mojafasolka
27.09.07, 14:01
Drogie Mamy,
Jest mi okropnie smutno. Pocieszcie mnie proszę, bo chyba zwariuję.
Mój synek poszedł od września do przedszkola, nie było najgorzej
choć on wolałby być ze mną (nawet w pracy). Przedszkole okazało sie
być sympatycznym miejscem, panie sympatyczne, dzieci również.... do
minionego wtorku. Około południa dostałam telefon od nauczycielki,
że moje dziecko boli ręka. POmijając wszystkie szczegóły tego dnia -
wyobraźcie sobie, że mój niespełna 4-leni synek ma złamany obojczyk,
a co za tym idzie całą klatkę piersiową razem z prawą ręka ma w
gipsie. A chcecie wiedzieć jak to się stało? Chłopiec z tej samej
grupy z całej siły zepchnął mego synka ze zjeżdźalni (mój syn spadł
na głowę z dużej wysokości)- dziś już wiem, że zrobił to z
premedytacją - mój synek stał grzecznie czekając na swoją kolej, a
ten łobuz niewiele myśląc popchnął go, moje dziecko nie miało
możliwości jakiejkolwiek obrony. Na początku trudno było mi w to
uwierzyć, ale po wielu informacjach jakie otrzymałam od tamtego
dnia, wiem że od pierwszego dnia były z nim problemy. MOżnaby w tym
miejscu zarzucać błędy nauczycielkom, ale ja tego nie robię, bo
wiem , że robiły dużo aby pilnować dzieci. Mam żal nie tyle do
dziecka, co do jego rodziców.
Wiem, że teraz odezwie się wiele mam broniących tego sprawcy (bo to
tylko dziecko). Ja do wtorku byłam za tym, żeby dzieciom trudnym
dawać szansę. Ale nie kosztem mojego dziecka. Wiem, że temu dziecku
jest potrzebna praca ze specjalistą, ale jak ja mogę posłać do tej
grupy mojego synka? CZy po 3 tygodniach po zdjęciu gipsu on bez
problemu zechce pójść do przedszkola? Nie sądzę.
Jestem przerażona i szczęśliwa zarazaem, bo skończyło się na
złamanym obojczyku, a mogło być coś znacznie poważniejszego. Dzięki
Bogu.
Drogie Mamy, proszę was o poradę również prawną. Jeżeli ktoś z was
miał doczynienia z podobnym przypadkiem, będę wdzięczna za
informacje.
Pozdrawiam,
Ania