Dodaj do ulubionych

SOLEC- wcale nie tak różowo

18.12.05, 18:15
Na samym początku zaznaczam ze to tylko mja subiektywna opinia więc nie
chciałabymżeby sie na nie nik rzucił tu smile

rodziłam na solcu 4 miesiące temu. co do kwestii porodu to spoko wzystko ok
moze pozatym ze moja dzidzia (córcia) miala 4200 i byla 18 godzin bez wód
plodowych a pani gin uparla się ze mam rodzic silami natury...
przy ogledzinach noworodka zaraz po porodzie pani pediatra szorowala metalowa
branzoletko po buzi malutkiej podczas ubierania nawet nie mogla jej zdjąć co
widzialam dopiero na filmie . po porodzie lezalam na sali ogolnej jak
poprosilam o zniane poscieli okazalo sie ze nie ma na znmiane w drugiej
dobie córcia dostala ostrej żołtaczki 19,9, mg bili. i wtedy sie zaczęło.
mialabyć naświetlana dostalam lampę tylko ze Liwia nie chciala zezec pod
nia i bardzo plakala wolala przy cycusiu . z naswietlania ktor mialo byc 7
godzine naswietlala sie godzine . pani polozna kiedy zobaczyla ze juz padlam
z wycieczenia i walki z córka powiedziala " jak pani tak moze dziecko musi
byc naswitlane !!1 i oderwala mi od cyca ja i zabrala bez pytania potem
poprosilam czy moze byc naswietlana u poloznych . zebtscie wiedzialy jak one
na mnie popatrzyly .i w koncu okazalo sie ze tylko ja musze jednak
naswietlac . żółtaczka rosła 21.1 mg bili. po paru dobach takich akcji
dostalam depresji . moja matka i maz poszli do poloznych i pediatry . a pani
pediatra stwierdzila że " pani corka nie nadaje sie na matke i powinna u pani
pod spodnica siedziec' i to przez to cholerka ze depresji dostalam i plakalm
kilka razy . o d tego czasu polozne traktowaly mnie jak kretynke .moja mala
przeszla bardzo ciezko żołtaczke a w niedzy czasie dostala zapalenia spojowek
o ktorym nikt nie wspomnial ze to to i zostala tam zarazona ecola po 10
dniach posiedzialysmy moze tydzien w domu i znow trafilysmy do szpitala z
zakazeniem drog moczowych ktorego dostala w solcu . moja corcia malo nie
umarla 2 i poltygodniowy noworodek mial 39 stopni juz po odjeciu tylko przez
to ze Pani polozna powiedziala ze dziewczynek nie wyciera sie w okolicach
lonowych .
Obserwuj wątek
    • linearka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 18.12.05, 20:02
      Współczuję Tobie i córci, że te pierwsze chwile na świecie były ciężkie, ale
      wybacz, subiektywna opinia to to nie jest. Pozdrawiam.
    • paulinaml1 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 18.12.05, 20:44
      o wszystkich szpitalach są dobre i zle opinie i dlatego ciezkosie zdecydowac na
      jakis.trzeba po prostu walczyc o swoje w szpitalu
      • modrooczka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 18.12.05, 23:10
        Linearko, nie zgodze sie. To wlasnie JEST subiektywna, stronnicza opinia, w
        przeciwienstwie do opinii obiektywnych. Jak dziecko ma byc pod lampa 7 godzin to
        kazdy kwadrans kiedy jest spod niej wyjete trzeba potem "odrobic". Jak jest caly
        czas wyjete to na 7 godz bez sensu blokuje sie lampe, ktora jest potrzebna tez
        innym dzieciom, a i dzieciakowi to szkodzi. Byc moze komentarze pielegniarek czy
        pediatry byly ostre, ale takie zachowanie mamy tez nieracjonalne, zwlaszcza ze
        zaszkodzilo jej dziecku (skok bilirubiny) i byc moze innym. Moja corka tez
        bardzo marudzila pod lampa, siedzialam cala noc, glaskalam po brzuszku, czasem
        na pre minut wyjmowalam, ale jakos wytrzymalysmy 9 godzin i dzieki temu musiala
        byc pod lampa tylko raz. Wiem, ze dziecka szkoda, ja tez swoje przeplakalam pod
        ta lampa, ale w szpitalu to naprawde nalezy troche tym lekarzom zaufac.
    • lolinka2 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 08:53
      A z drugiej strony jeśli ktoś tak lekceważy zalecenie lekarza w pierwszych
      dobach zycia dziecka, to też miałabym wątpliwości do predyspozycji tejże persony
      (matki) albo jej pełni władz umysłowych (bo chyba celowo dzieciakowi krzywdy nie
      robiaś...?). To się mogło gorzej skończyć- transfuzją np (odrzuceniem jej-
      śmierć, zakażeniem czymkolwiek- wina nie tyle szpitala co ośrodka
      przygotowującego preparat - i wszystko prez twoje nadwrażliwe na płacz dziecka
      uszy). Się z łóżka tyłek rusza, stoi nad dzieckiem, głaszcze, mówi do niego,
      osobiście widziałam matkę która pod lampą dziecko karmiła nawet (a więc przy
      odrobinie inwencji da się wszystko). Dziecko 4200 da się urodzić naturalnie
      (zaleznie od wymiarów miednicy matki), 18 godzin bez wód to nie wskazanie do cc
      (po 24 indukuje się poród dopiero, chyba ze z ktg wynika iż zycie dziecka jest
      zagrozone), a tak przy okazji to rodzinka zamiast filmy robić jak się im
      bransoleta pani dr nie podobała, mogła sama dziecko ubrać, ręce mąż ma tak samo-
      nie???
    • monika535 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 11:46
      witaj, ja też rodziłam na SOlcu, moje dziecko przechodziło żółtaczkę, wiem co
      mogłaś wtedy czuć, ja miałam 3 nieprzespane noce pod rząd (1 - obok na łóżku
      dziewczyna dostawała kroplówę z zepsutej pompy infuzyjnej, która co 15 minut
      wydawała przeraźliwy pisk, 2 noc - poród 27 godz., 3 noc - nauka karmienia,
      padłyśmy obie o 5 rano, o 6 "przyszły" termometry) i jak mi 4 dnia przyszła
      pielęgniara i powiedziała, że dziecko ma zółtaczke i trzeba minimum całą noc
      naświetlać to miałam ochotę przez okno wyskoczyć z krzykiem. Wierz mi, żadne
      dziecko nie leży pod lampą z przyjemnością i spokojnie, każde woli być w tym
      czasie przy piersi, niezależnie czy się naświetla obok łóżka mamy czy u
      pielęgniar. Moja 10 minut wytrzymywała pod lampą spokojnie, potem był
      rozdzierający serce płacz. WIęc ona płakała w środku, ja nad nią z łbem pod tą
      lampą, siedząc na brzegu łóżka (po naturalnym porodzie - super wrażenia). Ale
      opłaciło się: o 12 w nocy zbadali ją i stwierdzili że starczy.
      Myślę, że niestety to jest cena jaką płacimy za możliwość pozostawania z
      dzieckiem po porodzie. Możemy już w pierwszych godzinach życia dziecka
      obserwować je, pielęgnować, nawiązywać więzi, ale i musimy towarzyszyć im w
      takich zabiegach, nawet jeśli po porodzie po prostu ciężko jest nam wstać z
      łóżka. I sądzę, że mimo wszystko mojej córci było minimalnie lepiej kiedy pod
      tą lampą czuła na sobie moje dłonie, niż gdyby miała leżeć u pielęgniar sama.
      Także to chyba nie jest tylko kwestia szpitala, chociaż chyba w niektórych
      naświetlania odbywają się tylko u pielęgniarek. Z tym że tam odbywają się taż
      np. kroplówki dzieci z infekcjami i tym podobne.
      Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem, że mała byla bez wód, wody, nawet po
      pęknięciu czy przebiciu pęcherza produkowane są przecież na bieżąco do końca
      porodu - ja tak rodziła dużo dłużej i dziecku to nie zaszkodziło.
      Trudno mi natomiast skomentować tą rewelację o niewycieraniu dziewczynek w
      okolicach intymnych. Pamiętam, że przy pierwszej kąpieli pielęgniara zrobiła mi
      zwięzły co prawda ale konkretny pokaz jak i co się wyciera i takich rewelacji
      nie słyszałam. No chyba że różne pielęgniary propagują różne metody, ale ta
      metoda już na zdrowy rozum brzmi przerażająco.
      Faktem jest że te pielęgniary bywają obcesowe (zwłaszcza jedna miała dość ostry
      styl bycia), ale wydawało mi się, że jeśli widziały wolę współpracy to
      postępowały w porządku. One są w końcu pielęgniarkami noworodkowymi więc mają
      na uwadze głównie dziecko i jego interesy, a wszelkie depresje i okazywanie, że
      się nie daje rady w interesie dziecka nie leżą więc może dlatego są przez nie
      tępione.
      (A pościel zmieniałam 2 razy w ciągu 6 dni.)
      Szkoda, że tak się wam dostało już na samym początku życia Malutkiej, ale nie
      wiem, czy w rodzenie w innym szpitalu wiele by zmieniło.
    • maja42 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 12:45
      Ja myślę, ze w każdym szpitalu spotkało by Cie to samo i możesz się tylko
      cieszyć, że trafiłaś na solec, gdzie pielęgniarki i lekarze przejmują sie przede
      wsyzstkim chorym dzieckiem a nie histeryzująca matką. Wiem, że było Ci ciężko,
      mój Janek tez był naświetlany, tez zamiast leżeć to wisiałam nad nim pod lampą
      całą noc (chyba 9 godzin to było), spiewałam, głaskałam i tez było to po
      porodzie naturalnym (podczas którego mimo nacięcia cos tam mi jeszcze pękło w
      srodku i bardzo bolało, miałam cały tyłek czarny taki spuchnięty i kazali
      smarowac jakimiś cudami). Wyjmowałam Janka na karmienia i wkładałam spowrotem
      mając świadomośc, ze każda przerwa oznacza nie tylko przedłużenie naświetlania
      ale tez skok bilirubiny. Im szybciej się naświetli tym lepiej. I bilirubina
      spadła, wszytsko było ok. chociaż oboje sie przemęczyliśmy. Personel na solcu
      nie jest niezyczliwy - wręcz przeciwnie, odpowiadali na wsyzstkie moje głupie
      pytania i tłumaczyli jak czegoś nie wiedziałam, nie umiałam itd. Ile razy
      poprosiłam o pomoc to ją otrzymałam. Pościel zmianiłam raz - sama, chociaz
      salowa spytała czy mi pomóc czy sobie poradzę, ale po co miałam jej roboty
      dokłądać, skoro sobie poradziłam? A podkłady zmieniałam codziennie - zawszez ile
      razy poprosiłam to dostawałam. Ci ludzie mają co robić, więc nie sa moze bardzo
      wylewni raczej konkretni ale naprawdę zyczliwi. a takiej wspaniałej p doktor
      pediatry jak na solcu to jezcze nigdzie nie spotkałam drugiej. A uwierz tez
      płakałam przy tej lampie, bo nerwy mi puszczały i serce pękało. Ale jak trzeba
      to trzeba. A na lampe czekaja inne dzieci - my tez czekalismy najpierw pół dnia
      aż ktoś inny skończy naświetlanie - więc blokowanie jej jest conajmniej niezyczliwe.
      Nie dziwię sie naprawdę, ze wszyscy byli tam na Ciebie wściekli: zaszkodziłaś
      swojemu dziecku a być może też innym i to poważnie a do tego miałaś jeszcze
      pretensje. Wiem, ze po porodzie można czuc się źle i fizycznie i psychicznie no
      ale po to właśnie są ci lekarze, pielęgniarki i położne żeby się ich słuchać jak
      jestes w kiepskim stanie!!!
      Życzę zdrowia Twojej córeczce,żebyście nie miały wiecej takich przezyć. Niestety
      czasem ważniejsze jest zdrowie dziecka niż jego komfort psychiczny - ono tego
      jeszcze nie moze zrozumieć i dlatego płacze i rozpacza, ale my jako matki i
      osoby dorosłe chyba powinnyśmy...
      • linearka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 15:10
        Sorki dziewczyny, ciąża mi móżdżek wypaliła troszkę i oczywiście że chciałam
        napisać że to SUBIEKTYWNA dość opinia, bo też wydaje mi się, że autorka postu,
        mimo że współczuję ciężkich chwil, to jednak przesadza z ocenami negatywnymi w
        przypadku gdy w każdym innym szpitalu lekarze i pielęgniarki postąpiłyby
        prawdopodobnie tak samo. Generalnie uważam, że takie generalizowanie "ze mną zle
        się obeszli uciekajcie od tego szpitala" jest krzywdzące. Ja na solec wybieram
        się za dwa tygodnie (mam nadzieję) i raczej żadna negatywna opinia mnie od tego
        nie odwiedzie, po prostu chcę tam rodzić i już. Pozdrawiam.
    • dwa_kotki Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 18:13
      Wiecie co podzielic sie z wami czyms.. szkoda na to czasu wy 'idealne mamusie'
      oby wasze dzieci nie odziedziczyly po was tej cholernej zyczliwosci dla ludzi.
      kretynki
      • kluseczka195 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 19:07
        faktycznie dziewczyna moze nie postapila "idealnie"ale wsparciem to wy nie
        jestescie....
        • linearka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 21:21
          Piszę TYLKO za siebie !!! Napisałam w swoich postach, że Ci współczuję i
          przepraszam bardzo, ale tak jak Ty mam prawo wyrazić WŁASNĄ opinię na temat
          napisanego postu co też zrobiłam! Wypraszam sobie jednak epitety typu "kretynki"
          bo tylko wystawiasz świadectwo własnemu postępowaniu. Byłam daleka od napisania
          tego, ale teraz nie dziwię się już lekarzom i położnym że mając dzień w dzień do
          czynienia z różnymi osobowościami czasem puszczają im nerwy! Dojrzałość również
          przez Ciebie nie przemawia. Pozdrawiam.
          • maja42 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 19.12.05, 22:28
            Zgadzam się z Linearką. Nie obraziłam Cię w swoim poście a Ty mnie tak. Trudno.
            Tak się zdaża. Płakać nie będę z tego powodu. Podzieliłaś się, więc Ci
            napisałyśmy co myślimy o Twoim przeżyciu, ale żadna z nas nie napisała Ci że
            jestes kretynką a Ty nam tak. Dużo matek tu pisze i nie każdy post spotyka się z
            tak jednoznacznymi odpowiedziami jak Twój. Zastanów się dlaczego. Może jednak my
            mamy troche racji??? Ostatecznie każda z nas rodziła i wiekszość przeżyła cos
            podobnego co Ty tylko inaczej na to zareagowałysmy. a tytuł Twojego postu jest
            zupełnie bez sensu, bo to co opisałaś wcale nie ma związku z Tym że to się
            zdażyło na Solcu. To samo by Cię spotkało w każdym innym szpitalu państwowym.
            Może trzeba było zatytułować: noworodek -wcale nie tak różowo, albo Być matką -
            wcale nie tak rózowo???
            Dziewczyno!!!
            Ja wiem, ze po porodzie i tak ciężkich przezyciach trudno wrócic do siebie, ale
            nie osądzaj źle tych, kórzy wcale źle ci nie zyczą!!! Ani personel szpitala ani
            my nie chciał Cie pognębić!!! Zastanów sie wiec co piszesz i nie unoś sie tak
            bezsensu. Ja naprawdę szczerze i bez ironii zyczyłam Wam zdrowia i nie
            przezywania więcej takich historii. a teraz równie szczerze zyczę Ci spokoju
            wewnętrznego. Naprawdę. Pozdrawiam serdecznie.
            • modrooczka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 20.12.05, 14:08
              To wlasnie takie roszczeniowe osoby, ktorym sie wszystko nalezy sa najbardziej
              uciazliwe w szpitalach, wcale nie lekarze czy pielegniarki. No i prosze, mamy
              pyskowke bez udzialu lipcowej. Gratulacje kotku. Powinnas niedlugo zrobic furore
              na tym forum.
    • nicolaya79 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 20.12.05, 16:40

      • linearka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 20.12.05, 17:17
        Jeżeli dopiszesz, że byłaś na sali porodowej razem z tą koleżanką i widziałaś to
        na własne oczy to ok! Uważam jednak, że wbrew ostatnio powszechnej opini,
        personel żadnego szpitala nie ma na celu chęci uśmiercania kogokolwiek podczas
        porodu a jedynie medyczną, potrzebną w danym momencie pomoc. To tyle.
    • agnmil Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 20.12.05, 23:07
      Powiem Ci - moje słowa kieruje do dwa-kotki - że miałaś i tak szczęście, bo
      moje dziecko ledwo przeżyło poród na tym obleganym Solcu. Najpierw położna
      przyjmująca mnie na oddział nie zapytała mnie o wyniki badań z okresu ciąży -
      ani tych laboratoryjnych ani USG, potem nie zauważyła że ktg jest żle
      zamocowane, potem nie zauważyła niedotlenienia u mojego dziecka - a to akurat
      nawet ślepy by zauważył, a jak nie ślepy to w każdym podręczniku położnictwa o
      tym piszą i nie trzeba do tego wielkiej inteligencji, badała mnie może tylko
      raz jak miałam juz 8 cm i zielone wody wypłynęły, trzeba dziecko szybko
      wyciągać, zrobiło sie zamieszanie a tu zginęła pelota od vacuum i nie było jak,
      to pan ordynator położył mi sie na brzuch i złamał dziecku obojczyk, na
      szczęście go szybko wyparłam, najadłam sie strachu bo już nie oddychał. Potem
      miał żółtaczke, nie chciał ssać i był dokarmiany i dopajany, tylko ja trzymałam
      go pod lampą dłużej niż zalecała pediatra, bo o tym czasie dowiadywałam sie
      zupełnie przypadkiem od jakieś pieleniarki, która zabierała go na antybiotyk. Z
      książeczki zdrowia dowiedzialam się, że dziecko z 4 pkt. Apgar nie potrzebuje
      porady specjalisty. Na szczęście mam dobra pediatre w swojej przychodni więc
      mnie oświeciła. Tak sobie nawet myśłałam, że gdybym załapała się na pojedyńczą
      sale to przy olewaniu położnych moje dziecko po prostu by umarło, bo sama bym
      je urodziła a mój mąż poszdłby je zawołać żeby odcięły pępowine. Na Solcu nie
      jest różowo, bo chętnych do porodu dużo a obsada personelu bardzo skromna - tu
      robi się naprawde niebezpiecznie, bo oni najzwyczajniej w świecie nie
      wyrabiają. Natomiast na pielęgniarki noworodkowe nie narzekam, bo naprawde
      były cudowne. O tym obojczyku to dowiedziałam się od ortopedy. A komentarzami
      nie przejmuj się, bo na ten Solec dziewczyny ciągną jak do Mekki i nie wiem ile
      nieszczęśc ma się wydarzyć żeby umiały patrzeć na sprawy obiektywnie.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i Twoją Córcie.
      • modrooczka Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 20.12.05, 23:59
        Wiecie co kobiety? Tak sobie poczytalam jeszcze raz i mysle, ze kazdy kto mial
        ciezkie doswiadczenia i to niedawno pisze emocjonalnie i moze rzeczywiscie nie
        trzeba go za to zaraz ukamienowac. Tym samym przepraszam za moj poprzedni post.
        Oczywiscie ze te ktore sa przed porodem (czyli ja tez) chcialyby widziec ten
        szpital jako oaze profesjonalizmu i najlepszych mozliwych warunkow. Te ktore sa
        po albo mialy latwo albo trudno. Sama sie nadziwic nie moge, ze po moich postach
        o szpitalu bielanskim ktos w ogole jeszcze chce tam rodzic, a jednak. W kazdym
        szpitalu sie zdarzaja rzeczy dobre i zle. Oslawiona Zelazna tez popelnia bledy.
        Niewazne, placimy czy nie. Moja kolezanka ledwo przezyla porod u Damiana z winy
        lekarza.
        Jak czytam co napisala agnmil to mi sie slabo robi. Bede tam rodzila drugi raz.
        Za pierwszym porod byl ciezki, ale personel bardzo pomagal. O zadnym naciskaniu
        na brzuch nie bylo mowy. Polozne z dyzuru (rodzilam 12 godz) bardzo kochane.
        Lekarz ok, widzial ze lece przez rece wiec mnie szyl szybko, sprawnie, caly czas
        sie wyglupiajac i zagadujac zebym nie zasnela, dziecko od razu do piersi itd.
        Moja gin mowi, ze jak porod sn, naturalny, zdrowy to kobieta i pod plotem
        urodzi, a jak sa komplikacje to w kazdym szpitalu bedzie smutno. Ja wiem ze sa
        lekarze lepsi i gorsi. W Bielanskim jest slynny na cala W-we prof Debski. I co z
        tego? Nie przeszkodzilo mu to wypisac dziecka przyjaciolki z zapaleniem opon
        mozgowych.
        Zycze Wam (zwlaszcza tym co dopiero urodza) duzo szczescia i tyle.
        Tym co juz urodzily, zeby szybko zapomnialy
        A co do forum, czy ja wiem, moze szybciej sie czasem pisze niz mysli i to jest
        jego najwieksza wada?
        Pozdrawiam
        Hanka
        • agnmil Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 00:33
          Modrooczka, ja bardzo przepraszam że mój post cię wystraszył, nie chce wpływać
          nim na niczyje decyzje, nie zachęcam i nie odradzam Solca. Rodziłam tam
          pierwsze dziecko w 2002r. i akurat z porodu jestem bardzo zadowolona - mam więc
          porównanie jak wygląda poród kiedy położna się stara a kiedy olewa. Po porodzie
          totalna olewka lekarzy ginekologów, ale tym się nie przejmowałam bo miałam
          przecież swojego lekarza - ale nie z tego szpitala, pediatrzy i pielęgniarki
          noworodkowe ok. Ze względu na dobro dziecka - i wrażenie że będzie tam pod
          dobra opieką - zdecydowałam sie rodzić tam drugie dziecko bez opłaconej
          położnej - ot tak sobie prosto z ulicy- ale akurat miałam pecha. Jedyne
          szczęście to to że rodziłam na ogólnej sali - i położna chociaż mnie nie
          badała, nie monitorowała stanu dziecka, tj. nie czytała zapisu ktg, nie
          śledziła postępu porodu to chociaż się na mnie spojrzała i po mojej zbolałej
          twarzy domyśliła się ile mam rozwarcia. No trochę się zawachała - ale na nią
          warknęłam, bo nie lubie jak ktoś się tak do mnie odnosi. Myśle że nie zostałam
          poinformowana o stanie dziecka ani o dalszym ewentualnym leczeniu bo nie
          chcieli mieć kłopotów a taki gorący ziemniak to lepiej wyrzucić jak najdalej za
          szpitalna bramę. Co do tłoku to czekało mnie kilkanaście godzin czekania na
          wolne łóżko, bo urodziłam o 22. Zdecydowałam się na osobną salę i tak naprawde
          to jej nie polecam, bo pies z kulawą nogą tam nie zaglądał, a na oddział
          daleko.Podczas drugiego mojego pobytu to tylko pielęgniarki były fajne i
          salowa, która przychodziła codziennie sprzątać, pediatrzy zabiegani i jak
          dziecko jest z problemami tak jak moje to niestety ale nie byli zbyt pomocni. A
          ja nie jestem lekarzem i nawet nie bardzo wiedziałam o co mam się pytać.
          Generalnie rzecz biorąc nigdzie nie jest powiedziane, że poród taki jak mój
          zdarza się w stu procentach, większość rodzących jest zadowolona z opieki
          zarówno podczas porodu jak i potem nad dzieckiem. Czego oczywiście wszystkim
          oczekującym na dzidzisia mamom życze. A.
        • lolinka2 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 14:38
          Dziewczyny, nie wiem czy wiecie ale idąc rodzić możecie mieć ze sobą pisemne
          oświadczenie, że nie zgadzacie się na użycie podczas porodu chwytu Kristellera
          albo nie wyrazacie zgody na poród zabiegowy (vacuum, kleszcze). To jest prawo
          pacjenta do samostanowienia i wspóldecydowania o leczeniu. Oczywiście, trzeba
          się przygotować na to że będą informowali (moze dość obcesowo) o skutkach
          zdrowotnych takiej odmowy, ale to można olać...
          I te ostatnie dysputy nie miałyby miejsca a ni racji bytu.
        • laminja Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 23:29
          bo nikt nie jest nieomylny... położnictwo jest bardzo trudną dziedziną.
          Niestety nigdy nie da się wyeliminować z niego ryzyka i błędów. Czasem drobny
          błąd wiele kosztuje - bo efekt to wypadkowa ogromnej ilości różnych czynników.
          Jeśli personel widzi, że mama sobie nie radzi powinien reagować. Jeśli widzi,
          że nie umie patrzeć na płaczące pod lampą dziecko powinien przenieść dziecko na
          naświetlanie na odział neonatologiczny. I tak dalej. Ale ten sam personel jest
          często bardzo zabiegany, położne latają od jednej pacjentki do drugiej. Jeśli
          położna spędzi zbyt dużo czasu przy jednej matce inne się wsciekną i będą
          później mówić, że opieka była słaba sad

          Czasem winni są lekarze czy położne. Ale często komplikacje wynikają z innych
          czynników. Umieralność okołoporodowa noworodków jest w tej chwili bardzo niska.
          Jeszcze do lat temu umierało nawet 10 razy więcej noworodków...
      • lolinka2 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 14:35
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=29316135&a=30244189
        Ta kwestia była już wałkowana tysiac razy i autorka postu otrzymała w powyższym
        linku odpowiedź od władz szpitala na swoje zarzuty. Obiektywizm nakazuje
        wysłuchać wszystkich zainteresowanych stron...
        • klebek0 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 14:48
          Kwestia szptala to jedno,ale dwa_kotki to chyba troszkę rozchisteryzowana
          dziewczynka
          • lolinka2 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 17:47
            Tak myślę też...
            Poza tym nie sądzę zeby ten personel z którym miałam do czynienia w izbie
            przyjęć parę ładnych razy, będąc na oddziale tak diametralnie się zmieniał i
            stawał potworami smile)
            • laminja Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 23:42
              myślę, że to nie jest kwestia stawania się potworami, ale tego że czasem drobne
              niedopatrzenie może doprowadzić do komplikacji... Z tego co przeczytałam tutaj
              i w odpowiedzi ze szpitala widzę, że do problemy zaczęły się w II fazie porodu.
              Faktem jest, że do takich sytacji dochodzi w każdym szpitalu, ale wydaje mi
              się, że gdyby położna na bierząco monitorowała poród do takiej sytuacji (czyli
              zagrożenia życia dziecka w II fazie porodu) mogłoby nie dojść. W tej chwili
              vacum i kleszcze nie są używane często. Zazwyczaj dzięki możliwościom
              monitorowania podczas porodu nie dochodzi do sytuacji, kiedy w taki sposób
              trzeba ratować życie dziecka. Można było tego uniknąć robiąc cc. Tylko trzeba
              uważnie śledzic przebieg porodu, żeby wychwycić nieprawidłowości, którym
              zapobiec można skaracając II fazę porodu nie vacum, ale cesarskim cięciem.

              Nie mam wykształcenia medycznego, więc może się mylę... Warto też jednak
              pamiętac, że położne raczej nie zaniedbują pacjentek ot tak. Może było w tym
              samym czasie kilka innych porodów. I tutaj wkraczamy na zupełnie inny poziom -
              bo możnaby zapytać czy na tak popularnym oddziale pracuje wystaczająco dużo
              osób... ale wiemy, że szpital na Solcu tonie w długach, więc trudno nie
              zrozumieć ewentualnych braków kadrowych. Nie osądzałabym jednak negatywnie
              całego zespołu, a nawet prowadzącej poród położnej - bo nie wiadomo czym był
              spowodowany ten brak odpowiedniego monitoringu...
      • solec_gin Re: SOLEC- ***do agnmil*** 22.12.05, 12:36
        Ze względu na wyjątkowe zapamiętanie z jakim “agnmil” prowadzi akcje
        oczerniania personelu Oddziału Położniczego naszego szpitala postanowiliśmy po
        raz drugi zabrać głos w opisanej przez nią sprawie.
        Po raz pierwszy - po analizie opisanej sytuacji - Dyrektorzy Szpitala na Solcu
        odpowiedzieli na forum na zarzuty agnmil.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=29316135&a=30244189




        Rzeczowo i delikatnie dano Pani do zrozumnienia, że nasza ocena sytuacji jest
        odmienna, a przede wszystkim opiera się na ogólnie przyjętych i prowadzonych
        standardach postępowania w różnych sytuacjach spotykanych na Sali Porodowej.
        Ma to na celu zapewnienie bezpieczeństwa naszym pacjentkom i ich dzieciom.

        Pomimo tego, po raz kolejny opisuje Pani wydarzenia których była uczestnikiem w
        sposób mijający się ze stanem faktycznym, mało tego; przytacza Pani półprawdy,
        wiele faktów zataja, o wielu istotnych zapomina.

        Po raz kolejny, z całą stanowczością, stwierdzamy, że Ordynator Oddziału nie
        asystował przy Pani porodzie, natomiast dołożył wszelkich starań, aby do końca
        wyjaśnić okoliczności opisywanych przez Panią wydarzeń.

        Przebieg Pani porodu był wnikliwie analizowany i nie stwierdzono w zapisach KTG
        cech ostrego zagrożenia płodu, a co za tym idzie - wskazań do interwencji w I
        okresie porodu.

        Cechy zagrażającej zamartwicy płodu ujawniły się w II okresie porodu (czyli
        przy pełnym rozwarciu i wtedy, gdy główka dziecka “wchodziła” do kanału
        rodnego). Powszechnie wiadomo, że w takiej sytuacji dla dziecka najbardziej
        liczy się czas w jakim się urodzi – tu chodzi o minuty. Dlatego wyjaśniono Pani
        na czym polega zagrożenie dla dziecka i zaproponowano zakończenie porodu
        zabiegiem położniczym. Z pełną świadomością (potwierdzoną Pani podpisem w
        karcie porodu) odmówiła Pani zastosowania próżniociągu położniczego twierdząc,
        że sama da radę wyprzeć dziecko. Siłą rzeczy, czas działał na niekorzyść Pani
        dziecka – jest różnica między urodzeniem go “natychmiast”, a wypieraniem przez
        kilkanaście minut (nota bene na wyposażeniu Sali porodowej są 4 peloty vacuum i
        ok. 9 zestawów kleszczy położniczych).

        Oczywiście miała Pani pełne prawo do takiego wyboru, ale uczciwość nakazuje
        przyznanie się do tego, a nie szukanie wokół winnych gorszego stanu Pani
        dziecka.

        Uraz obojczyka u dziecka był efektem dramatycznej sytuacji i dążeniem do
        uratowania jego życia, a nie – jak to Pani wdzięcznie określiła – uwalaniem się
        na Pani brzuchu.

        Na szczęście dziecko Pani szybko doprowadzone zostało do dobrego stanu oraz
        nadal pilnie obserwowane i diagnozowane – co z resztą sama Pani przyznała. Nie
        stwierdzono żadnych zaburzeń, które uzasadniałyby leczenie dziecka w innym
        ośrodku. Jednak standardowo zalecamy matkom konsultację dziecka z obniżoną
        punktacją Apgar w Poradnii Neurologicznej. MUSI ona odbyć się poprzez Rejonową
        Poradnię “D” - skierowanie wystawić może wylącznie placówka POZ.

        Bardzo cenimy sobie rzeczowe uwagi na temat naszej pracy. Zawsze gotowi
        jesteśmy do udzielania wszelkich potrzebnych wyjaśnień, aby pomóc zrozumieć
        sytuacje, w których znajdują się nasze pacjentki, a także, aby zapewnić
        bezpieczeństwo ich dzieciom. Dowodem na to niech będzie czas, który poświęcono
        Pani na rozmowę, gdy zgłosiła się Pani na dyżurze jakiś czas po porodzie.
        Rozumiemy, że niejednokrotnie przebieg porodu rozmija się z wyobrażeniami,
        jednakże w naszych oczach nie znajduje uzasadnienia zjadliwość z jaką pisze
        Pani o nas, a także jednoznacznie tendencyjna – negatywna ocena naszego
        postępowania.

        Mamy nadzieję, że na tym zakończy się otwarta polemika na forum między Panią i
        naszym personelem. W razie konieczności kolejne nasze kontakty będą musiały być
        osobiste lub poprzez naszych przedstawicieli prawnych.

        Na koniec, w związku ze zbliżającym się Dniem Narodzenia Pańskiego
        życzymy Pani Wesołych Świąt w miłej rodzinnej atmosferze,
        a także wiele szczęścia i życzliwości ludzkiej
        w nadczodzącym Nowym Roku


        dr Remigiusz Rak – zastępca Ordynatora
        oraz personel Oddziału Położniczego
        • modrooczka Re: SOLEC 22.12.05, 14:01
          Oni to wszystko czytaja! Jestem mile zaskoczona. To znaczy ze ich to obchodzi, a
          co za tym idzie sledza kto i dlaczego zle o nich pisze. To pozytywne zjawisko.
    • maja42 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 21.12.05, 23:36
      Jejku, dziewczyny kochane... juz sama nie wiem co mam napisać. Przecież wiadomo,
      ze wszędzie zdażają sie powikłania, każdemu może się zdażyć coś przykrego i to w
      każdym szpitalu. Solec b. oblegany to fakt, teraz jeszcze zmniejszyli tam
      oddział, więc będzie jeszcze gorzej. Ale nie zgodzę się z tą Mekką. Jest
      poprostu dużo dobrych opinii. Jeszcze kilka jest takch szpitali w Warszawie,
      które do Mekki porównać by można a tez straszne rzeczy się w nich czasem dzieją.
      Nie chodzi i nie chodziło mi tutaj o dokładanie zmartwien autorce watku.
      Chodziło tylko o to, ze trzeba wykazac chęć współpracy i troche zaufania i
      sympatii. My jestesmy zmeczone porodem ale personel też ma masę roboty. Z
      doswiadczenia wiem, że pacjentki które współpracują i są miłe są bardziej
      lubiane i sympatyczniej traktowane. No to chyba z ludzkich odruchów wynika i nie
      jest dziwne. Oczywiście ja nie mówię tu o zadnych strasznych powikłaniach,
      komplikacjach podczas porodu itd. Tylko o takich normalnych jak np. właśnie
      żółtaczka fizjologiczna - czyli to co było tematem wątku. Naprawdę nadal
      twierdzę, że niesłusznie akurat w tym wątku rzucają se niekóre z Was na solec -
      wierzę, ze spotkały Was tam straszne rzeczy, bo to jest jak najbardziej możliwe
      (no niestety...). Tak jak napisała Hanka - jak jest ok to i pod płotem
      urodzisz, jak są komplikacje to zawsze jest niebezpiecznie. Mój Janek też sie
      poddusił, bo był owinięty pepowiną, zaraz po urodzeniu dostał tlen bo nie
      odddychał. Nie pisałam jednak o tym wcześniej, bo to nie była niczyja wina w tym
      szpitalu - wręcz przeciwnie, myślę, ze właśnie personel uratował mu zycie -
      szybką reakcją, przyspieszeniem porodu przez połozną itd.
      To co spotkało autorke watku natomiast nie ma wg mnie żadnego związku z faktem,
      że na Solcu jest cos tak czy nie tak. Wspołczuje jej szczerze, ze przeszła taki
      stres ale naprawdę zwalanie tego na szpital to jakieś nieporozumienie... ale już
      nie będę sie powtarzać.

      Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i już Świątecznie i życzę miłych, szczęśliwych
      porodów i pobytów w szpitalu, bez względu na to gdzie.
      Maja
    • solec_gin ***do agnmil*** 22.12.05, 12:18
      Ze względu na wyjątkowe zapamiętanie z jakim “agnmil” prowadzi akcje
      oczerniania personelu Oddziału Położniczego naszego szpitala postanowiliśmy po
      raz drugi zabrać głos w opisanej przez nią sprawie.
      Po raz pierwszy - po analizie opisanej sytuacji - Dyrektorzy Szpitala na Solcu
      odpowiedzieli na forum na zarzuty agnmil.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=29316135&a=30244189


      Rzeczowo i delikatnie dano Pani do zrozumnienia, że nasza ocena sytuacji jest
      odmienna, a przede wszystkim opiera się na ogólnie przyjętych i prowadzonych
      standardach postępowania w różnych sytuacjach spotykanych na Sali Porodowej.
      Ma to na celu zapewnienie bezpieczeństwa naszym pacjentkom i ich dzieciom.

      Pomimo tego, po raz kolejny opisuje Pani wydarzenia których była uczestnikiem w
      sposób mijający się ze stanem faktycznym, mało tego; przytacza Pani półprawdy,
      wiele faktów zataja, o wielu istotnych zapomina.

      Po raz kolejny, z całą stanowczością, stwierdzamy, że Ordynator Oddziału nie
      asystował przy Pani porodzie, natomiast dołożył wszelkich starań, aby do końca
      wyjaśnić okoliczności opisywanych przez Panią wydarzeń.

      Przebieg Pani porodu był wnikliwie analizowany i nie stwierdzono w zapisach KTG
      cech ostrego zagrożenia płodu, a co za tym idzie - wskazań do interwencji w I
      okresie porodu.

      Cechy zagrażającej zamartwicy płodu ujawniły się w II okresie porodu (czyli
      przy pełnym rozwarciu i wtedy, gdy główka dziecka “wchodziła” do kanału
      rodnego). Powszechnie wiadomo, że w takiej sytuacji dla dziecka najbardziej
      liczy się czas w jakim się urodzi – tu chodzi o minuty. Dlatego wyjaśniono Pani
      na czym polega zagrożenie dla dziecka i zaproponowano zakończenie porodu
      zabiegiem położniczym. Z pełną świadomością (potwierdzoną Pani podpisem w
      karcie porodu) odmówiła Pani zastosowania próżniociągu położniczego twierdząc,
      że sama da radę wyprzeć dziecko. Siłą rzeczy, czas działał na niekorzyść Pani
      dziecka – jest różnica między urodzeniem go “natychmiast”, a wypieraniem przez
      kilkanaście minut (nota bene na wyposażeniu Sali porodowej są 4 peloty vacuum i
      ok. 9 zestawów kleszczy położniczych).

      Oczywiście miała Pani pełne prawo do takiego wyboru, ale uczciwość nakazuje
      przyznanie się do tego, a nie szukanie wokół winnych gorszego stanu Pani
      dziecka.

      Uraz obojczyka u dziecka był efektem dramatycznej sytuacji i dążeniem do
      uratowania jego życia, a nie – jak to Pani wdzięcznie określiła – uwalaniem się
      na Pani brzuchu.

      Na szczęście dziecko Pani szybko doprowadzone zostało do dobrego stanu oraz
      nadal pilnie obserwowane i diagnozowane – co z resztą sama Pani przyznała. Nie
      stwierdzono żadnych zaburzeń, które uzasadniałyby leczenie dziecka w innym
      ośrodku. Jednak standardowo zalecamy matkom konsultację dziecka z obniżoną
      punktacją Apgar w Poradnii Neurologicznej. MUSI ona odbyć się poprzez Rejonową
      Poradnię “D” - skierowanie wystawić może wylącznie placówka POZ.

      Bardzo cenimy sobie rzeczowe uwagi na temat naszej pracy. Zawsze gotowi
      jesteśmy do udzielania wszelkich potrzebnych wyjaśnień, aby pomóc zrozumieć
      sytuacje, w których znajdują się nasze pacjentki, a także, aby zapewnić
      bezpieczeństwo ich dzieciom. Dowodem na to niech będzie czas, który poświęcono
      Pani na rozmowę, gdy zgłosiła się Pani na dyżurze jakiś czas po porodzie.
      Rozumiemy, że niejednokrotnie przebieg porodu rozmija się z wyobrażeniami,
      jednakże w naszych oczach nie znajduje uzasadnienia zjadliwość z jaką pisze
      Pani o nas, a także jednoznacznie tendencyjna – negatywna ocena naszego
      postępowania.

      Mamy nadzieję, że na tym zakończy się otwarta polemika na forum między Panią i
      naszym personelem. W razie konieczności kolejne nasze kontakty będą musiały być
      osobiste lub poprzez naszych przedstawicieli prawnych.

      Na koniec, w związku ze zbliżającym się Dniem Narodzenia Pańskiego
      życzymy Pani Wesołych Świąt w miłej rodzinnej atmosferze,
      a także wiele szczęścia i życzliwości ludzkiej
      w nadchodzącym Nowym Roku


      dr Remigiusz Rak – zastępca Ordynatora
      oraz personel Oddziału Położniczego
      • paulinaml1 Do personelu Oddziału Położnieczego na solcu 22.12.05, 16:01
        Jestem pozytywnie zaskoczona odpowiedzia.Ciężko było mi się zdecydowac na
        szpital do porodu,ale teraz już nie mam wątpliwości. Co prawda,zarzuty agnmil
        nie zniecheciły mnie do tego szpitala,ale po tym wszystkim chetniej oddam sie
        pod opiekę położnych i lekarzy na Solcu. Jestem w 37 tygodniu ciąży, więc
        pojawię się u Państwa już niedługo smileJak pojawi sie jakaś spanikowana 20-latka
        to będę prawdopodobnie ja,ale proszę o cierpliwośćsmile

        Zyczę dobrych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
        • linearka Re: Do personelu Oddziału Położnieczego na solcu 22.12.05, 17:03
          Ja także przyłączam się do pochwał dla personelu. Bardzo łatwo jest krytykować
          kogoś jeśli pozostaje się anonimowym, myślę że dziewczyny tu na forum pisząc
          często gorzkie słowa na temat lekarzy chętnie ukrywają się pod linkiem, to nie
          jest do końca fair! Pan z-ca ordynatora podpisał się pod swoim postem i wyjaśnił
          sytuację, brawo! Po takiej odpowiedzi skłonna jestem dać wiarę wersji szpitala
          niż pani agnmil. A tak na marginesie za dwa tygodnie zweryfikuję swoją opinię o
          szpitalu smile mam nadzieję na szybciutki, milutki poród! Pozdrawiam.
          • lolinka2 Re: Do personelu Oddziału Położniczego na solcu 22.12.05, 17:28
            To i ja się dopiszę smile
            Gratuluję profesjonalnego podejścia, panie doktorze i panowie dyrektorzy- miałam
            przyjemność czytać obie wypowiedzi. Korzystałam juz z Państwa usług i bardzo je
            sobie chwalę, poleca ten szpital również mój lekarz- mieszkający i praktykujący
            w Lublinie.
            Jednocześnie 'wpraszam się' na poród- w czerwcu.
            • wustyle Re: Do personelu Oddziału Położniczego na solcu 22.12.05, 23:56
              Witam drogie Panie
              Ciaza mojej zony przebiegala cudownie.
              Najlepsze wyniki, najlepsi lekarze, (jak sie potem okazalo nie tacy swietni)...
              Do szpitala zglosilismy sie 6 lipca 2004 roku, poznym popoludniem.
              Powod? Zawezone KTG. Diagnoza?
              Pewno malo dzis pani zjadla albo wypila, prosze przyniesc zonie goracej czekolady - to pomaga,
              (kiedys pomagalo wrzucenie do pieca na 3 zdrowaski).
              Nie spalem tej nocy kiedy zona byla w szpitalu.
              Rano zaczely sie rutynowe badania (jednym z nich bylo przykladanie instrumentu, ktory pozwalal
              uslyszec tetno dziecka - nie znam fachowej nazwy).
              Zona dlugo musiala na taki aparat czekac - rodzace na sali maja pierwszenstwo - co zrozumiale.
              Czekala za dlugo. Jedne aparaty dzialaly zle, inne wcale - do tego zarty pielegniarek, ze te aparaty to w
              ogole nie powinny pracowac od paru lat bo sa do niczego.
              Wiem, mozna tu zrzucic wine na NFZ, ze malo pieniedzy, na przepelnienie szpitala
              (wtedy 2 szpitale ginekologoczno-poloznicze byly w remoncie), na zmeczenie
              (lekarze pracuja wiele godzin ponad norme).
              Ale nic i nikt nie odda nam naszej corki, ktora rodzila sie martwa przez kilka godzin w szpitalu.
              Nikt i nic nie odda nam tych chwil kiedy bylismy razem, smiejac sie kiedy wiercila sie w brzuszku,
              cieszac sie kazdym ciuszkiem i mebelkiem, snujac plany na przyszlosc...
              Kazdy popelnia bledy, ktorych nie da sie odwrocic, dlatego prosze o nie formulowanie epitetow pod
              adresem kobiet, ktore krytukuja szpital - widocznie maja swoje powody.
              Chetnych do dyskusji zapraszam na strone rodzicow dzieci po stracie, oraz rodzicow dzieci chorych.
              Adres www w sygnaturce ponizej.

              P.s Nie musze chyba dodawac w jakim szpitalu rodzila moja zona? Zapewne jutro, kiedy ochlonie po
              "pochwalnych" postach napisze post od siebie.
              Zycze Wesolych Swiat i szczesliwego Nowego Roku
              • linearka Re: Do personelu Oddziału Położniczego na solcu 23.12.05, 13:38
                Oczywiście ma Pan rację, serdecznie współczuję (nic mądrzejszego nie przychodzi
                mi teraz do głowy) To co Państwa spotkało to nieopisana tragedia! Ale sam Pan
                napisał że winą obarczać tu można różne czynniki, NFZ, ogólnie sytuacje naszej
                służby zdrowia, przepracowanych lekarzy itp. Taka sytuacja nie powinna była się
                wydarzyć! Ale tak samo jak Pan ma prawo (uzasadnione) do krytyki, tak samo osoba
                zadowolona z ma prawo do "postu pochwalnego", wyrażajmy własne opinie nie
                podważając cudzych, to chyba byłoby najbardziej w porządku w stosunku do
                wszystkich, którzy potem takie opinie czytają.

                P.S. Narodziny nowego życia kojarzą się zawsze ze szczęściem i dlatego taka
                strata boli najbardziej, ale niestety żyjemy też w kraju, gdzie z braku funduszy
                czy też opieszałośći władzy mnóstwo ludzi umiera czekając np. na przeszczep...
                to też boli. Nigdy i nigdzie takie sytuacje nie powinny mieć m-ca. Pozdrawiam.
                • wustyle Re: Do personelu Oddziału Położniczego na solcu 23.12.05, 13:44
                  Zgoda - dlatego nie oskarzalem wprost.
                  Nieszczescia sa niestety nieodlacznym atrybutem naszego zycia.
                  Istota mojego postu bylo nieatakowanie kogos, kto ma zle doswiadczenia i prawo do zalu.
                  Do dzis jednak zadaje sobie pytanie. Dlaczego?
                  • scuzi Re: betty69 i wustyle 25.12.05, 01:48
                    betty69 i wustyle
                    [']['][']

                    ...półtora roku to sporo czasu na rozmyślania.

                    Wiele jest w Was pokory i to jest wyjątkowe.

                    Życzę Wam spokojnych i rodzinnych Świąt - znów we troje. Mam nadzieję, że tym
                    razem dziecko Wasze nie ma żadnej wady. Z głębi serca życzę Wam także
                    szczęśliwego rozwiązania w nadchodzącym Nowym Roku. Mam nadzieję, że już nikt
                    Was nie zawiedzie.

                    • betty69 Re: betty69 i wustyle 26.12.05, 19:07
                      > Życzę Wam spokojnych i rodzinnych Świąt - znów we troje. Mam nadzieję, że tym
                      > razem dziecko Wasze nie ma żadnej wady.

                      Dziekujemy za zyczenia.
                      Male sprostowanie. Nasza coreczka Laurunia ur.zm. 7.07.2004 nie miala wad. Sekcja wykazala ze byla
                      zdrowym bobasem. Nieprawidlowoscia byla dwunaczyniowa pepowina i patologiczne lozysko. Im wiecej
                      jednak lekarzy spotykam i mowie ze dziecko mialo wage 3550 g, twierdza ze w takim razie pepowina i
                      lozysko nie mialy wplywu na zgon. Dlaczego w takim razie do tego doszlo? Pytanie dlaczego nie
                      opuszcza nas od jej smierci.

                      Pozdrawiam serdecznie
                      B.
              • ewamonika1 Re: Do personelu Oddziału Położniczego na solcu 23.12.05, 14:04
                urodziłam na Solcu ponad 2 lata temu.
                Miał to być zwykły, szybki poród trzeciego dziecka.

                Okazał się najmutniejszym z trzech porodów, gdyż synek urodził się z wadą
                wrodzoną.

                Jednak najgorsze, co wspominam z tamtych chwil to łyżeczkowanie bez żadnego
                znieczulenia. Jedynym środkiem, który miał mi pomóc był Dolargan wstrzykiwany
                dwukrotnie w trakcie łyżeczkowania. Zadział najsilniej ok. 40 - 60 minut po
                zabiegu.
                I słowa lekarza, gdy uciekałam na fotelu przed "łyżką" - "jak pani chce, to się
                teraz dopiero zaczniemy siłować".

                A byłam świeżo po stwierdzeniu wady synka, którego już zabrano na badnia i
                słyszałam jego krzyk. Nie wiedziałam, czy wada, którą widać, jest jedyną jaka
                dotknęła syna. Wszystko było bardzo świeże i bardzo smutne.
                Dlatego obcesowe traktowanie przez lekarza uważam za wyjątkowo okrutne i
                pozbawione ludzkich odruchów.

                Jedynym dobrym akcentem, który zapadł mi w pamięć, to położna, dzięki której w
                ogóle przeszłam przez poród i przez szok wywołany urodzeniem chorego dziecka.
                Chodzi o p. Iwonę Oksiędzką, której w tym miejscu serdecznei dziękuję (jeśli to
                czyta).

                Jeśli ktoś chce, nazwisko lekarza podam na priv.

                pozdrawiam,
                ewa
    • marwildo Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 23.12.05, 14:52
      To co opisujesz to horror.
      Nie daj sobie wmówić, że jesteś złą matką!!!! Ja też rodziłam na Solcu, mój synek też miał ostrą żółtaczkę, i zamiast leżeć pod lampą większość czasu spędzał przy mnie, bo płakał. Ale ja chyba trafiłam tam na inny personel, bo pani pediatra powiedziała, że nie sposób trzymać małego pod lampą jak płacze, żeby się nie załamywać tylko tulić kiedy trzeba i starać się, żeby poprostu jak najdłużej nawet w nocy leżał pod nią. I to jest chyba RACJONALNE podejście. Położne też były wyrozumiałe.
      Mniej szcześcia miałam za to co do porodu. Przeleżałam wcześniej 2 tygodnie na patologii i trafiłam na świetne położne, a przy porodzie trafiła mi się pani, której wcześniej na oczy nie widziałam. Gdyby nie mąż, te 16 godzin to byłby istny horror. "Ta pani" w ogóle mi nie pomagała, prawie wcale do mnie nie zaglądała, parła ze mną chyba ze 2 razy, a dziecko było duże i wyjść nie chciało. W dodatku uparcie twierdziła, że muszę leżeć na płąsk, chociaż wcześneij była inna położna na zmianie i pozwoliła mi siedzieć, i faktycznie poród postępował szybciej. W efekcie po 3 godzinach bóli partych zrobiono mi cesarkę, i też miałam potem depresję ze się nie sprawdziłam.
      Twoja ocena jest obiektywna, i nie wiń się o nic. Jak widzisz, wiele zależy od tego, na jakich LUDZI trafimy, czy nam pomogą czy zaszkodzą. Obie miałyśmy trochę pecha.
      Trzymaj się ciepło.
      • maciupeq1 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 23.12.05, 16:43
        Nie ma ocen obiektywnych, są tylko subiektywne. A jeśli mama w pierwszych
        chwilach życia dziecka ma jego zdrowie w d**** i nie chce się dla niego
        poświęcić nawet, kiedy to jest dla niego bolesne, to nie jest dobrą matką.
      • dwa_kotki Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 23.12.05, 20:53
        Marwildo . dziekuje bardzo latwo jest wypowiadac się jak jest sie
        bezduszna 'kobietka' z zelaznym charakterem liczaca na upodlenie mniej odpornej
        na stres osoby. ale coz to ich prawo moja corcia jest dzis zdrowa jak ryba i
        gdybym w pore nie interweniowala przy jej zakzeniu drog moczowych dzis nie bylo
        by jej przy mnie a tak mam kochane dzieciatko ktore co rano wita mie cudnym
        usmiechem i nie odstepuje mnie na krok.
        do mniej sympatyczny6ch kolezanek: szkoda ze tak latwo oceniacie ludzi.. kazdy
        ma prawo popasc w depresje ale to nie znaczy ze sie chce zle dla dziecka. mimo
        wszystko zycze wam pogodnych swiat i zdrowia dla waszych pociech
        trzymaj sie cieplutko i wesolych swiat
    • maja42 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 23.12.05, 22:02
      Rozumiem, ze dobry jest tylko ten, kto myśli tak jak Ty???
      Ciekawe bardzo podejście...
      Ale juz mnie ta przepychanka naprawdę denerwuje i nie będę kolejny raz
      tłumaczyła o co chodzi i przekładała z polskiego na nasze. Nie jestem nastawiona
      niezyczliwie do nikogo. Jeśli ktoś tak to odbiera to już jego problem.

      Zgadzam się tez z panem, który sie tu wypowiedział, ze nie należy napadać na
      tych co mieli ciężkie przezycia ale mysle, też, że oni nie powinni napadać i
      wyzywac tych co mieli miłe. To co spotkało Państwa to największa tragedia jaką
      potrafię sobie w tej chwili - będąc w ciąży - wyobrazić, jestem przerażona jak o
      tym myślę. A jednak Pan potrafił wyrazić swoją opinie nie obrażając innych,
      którzy nie mając szczęśliwie takich przeżyć pisali coś, co mogło być dla Pana
      straszne.
      A zatem nie należy nikogo w sposób przykry traktować bez względu na to co
      przeżył. Ale to moja subiektywna oczywiście opinia.
      Pozdrawiam światecznie.
      Maja
      • dwa_kotki Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 23.12.05, 23:07
        dziewczyny proponuje zebysmy sie nie klocily nie ma sensu. opisalam wam tylko
        to co czulam szanuje ten szpital bo w koncu dzieki tym ludziom moja mala jest
        na swiecie owszem jest kilka rzeczy ktore mnie wybily z rownowago ale to juz
        moja sprawa. przykro mi tylko ze jesli kogos dopada dół to jest zle widziane :
        (. tak czy siak wybaczcie ze obrazilam niektore z was.
        pozdrawiam
        • maciupeq1 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 24.12.05, 19:55
          Gratulacje Pani tego postu.
          Trzeba było na samym początku napisać, że chodzi Pani o wyżalenie się i o pomoc
          w przezwyciężeniu doła, to atmosfera byłaby cieplejsza.

          gtg
          • dwa_kotki Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 24.12.05, 21:05
            wybacznie faktycznie zle to wszystko ujelam . poprostu chcialam podzielic sie
            tym co z czlowieka moze deprecha mala zrobic. ja ponad wszystko na swiecie chce
            byc dobra matka i nie mialam na celu skrzywdenia swego dziecia w szpitalu nie
            naswietlajac go . po prostu zlapalam takiego dola ze kazdy placz corki sprawial
            mis taszny bol ze nie dawalam rady.
            • maciupeq1 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 27.12.05, 10:57
              Mogę Ci tylko współczuć, wiem co to jest depresja poporodowa (moja żona
              strasznie ja przeszła), Trzymaj się, uszy do g→óry i do przodu, teraz będzie już
              tylko lepiej !!!
    • maja42 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 28.12.05, 11:49
      To teraz rozumiem... od tego trzeba było zacząć :o)
      Wiem, ze taka deprecha to ciężkie chwile.
      Więc trzymaj się i mam nadzieję, ze już nie masz do mnie (nas) żalu.
    • mamad1 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 28.12.05, 13:12
      A w/g mnie kotek nie ma za co przepraszać. Personel szpitala jest po to żeby
      pomagać. To jest ich praca. Jak tak wszystkim zależało na dziecku to niech nie
      opie..ją osłabionej matki, po ciężkim porodzie tylko niech zabiorą dziecko i
      naświetlają jak sobie nie radzi. To jest właśnie to, że godzimy się na takie
      traktowanie, krzyki, pretensje. Rozumiem, że to niekiedy jest potrzebne, ale
      poród to chyba dość stresujące przeżycie, nagle pojawia się dzieck. Ja np.
      byłam w szoku przez cały pobyt w szpitalu. A chodzące jędze wcale nie pomagają
      zaakceptować nowej sytuacji. Może niektóre kobiety to histeryczki, ale w tym
      przypadku ona nie prosiła o przewinięcie maluszka (bo to rozumiem, że nie chcą
      wyręczać matek) ale o pomoc w naświetlaniu. Pewnie może i są niekiedy zajęte,
      ale ja pamiętam z oddziału matrony oglądające telewizję, lub grające w nocy na
      komputerze.
    • maja42 Re: SOLEC- wcale nie tak różowo 28.12.05, 20:26
      A ja takich rzeczy nie pamiętam, w nocy pielęgniarka sama przychodziła nie
      wołana jak słyszała, ze jakieś dziecko dłużej płacze. W dzień przychodziły co
      jakiś czas też pytać czy wsyzstko ok. w przewijaniu pomagały, karmić mnie
      nauczyły też tak poprostu - bardzo fachowo i zyczliwie.
      Nie mam zastrzeżeń żadnych, ale rozumiem, ze ktoś mógł gorzej trafic, na gorsze
      humory czy dyzury. Rozumiem, ze można mieć depresję, niezaleznie od ciężkich
      przeżyć.
      Poza tym z tego co zrozumiałam, to Kotek przeprasza nie personel szpitala tylko
      nas za to że nas nawyzywała od kretynek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka