Dodaj do ulubionych

Szpital Wojewódzki w Gdańsku- moje doświadczenie(1).

IP: *.* 09.12.02, 14:15
Wybrałam ten szpital przede wszystkim ze względu na możliwość porodu w immersji wodnej i skorzystania ze znieczulenia zewnątrzoponowego (odpłatnie) bez wcześniejszego umawiania się z lekarzem. Czekał mnie długi i skomplikowany poród z powodu zwężonej miednicy i miednicowego położenia płodu. Moja córcia siedziała w "brzuchu" jak królowa na tronie i żadne ćwiczenia ani czułe słówka nie zmusiły jej do obrócenia się. Umówiłam się z położną (poleconą przez ginekologa i koleżankę), która za odpowiednią opłatą miała się mną zaopiekować.Stwierdziła, że w 60% będę miała CC, a ginekolodzy (pytałam dwóch), że w takich przypadkach jak mój ZAWSZE podejmuje się próbę rodzenia naturalnego (literatura: bezpieczniej jest od razu podjąć decyzję o CC !?!), no i poród taki odbiera lekarz. Mimo to, położna zgodziła się być ze mną. Gdy poczułam pierwsze skórcze (ok. 7 rano) zadzwoniłam do niej. Odesłała mnie do szpitala, bo lekarz będzie bardzej kompetentny. Zdziwiła mnie trochę jej reakcja.Gdy już zdecydowaliśmy się jechać do szpitala(ok. 11) "moja" położna poinformowała mnie, że nie przyjedzie bo ma anginę! Matko kochana, dlaczego nie powiedziała mi o tym od razu?!? Wyobraźcie sobie co czułam w tym momencie. No, ale dalej. Poprosiłam dyżurną położną o salę z wanną, nie zgodziła się tłumacząc, ze przy pośladkowym ułożeniu płodu nie mogę rodzić do wody. To wiedziałam, ale przecież okres rozwierania mogłam przetrwać w wodzie, potwierdził to później lekarz. Upomniana przez lekarza położna nie omieszkała upomnieć mnie. Wybrała po prostu salę wygodniejszą dla siebie, na wprost biurka położnych. Rodziłam w terminie, a przy sobie małam USG z 37 tyg. Mój ginekolog uznał, że nie muszę mieć kolejnego USG, bo w szpitalu i tak przy pośladkowym ułożeniu i zwężonej miednicy zrobią je, aby ocenić wielkość płodu (czy dam radę urodzić). Okazało się, że nie zrobią, bo nie każdy dyżurujący lekarz robi USG, no i przy niedzieli... Pierwszy okres porodu praktycznie spędziłam na piłce (mąż masował krzyż), pod prysznicem (mąż polewał krzyż i brzuch- duża ulga) i sporo chodząc- umożliwienie tego to duży plus dla szpitala. Badało mnie przynajmniej trzech lekarzy- koszmar. Gdy już nie mogłam wytrzymać z bólu, poprosiłam o znieczulenie. Lekarz niemal krzyknął na mnie:"W jakiej sytuacji pani nas stawia! To tylko jeszcze bardziej spowolni ten poród, przy `pośladkach` nie wolno, może pani najwyżej zmienić położników!" Przeraził mnie ten słowotok, gdyż nie miałam pojęcia, że "nie wolno" (mój ginekolog polecał mi znieczulenie) a poza tym powiedziałam tylko "proszę, dajcie mi znieczulenie", niczego nie rządałam! Ostatecznie ordynator zgodził się na dolargan. Poród się przedłużał, mąż zaniepokojony zapytał ordynatora czy to wszystko nie trwa za długo, w odpowiedzi usłyszał "Pan jest chyba śmieszny! To jest poród!". Po chwili przeprosił i przyznał, że niepotrzebnie się uniósł. Niestety nie miałam zbyt miłych położnych.Pierwsza:"Dziewczyno/kobieto, słuchaj/rób co do ciebie mówię". Na drugiej zmianie "przejęła" mnie pani umoralniająca. Co chwilę głosem nie znoszącym sprzeciwu upominała nas, że TO JEST PORÓD, musi boleć, muszę leżeć na plecach (chociaż przez całą ciążę nie mogłam bo od razu robiło mi się słabo)itd.Ani razu nie była dla mnie miła. Nie wiem jak długo miałam skurcze parte, myślałam, że wynicuje mnie całą na zewnątrz a dziecko i tak się nie urodzi. Cały ten "poród" przetrwałam dzięki umiejętności oddychania i skupieniu się wyłącznie na nim (na drugi dzień miałam tak zdarte gardło, że nie mogłam mówić, a wcale nie krzyczałam), bo już nawet mężowy masaż nie pomagał. W każdym razie z powodu braku postępu w porodzie podjęto decyzję o CC. Ordynator był b. miły- "proszę się nie denerwować, jeszcze będzie mogła pani rodzić naturalnie"(!). Stałam nagusieńka przy łóżku operacyjnym, a dwóch gotowych do operacji lekarzy komentowało moją figurę! Anestezjolog kilka razy wbijała się w kręgosłup, podała dwie dawki leku- znieczulenie podpajęczynówkowe nie zadziałało!Zadecydowano o znieczuleniu ogólnym. O godz. 20:45 przyszła na świat moja córeczka w b. dobrej kondycji(10Apgar,3510g,55cm). To moje oddychanie!!! Bardzo żałuję, że zobaczyłam ją dopiero następnego dnia. Strasznie długi ten post a to nie koniec moich doświadczeń ze szpitalem. Wyszłyśmy do domu dopiero w 11 dobie (ze względu na mnie). Ciąg dalszy wkrótce.Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • Gość: Siunia Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- moje doświadczenie(1). - RATUNKU !!!!!!!!!!!!! IP: *.* 11.12.02, 00:39
      To ja w takim razie nie rodze wcale :(Będę ściskac kolana i czekac aż się coś zmieni w naszej słuzbie zdrowia i w szpitalach :(Będę miała zatem rekordową ciążę, bo pobije w długości noszenia potomstwa nawet słonice :(Ale mi smutno, bo chciałam tam rodzić :(W takim razie, wybieram plan B - w parku, na ławce :(- Siunia zdruzgotana
      • Gość: joska Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- moje doświadczenie(2). - do Siuni IP: *.* 11.12.02, 12:38
        Siunia!Nie miałam zamiaru pozbawiać Cię planu A. To po prostu JA pewnie miałam tego dnia i później pecha (do pecha?)- co wiele razy powtarzali mi lekarze (prawie w to uwierzyłam!)ale myślę, że przede wszystkim miałam pecha do niewprawnej ręki pani anestezjolog. Bo to spowodowało późniejsze problemy z moim zdrowiem. W drugiej dobie kazano mi (jak wszystkim po CC) wstać. Gdy tylko usiadłam na łóżku, poczułam uderzenie potwornego bólu do głowy- jakiś młot pneumatyczny rozwalał mi czaszkę! Zawyrokowano- zespół popunkcyjny.Sporo czytałam na temat znieczulenia, ale jakoś na powikłania po nim nie zwróciłam uwagi- zresztą niewiele się na ten temat pisze, bo zp zdaża się rzadko. No i zaczęło się. Zarzuty:Bo wy (?) za dużo chodzicie, całe dnie odwiedziny itd. Tłumaczyłam, że od razu zgłosiłam ból głowy, a odwiedziny (jedyne) trwały 5 min. bo nie mogłam wytrzymać z bólu- tylko leżenie przynosiło ulgę. Zaordynowano 24h leżenia i kroplówki. Nie pomogło. Zaczęli odwiedzać mnie różni anestezjolodzy- każdy mówił co innego (leżeć płasko i nawet nie unosić głowy, no i basen albo leżeć płasko i wychodzić tylko do toalety- ta wersja odpowiadała mi bardziej, ale wiadomo co było lepsze).Przyszła nawet znieczulająca mnie pani anestezjolog witając mnie słowami"Co wokół pani tyle szumu?", zbadała mnie i poszła. Dziecko (jeden dzień było pod moją opieką) musiało być na Noworodkach, przynosili mi je do karmienia. Męczył mnie brak porozumienia między lekarzmi położnikami a pediatrami. Położnicy kazali leżeć i się nie ruszać (zresztą z non stop podłączoną kroplówką trudno by było), a pediatrzy nie bacząc na to opiekować się dzieckiem! W końcu doszło do tego, że jakaś "mądra" pielęgniarka z Noworodków przywiozła mi małą i oznajmiła, że zostawia dziecko, bo ten ból głowy coś za długo u mnie trwa.Czyli udaję, tak?. Na mój protest, że mam zakaz wstawania syknęła: "To znaczy, że odmawia pani opieki nad dzieckiem?!". Na szczęście ordynator sprawę wyjaśnił i więcej się to nie powtórzyło.Płakałam, bo widziałam, że nie chcą już opiekować się moim dzieckiem ("ona jest taka absorbująca"), czyli nie opiekują się dobrze, "zapominali" bardzo często zabrać córkę do przewinięcia, byłam bezsilna... Próbowałam dowiedzieć się dlaczego leżenie i kroplówki nie pomagają, dlaczego znieczulenie podpajęczynówkowe nie zadziałało. Uzyskiwałam tylko lakoniczne odpowiedzi:"I zadziałało i nie zadziałało...jest pani młodą osobą i dlatego...ma pani wyjątkowego pecha...ma pani dziurki w kręgosłupie przez które wypływa płyn rdzeniowy i jego ubytek powoduje ból". W końcu w 8-ej dobie wykonano mi "łatę z krwi"- "iniekcję krwi własnej do przestrzeni nadoponowej L1L2"- załatali dziurki! Zabieg przeprowadził b. miły i kompetentny lekarz.Gdyby to on mnie znieczulał może uniknęłabym całego ambarasu? W trakcie zabiegu dowiedziałam się, że to przez skrzywienie kręgosłupa a. nie mogła się wkłóć!To dlaczego się w ogóle tego podjęła? Po zabiegu leżałam z kroplówkami 48 godzin. Pomogło!!! W 11-ej dobie wyszłyśmy do domu. Na odchodne usłyszałam "Zapraszamy za 2, no za 3 lata ponownie!".Myślę tak: szpital nie jest najgorszy, jest normalny. Pracują tu ludzie, jak w każdym zawodzie, bardzo mili i pomocni oraz tacy co minęli sie z powołaniem. Tak jest w każdym szpitalu. No i jeśli poród przebiega prawidłowo to można wszędzie rodzić. Spotkałam się, oprócz tego co wyżej,również z dużą dawką życzliwości i pomocy ze strony zawsze tych samych pielęgniarek. Ordynator pomocny i miły (choć niezbyt rozmowny), tak samo z-ca ordynatora, i niektórzy lekarze też... jak wszędzie. Pozdrawiam!
      • Gość: joska Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- moje doświadczenie(2). - do Siuni IP: *.* 11.12.02, 12:38
        Siunia!Nie miałam zamiaru pozbawiać Cię planu A. To po prostu JA pewnie miałam tego dnia i później pecha (do pecha?)- co wiele razy powtarzali mi lekarze (prawie w to uwierzyłam!)ale myślę, że przede wszystkim miałam pecha do niewprawnej ręki pani anestezjolog. Bo to spowodowało późniejsze problemy z moim zdrowiem. W drugiej dobie kazano mi (jak wszystkim po CC) wstać. Gdy tylko usiadłam na łóżku, poczułam uderzenie potwornego bólu do głowy- jakiś młot pneumatyczny rozwalał mi czaszkę! Zawyrokowano- zespół popunkcyjny.Sporo czytałam na temat znieczulenia, ale jakoś na powikłania po nim nie zwróciłam uwagi- zresztą niewiele się na ten temat pisze, bo zp zdaża się rzadko. No i zaczęło się. Zarzuty:Bo wy (?) za dużo chodzicie, całe dnie odwiedziny itd. Tłumaczyłam, że od razu zgłosiłam ból głowy, a odwiedziny (jedyne) trwały 5 min. bo nie mogłam wytrzymać z bólu- tylko leżenie przynosiło ulgę. Zaordynowano 24h leżenia i kroplówki. Nie pomogło. Zaczęli odwiedzać mnie różni anestezjolodzy- każdy mówił co innego (leżeć płasko i nawet nie unosić głowy, no i basen albo leżeć płasko i wychodzić tylko do toalety- ta wersja odpowiadała mi bardziej, ale wiadomo co było lepsze).Przyszła nawet znieczulająca mnie pani anestezjolog witając mnie słowami"Co wokół pani tyle szumu?", zbadała mnie i poszła. Dziecko (jeden dzień było pod moją opieką) musiało być na Noworodkach, przynosili mi je do karmienia. Męczył mnie brak porozumienia między lekarzmi położnikami a pediatrami. Położnicy kazali leżeć i się nie ruszać (zresztą z non stop podłączoną kroplówką trudno by było), a pediatrzy nie bacząc na to opiekować się dzieckiem! W końcu doszło do tego, że jakaś "mądra" pielęgniarka z Noworodków przywiozła mi małą i oznajmiła, że zostawia dziecko, bo ten ból głowy coś za długo u mnie trwa.Czyli udaję, tak?. Na mój protest, że mam zakaz wstawania syknęła: "To znaczy, że odmawia pani opieki nad dzieckiem?!". Na szczęście ordynator sprawę wyjaśnił i więcej się to nie powtórzyło.Płakałam, bo widziałam, że nie chcą już opiekować się moim dzieckiem ("ona jest taka absorbująca"), czyli nie opiekują się dobrze, "zapominali" bardzo często zabrać córkę do przewinięcia, byłam bezsilna... Próbowałam dowiedzieć się dlaczego leżenie i kroplówki nie pomagają, dlaczego znieczulenie podpajęczynówkowe nie zadziałało. Uzyskiwałam tylko lakoniczne odpowiedzi:"I zadziałało i nie zadziałało...jest pani młodą osobą i dlatego...ma pani wyjątkowego pecha...ma pani dziurki w kręgosłupie przez które wypływa płyn rdzeniowy i jego ubytek powoduje ból". W końcu w 8-ej dobie wykonano mi "łatę z krwi"- "iniekcję krwi własnej do przestrzeni nadoponowej L1L2"- załatali dziurki! Zabieg przeprowadził b. miły i kompetentny lekarz.Gdyby to on mnie znieczulał może uniknęłabym całego ambarasu? W trakcie zabiegu dowiedziałam się, że to przez skrzywienie kręgosłupa a. nie mogła się wkłóć!To dlaczego się w ogóle tego podjęła? Po zabiegu leżałam z kroplówkami 48 godzin. Pomogło!!! W 11-ej dobie wyszłyśmy do domu. Na odchodne usłyszałam "Zapraszamy za 2, no za 3 lata ponownie!".Myślę tak: szpital nie jest najgorszy, jest normalny. Pracują tu ludzie, jak w każdym zawodzie, bardzo mili i pomocni oraz tacy co minęli sie z powołaniem. Tak jest w każdym szpitalu. No i jeśli poród przebiega prawidłowo to można wszędzie rodzić. Spotkałam się, oprócz tego co wyżej,również z dużą dawką życzliwości i pomocy ze strony zawsze tych samych pielęgniarek. Ordynator pomocny i miły (choć niezbyt rozmowny), tak samo z-ca ordynatora, i niektórzy lekarze też... jak wszędzie. Pozdrawiam!
    • Gość: Asik25 Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- moje doświadczenie(1). IP: *.* 11.12.02, 12:24
      Joska kochana!!!Nie wiem co przeszłaś i choć opisałaś wszystko dokładnie, to nie potafię sobie tego wyobrazić tym bardziej, że ja jestem dopiero w pierwszej ciąży (25 tydz). Słyszam o tym szpitalu wiele dobrego i też myślałam o wannie... Okropnie mi przykro z powodu tego, co Cię tam spotkało. mimo wszystko jestem pełna podziwu i gratuluję córeczki. Twój post jest długi ale odczuwam w nim dystans i obiektywizm tzn chodzi mi o to, że nie oczerniasz ludzi tylko piszesz jak było. A musiało być strasznie. Współczuję. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że kiedyś się poznamy na ogólnym spotkaniu e-mam z Trójmiasta.Asia z Gdyni + 25 tyg Brzuszek- Dominika
    • Gość: Siunia a co zrobic, zeby nie rodzic a miec swoje dziecko? :) IP: *.* 11.12.02, 20:35
      A ja mam poprostu coraz większy stres i obawy... i juz sama nie wiem co robić.Boje sie, naprawdę sie boję.Joska, ja Cię rozumiem, bo mój pierwszy poród był ... równie atrakcyjny, a co potem ... włosy dęba staja :( Ale na Klinicznej.Kto chce przeczytac, to zapraszam.Wejdźcie na mój profil i kliknijcie na "posty".Wyrzuci Wam wszystkie jakie napisałam, rochę tego było :)Ale przejdźcie wówczas na dół, aż będzie "eMama" i tam post z 14 marca 2002, wysłany o 02,00 w nocy :)dokładny tutuł:" ja po raz drugi i to będzie dłuuuugie -STRACH przed kolejnym porodem. "Alboi wpiszcie w przeglądarkę tytuł tego postu, dokłądnie jak jest napisany, te same spacje i ilość liter w wyrazie "długie" :) ( 4 x u)Joska, ja dostałam od kogoś namiary na pewną położną, chciałabym wiedziec czy nazwisko coś Ci mówi: Zaroch Ewa.Znasz?- Siunia
      • Gość: joska Re: a co zrobic, zeby nie rodzic a miec swoje dziecko? :) IP: *.* 12.12.02, 14:30
        Siunia!Jak zobaczyłam to nazwisko to mi siekierki zawirowały w oczach! Zarach Ewa to moja niedoszła położna! Nie powiem, była b. sympatyczna jak dwukrotnie się z nią spotkałam. Ale jak ja rodziłam była akurat na urlopie i może po prostu nie chciało jej sie przyjeżdżać, tym bardziej że sama prognozowała cesarkę. Bo chyba nie myślisz, że uwierzyłam w jej anginę... Zresztą wieczorem (jak już było wiadomo, że będzie CC) zadzwoniła do położnej i pytała o mnie, słyszałam jak ta jej mówiła "No pewnie, że CC, dobrze że nie przyjeżdżałaś..." Tylko po co się ze mną umawiała, nic nie kryłam przed nią , a i ona wiedziała o co chodzi. No, ale moja koleżanka rodziła z nią (w wodzie) i była (jest) z niej b. zadowolona. A co do posiadania swoich dzieci bez rodzenia to nie wiem co Ci poradzić. Całą ciążę myślałam nad tym intensywnie ale nic mądrego nie wymyśliłam. Różne pomysły chodziły mi po głowie, np. wyznaczonego dnia o wyznaczonej godz. bezboleśnie otwiera sie brzuch (żadnych wnętrzności nie widać)i po wyjęciu dziecka równie bezboleśnie się zamyka, no i nie ma żadnych blizn... Ale to głupie. Chętnie poczytam o twoich doświadczeniach z Klinicznej, zawsze to lżej na sercu gdy wiadomo, że to nie tylko ja miałam pecha do pecha(?)... No, a poza tym kto to widział rodzić (przychodzić na świat) w rocznicę wybuchu Drugiej Wojny Światowej i jednocześnie dzień rozpoczęcia roku szkolnego?, może to wszystko przez to... Pozdrawiam i trzymaj się!
        • Gość: Siunia do Joski :) IP: *.* 14.12.02, 22:59
          Joska, ja w sumie położna "swoją" chcę mieć tylko dlatego, by mi ktoś pomógł juz "po" porodzie. Żeby nie było jak na Klinicznej, że każda moja prośba była ignorowana i wszyscy wszystko mieli w nosie. Chcę by ta położna lub jej koleżanki na jej prośbę pomagały mi, gdyby była taka potrzeba. W sumie na sam poród to ja Jej nie potrzebuje, bo chyba nie ma potrzeby. Bo niby co Ona mi pomoże?Mam juz jedno dzieciątko, więc wiem jak poród wygląda i przebiega. I nie wiem czy ktoś zaufany mi potrzebny - za wyjatkiem męża, który porodu chyba boi się bardziej niz ja :) Zatem rodzinny w ogóle nie jest brany pod uwage, bo za pierwszym razem mąż mnie niemalże błagał:" nie nalegaj, bo jeżeli naprawdę bardzo chcesz, to ... będę. Ale ja tak naprawdę tego nie chcę. Chyba się boje i mnie to przerasta". A mówił to tak błagalnie patrząc mi w oczy, że nie nalegałam . Roizumiem go w sumie. Po za tym, w końcu i tak skończyło się CC, więc i tak by go przy mnie wtedy nie było.Co do położnej to ja jeszcze się chyba zastanowię, bo ... już nie wiem czy mozna na kogoś liczyc tylko i wyłącznie na własne szczęście :)Ale swoją drogą, to strach przed porodem staje się powoli moją obsesją. I jak tak dalej pójdzie, to jak przyjdzie czas porodu, to zacisne kolana i powiem " nie rodzę". Niech mnie ogłuszą czym kolwiek i robia co chcą ;)- Siuniaps. staram sie o tym wszystkim nie myślec, ale ... to nie takie proste, mając za soba już jeden poró i to taki, że strach nawet wspominać...Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: aniazwrocławia Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- moje doświadczenie(1). IP: *.* 15.12.02, 18:01
      "Czekał mnie długi i skomplikowany poród z powodu zwężonej miednicy i miednicowego położenia płodu". Wybacz ale jestem Twoja postawą delikatnie mówiąc bardzo zdziwiona (rozumiem z Twojego postu że od początku byłaś nastawiona na poród siłami natury. Nie wiem z czego ona wynikała: z chęci porodu naturalnego na siłę czy z pewnej (wybacz) lekkomyśności. Rozumiem Twoją chęć rodzenia siłami natury ale w Twoim przypadku rozsądek powinien wygrać przecież ryzykowałaś nie tylko swoje życie ale Twojego maleństwa!!!!!!!Ja również chcę rodzić naturalnie i kiedy lekarz powiedział mi o ułożeniu miednicowym mojego maleństwa byłam bardzo rozczarowana ale wierz mi nie przyszło mi do głowy aby ryzykować życia mojego maleństwa i swojego. Obecnie kończe 32 tyg. ciaży, która od początku zaliczana jest do zagrożonych, i kiedy lekarz mimo, że maleństwo sie odwróciło prawidłowo, powiem mi poród przez cc nie będę dyskutować nie będę świadomie narażać życia mojego maleństwa i swojego.Cieszę się że wszystko zakończyło sie pomyślnie. Pozdrawiam.Ania i 32tygi 7 dn brzusio
      • Gość: joska Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku-do Ani z W. IP: *.* 16.12.02, 16:11
        Droga Aniu z Wrocławia!Źle zrozumiałaś mój post. I jest mi przykro, że ktokolwiek mógł pomyśleć, że lekkomyślnie narażałam życie swojego dziecka. Opisałam moje doświadczenie ze szpitalem w Gdańsku (uznawanym ostatnio za najlepszy) od momentu, kiedy wiedziałam już, że będzie! podjęta próba rodzenia siłami natury. Nie broniłam się przed cesarką- chciałam jej! Z literatury i czasopism (przewertowałam całe mnóstwo)wiedziałam, że w takim przypadku jak mój bezpieczniej jest od razu podjąć decyzję właśnie o CC (pisałam o tym w poprz. poście), natomiast mój ginekolog, jak również kilku innych z dwóch pozostałych gdańskich szpitali mówili jednogłośnie: najprawdopodobniej będzie cesarka, ale ZAWSZE (o tym też pisałam w poprzednim poście)podejmuje się próbę rodzenia siłami natury! Nikt nie odważył się podjąć decyzji o CC od razu! W szpitalu pokazano mi nawet księgę z porodów wskazując na trzy (dokładnie)"przypadki" takie jak mój, które zakończyły się porodem naturalnym (bez komplikacji). Broniłam się przed takim porodem b. długo, ponieważ zdawałam sobie sprawę z istniejącego niebezpieczeństwa. Nawet sobie nie wyobrażasz jak potwornie się bałam!(mój strach sięgnął zenitu gdy już w szpitalu okazało się, że nie zrobią mi USG oceniającego wielkość dziecka- czy dam radę urodzić je naturalnie. ZGROZA!!!Ale prawda jest taka, że nie stać mnie było na CC "na życzenie", więc o moim porodzie zadecydowali lekarze.Nie miałam wyjścia, musiałam im zaufać.Życzę Ci porodu łatwego i bez żadnych komplikacji i dzieciątka zdrowego. I żeby nikt nie zarzucił Ci tego, co Ty mnie. Pozdrawiam. Asia
        • Gość: aniazwrocławia Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku-do Ani z W. IP: *.* 16.12.02, 22:11
          Asiu!Przepraszam Cię, jeżeli moim postem uraziłam Cię lub sprawiłam Ci przykrość ale sama napisałaś("Wybrałam ten szpital przede wszystkim ze względu na możliwość porodu w immersji wodnej i skorzystania ze znieczulenia zewnątrzoponowego (odpłatnie) bez wcześniejszego umawiania się z lekarzem. Czekał mnie długi i skomplikowany poród z powodu zwężonej miednicy i miednicowego położenia płodu.") więc zrozumiałam, że raczej nastawiłaś się na poród siłami natury. Przepraszam Cię jeszcze raz za mój brak taktu.Choć z drugiej strony co za lekarz podjął decyzję o porodzie siłami natury w Twoim przypadku, dlaczego Twój lekarz nie dał skierowania na cc? to sie nadaje do prokuratury o świadome narażenie życia!!!!!!Mój lekarz prowadzący ze względu na wielkość maleństwa przewiduje cc bo nie "będzie ryzykować"Pozdrawiam i życzę dużo ciepła i radości w Boże Narodzenie i w Nowym Roku.Ania i 33 tyg. brzusio
        • Gość: Siunia Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku-do Ani z W. IP: *.* 17.12.02, 00:41
          Asiu,niech Ci nie jest przykro.Net ma to do siebie, że łatwiej jest sie niezrozumiec niz w realu.Pozdrawiam- Siunia- ps. ania z wrocławia napewno nie chciała Cie urazic, poprostu nie zrozumiała TWojego postu :)
          • Gość: ANGEL Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- "wycieczka" ze szkoły rodzenia IP: *.* 17.12.02, 08:45
            Drogie Mamy!Chciałam się z Wami podzielić spostrzeżeniami z wizyty w szpitalu wojewódzkim. Wczoraj p. Grażynka ze szkoły rodzenia na Majewskich na Zaspie zorganizowała taką swoistą wycieczkę poglądową. Wrażenia miałam całkiem sympatyczne. Oprowadzała nas pani położna i wydaje mi się, że dość wyczerpująco odpowiadała na nasze pytania. Co mnie urzekło, to bardzo dobre warunki - oddział jest po remoncie, wygląda bardzo schludnie, czyściutko. Sale wyglądają doprawdy komfortowo. Nie chcę popadać w jakąś przedwczesną euforię, ale naprawdę mi się podobało. Wiem, że wygląd oddziału to jeszcze nie wszystko, ważne jest podejście pesonelu itd. Dla przeciwwagi pani położna nie powiedziała ani jednego złego słowa na temat "swojego" szpitala, nie było ani jednego porodu do wody, który zakończyłby się komplikacjami, na pytanie jednej z nas, czy można liczyć na porady i pomoc co do karmienia piersią to oczywiście można itp. Trochę to wszystko za idealne. Ale ogólne wrażenie było naprawdę bardzo pozytywne.Pozdrawiam cieplutkoAneta i 29 tyg. brzusio
            • Gość: Siunia Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- "wycieczka" ze szkoły rodzenia IP: *.* 17.12.02, 23:35
              Ja wiem, ze tam był remont, jest czysto, miło i przytulnie, a sale sa dwuosobowe.I to mi się bardzo podoba.Natomiast czytam wszystko co piszą o tym szpitalu dziewczyny, bo ciekawa jestem jak z obsługa i pomocą.Bo Kliniczna każdemu gorąco odradzam - pierwsze dzieciatko tam rodziłam, co było wielkim błedem i obłędem :(Gdybym nie uciekła , to pewnie za dobe lub dwie zakończyłabym życie skacząc z tamtego okna - taka miałam depresję po tym pobycie i przygodach.- Siuniaps. Teraz licze, ze będzie lepiej i licze własnie na Wojewódzki. Jak dobrze, że chciałam mieć tylko dwoje dzieci, bo szpitali na testowanie by mi zabrakło ;)
              • Gość: joska Re: Szpital Wojewódzki w Gdańsku- "wycieczka" ze szkoły rodzenia IP: *.* 18.12.02, 22:27
                To prawda, że szpital wojewódzki robi dobre wrażenie, też odwiedziłam go z położną ze szkoły rodzenia, a potem drugi raz z położną, która miała być przy moim porodzie.Ale uważam, że dobrze wspominać można pobyt w tym szpitalu tylko wtedy, gdy poród i okres poporodowy przebiegał bez komplikacji. Z mojego doświadczenia wynika, że uogólniając-uprzejmość całego persolelu jest wyliczona tylko na trzy dni po porodzie siłami natury i pięć dni po cesarce.No i dla mam, które nie wzywają zbyt często, czyli nie są zbyt absorbujące. Wiem coś o tym, gdyż przez 11 dni byłam w szpitalu no i też miałam przyjemność dzielić salę z trzema różnymi mamami.Ta najbardziej charakterna, wymagająca i bez oporów wzywająca i położne,i pediatrów była dla wszystkich udręką.Muszę jednak uczciwie napisać, że pracują tu też b. życzliwe i pomocne (nawet mimo czasem źle ukrywanego zniecierpliwienia)położne (obie panie Beaty, pani Kasia). Nie "odwalały" roboty, ale naprawdę służyły pomocą. Są też takie, które totalnie rozminęły się z powołaniem, bo albo "robiły swoje" z wymalowanym na twarzy hasłem "tylko spróbuj oczekiwać czegoś więcej", albo na każdym kroku ochrzaniały. Pomoc przy karmieniu też jest. Z tym, że są takie panie, które pokażą tylko raz i już masz wiedzieć, i takie, które za każdym razem jak poprosisz pomogą.Dobra opieka bądź nie zależy od "zmiany" na jaką się trafi. Zresztą jak wszędzie- wszystko zależy od charakteru danego człowieka, w tym przypadku czy lubi ludzi czy nie. A co do sprawy cesarki, której nie przeprowadzono u mnie od razu (mimo wszelkich wskazań)- szpitale są teraz nastawione na rodzenie naturalne i tylko takie uznaje się za właściwe. Nawet jeśli posiada się "skierowanie na CC" od lekarza prowadzącego ciążę to i tak nie ma ono większego znaczenia bo decyzję podejmują lekarze na dyżurze (tak było z koleżanką ze szkoły rodzenia, miała wadę wzroku (-7) i zaświadczenie od okulisty i ginekologa, a lekarze w szpitalu i tak podjęli dec. o porodzie nat., no i ....urodziła i nic z oczami sie nie stało- ale ryzyko było.Chociaż...przypomniało mi się, że koleżanka mojej siostry miała od razu przeprowadzoną cesarkę przy wadzie wzroku -11.Więc już sama nie wiem jak to jest). Zgadzam się natomiast z ewąszyp z Ciechanowa, że powinno się myśleć przede wszystkim o zdrowiu dziecka i matki, a nie podążać za modą (porody naturalne). Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka