zaledwie 10
      minut jednym i 5 drugim). Uff, trochę mi lżej.
      • aniko16 Re: No i dostałam po uszach za ten wózek 03.10.06, 16:44
        Widzisz, ja głównie pisałam o wózku. Po prostu zadanie podróżowania z dzieckiem
        na wózku wydawało mi się niewykonalne. No ale sprawa rozwiązała się sama. I
        bardzo dobrze. Wcale też nie porównywałam dzieci, moje uwagi były raczej
        skierowane do rodziców (po co obciążać dziecko kierowaniem na nie nieustannej
        uwagi) i do babci (nie powinno przeszkadzać jej zabrudzenie). A może nigdy jej
        nie powiedziałaś że lubisz jak dziecko bawi się w sposób nieskrępowany i wcale
        ci nie przeszkadzają plamy na ubraniach? Nie obrażaj się, skoro piszesz na
        forum to szukasz rady a staram się jej udzielić. To wszystko.
        • newmamisio Aniko, nie obrażam sie 04.10.06, 09:24
          i dziękuję za rady. rzeczywiście z babcią która siedziała z synkiem jest o tyle
          problem że jej zdaniem ona ma się ograniczać do tego aby był najedzony, zdrowy,
          wyspany i "wyprowadzony" na dwór. Mimo, że ma mnóstwo książeczek, ciastolinę,
          farby, kredki i tablicę nie chce się jej z synkiem bawić i stymulować. Wiem,
          wychowanie to obowiązek rodziców, ale skoro spędzała z nim 8 godzin to wiem, że
          im byłby straszy tym byłoby gorzej, a w przedszkolu pokazuje mi swoje prace:
          mamo popać to moja pracasmile i jest bardzo dumny. Żal mi go bo każdego dnia rano
          płacze i czekam na taki dzień kiedy z uśmiechem powie pa, pa i pobiegnie do
          sali.. o ile taki dzień wogóle nadejdzie.
          • mona12 Re: Aniko, nie obrażam sie 04.10.06, 09:41
            Moi znajomi rozwiązali to dogadując się z taksówkarzem.
            Mieszkamy w Pruszkowie, komunikacja jest kiepska a odległości duże.
            Codziennie o tej samej porze taksówka podjeżdżała pod przedszkole i wiozła
            babcię i wnuczkę do domu. Ustalili stałą miesięczną kwotę i rozwiąząło im to
            problem dojazdów.
    • pieguska1 Re: Prawda że nic mu się nie stanie 04.10.06, 09:48
      na pewno nic mu nie bedzie smile ja wozilam corke autobusem kilkanascie
      przystankow i nie bylo tak zle. Najgorzej jest zima, czasem nie udalo mi sie
      wejsc do autobusu, ktory podjechal jako drugi czy trzeci z kolei, bo akurat na
      wejsciu dla wozkow byly zaspa, ze o wysokopodlogowych autobusach nie wspomne sad
      wg mnie wlasnie zima jest najgorzej, w pozostalym czasie ok
      pzdr
    • neomia Re: Prawda że nic mu się nie stanie 04.10.06, 10:13
      Dla dzieci jazda środkami komunikacji miejskiej to duża frajda. Nie widza
      takich problemów jak dorośli. Myslę, że twój Maluch oswoji się z jazda
      autobusem i tramwajem. Trzeba tylko pokazac dobre strony i zmienić swój
      stosunek. Nie bać się, nie panikować, by n ie przekazywac negatywnych emocji
      dziecku.
      Moje Miśki uwielbiają jazde autobusem, tramwajem. Pamiętam jak pierwszy raz
      jechali autobusem i ich nerwowy śmiech jak pojazd ruszył. A poranny płacz
      jeszcze będzie, bo mże uda się zmanipulowac mamę?
      • mallard Jest jeszcze jeden 04.10.06, 11:18
        aspekt tej sprawy - pozytywny oczywiście! Twoje dziecko oswoi się ze środkami
        komunikacji zbiorowej i nauczy się odpowiednio w nich zachowywać również tak,
        aby podróż była dla niego bezpieczna. Przyda mu się to, gdy będą wspólne
        wyjazdy grupy przedszkolnej. Moja żonka - nauczycielka przedszkolna, opowiadała
        mi, jak wielkie kłopoty podczas takiej jazdy bywają z dziećmi, kóre wszędzie
        wożone są samochodem (tzw. "dzieci z tylnego siedzenia"). One nie umieją
        bezpiecznie jechać tramwajem! A jak mają umieć, jak nigdy nie jeżdżą?!
        Najgorsze to to, że takich dzieci jest większość, -cóż znak czasu...
        Także reasumując: Nie mna tego złego...

        Pozdrawiam
    • zuzaba Re: Prawda że nic mu się nie stanie 07.10.06, 16:50
      Witajsmile
      Moja córka chodzi do przedszkola oddalonego o jakieś 5 przystanków właśnie i
      niekiedy wracamy autobusem. Niekiedy - ponieważ nie mam sił pchać wózka, a mam
      daleko do przystanku, a nie z innych powodów.
      Wózkiem i autobusem/tramwajem jeździłyśmy, odkąd skonczyła 8 miesięcy, bo i
      czym miałybyśmy jeżdzić do centrum miasta, skoro nie mam prawka?
      Myślę, że nie masz czego się bać. Mnóstwo ludzi tak jeździ.
    • magda.evie.zoe Re: Prawda że nic mu się nie stanie 08.10.06, 12:21
      ja jeździłam do i z przedszkola autobusem jako dziecko (rodzice nie mieli
      samochodu). I na dodatek z autobusu trzeba było jeszcze spory kawałek dojść -
      moje dzieci by takiego dystansu nie przeszły bez marudzenia. Jak to się jednak
      czasy zmieniły!
      Magda
    • iberka Re: Prawda że nic mu się nie stanie 08.10.06, 18:34
      A dlaczego boi sie tramwaju i autobusu> Dlatego,że wszędzie jeździł samochodem?
      Ja tego nie rozumiem po prostu, nie rozumiem ludzi, którzy wychodzą z domu
      wsiadają, jadą wysiadają i na tym się kończy.Auto-dom-auto-praca-auto etc a
      gdzie normalność? A chorego maluszka przecież wozić nie będziesz więc tutaj
      problemu nie widzę

      Iza

      ..i posypią się gromy
      • marcysia51 Re: Prawda że nic mu się nie stanie 08.10.06, 19:04
        Moja droga,my niestety nie dostaliśmy się do przedszkoli w poblizu domu i
        jesteśmy zmuszeni wozic synka AŻ 12 przystanków do przedszkola i po prawie 1,5
        miesiąca musze ci oznajmic,że moje dziecko żyje,ma się dobrze i jak do tej pory
        miał lekki katarek.
        autobusy teraz bardziej nowoczesne i bez dziur w podłodze.
        Mogłabym go wozic samochodem ale oszczędzamy,także naprawdę dramatyzujesz.
        • kocianna Re: Prawda że nic mu się nie stanie 11.10.06, 11:53
          Ja będę wozić na drugi koniec Warszawy, prawie całą linię autobusową i potem
          metrem, a potem jeszcze spory kawał na piechotę, albo przystanek kolejnym
          autobusem. Mogłabym jechać dwoma autobusami, miałabym bliżej, ale oznaczałoby to
          spędzenie w korku ok. 2h. I na początku wózkiem, bo do przystanku daleko, a
          Młoda będzie miała 2,5 roku. I jeszcze muszę liczyć na uprzejmość
          współpasażerów, którzy zechcą przesunąć się w autobusie, żeby zrobić miejsce dla
          wózka, co robi się kłopotliwe już na moim przystanku ( 2 od pętli).

          I wolę to, niż odbieranie jej z przedszkola prywatnego (na które mnie nie stać)
          w mojej dzielnicy o 18, a doprowadzanie jej tam na 7.

          Uwaga: pracuję normalne 8 godzin dziennie, i to nie moja wina, że z mojej
          dzielnicy do śródmieścia prowadzi jedna ulica i jest tak zatłoczona, że jazda
          samochodem odpada, bo tylko buspas gwarantuje czasami przebicie się na drugi
          brzeg Wisły w czasie krótszym, niż 45 minut.
    • judytak Re: Prawda że nic mu się nie stanie 11.10.06, 12:56
      tak na oko 5 przystanków tramwajem i 5 minut autobusem, to 30-40 minut spacerku
      to by było jeszcze lepsze :o)

      pozdrawiam
      Judyta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka