Dodaj do ulubionych

wypadek w przedszkolu

27.09.07, 14:01
Drogie Mamy,
Jest mi okropnie smutno. Pocieszcie mnie proszę, bo chyba zwariuję.
Mój synek poszedł od września do przedszkola, nie było najgorzej
choć on wolałby być ze mną (nawet w pracy). Przedszkole okazało sie
być sympatycznym miejscem, panie sympatyczne, dzieci również.... do
minionego wtorku. Około południa dostałam telefon od nauczycielki,
że moje dziecko boli ręka. POmijając wszystkie szczegóły tego dnia -
wyobraźcie sobie, że mój niespełna 4-leni synek ma złamany obojczyk,
a co za tym idzie całą klatkę piersiową razem z prawą ręka ma w
gipsie. A chcecie wiedzieć jak to się stało? Chłopiec z tej samej
grupy z całej siły zepchnął mego synka ze zjeżdźalni (mój syn spadł
na głowę z dużej wysokości)- dziś już wiem, że zrobił to z
premedytacją - mój synek stał grzecznie czekając na swoją kolej, a
ten łobuz niewiele myśląc popchnął go, moje dziecko nie miało
możliwości jakiejkolwiek obrony. Na początku trudno było mi w to
uwierzyć, ale po wielu informacjach jakie otrzymałam od tamtego
dnia, wiem że od pierwszego dnia były z nim problemy. MOżnaby w tym
miejscu zarzucać błędy nauczycielkom, ale ja tego nie robię, bo
wiem , że robiły dużo aby pilnować dzieci. Mam żal nie tyle do
dziecka, co do jego rodziców.
Wiem, że teraz odezwie się wiele mam broniących tego sprawcy (bo to
tylko dziecko). Ja do wtorku byłam za tym, żeby dzieciom trudnym
dawać szansę. Ale nie kosztem mojego dziecka. Wiem, że temu dziecku
jest potrzebna praca ze specjalistą, ale jak ja mogę posłać do tej
grupy mojego synka? CZy po 3 tygodniach po zdjęciu gipsu on bez
problemu zechce pójść do przedszkola? Nie sądzę.
Jestem przerażona i szczęśliwa zarazaem, bo skończyło się na
złamanym obojczyku, a mogło być coś znacznie poważniejszego. Dzięki
Bogu.
Drogie Mamy, proszę was o poradę również prawną. Jeżeli ktoś z was
miał doczynienia z podobnym przypadkiem, będę wdzięczna za
informacje.
Pozdrawiam,
Ania
Obserwuj wątek
    • alex359 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 15:09
      ruszyło mnie to co napisałaś, bardzo mi przykro z tego powodu. Ja
      mam takie zdanie: za dzieci i nasze zwierzęta odpowiadamy my sami
      czyli ich opiekunowie. Skoro wiadomo które dziecko zepchnęło Twojego
      synka to wszelkie koszta (gips, rehabilitacja-tfu tfu oby nie
      musiał) itp powinni ponieść rodzice tego chłopca. Kiedyś usłyszałam
      od bardzo mądrej osoby, że dzieci głównie w wieku przedszkolnym
      (żłobkowym ponoć też) swoim zachowaniem pokazują co się dzieje w
      domu. Widocznie w jego domu panuje agresja, dziecko jest tłumione i
      może też i zakrzyczane dlatego musi odreagować w przedszkolu (taki
      przypadek znam z autopsji na własnym bracie ciotecznym).
      Nie rozumiem tylko dlaczego panie w przedszkolu nie reagują na to
      skoro z tym chłopce są problemy już od jakiegoś czasu? Jeśli teraz
      nie zaiterweniują to mały pomyśli, że tak można/bądź mu się upiekło
      i nie wiadomo kiedy spowoduje kolejny wypadek, który może się
      skończyć tragicznie.
      Nie napisalaś tylko czy jest to państwowe czy prywatne przedszkole?
      • mojafasolka Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 15:34
        Witaj,
        muszę sprostować: panie nauczycielki zrobiły w tej sprawie dużo. Od
        pierwszej chwili, kiedy zorientowały się, że jest problem (nie
        skutkowały upomnienia,rozmowy, drobne kary: siedzenie samemu przy
        stoliku, itp.) zwróciły się o pomoc do pani psycholog, a ta z kolei
        zakwalifikowała dziecko do pracy psychologicznej. Wydaje mi się, że
        ze strony pedagogów było wszysko ok, widzę ich życzliwość i
        widziałam wzruszenie na wiesć o konnsekwencjach czynu tego dziecka.
        Wypadek miał miejsce na oczach trzech nauczycielek, trwało to
        sekundy. Nauczycielki próbowały temu zapobiec, ale to trwało zbyt
        szybko. Poza tym wypadek wydarzył się na początku czwartego tygodnia
        uczęszczania dzieci do przedszkola, a więc tak naprawdę te
        nauczycielki dopiero poznawały dzieci.
        Cieszy mnie jedno. Nauczyciele są za mną. Pani dyrektor w pewnym
        stopniu również, ale ona musi dać szansę takiemu dziecku. Jeżeli
        współpraca z rodzicami i ze specjalistami nie pomoże czy będzie
        ignorowana przez rodziców, to mam zapewnienie o usunięciu tego
        chłopca z przedszkola. Ale ja się zwyczajnie boję posłać mojego
        synka tam. Mam cichą nadzieję, że po 3 tygodniach, kiedy będziemy
        chcieli wrócić - sytuacja już będzie w jakiś sposób unormowana. Ja
        ze swojej strony zrobię wszystko, że by tego tak nie zostawić. Będę
        walczyła, bo wychowywaliśmy synka z mężem w poczuciu poszanowania
        drugiego człowieka i płakać mi się chce na samą myśl, ze mój synek w
        pierwszej chwili powiedział nam, że on sam spadł, potem że to stało
        się niechcący. Dopiero wieczorem opowiedział całą sytuację podając
        imię sprawcy. Na szczęście ma na to dorosłych świadków. Czekam na
        jakieś konkrety i jestem w stałym kontakcie z przedszkolem.
        A co do samego przedszkola, to ma ono wieloletnią bardzo dobrą
        opinię. Jest świetnie wyposażone, zarówno w środku jak i na
        zewnątrz, ma b.fajną życzliwą kadrę pedagogiczną. Nauczycielki z
        kilkunastoletnim stażem spotkały sie z takim wypadkiem po raz
        pierwszy. Także to, że jest to przedszkole prywatnę, moim zdaniem
        nie ma tu znaczenia. Problem leży po stronie chłopca i kjego
        rodziny, a nie przedszkola.
        Pozdrawiam,
        Ania
        • alex359 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 16:16
          nie no to super, nie pisałaś wcześniej o tym. Powodzenia życzę i
          czekam na kolejne wieści w tej sprawie.
          • mojafasolka Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 17:04
            Dzięki za zainteresowanie. Jakoś się trzymam. Muszę dla mojego synka
            i dzidzi w brzuszku (5 miesiąc).
            Ania
            • kropkacom Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 17:33
              Współczuje Twojemu synkowi. Jednak, może to brutalnie brzmi, tam gdzie jest dużo
              dzieci zdarzają sie wypadki. Gdyby to stało sie mojemu dziecku nie byłabym
              jednak tak dosadna w ocenie dziecka i jego rodziców. Z prostej przyczyny, nie
              widziałam zajścia. Nawet po czterech tygodniach nie znam też jeszcze na tyle
              dobrze innych dzieci a tym bardziej ich rodziców żeby twierdzić ze maja problem
              z agresją syna. Niestety pretensje miałabym do opiekunek. Wszystkich trzech. One
              po tych tygodniach powinny już znać na tyle swoje dzieci żeby wiedzieć na które
              trzeba szczególnie uważać.
              • amel22 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 20:02
                Drogie mamy-poświecajmy więcej czasu naszym dzieciom i wychowujmy je
                tak aby potrafiły zachować się należycie w każdej sytuacji,a wtedy
                takich wypadków będzie mniej.(mam tu na myśli rodziców"rozrabiaki")
                • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 20:19
                  wszystko rozumiem, ale usunięcie tego chłopca z przedszkola pomoże tylko tobie
                  twojemu synkowi i innym dzieciom w TYM przedszkolu...
                  Rodzice zmuszeni- przepiszą dziecko i jeśli nikt nie będzie znowu nad nim
                  pracował, to w innym przedszkolu znowu będzie wypadek...
                  Oczywiście ty i twoje dziecko będziecie juz daleko...
                  Jeśli panie zdążyły zauważyć, że dziecko jest problematyczne, to powinny zwracać
                  na niego bardziej uwagę, stać koło zjeżdżalni itd...

                  Wypadki w przedszkolach sa niestety... sytuacji nie widziałas osobiście, czy
                  widział to jakiś inny postronny obserwator- nie pracownik przedszkola???
                  słowom pań nie ufałabym tak w 100%, która z nich przyzna się , że zaniedbała
                  coś, czy nie łatwiej zwalić całą winę na niegrzecznego chłopca... ???

                  W razie wypadków koszty leczenia i inne takie- od tego jest własnie
                  ubezpieczenie, które opłacamy na początku roku (można indywidualnie dokupić
                  droższą wersję) i powinnaś wystapić do ubezpieczyciela...

                  Trzymaj się i nie daj ponieśc emocjom.


                  • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 20:28
                    cyt. " Problem leży po stronie chłopca i kjego
                    rodziny, a nie przedszkola."

                    Jetem raczej za wysłuchaninem wszystkich stron, czy poznałaś i rozmawiałaś z
                    rodzicami chłopca, z nim samym... jak na razie z twojego postu wynika, że
                    pośredniczą panie, kto wie, może rodzice tamtego chłopca znają zupełnie inną
                    wersję???

                    Problem leży po stronie przedszkola, rodziców i chłopca... a teraz także ciebie
                    należy go rozwiązac wspólnie.
                    powinniście się spotkać wszyscy i skonfrontować (najpierw bez udziału dzieci). W
                    przypadku małoletnich i to w dodatku wypadku- nie ma czegos takiego jak sprawca,
                    3 latek nie jest sprawcą, tylko dzieckiem wymagającym pracy nad nim.
                    • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 20:33
                      Myślę, że może trochę ci wygodnie i nauczycielkom też, że wszystko jest takie
                      "jasne", ukarać sprawcę itd...

                      zgodnie z prawem (jak już pytasz o prawnika) to za wypadki i dzieci odpowiadają
                      opiekunowie, w tym wypadku dziecko było powierzone opiece nauczycielek, a one
                      powinny miec OC (ubezp odpowiedzialności cywilnej pracownicze), na sytuacje, gdy
                      z niedopatrzenia jest wypadek.
                      • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 20:34
                        Raczej nie za bardzo jest możliwośc byś mogła rodziców pozwać o odszkodowanie-
                        wypadek zdarzył się na terenie przedszkola.
                      • scher Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 21:24
                        housewife1 napisała:

                        > zgodnie z prawem (jak już pytasz o prawnika) to za wypadki i
                        > dzieci odpowiadają opiekunowie, w tym wypadku dziecko było
                        > powierzone opiece nauczycielek, a one powinny miec OC (ubezp
                        > odpowiedzialności cywilnej pracownicze), na sytuacje, gdy
                        > z niedopatrzenia jest wypadek.

                        Skoro już się podajesz za prawnika, wykaż winę nauczycielek w
                        opisanym stanie faktycznym.
                        • fan.zdm Re: wypadek w przedszkolu 29.09.07, 13:54
                          Masz coś do powiedzenia na temat poruszony w tym wątku, trollu? Poza oczywiście niczego nie wnoszącymi wtrętami:

                          "Skoro już się podajesz za prawnika, wykaż winę nauczycielek w
                          opisanym stanie faktycznym."

                          "Winne czego? Zacytuj przepis, jeśli łaska."

                          I tak już od nie wiadomo ilu wątków. Żenujące...
              • rengro Re: wypadek w przedszkolu 04.10.07, 18:41
                Tak znają tego łobuza i przywiązują do kaloryfera albo wyprowadzają
                na smyczy .Należy w takim wypadku wynająć ochroniarzy z BOR-u aby
                pilnowali dzieci w przedszkolu!
      • ola7721 Re: wypadek w przedszkolu 04.10.07, 08:30
        zupełnie się z tobą nie zgadzam e dzieci zachowaniem pokazują to co jest w domu.
        znam to z własnego przykładu, maja mała jak chodziła do żłobka miała 2 lata,
        popychała czy biła dzieci (przynajmniej panie mi tak mówiły. I ku twojemu
        zaskoczeniu moje dziecko nie wyniosło tego z domu. W domu nikt jej nie bił ani
        nie widziała takich zachowań. takie zachowanie dziecka o czym świadczy , może
        ciężko jej było przystosować sie do nowej grupy. pani psycholog opowiadała że
        jej córka szczypała dzieci w przedszkolu i okazało sie że była to reakcja na
        wyjazd jej taty za granicę. tak więc nie oceniajmy zaraz że w domu dziecko widzi
        bóg wie co i przenosi to dalej. bo nie do końca tak jest,
    • pyszczor Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 21:42
      Strasznie mi przykro z powodu Twojego synka. Prawde powiedziawszy
      nie wim co bym zrobiła na Twoim miejscu. Szczerze- może to brzydko
      zabrzmi, ale straszną chryje. Ja jestem egoistą, jak każdy z nas i
      nie uważam za stosowne aby kosztem Twojego dziecka - normalnego
      społecznie- prostować charakter nazwijmy to bardzo
      delikatnie"łobuza". Ja obdzwonila bym rodziców, przedstawiła sprawe
      i powiedziała prawde, że tak długo jak ten dzieciak jest w grupie z
      waszymi dziećmi wszystkie inne są zagrożone. Sama piszesz, że to
      trwało ułamki sekund...Napisałas w bardzo delikatny sposób o tym co
      sie wydarzyło. Pewnie też taką osobą jesteś. Pare pytań:
      Czy rodzice tego chłopaka poczuwają się do odpowiedzialności?
      Czy skontaktowali się z Tobą wogóle?
      Czy ten chłpak przeprosił chociaż Twojego synka?
      Ja bym walczyła. Serio.
      Pozdrawiam Cię i Twoje dziecko.
      M.
      • asia_i_p Re: wypadek w przedszkolu 28.09.07, 23:10
        Ten delikatnie mówiąc łobuz ma 4 lata. Organizowanie przeciwko niemu
        krucjaty i odsuwanie go na margines już teraz to nie egoizm tylko
        głupota. Jeszcze teraz da się zapobiec temu, żeby za parę lat stał z
        baseballem w bramie, ale jak mu się przypnie łatkę bandyty, to sobie
        sami szykujemy problem. Rozumiem, że kiedy mój trzyletni brat
        usiłuje walić po głowie moją dwuletnią córkę, powinnam zerwać
        kontakty z moim ojcem. Albo stanowczo od niego zażądać, żeby lepiej
        dyscyplinował tego łobuza.
    • pyszczor znalazłam jeszcze coś dla Ciebie 27.09.07, 21:50
      przydługie, ale może coś tam znajdziesz.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=587&w=52389999&v=2&s=0
    • lena99 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 21:51
      Bardzo mi przykro z powodu tego co spotkało Twoje dziecko. I mam
      nadzieję, że szybko wyzdrowieje.

      IMHO jeśli już mówimy o "winie" a nie wypadku, to winne są panie
      przedszkolanki. Tym bardziej, że jak piszesz, zdążyły już poznać
      tego chłopca-sprawcę i powinny zwracać na niego szczególną uwagę. 3
      tygodnie to bardzo mało jeśli chodzi o pracę z dzieckiem
      (agresywnym czy nadpobudliwym), uważam że jedna z pań powinna być
      przy nim cały czas, co jest wykonalne w przedszkolu prywatnym
      (domyślam się że są co najmniej 2 panie w grupie). U nas był
      podobny chłopiec i panie nie tylko miały go "na oku", ale
      praktycznie przez cały dzień jedna z nich mu towarzyszyła.

      Oczywiście praca z rodzicami też jest potrzebna. Ale przede
      wszystkim praca pan przedszkolanek. Niestety, najłatwiej po prostu
      usunąć takie dziecko z przedszkola.

      Aha, dzieci w przedszkolu powinny być ubezpieczone, powinnaś
      zgłosić ten wypadek u ubezpieczyciela.

      Pozdrawiam
      • scher Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 23:01
        lena99 napisała:

        > IMHO jeśli już mówimy o "winie" a nie wypadku, to winne są panie
        > przedszkolanki.

        Winne czego? Zacytuj przepis, jeśli łaska.
        • lena99 Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 23:25
          Napisałam o winie w cudzysłowie, bo uważam że był to nieszczęśliwy
          wypadek. IMO trudno chyba mówić o premedytacji u kilkulatka, poza
          tym takie małe dziecko nie potrafi przewidzieć skutów swojego
          czynu.


          Autorka wątku napisała:

          >Mam żal nie tyle do
          dziecka, co do jego rodziców.

          >Problem leży po stronie chłopca i kjego
          rodziny, a nie przedszkola.

          A wg mnie problemem jest niedopilnowanie tego dziecka ("łobuza").
          Wiem, wiem, zaraz podniosą się głosy, że panie nie mogą być
          wszędzie czy nie zdążą odpowiednio szybko zareagować (jak było w
          przypadku synka autorki). Ale jeśli panie zaobserwowały
          nieodpowiednie zachowanie u tego chłopaka i chciały mu pomóc w
          opanowaniu emocji/agresji, to nie powinny się od niego oddalać na
          krok.

        • kropkacom Re: wypadek w przedszkolu 27.09.07, 23:29
          > Winne czego? Zacytuj przepis, jeśli łaska.

          Słuchaj, scher, dzieci są rożne. Nie wszystkie są cukierkowymi spokojnymi
          aniołkami. A panie przedszkolanki (w dodatku trzy) są odpowiedzialne za te
          wszystkie maluchy. Gdyby wypadek zdarzył sie na placu zabaw a chłopiec był pod
          opieka rodziców to zupełnie inna sprawa.
    • agnes0101 Re: wypadek w przedszkolu 28.09.07, 09:33
      Mój syne (2 lakta i 9 m-cy)również w tym roku miał pierwszy wypadek.
      Na szczęście nie tak groźny,ale cały policzek miał siny. Nie miałam
      jednak pretensji do nauczycielek, bo jak ktoś tu napisał: wypadki
      się zdarzają. Może gdyyby odpukać zdarzyło się coś poważniejszego
      być może inaczej bym zareagowała. W każdym razie akurat w twoim
      przypadku miałabym jednak pretensję do przedszkolek gdyż mając już
      pobieżną ocenę dziecka powinno się zwracać na niego szczególną
      uwagę. Poza tym w przedszkolu u mojego dziecka, widzę często taką
      sytaucję idąc po dziecko" są trzy przedszkolanki: jedna zawsze stoi
      przy zjeżdżali, druga przy huśtawkach, trzecia w okolicach
      piaskowinicy. Stoją więc w trzech różnych miejscach, a nie w
      skupisku , gdzie zwykle rozmawiają między sobą a przez to nie są w
      100% skupione na dzieciach. Takie jest moje zdanie.
      • storczyk70 Re: do mojafasolka 28.09.07, 10:41
        Kiedy przeczytałam twój wpis serce podeszło mi do gardła i zaczęły
        trząść mi się ręce. Przypomniał mi się wypadek znacznie poważniejszy
        mojego syna. Też został zepchnięty ze zjeżdzalni. Miał pęknięcie
        czaszki, wstrząs mózgu. Panie z przedszkola zachowały się
        skandalicznie. Niestety po 1,5 godzinie od wypadku były uprzejme
        poinformować mnie co się stało. Nie wezwano pogotowia - a to jest
        niedopuszczalne wykroczenie. W twojej sytuacji musiały wezwać
        pogotowie ale chyba też tego nie zrobiły. Kiedy do wypadku w
        przedszkolu jedzie karetka musi też przyjechać policja. I chyba tego
        boją się przedszkola. Ja sama zawiozłam dziecko do szpitala i
        zostałam z nim tam przez tydzień, potem siedzieliśmy w domu na
        zwolnieniu - trwało to o ile pamiętam ponad miesiąc. Potem pisałam
        skargi do kuratorium. Doczekałam się w końcu pisma o treści mniej
        więcej żebym dała już sobie spokój. Sprawę zgłosiłam na policję i do
        prokuratury ale cóż miał do powiedzenia 3 latek wobec zeznań
        dorosłych kilku pań, które jak jedna mówiły to samo. Wywinęły się,
        nie poniosły kary. Taki wypadek - sprawdź - musi być opisany przez
        BHP-owca przedszkolnego. Musi być opisany. Panie w naszym
        przedszkoklu też były miłe i przejęte wypadkiem. I co z tego. Przez
        kilka lat chodziłam z synem do neurologa. I skąd mam mieć pewność,
        że ślady po wypadku nie odezwą się w najmniej oczekiwanym momencie.
        Oczywiście należy się twojemu dziecku odszkodowanie, ale to pewnie w
        przedszkolu już tobie powiedziano. Zyczę zdrowia małemu.
        • storczyk70 Re: do mojafasolka 28.09.07, 10:45
          I jeszcze jedno. Panie nie poinformowały o zdarzeniu rodziców
          dziewczyny-winowajczyni. Sama powiedziałam o tym jej ojcu. I cóż
          śmiejąc się powiedział - to tylko dzieci. Nawet słowa przepraszam,
          to było przykre. Na samo wspomnienie tamtych chwil cała się trzęsę.
          • housewife1 Re: do mojafasolka 28.09.07, 13:22
            scher- nigdzie nie podaję się za prawnika, co ty wymyślasz???
            jestem z branży psychologicznej.
            • housewife1 Re: do mojafasolka 28.09.07, 13:31
              Oczywiście należy koniecznie się skontaktować z tamtymi rodzicami, ktoś pytał,
              dlaczego tamci rodzice się nie skontaktowali, a czy wiadomo, że oni w ogóle o
              tym wypadku wiedzą???

              Rodzic jeśli jest uprzejmy i kulturalny to powinien za dziecko przeprosić, no
              ale w sumie to nie rodzic popchnął synka, więc taka postawę rodzica "że to tylko
              dzieci" jestem w stanie zrozumieć, bo to fakt, są to tylko dzieci, za dzieci są
              odpowiedzialni dorośli aktualnie mający dziecko pod opieką....

              ja też zauważyłam, że w moim przedszkolu nauczycielki sa zawsze oddzielnie na
              dworzu- jedna przy zjeżdżalni, druga "krąży" za dziećmi.
              A w ogóle to chyba powinna być zasada, że na zjeżdżalnie dzieci mogą wejść tylko
              pod opieką pani stojącej obok,, na tym forum już jest to chyba 3 wypadek
              związany ze zjeżdżalnią...

              Zauważyłam, że panie wezwały matkę "bo dziecko bolała raczka",
              dziwne, czy to znaczy, że wczesniej nie został wezwany żaden lekarz??? nie
              zostało wezwane pogotowie???
              • storczyk70 Re: do mojafasolka 28.09.07, 13:42
                No właśnie pogotowia nie są wzywane. Nie słyszałam jeszcze, żeby do
                przedszkola przyjechało pogotowie. To się wiąże z następstwem
                wezwania policji.
                • graz.ka Re: do mojafasolka 29.09.07, 09:00
                  storczyk70 napisała:

                  > No właśnie pogotowia nie są wzywane. Nie słyszałam jeszcze, żeby
                  do
                  > przedszkola przyjechało pogotowie. To się wiąże z następstwem
                  > wezwania policji.

                  Mylisz się - właśnie w zeszłym tygodniu wzywałyśmy do przedszkola
                  rodziców i pogotowie. Do znacznie mniej poważnego przypadku -
                  dziecku utknął palec w kratce odpływowej z umywalki.
                • loganmylove Re: do mojafasolka 29.09.07, 13:52
                  Storczyku mylisz się,pracuję w Pogotowiu i często mamy wezwania do
                  różnych przedszkoli. I wcale nie zawsze przyjeżdża policja. Mądre
                  panie wiedzą kiedy wezwać rodziców i poinformować o konieczności
                  wezwania lekarza. Niestety jak widać nie zawszesad
              • housewife1 Re: do mojafasolka 28.09.07, 13:54
                cyt " Cieszy mnie jedno. Nauczyciele są za mną. "

                mniej się będziesz cieszyć, kiedy Twój synek będzie miał z czymś problem i
                nauczycielki będą za tym by synka się pozbyć z placówki, bo "trudny"...
                Dzieci są różne, a nauczycielowi zawsze wygodniej pozbyc się takiego dziecka, bo
                wtedy nie musi z nim pracować, nie musi stać cały czas przy tej zjeźdżalni... itd...

                IMHO uważam ja osobiście, że był to wypadek- czyli suma wielu drobnych przyczyn-
                nieuwagi nauczycielek, głupiego zachowania chłopca, nieostrozności twego synka
                (dlaczego nie trzymał się poręczy???), itd... Trudno to mówić o czyjejś
                EWIDENTNEJ winie (masz rację scher), po to dzieci są ubezpieczone od wypadku...

                Wiem jedno- za dzieci są odpowiedzialne w przedszkolu nauczycielki.

                Dlatego własnie mają ubezpieczenie OC, żeby w razie zwykłego wypadku nie
                odpowiadać za to (co innego, gdyby zostawiły dzieci bez opieki).

                Dlatego dzieci są ubezpieczone...

                gdyby w przedszkolach nie zdarzały się wypadki, to byśmy nie musieli ich
                ubezpieczać (właściciel przedszkola też powinien mieć OC- wiem, bo prowadziłam
                społecznie- w stowarzyszeniu- klubik dla dzieci na osiedlu).

                To są bardzo trudne sprawy, bo rodzic jest zawsze roztrzęsiony i wiadomo, każdy
                najbardziej myśli o swoim dziecku, ale to zupełny przypadek, bo przecież mogło
                byc zupełnie odwrotnie... I czy dziecko jest grzeczne, czy nie to w sumie małe
                ma znaczenie, moje dzieci są normalne, a jak są we dwójke na naszej podwórkowej
                zjeżdżalni to często muszę pilnować dosłownie rękami trzymając każdego z nich i
                interweniować... a co dopiero jak by było ich kilkoro???
                • graz.ka Re: do mojafasolka 29.09.07, 09:02
                  Zawiniona nieuwaga nauczycielki, hm... Wystarczy że schylę się, aby
                  komuś zawiązać bucik i już jestem nieuważnie odpowiedzialna...
    • io77 Re: wypadek w przedszkolu 28.09.07, 20:54
      Tak sobie to wszystko czytam i mam wrazenie ze jednak panie
      przedszkolanki nie dopilnowaly dzieci...
      Nie wiem jak duzy jest ten plac zabaw przy przedszkolu, czy duzo
      zjezdzalni, hustawek... czy takich potencjalnie "niebiezpiecznych
      miejsc", ale jesli nie jest tego za duzo to wsystarczy jedna prosta
      sprawa...
      jedna pani powinna stac przy zjezdzalni i uczyc dzieci ze na gorze
      moze znajdowac sie tylko jedno dziecko i nie wpuszczac np. na
      schodki nastepnego dziecka dopoki tamto na gorze nie siedzi...(taki
      przyklad) - przeciez to taka latwa sprawa
      dzieciaki latwo ucza sie regul w przezdszkolu....

      aha i trzba by spytac/ sprawdzic czy przedszkole wyciagnelo wniski z
      tego wypadku i czy panie wiedza ze powinny tak pilnowac dzieci...
      • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 29.09.07, 00:28
        cyt " jedna pani powinna stac przy zjezdzalni i uczyc dzieci ze na gorze
        moze znajdowac sie tylko jedno dziecko i nie wpuszczac np. na
        schodki nastepnego dziecka dopoki tamto na gorze nie siedzi...(taki
        przyklad) - przeciez to taka latwa sprawa"

        no własnie całkowicie się zgadzam

        poza tym należałoby się przyrzeć tej zjeżdżalni, czy na całej długości i na
        górze ma barierki, poręcz? Dawniejsze metalowe zjeżdżalnie tak miały, a teraz
        popularne drewniane nie mają tych zabezpieczeń i wtedy pani musi bardzo
        pilnować, to jasne...

        Czy przedszkole poza wzruszeniem pań i chęcią ukarania "sprawcy" wyciągnęło
        jakieś wnioski na przyszłość, wprowadziło jakieś procedury postępowania z grupa
        na placu zabaw???

        I w ogóle jak się czuje ofiara wypadku ??? Mam nadzieję, że już powoli dochodzi
        do siebie??? Jak rozwiązała się ta sprawa i czy udało się uzyskac coś z
        ubezpieczenia? Jak zareagowali tamci rodzice "sprawcy" ???

        To strasznie przykre sa takie wypadki, dużo o tym myślę.
        • mayessa 2 panie? 29.09.07, 07:31
          W którym przedszkolu na 1 grupę przypadają 2 panie pracujące na tą
          samą zmianę?
          • kea100 Re: 2 panie? 29.09.07, 11:13
            Pani nauczycielka + Pani do pomocy.1+1=2
          • lena99 Re: 2 panie? 29.09.07, 11:21
            mayessa napisała:

            > W którym przedszkolu na 1 grupę przypadają 2 panie pracujące na

            > samą zmianę?

            Myślę, że w większości przedszkoli prywatnych tak jest.
            • housewife1 Re: 2 panie? 29.09.07, 14:25
              jest oddzielny watek na forum na ten temat...
              ale generalnie w większości prywatnych minimum to 1 pani + pomoc, a często 2
              panie + pomoc.
              • active.2 Re: 2 panie? 29.09.07, 23:01
                Witam,

                W klubie, który otworzyłam, na kazdą 4 dzieci przypada 1 opiekun, w
                porze obiadu jest dodatkowa osoba. Grupa największa liczy 8 osób w
                tym 2 panie + 1 pomoc przy posiłkach.
                Podczas zajęć np. rytmiki jest dodatkowa osoba prowadząca te
                zajęcia, reszta kadry wspomaga ją.

                Przyznam się ze przeczytałam wszystkie posty z duszą na ramieniu.
                Właśnie kupiłam zjeżdzalnię do ogródka co prawda nizutką 3 stopnie
                ale zawsze i nie wyobrażam sobie ze dzieci bawią się na niej bez
                opiekunów stojących obok!.

                Housewife1 zgadzam się z Tobą w tym co pisałaś. Rodzice
                dziecka "sprawcy" są odpowiedzialni za wychowanie dziecka, natomiast
                za opiekę w placówce odpowiadają zawsze opiekunowie, to w końcu im
                powierza się swoje dzieci. Przedszkole ma zapewnić dziecku
                bezpieczeństwo zarówno fizyczne jak i psychiczne. W naszym klubie
                jeśli dziecko przejawia agresję do innych dzieci, nie akceptuje ich,
                bije, a rozmowa z rodzicami nie przynosi poprawy, opiekunowie maja
                kłopot "pilnowania" malucha, podejmujemy wspólnie decyzję o
                rozwiązaniu umowy z rodzicami dziecka, proponując pracę indywidualną
                z dzieckiem (mozemy podesłać nianie). Przecież odpowiadamy za każde
                dziecko!
                Każda placówka powinna posiadać ubezpieczenie OC, a każde dziecko
                powinno mieć ubezpieczenie NW. My ubezpieczamy dzieci nie pobierając
                dodatkowej opłaty od rodziców, jest to dla mnie zabezpieczenie a
                wrazie NW chce aby dziecko mogło otrzymać odszkodowanie.

                Paluszek w kratce w umywalce - ciekawość i chęć odkrywania świata
                przez dzieci jest tak olbrzymia, ze zdumiewa dorosłego człowieka,
                któremu pozostaje tylko współuczestniczyć (dla bezpieczeństwa) w
                takich czynnościachsmile na ile jest to tylko możliwe.

                Pozdrawiam
                Marzena
                ------
                Klub Małych Odkrywców Kraków
                Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko,
                które wczoraj żyło radością.
                (Ronald Russell)

                Klub Małych Odkrywców
                • mojafasolka Prawie tydzień po wypadku 01.10.07, 10:28
                  Witajcie drogie mamusie,
                  dziękuję wszystkim za słowa wsparcia. Dziś całą rodzinką wybieramy
                  się na pasowanie przedszkolaka. Boję się swojej reakcji, choć mój
                  dobry duch i trzeźwy umysł w ppostaci mojego męża uspokaja mnie.
                  Mówi mi, że musimy popczekać jak tę sytuację rozwiąże dyrekcja
                  przedszkola, rodzice chłopca i psychologowie. A kiedy okaże się, że
                  reakcji brak - to my stanowczo wkroczymy. Liczę na to, że dziś
                  czegoś się dowiem. I chcę jeszcze raz wam powiedzieć, że ja wcale
                  nie jestem za usunięciem tego dziecka z przedszkola. Rozumiem
                  potrzebę pracy specjalistycznej - bo musicie wiedzieć, że codziennie
                  od wypadku docierały do mnie sygnały od dzieci znajomych
                  uczęszczających do tego samego przedszkola, że ten chłopiec
                  zachowuje się karygodnie, a panie próbując uchronić pozostałe dzieci
                  przed agresją w takich mocnych sytuacjach nie pozwalają mu na
                  kontakt z pozostałymi dziećmi. Zgadzam się z jedną z Was, że jeśli
                  on zostanie w przedszkolu, to musi być szczególna uwaga pań
                  skierowana na niego (albo zatrudniona dodatkowa osoba do tej grupy).
                  Słuchajcie, rozwiązań jest jeszcze kilka (ja nie mogę myśleć o
                  niczym innym), ale to wszystko zależy od dobrej woli dorosłych, mam
                  tu na myśli personel przedszkola i rodziców.
                  A co do mojego synka, to chciałam dosadnie powiedzieć, że on się
                  trzymał poręczy i czekał na swoją kolej, ale przy tak dużej sile
                  popchnięcia nie miał szans. Może wam się wydawać to niewiarygodne,
                  ale ja też nigdy nie znałam takiego trudnego dziecka (mimo, że
                  miałam do czynienia z dziećmi nadpobudliwymi ruchowo).
                  Na szczęście mój synek nie ma urazu psychicznego do placów zabaw, do
                  samego przedszkola też nie (choć sądzę, że będzie mu trudno rozstać
                  się ze mną po czterech tygodniach i wrócić do przedszkola). On cały
                  czas wszystkim powtarza, że A. go nie przeprosił i że nie wolno
                  nikogo bić ani popychać. Jedyne co mi pozostaje, to nie pozwalać na
                  zabawę z tym chłopcem. Co Wy na to?
                  No, oczywiście ma ograniczoną swobodę fizyczną, ale muszę przyznać,
                  że świetnie sobie radzi. Nie może się wykąpac ani umyć głowy do
                  czasu zdjęcia gipsu. Swędzi go skóra pod gipsem. Nie bardzo możemy
                  mu w tym pomóc. Ja na dzień dzisiejszy jestem już troszkę
                  spokojniejsza. Mam tylko cichą nadzieję, że unikniemy rehabilitacji,
                  ale lekarze pocieszają, ze złamania w tak młodym wieku nie przynoszą
                  powikłań. Muszę się trzymać, bo mój synek będzie miał za kilka
                  miesięcy rodzeństwo i nie mogę zaszkodzić maleństwu.
                  Pozdrawiam Was serdecznie,
                  Ania
                  P.S. Odezwę się po dzisiejszej wizycie w przedszkolu.
                  • lena99 Re: Prawie tydzień po wypadku 01.10.07, 14:56
                    Witaj,
                    dobrze, że z twoim synkiem już lepiej. O złamanie się nie martw,
                    dzieci rzeczywiście "regenerują" się szybiej i lepiej niż
                    dorośliwink. Mój brat też miał złamany obojczyk (w I klasie
                    podstawówki) i nie został po tym żaden ślad, rehabilitacja też nie
                    była potrzebna. Mam nadzieję, że u was będzie podobnie.

                    Uważam, że ten chłopiec-sprawca powinien przeprosić twoje dziecko.
                    Jeśli inicjatywa taka nie wyjdzie ani od niego ani od
                    przedszkolanek, to imho powinnaś sama podjąć ten temat.

                    Ciekawe też, co przedszkole zrobiło, żeby podobna sytuacja się nie
                    powtórzyła. Mam nadzieję, że jakieś działania zostały już podjęte.

                    A jak zamierzasz wyegzekwować zakaz bawienia się z tym chłopcem?
                    Masz jakiś pomysł? U nas w przedszkolu też był podobny chłopiec
                    (pisałam już zresztą o tym), dzieci same nie chciały się z nim
                    bawić "bo bije, bo zabiera zabawki, bo psuje cośtam", chłopcu było
                    bardzo przykro i oczywiście robił te wszystkie złe rzeczy ze
                    zdwojoną energią, bo i tak nikt się z nim nie chciał bawić, i kółko
                    się zamyka... Na szczęście mieliśmy mądre "ciocie".

                    Trzymaj się. I daj koniecznie znać, jak poszło twojemu synowi w
                    przedszkolu.
                  • mojafasolka Re: Prawie tydzień po wypadku 02.10.07, 10:09
                    Witam wszystkich,
                    wczoraj byliśmy na pikniku rodzinnym w przedszkolu. Nasze dziecko na
                    szczęście dobrze się czuło. Natomiast my - rodzice byliśmy trochę
                    zaniepokojeni. Oprócz zdawkowego pytania od nauczycielki jak się
                    czuje synek, nie było żadnej reakcji - a my nie chcieliśmy psuć
                    zabawy dzieciom. Ale wiecie co nas najbardziej zdziwiło. Obecna na
                    zabawie mama i babcia sprawcy oraz sam sprawca nawet nie podeszli do
                    mojego synka, nie mówiąc oczywiście o przeprosinach. Już teraz wiem,
                    że nie mogę liczyć na spokój wewnętrzny. Dopóki nie rozwiążę jakoś
                    tej przykrej sytuacji, nie będę mogła spokojnie spać. Dzisiaj mam
                    zamiar rozmawiać z dyrekcją, co zrobiła w tej sprawie.
                    Pozdrawiam,
                    Ania
                    • mama007 Re: Prawie tydzień po wypadku 02.10.07, 20:26
                      . Dopóki nie rozwiążę jakoś
                      > tej przykrej sytuacji, nie będę mogła spokojnie spać. Dzisiaj mam
                      > zamiar rozmawiać z dyrekcją, co zrobiła w tej sprawie.
                      > Pozdrawiam,
                      > Ania

                      daj znac co zdzialaliscie, sledze watek, ale zrobila sie w nim jakas dziwna
                      dyskusja... napisz co dyrekcja na to, bo zachowanie rodzicow tego dziecka,
                      nauczycielek, ogolnie kadry jest dla mnie co najmniej dziwna....
                      • mojafasolka środa 03.10.07, 15:43
                        Witajcie Drogie Mamy,
                        jestem po długiej rozmowei z panią dyrektor. Zapewniła mnie, że
                        panie nauczycielki ze zdwojoną uwagą pilnują dzieci po tym co się
                        stało. Ale żadnych konsekwencji od nauczycieli, oprócz zwrócenia
                        uwagi, wyciągać nie chce. Widziała się z mamą "sprawcy" - ta,
                        podobno skruszona obiecała współpracę w poradni rodzinnej (bo
                        okazuje się, ze jest tam spory problem rodzinny). Chłopiec
                        współpracuje również z psychologiem przedszkolnym. Podobno widać
                        niewielką poprawę w jego zachowaniu.
                        To byłoby na tyle, jeśli chodzi o załatwienie sprawy ze strony
                        przedszkola. Czy to dużo? Nie wiem, ale jestem trochę
                        spokojniejsza. Oczywiście jest troska o mojego synka i jego
                        zdrowie, to miłe. Boję się, oczywiście, co będzie po powrocie do
                        przedszkola. Ale mam nadzieję, że dzięki przychylności i
                        baczniejszej uwagi takie historie w tym przedszkolu już się nie
                        wydarzą. A co do odszkodowania, poinformowano mnie, że po skończonym
                        leczeniu - to my rodzice składamy stosowne dokumenty (wypełnione
                        także przez przedszkole) u ubezpieczyciela.
                        Pozdrawia trochę zmęczona Ania.
    • wgra Re: wypadek w przedszkolu 01.10.07, 13:00
      Bardzo wspołczuję synkowi,niestety też jestem zdania,że za wypadek
      winę ponosi przedszkole.Mój synek spadł ze zjeżdżalni w ubiegłym
      roku w dyżurnym przedszkolu.Wszedł na zjeżdzalnię dla 5 latków a
      miał wtedy 3 lata i niestety panie nawet nie widziały kiedy spadł i
      w jakich okolicznościach.Skończyło sie tylko na rozkrwawionym nosku
      i obtarciu policzka no i panie uprały mu nawet bluzeczkę zanim
      przyszłam.Gdy następnego dnia poprosiłam o zwrócenie baczniejszej
      uwagi na placu zabaw skończyło się na szykanowaniu synka, był
      izolowany na placu zabaw i słyszał doconki,że rodzice się czepiają.W
      efekcie tak płakał,że nie chce chodzić,że musieliśmy zrezygnować z
      przedszkola.Natomiast w przedszkolu synka też był bardzo agresywny
      kolega i rodzice też postulowali usunięcie go z przedszkola i
      izolacje od innych dzieci i tu zaskoczyła nas pani przedszkolanka
      (przepraszam ciocia).Powiedziała,że trzeba chłopcu dać szansę i
      zamiast izolacji chłopiec był właczany we wszystkie możliwe zabawy i
      chwalony pod niebiosa za wszystko co udało mu się zrobić choć w
      połowie dobrze,pani troche pod niego wymyslała zajęcia.Dziś jest to
      żywy ale grzeczny chłopiec, nie bije ,nie pluje , nie kopie,nie
      wali dzieci klockami choć jeszcze tkwi w nim ,że jest najgorszy bo
      gdy ktoś zrobi coś złego to i tak on się do tego przyznaje.Niestety
      w tym roku ciocię zastąpiła młoda pani pedagog i tu jest już tylko
      cały system kar,za gadanie do kąta albo do maluchów,za niegrzeczne
      zachowanie czerwona naklejka,jedzenie przy oddzielnym stoliku.Dzieci
      strasznie się Pani boją a szczególnie czerwonej naklejki.Nie wiem
      czy cały wysiłek cioci nie zostanie zmarnowany,choć na razie kary
      dotyczą głownie innego dziecka ale wciąż tego samego.
      • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 01.10.07, 19:26
        Widac, od razu, że panie w tym przedszkolu, mimo długoletniego doświadczenia
        popełniły jednak błąd- izolacja agresywnego dziecka, sadzanie go za karę w
        osobnej ławce itd... sprawia tylko, że takie dziecko jest jeszcze bardziej
        sfrustrowane i agresywne, tak jak to przykłady podały dziewczyny przede mną.
        Baczne zwracanie uwagi na tego "sprawcę" to nie znaczy, że panie mają go
        izolować od innych dzieci, wręcz przeciwnie, panie mają go nauczyć jak może
        prawidłowo funkcjonować w grupie. Powinny go włączać do zabawy, pokazywać mu
        jego dobre strony, a także grupie.
        Synkowi możesz powiedzieć, żeby trochę uważał na tego chłopca, ale bez przesady,
        nie chcesz przecież żeby nabawił się jakichś chorobliwych lęków???
        Dziwi mnie trochę to, że o tym zdarzeniu piszesz tak, jakbyś w nim sama
        uczestniczyła, z taką pewnością, co i jak się tam wydarzyło...
        A przecież świadkami nie były osoby z zewnątrz, tylko pracownice, a ty sama
        zdarzenia nie widziałaś, natomiast synek powiedział ci za pierwszym razem co
        innego, a potem jeszcze coś innego. Dziecko mogło doznać szoku przy tym upadku i
        też trzeba dać trochę dystansu do jego słów, zwłaszcza jeśli nie opowiedziało od
        razu jednej wersji, tylko zmieniało pod wpływem rozmowy z rodzicem.

        Dobrze, że jak na razie wszystko jest ok
        Dziecko czuje się dobrze, przydałaby się rozmowa dwóch chłopców o tym
        wydarzeniu, ale to od nich samych powinno wyjść, czy zechce jeden przeprosić, a
        drugi czy przyjmie przeprosiny. To są jeszcze dzieci, winowajcy trzeba spokojnie
        wytłumaczyć, że naraził kolegę na niebezpieczństwo, ale 3 letnie, a nawet 5
        letnie dziecko nie jest w stanie do końca zrozumieć, jakie moga być konsekwencje
        tego, że popchnie kolegę i dorośli tę naturalną ograniczonośc umysłu powinni
        zrozumieć.
        • kolina01 Re: wypadek w przedszkolu 02.10.07, 10:55
          W przedszkolach prywatnych, nie obowiązuje podobno karta
          nauczyciela. Co za tym idzie nauczyciel nie może protestować na
          temat ilości godzin swojej pracy i ilości dzieci jakie ma pod sowją
          opieką. Jest to tylko dobra wola dyrektora. Karta nauczyciela
          zapewnia, że nauczyciel może się nie zgodzić pracować dłużej niż 5h
          z dziećmi i mieć jednocześnie więcej niż 25 dzieci pod opieką.
          Tego dowiedziałam się niestety ostatnio, dowiadując się, że niestety
          moje przedszkole też ma statut niepublicznegosad
          Nie mogę mieć więc pretensji do organizacji pracy w swoim
          przedszkolu, a obawiam się, że jest ona taka, że w każdej chwili
          grozi wypadkiem.
          Zaczęłam to śledzić jak dowiedziałam się, że w tym roku przyjęto
          jeszcze więcej dzieci, a nie zatrudniono nikogo dodatkowo do opieki.
          A wygląda to tak :
          - Dzieci młodsze (3 i 4 latki) składają się z 2 grup - każda po 25-
          26 dzieci.- czyli w sumie ok. 50.
          - ok. 8 rano przychodzi 1 opiekunka i 1 pomoc. Śniadanie o 9. ok. Po
          śniadaniu - chyba przed 10 przychodzi 2 opiekunka.
          - Więc zajęcia dydaktyczne i zabawa na polu do obiadu jest niby w
          komlecie 1 opiekunka 4 latków (25 dzieci) i 1 opiekunka + 1 pomoc 3
          latków (26 dzieci).
          - Ale po obiedzie ok. 13. - 1 opiekunka idzie do domu , a pomoc
          zabiera 3-latki na leżak.
          - 4 latki zostają z jedną panią opiekunką - która nie może nawet
          sprawdzić co robią dzieci które idą do talety - bo musiałaby
          zostawić resztę (mój synek - 4 lata, robił sobie ostatnio wojnę na
          chlapanie z umywalki z drugim kolegą w łazience i nikt nie
          zareagował bo byli tam sami - kazano mu się tylko przebrać -ten
          ubrał to co najłatwiej - krótkie spodenki ze stroju na gimnastykę -
          a było chłodno).
          - ok. 15 druga pani też idzie do domu. Cała grupę 3 i 4 latki
          dołanczają do starszaków (5 i 6 latków - też ok. 40-50 dzieci).
          - 5 latki prowadzi siostra (to jest przedszkole sióstr). 6 - latki
          siostra dyrektor - która często ma też o tej porze dyżur w
          kancelarii.
          - ok. 15 biorą dzieci na pole. Teoretycznie gdyby wszystkie były w
          przedszkolu- może być ich ok. 100. Z tą całą grupą zostaje 1
          siostra (która jest od rana, bo one nie pracują na etat i nie
          negocjują z siostą dyrektor krótszej pracy - jak nauczycielki
          zajmujące się maluchami. Są jednak ludźmi i mogą być zmęczone) i 1
          pani pomoc - która jest też od rana (teoretycznie jest też siostra
          dyrektor, jak nie ma akurat pracy w kancelarii).
          - przedszkole jest czynne do 16.
          Przy takiej organizacji pracy ja sobie nie wyobrażam, że 1 siostra i
          1 pomoc po całym dniu pracy z dziećmi może upilnować na placu zabaw
          ze 100 dzieci.
          Nie zmieniłam jeszcze tego przedszkola, tylko z tego powodu, że
          dziecko je bardzo lubi, a wszyscy wokoło są zadowoleni.
          Nauczycielki, rzeczywiście dobrze pracują z dziecmi, umieją je
          ułożyć, odpowiedni system kar i nagród.
          Podobno nigdzie też za bardzo nie mogę zgłaszać problemu, bo to nie
          przedszkole samorządowe sad
          Obawiam się jednak o moje dziecko i nie wiem, czy jego częste
          choroby nie wynikają też ze złej opieki na nad dziećmi na podwórku.
          Moje dziecko jest strasznie ruchliwe (gdyby w tym wieku diagnozowano
          nadpobudliwość, to tak zostałoby zakwalifikowane - diagnoze stawia
          się dopiero w wieku 8 lat !). Obawiam się, że jeżeli dojdzie do
          wypadku , to będzie pierwszysad.
          Panie chyba pilnują najbardziej sprzętów typu zjeżdżalnia, huśtawka.
          Ale np. nikt nie zwraca uwagi na to, że po deszczu dzieko zjeżdża i
          tapla się w tubie - zjeżdżali - pełnej zimnej wodysad. Nikt nie
          próbuje nawet powstrzymać dziecka z którego leje się woda-pot od
          biegania, i jest całe czerwonesad Nie wiem, czy tu za dużo wymagam ?
          (sama na placu zabaw nie mogę usiąść i patrzeć jak się bawi, tylk
          organizować mu czas, bo inaczej się zabiega do utraty tchu). Chyba
          takiego przedszkola nie znajdesad Ale chociaż, żeby było
          bezpiecznie....
          • mariwu Re: wypadek w przedszkolu 02.10.07, 12:21
            > niestety moje przedszkole też ma statut niepublicznegosad
            Dlaczego niestety? Zawsze mi się wydawało, że przedszkola
            niepubliczne bardzo starannie wsłuchują się w głosy rodziców.
            Przecież od tego czy rodzice będą zadowoleni zależy byt takiego
            przedszkola.

            > Nie mogę mieć więc pretensji do organizacji pracy w swoim
            > przedszkolu, a obawiam się, że jest ona taka, że w każdej chwili
            > grozi wypadkiem.
            Dlaczego nie możesz rozmawiać z dyrektorem przedszkola o tym, co Ci
            przeszkadza, co Cie niepokoi? Może dyrektor nie uświadamia sobie
            pewnych zagrożeń albo nie wie, że rodzicom nie odpowiada organizacja
            pracy przedszkola?

            > W przedszkolach prywatnych, nie obowiązuje podobno karta
            > nauczyciela. Co za tym idzie nauczyciel nie może protestować na
            > temat ilości godzin swojej pracy i ilości dzieci jakie ma pod
            >swoją opieką.
            Rzeczywiście Karta Nauczyciela ( w części dotyczącej zasad
            zatrudniania) nie obowiązuje w przedszkolach niepublicznych.
            Nauczyciele zatrudniani są zgodnie z kodeksem pracy. Ale czy to źle?
            Jeśli nauczyciel ma nieprawidłowy stosunek do dzieci, zaniedbuje
            swoje obowiązki to dyrektor przedszkola niepublicznego może go
            poprostu zwolnić i nie ma rąk związanych tysiącem obostrzeń
            narzuconych przez Kartę. A zwolnienie złego nauczyciela leży
            przecież w interesie dzieci.

            > Co za tym idzie nauczyciel nie może protestować na
            > temat ilości godzin swojej pracy i ilości dzieci jakie ma pod
            >swoją opieką.
            Niezupełnie. Dyrektor przedszkola niepublicznego nie jest katem i
            samobójcą smile Najczęściej bardzo blisko współpracuje z kadrą i stara
            się, żeby przedszkole funkcjonowało jak najlepiej. Małoliczne grupy
            są zwykle atutem takich przedszkoli, więc rzadko można w nich
            spotkać tak duże grupy o jakich piszesz. Sprawa godzin pracy
            nauczyciela też nie jest taka oczywista. W wielu znanych mi
            przedszolach niepublicznych nauczycielki pracują 5-7 godzin
            dziennie. Inaczej też (niż w przedszolach publicznych) układa się
            skład (liczebność) grupy dzieci w ciagu dnia. W przedszkolu
            publicznym najczęściej o 8-8:30 jest już cała grupa czyli ok. 25
            dzieci. W niepublicznych o tej porze często jest tylko kilkoro, a
            większość dzieci schodzi się np. ok. 10:00 (i cała grupa to
            najczęściej ok. 15 dzieci). Przyznasz, że obciążenie pracującej z
            nimi nauczycielki/nauczycielek jest nieco inaczej rozłożone. To samo
            po południu: część dzieci rozchodzi sie już po obiedzie, więc ok.
            15:00 znowu zostaje zwykle tylko kilkoro dzieci. Oczywiście to nie
            jest regułą we wszystkich przedszkolach niepublicznych, ale w
            znacznej ich części.

            > Karta nauczyciela
            > zapewnia, że nauczyciel może się nie zgodzić pracować dłużej niż
            >5h z dziećmi i mieć jednocześnie więcej niż 25 dzieci pod opieką.
            A co powiesz na znane mi przypadki, kiedy dyrektor przedszkola
            publicznego zmusza "swoje" nauczycielki do opiekowania się większą,
            niż przewidują przepisy, liczbą dzieci? Albo do grupy trzylatków
            wprowadza 1,5 roczne dziecko? Albo narzuca nauczycielkom opiekę nad
            dzieckiem upośledzonym, z zaburzeniami zachowania (z orzeczeniem)
            nie przyjmując nauczyciela wspomagającego? A fakt, że kiedy jedna z
            nauczycielek opiekujących się grupą (przypominam, że w publicznych
            najczęściej grupą opiekują sie dwie nauczycielki, ale na zmiany,
            właśnie po 5 godzin) choruje, druga, najczęściej musi ją zastępować
            i pracuje cały dzień? Czy uważasz, że w przedszkolach publicznych
            nauczycielki tak znowu masowo stawiają odpór decyzjom dyrektora?

            Myślę, że prawidłowa, zapewniająca dzieciom bezpieczeństwo,
            organizacja pracy przedszkola nie zależy od jego statusu (publiczne
            czy niepubliczne). Jeśli uważasz, że w przedszkolu, do którego
            chodzi Twoje dziecko zasady bezpieczeństwa nie są zachowane, to idź
            poprostu do dyrektora placówki i powiedz mu o tym. Albo dyrektor
            postara się zmienić ten stan, albo wyjaśni Ci dlaczego nie może tego
            zrobić.

            • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 02.10.07, 16:27
              cyt. Myślę, że prawidłowa, zapewniająca dzieciom bezpieczeństwo,
              organizacja pracy przedszkola nie zależy od jego statusu (publiczne
              czy niepubliczne). Jeśli uważasz, że w przedszkolu, do którego
              chodzi Twoje dziecko zasady bezpieczeństwa nie są zachowane, to idź
              poprostu do dyrektora placówki i powiedz mu o tym. Albo dyrektor
              postara się zmienić ten stan, albo wyjaśni Ci dlaczego nie może tego
              zrobić.

              zgadzam sie z przedmówczynią,
              mało tego, dziwię się, że nie zabrałas dziecka z przedszkola, co z tego, że
              dziecko lubi to przedszkole, jeśli jest tam po prostu niebezpiecznie, a jeśli do
              tego twój synek jest ruchliwy, to niedługo możesz zostać mamą "sprawcy", lub
              "ofiary"...nie wiadomo co gorsze.
              Dziwne to przedszkole, bo zazwyczaj jednak w prywatnych jest nacisk na mniejsze
              grupy, a właściciele respektują kartę- tak jest w naszym- właścicielka
              respektuje kartę nauczyciela, bo wtedy pracownicy sa bardziej lojalni, poza tym
              akurat w tym przedszkolu właścicielce zależy na jakości.
              W sumie chyba wasze przedszkole jest w jakimś dużym mieście, gdzie jest duże
              osiedle i sporo dzieci, bo inaczej nie mogliby sobie pozwolić na takie obniżenie
              standardu- wykosiłaby ich konkurencja...
              ja w takiej sytuacji porozmawiałabym z dyrekcją, a gdyby to nie pomogło,
              poszukałabym innego przedszkola jak najszybciej.
              • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 02.10.07, 16:31
                Dziwne to przedszkole, bo zazwyczaj jednak w prywatnych jest nacisk na mniejsze
                grupy, a właściciele respektują kartę-

                miałam na myśli, że zazwyczaj sa mniejsze grupy, a do tego niektórzy właściciele
                respektują kartę.
              • kolina01 Re: wypadek w przedszkolu 02.10.07, 17:41
                Z tego jak opisałam wam plan zajęć w swoim przedszkolu, wygląda na
                to, że siostra-dyrektor probuje zachować "Kartę". To znaczy
                nauczycielki zmieniają się co 5h. Ale zmiana ta jest w obrębie 2
                grup 3 i 4 latków. Niby każda z grup ma przypisanego swojego
                nauczyciela, ale obie grupy (łącznie zapisane ok. 50dzieci) od 8-10
                rano są pod opieką 1 nauczyciela i 1 pomocy, a od 13-15 maluchy są
                pod opieką pomocy (leżakowanie), a 4-latki pod opieką 1 nauczycielki.
                Od 15 do 16 to już nie wspomnę.
                Moje przedszkole jest właśnie w dużym mieście, a wokoło w
                przedszkolach publicznych jest po 30 dzieci w grupie i właśnie też
                różnie z opieką (choć dyrektor się stara jakoś spełnić wymogi karty).
                Przedszkole ma bardzo dobrą opinię wokoło i baaardzo długie kolejki.
                Zapisać trzeba dziecko ok. 2 lata wcześniej.
                W zeszłym roku i jak zapisywałam dziecko w grupie było po 20 dzieci.
                W tym roku siostra "zlitowała" się nad prośbami ludzi, których
                dzieci nie dostały się do przedszkola i dlatego przyjęła dodatkowo
                po 6 dzieci do 3 latków i 6 do 4 latków (nie zatrudniając
                dodatkowego nauczyciela).
                Jestem chyba jakaś dziwna wogóle, bo jak wspomniałam o tym, że robi
                się niebezpicznie, to rodzice na mnie nakrzyczeli, że mogę
                zrezygnować, będzie luźniej, a oni rozumieją, że ktoś nie ma wyjścia.
                Co do zdarzeń, to w ciągu ostatnich 3 tyg. moje dziecko :
                - zostało pogryzione do krwi przez koleżankę (pani nie zuważyła) -
                ślad na brzuchu ma nadal po 3 tyg. od tego.
                - zdeżyło się z kolegą głowami, tak, że leciała mu krew z nosa (bo
                na sali jest ciasno). Rzeczywiście cieszyłam się, że nie był to 2
                lata młodszy chłopczyk, który jest w grupie 3 latków (ma 2.5 roku),
                a mój synek jest od niego 2 razy większy (ma 4,5 roku)- wtedy mógł
                być "sprawcą" - ale winą obarczyłabym nauczycielki, a
                właściwie "system" w przedszkolu.
                - zalał się wodą z kolegą w łazience bo byli tam sami.
                - kąpał się w rurze do zjeżdżania , w deszczówce.

                Poza tym, akurat panie opiekunki tam mają bardzo dobre podejście do
                dzieci. Świetnie ogarniają dzieci. Mają bardzo dobry wpływ na moje
                dziecko.
                W samorządowych przedszkolach wokoło, jest różnie. Dzieci są z
                różnych domów. Nie chcę, żeby moje dziecko, było
                źle "dyscyplionowane", ze względu na swoja "ruchliwość". Czerpało
                złe wzorce z kolegów (słownictwo, agresja).
                NIe uważam, że agresje dziecka i jego brak wychowania można zrzucić
                na tzw. ADHD. To PRzedszkole jest katolickie jak już pisałam, więc
                też zasady w nim panujące bardzo mi odpowiadają. Dzieci są z rodzin
                katolickich.
                Dlatego mam tak mieszane uczucia co do tego przedszkola.
                Jak zrezygnuję, to pewnie wogóle z przedszkola. W prywatnych wokoło
                nie ma miejsc. Musiałabym spróbować w publicznym za rok, lub w
                drugim końcu Krakowa. Do tego w okolicy nie przyjmują 3-latków, a za
                rok, we wrześniu młodsza córeczka kończy 3 latka- do Państwowego ją
                nie przyjmąsad
                • housewife1 Re: wypadek w przedszkolu 03.10.07, 09:50
                  Hmmm... no to masz trudny wybór...
                  a może po prostu odbieraj synka tuż po obiedzie, przed leżakowaniem, wtedy, gdy
                  liczba pań się zmniejsza...
                  Jeśli masz taką możliwość
                  po południu juz zazwyczaj jest tylko tzw "dyżur" i nie ma zajęć, tylko tzw czas
                  wolny

                  cyt. " Jestem chyba jakaś dziwna wogóle, bo jak wspomniałam o tym, że robi
                  > się niebezpicznie, to rodzice na mnie nakrzyczeli, że mogę
                  > zrezygnować, będzie luźniej, a oni rozumieją, że ktoś nie ma wyjścia."

                  nie, ty nie jestes dziwna, jesteś troskliwą matką, to tamci rodzice są po prostu
                  obojętni i bierni, niestety to często spotykana postawa rodziców. Niektórym po
                  prostu wygodnie, że w ogóle mogą zostawić dzieci i o niczym innym już nie myślą.

                  w ogóle to dziwne, że nie zatrudnili dodatkowej osoby, bo przy 12 dzieciach
                  więcej jest też 12 więcej czesnego, więc powinni miec na to pieniądze???
                  • kolina01 Re: wypadek w przedszkolu 03.10.07, 10:07
                    Jak tylko możemy tak właśnie robimy. To znaczy zależy to trochę od
                    chęci spania młodszej córeczki, która zwykle jest z opiekunką/babcią
                    w domu. Od 13-15 organizowane są dodatkowe zajęcia płatne w grupach,
                    z dochodzącymi prowadzącymi (rytmika, gimnastyka korekcyjna,
                    angielski). Więc, staramy się synka odbierać koło 15.
                    Rzeczywiście, z punktu widzenia ekonomicznego, rzeczywiście nie
                    opłaca się im zatrudniać nauczycieli, tak, aby zmieniali się w
                    grupach. Bo jeżeli większość 4 -latków i tak pójdzie na angielski o
                    13-14, albo gimnastykę. W przedszkolu prywatnym każdy grosz pewnie
                    jest dokładnie przeliczony, więc nie chcą, aby w razie czego pani
                    siedziała w tym czasie i piła kawę.
                    Sytuacja była najcięższa we wrześniu. Zajęcia dodatkowe jeszcze nie
                    ruszyły, a dzieci były wszystkie w komplecie.
                    Na spotkaniu z rodzicami same panie bardzo się na to skarżyły,
                    chciały chyba, aby rodzice porozmawiały z siostrą dyrektor na ten
                    temat - tak wynikało z ich wypowiedzi, choć oczywiście nie
                    przyznawały się, że mają problemy z taką ilością dzieci.
                    Mam zamiar porozmawiać oczywiście z siostrą dyrektor, ale na razie
                    chorujemysad Więc do predszkola nie chodzimy.
                    Ciekawa jestem też ile może wynosić dofinansowanie z gminy w
                    przedszkolach niepublicznych (Kraków) ? Czy każde przedszkole ma
                    inne dofinansowanie ? Bo czesne u nas w przedszkolu jest tylko
                    trochę wyższe niż w samorządowych 150PLN (okoliczne samorządowe to
                    90-120PLN). Okoliczne prywatne to 600-800PLN.
                    • mariwu Re: wypadek w przedszkolu 03.10.07, 13:03
                      > Ciekawa jestem też ile może wynosić dofinansowanie z gminy w
                      > przedszkolach niepublicznych (Kraków) ? Czy każde przedszkole ma
                      > inne dofinansowanie ?

                      Ustawa przewiduje, że przedszkole niepubliczne dostaje dotację (na
                      każde dziecko) w wysokości conajmniej 75% kwoty dotacji, którą
                      otrzymuje na każde dziecko przedszkole publiczne prowadzone na
                      terenie danej gminy. Większość gmin trzyma się tych 75%. Dotacje są
                      różnej wysokości w różnych gminach, bo różny jest ( w zależności od
                      gminy) sredni koszt utrzymania dziecka w przedszkolu publicznym.

                      Wysokość czesnego w przedszkolach niepublicznych jest zróżnicowana i
                      różne są zasady opłacania zajęć tzw. dodatkowych. W części
                      przedszkoli niepublicznych są one już wliczone w czesne. W przypadku
                      przedszkoli prowadzonych przez zgromadzenia zakonne jest, zdaje się,
                      tak, że siostry nie otrzymują pensji, bo do pracy w przedszkolu
                      oddelegowywuje je zakon. Ale tego nie wiem na pewno smile Jeśli to
                      prawda, to obniża to znacznie koszty prowadzenia takiej placówki.
                      • mojafasolka środa 04.10.07, 09:43
                        Witajcie Drogie Mamy,
                        jestem po długiej rozmowei z panią dyrektor. Zapewniła mnie, że
                        panie nauczycielki ze zdwojoną uwagą pilnują dzieci po tym co się
                        stało. Ale żadnych konsekwencji od nauczycieli, oprócz zwrócenia
                        uwagi, wyciągać nie chce. Widziała się z mamą "sprawcy" - ta,
                        podobno skruszona obiecała współpracę w poradni rodzinnej (bo
                        okazuje się, ze jest tam spory problem rodzinny). Chłopiec
                        współpracuje również z psychologiem przedszkolnym. Podobno widać
                        niewielką poprawę w jego zachowaniu.
                        To byłoby na tyle, jeśli chodzi o załatwienie sprawy ze strony
                        przedszkola. Czy to dużo? Nie wiem, ale jestem trochę
                        spokojniejsza. Oczywiście jest troska o mojego synka i jego
                        zdrowie, to miłe. Boję się, oczywiście, co będzie po powrocie do
                        przedszkola. Ale mam nadzieję, że dzięki przychylności i
                        baczniejszej uwagi takie historie w tym przedszkolu już się nie
                        wydarzą. A co do odszkodowania, poinformowano mnie, że po skończonym
                        leczeniu - to my rodzice składamy stosowne dokumenty (wypełnione
                        także przez przedszkole) u ubezpieczyciela.
                        Pozdrawia trochę zmęczona Ania
                        • mariwu Re: środa 04.10.07, 10:06
                          >Pozdrawia trochę zmęczona Ania

                          Taaaak. My tu gadu-gadu o dotacjach, a to przecież chodzi głównie o
                          Twoje dziecko.

                          > mam nadzieję, że dzięki przychylności i
                          > baczniejszej uwagi takie historie w tym przedszkolu już się nie
                          > wydarzą.
                          To jedyne pocieszenie. Taki wypadek powinien uświadomić
                          nauczycielkom, że żelazną zasadą powinna być obecność nauczycielki
                          bezpośrednio przy niebezpiecznych urządzeniach. Wtedy ma szansę
                          zapobiegać takim sytuacjom. I żelazną zasadą powinno byc
                          wymaganianie przez nauczycielki przestrzegania przez dzieci zasad
                          korzystania z takich urządzeń (czyli np., jak pisały też inne mamy,
                          wchodzenie na podest kolejnego dziecka dopiero po tym, kiedy inne
                          już zjedzie). To naprawdę jest wykonalne, a dzieci nawet lubią takie
                          rytuały i często same przypominają o nich innym dzieciom. Mają wtedy
                          wrażenie, że uczestniczą w czymś ważnym smile.
                          Mam nadzieję, że Twój synek w pełnym zdrowiu i bez urazów wróci do
                          przedszkola.

                          >A co do odszkodowania, poinformowano mnie, że po skończonym
                          > leczeniu - to my rodzice składamy stosowne dokumenty (wypełnione
                          > także przez przedszkole) u ubezpieczyciela.
                          To dotyczy odszkodowania w ramach ubezpieczenia Twojego dziecka od
                          następstw nieszczęśliwych wypadków.
                          Możesz też próbować dochodzić odszkodowania z powództwa cywilnego
                          przeciw placówce lub nauczycielkom (nauczyciele powinni byc
                          ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej), ale wtedy trzeba by
                          (chyba) udowadniać WINĘ placówki czy nauczyciela. A to rzeczywiście
                          był raczej nieszczęśliwy wypadek, choć, być może, paniom zabrakło
                          nieco wyobraźni.

                          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka