Dodaj do ulubionych

Poród na Inflanckiej

23.01.09, 21:56
Witam,chciałabym się dowiedzieć jak to jest z porodem na Inflanckiej,jak jest
z zzo,opieką rodzącej oraz dziecka,czy jeśli jest przepełnienie odsyłają do
innego szpitala.Planuję tam rodzić ale chciałabym usłuszeć opinie kobiet które
tam rodziły.Ja poprzednio rodziłam w Orłowskim i nie zamierzam drugi raz
popełnić tego błędu.
Obserwuj wątek
    • asiaiwona_1 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 12:59
      a wystarczyłoby wpisać w wyszukiwarkę "inflancka" i tyle wątków
      się pojawi na ten temat:
      szukaj.gazeta.pl/forumSearch.do?&s.sm.query=inflancka&s.sm.title=&s.sm.forumXx=588&sf=tresc&s.sm.aut
      hor=&y=0&x=0
    • moniks0 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 15:02
      tak, tylko że tam są opinie z lipca,a czy ktoś rodził teraz?
      • asiaiwona_1 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 15:18
        poród w październiku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
        f=588&w=87041755&a=87095587

        poród w grudniu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
        f=588&w=87041755&a=88898521

        poród w paźdierniku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
        f=588&w=87041755&a=89053026

        Sama się oliwio udzielałaś zresztą w tamtym wątku, z ktorego linki
        ci pokazałam.
        • asiaiwona_1 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 15:20
          coś mi się źle wstawiło, więc podaję link do całego wątku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=87041755
        • oliwia-4 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 18:24
          Faktycznie czytałam tamte opinie,ale niestety nigdzie nie piszą jak to jest z
          przyjmowaniem do porodu w razie przepełnienia,a chciałabym wiedzieć gdyż jestem
          spoza Warszawy i niechciałabym zajechać i mnie odeślą gdzie indziej.Wiem że na
          Kasprzaka zawsze przyjmą,a tutaj?
          • navajo1 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 19:04
            na stronie szpitala jest info, że nie odsyłają po 36 tygodniu. Ale jak jest
            teraz nie wiadomo, skoro trąbią wszędzie, że szpitale nie przyjmują. Widziałam
            info że miejsca są na Bródnie i na Solcu. Jeśli masz termin na już to może być
            problem. No chyba że się uda gdzieś wcisnąć, albo poród będzie już zaawansowany.
            • oliwia-4 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 22:20
              Termin troszkę późniejszy.Dzięki za odpowiedź
    • moniks0 Re: Poród na Inflanckiej 24.01.09, 15:24
      ok dziękismile
      • ela_only Re: Poród na Inflanckiej 25.01.09, 18:47
        witamsmile ja rodziłam na Inflanckiej 5 stycznia i powiem szczerze, że jestem bardzo zadowolona z porodu i z opieki przedporodowej. Rodziłam na bloku A czyli porody rodzinne, kosztowało nas to 600zł, ale nie żałuję wydanych pieniędzy. Dostałam zzo, miałam anestezjologa który bezboleśnie mi to zrobił. Położne mnie o wszystkim informowały co się dzieje i pytały się czy wszystko dobrze i jak się czuję. Natomiast salę poporodowe juz gorzej wspominam, położne z wielkim wysiłkiem pomagały i udzielały rad. Pani Małgosia od laktacji bardzo fajna kobitka! Tylko trzeba być upierdliwym i z każdą wątpliwością męczyć położne. Mój mąż chodził za nimi i co mu się nie podobało toi pytał i położne odpowiadały, żeby się go pozbyć. Ale trzeba chodzić i pytać, pani Małgosia przyjmuje codziennie od 8 do 14 i trzeba samemu ją szukać to wtedy pomoże, bo sama to nie przyjdzie.
        Ale poza tym to polecam ten szpital, bo jednak nie odsyła pacjentek i opieka nie jest złasmile
    • moniks0 Re: Poród na Inflanckiej 25.01.09, 20:28
      Ja rodziłam na Inflanckiej 11 stycznia i ogólnie wrażenia zarówno z
      pobytu jak i sprzed pobytu w szpitalu mam bardzo nieciekawe. Bardzo
      trudno było sie dostać mimo zapewnień że nie odsyłają, ale w końcu
      mnie przyjęli. Położne były oschłe i niesympatyczne, znieczulenia
      nie dostałam,a jak pomyślę o tych 600 złotych, które musieliśmy
      wydac na tzw poród rodzinny, to aż mi się odechciewa...
      Opieka poporodowa tragiczna, zero zainteresowania ze strony
      personelu.
      • navajo1 Re: Poród na Inflanckiej 25.01.09, 21:23
        moniks0 dziwne, że w takim razie pytałaś wczoraj jak tam jest i o najnowsze
        wieści skoro sama rodziłaś niedawno.
        Może masz jakieś szczegóły, kto był na dyżurze, dlaczego nie chcieli cię
        przyjąć, dlaczego nie dali ci znieczulenia? I nikt nie każe tam płacić za poród,
        to twoja decyzja czy chcesz rodzić rodzinnie.
      • martakus Re: Poród na Inflanckiej 01.01.10, 22:40
        Ja rodziłam w lipcu na Inflanckiej,ten szpital jest objety
        patronatem przez miasto.Syf w łazienkach opokieka poporodowa na
        poziomie głębokiej komuny.Pani Małgosia od laktacji nie nauczyła
        mojego synka ssać ona tylko świetnie sprzedaje zdjęcia zrobione
        dzieciakom a generalnie nasze problemy ma głęboko,choć na szkole
        rodzenia jest wychwalana.Ja byłam po cesarce opieka przy operacji
        wzorowa natomiast te kilka godzin które trzeba leżeć na
        pooperacyjnej jak sobie sama nie pomożesz to na pielęgniarki nie
        mozna liczyć i pomyśleć że to też są kobiety.We trzy z koleżankami
        lezałyśmy drąc się w niebo głosy aby raczyły wejść do sali,<która
        powinna być otwarta bo każda z nas jest podłączona pod
        aparaturę>błagałyśmy o leki przeciwbólowe po 30 minutach krzyku
        dostałyśmy.Ostrzegam kobiety które zamierzają tam rodzić to ma być
        nasz najpiękniejszy dzień w życiu a pielęgniarki sprawią że długo po
        porodzie nie będziesz chciała o nim nawet rozmawiać.Opieka dziecka
        na poziomie zerowym, taka opinia jest wśród lekarzyspecjalistów do
        których chodzimy z dzieckiem.Jeśli masz wytrwałego partnera który
        wydepcze scieszkę do lekarzy z zapytaniem jakie badania jakie
        szczepionki dziecko miało robione nie dowiesz się ani słowa.
        zastanawiam się czy te pielęgniarki nie mają serce,nienawiść płynąca
        z nich,brak chęci pomocy ja myślałam że ja jestem tu za karę.Pani z
        wąsami czarna jak węgiel w brudnym podkoszulku próbowała mojego
        synka uczyć ssać a po 10 min zniechęciła się i stwierdziła że ja nie
        chcę karmić dziecka,debilka skończona.
        W domu po kilku dniach pobytu w domu mój syn na spokojnie nauczył
        się jeść.Wszystkie pielęgniarki nastawione na jedno...
        Na szkole rodzenia do której chodziliśmy szpital jest wychwalany i
        ja pochwalę salę operacyjną na której bylam 30 min ale potemm
        jesteśmy zdane na siebie i rodzinę,ktora przez cały prawie dzień
        może przebywać z tobą.Dodam iż wypis po 4 dniach pobytu trwał kilka
        godzin włącznie z błędem w dokumentach wyszliśmy ze szpitala dobrze
        po 20.00 wiem nam też ciężko było w to uwierzyć.
        Oczywiście decyzja należy do was.

        • anielunia09 Re: Poród na Inflanckiej 07.01.10, 22:27
          ja rodziłam we wrześniu i poniekąd podzielam tą opinię - szpital jak
          za komuny, jedynie blok A prestiż, miałam cc więc niestety nie
          ominęła mnie sala pooperacyjna jednak na pielęgniarki dyżurujące
          złego słowa nie powiem, myły, przekręcały, przykrywały i na kżade
          jęknięcie leciały z zastrzykiem przeciwbólowym. Noworodki - każdy
          sobie rzepkę skrobie, jak się nie zainteresujesz nic się nie
          dowiesz, duże sale brak ograniczeń odwiedzających- koszmar. Ogólnie -
          złe wrażenie.

          [/b]
        • kunegunda32 Re: Poród na Inflanckiej 13.01.10, 19:32
          Nie zgadzam się z Twoją opinią. Ja rodziłam 14.10.09 sn, poród miałam w
          znieczuleniu z.z.o. Rodziłam na bloku płatnym A (jeśli się kończyło szkołę
          rodzenia na Inflanckiej jest taniej - 500 zł). Znieczulenie jest za darmo na
          życzenie, z tym że trzeba spełnić dwa warunki, trzeba mieć przynajmniej 3 cm
          rozwarcia i regularne skurcze. Położna i lekarze bardzo mili i pomocni. Na
          poporodowej nie było tak różowo bo jest za mało personelu, natomiast ja mam
          fatalne wspomnienia jeśli chodzi o towarzystwo na sali w postaci dwóch primadonn
          po cesarkach którym ja i moje dziecko strasznie przeszkadzałyśmy. Szczególnie
          Młoda która się darła bo była głodna, a ja nie miałam pokarmu wystarczająco, a
          tam jest tak że jak się rodzi sn to pierwszą dobę dziecko jest tylko na piersi.
          Jednak pomijając dwa wyjątki pielęgniarki mimo zabiegania są miłe i pomocne o
          ile się do nich pójdzie i o te pomoc poprosi. Odnosząc się do powyższej
          wypowiedzi to nikt nie jest w stanie nauczyć dziecka ssania, natomiast są w
          stanie nauczyć matkę przystawiania do piersi. Mnie nauczyli jak się przystawia,
          natomiast moja młoda przez 2 tygodnie uczyła się efektywnie ssać. Pani Małgosia
          Stefaniak jest rewelacyjna, jeśli chodzi o naukę i ewentualne pytania o opiekę
          nad noworodkiem. Polecam również dr Matyjek jest to jeden z najlepszych
          neonatologów w Warszawie.
          Po powrocie do domu można bezpłatnie korzystać z pomocy w poradni laktacyjnej na
          Inflanckiej nam bardzo pomogli. Ogólnie polecam ten szpital, wspomnienia z
          porodu mam bardzo dobre, z poporodowej gorsze ze względu na towarzystwo a nie na
          personel.
          • e_t_zz Re: Poród na Inflanckiej 13.01.10, 19:47
            kunegunda - dzieki Ci za opinie wink Ja jednak wybieram sie na Inflancka w lutym i
            mam nadzieje, ze bede miec conajmniej takie wspomnienia jak Ty. A jak mozesz -
            napisz jak z torba do szpitala? Bo jak ja wpakuje wszystko co pisza na stronie
            to bedzie wieelka waliza wink
            Czy poza ta lista warto cos sobie zapakowac do torby co sie przydaje? Masz
            jakies inne wskazowki praktyczne co do porodu i pobytu na Inflanckiej? I z ktora
            polozna rodzilas?
            • kunegunda32 Re: Poród na Inflanckiej 15.01.10, 17:18
              Warto zapakować na pewno:
              - ubranka dla dziecka, raczej ciepłe mimo, że jak ja leżałam to w pokoju były
              tropiki ze 26 stopni lekką rączką.
              - butelkę z smoczkiem 0+ dla noworodków. Czasami jest tak że trzeba dokarmić.
              - ze dwie koszule nocne dla Ciebie (ja się po porodzie pociłam jak mysz)
              - opaskę na czoło materiałową żeby na dziecko pot nie kapał. (serio mówię)
              - pieluszki tetrowe ze 3
              - pieluszkę flanelową
              - kocyk (te pieluszki i kocyk się przydają żeby dziecku podłożyć w "akwarium" bo
              oni tam nic nie dają)
              - rożek u mnie się nie sprawdził
              - natomiast czapeczki, skarpety i niedrapki na pewno warto wziąć.
              - kubek, sztućce
              - jak nie lubisz słodkiej herbaty to herbatę.
              - do porodu raczej weź koszulę której nie będzie szkoda wyrzucić bo się ufajda.
              I potem na poporodową na pierwszy dzień też raczej nie jakąś super.
              - dość istotne jest nabycie specjalnych majtek poporodowych z siateczki bardzo
              wygodne i nie przejmuj się jak chirurgia i ginekologia będzie mantyczyć myśmy po
              prostu przed obchodem te majty ściągały i po obchodzie zakładały z powrotem.
              - pieluszki higieniczne są nie zastąpione tanie jak barszcz a skuteczne do
              nabycia w aptece za około 4 złote.
              - ręcznik i kosmetyczka
              -klapki (tam są chyba wymienione i klapki i kapcie ale albo jedno albo drugie)
              - pieluchy dla dziecka ( ja miałam pampersy 1)
              - ze dwa biustonosze do karmienia
              - skarpety
              - szlafrok
              Co do położnej to nie pamiętam nazwiska, młoda dziewczyna z warkoczem, ale na
              tym bloku A położne są chyba wszystkie w porządku. Jak się nie histeryzuje i
              wypełnia się ich polecenia to poród idzie jak po maśle.
              Od razu uprzedzam że poród i skurcze bolą i tu nie ma co się oszukiwać. Ja
              osobiście wytrzymałam do 5 cm rozwarcia i poprosiłam o znieczulenie. Dla mnie
              najgorsze było leżenie i podłączenie do KTG, jak chodziłam było całkiem w
              porządku (o ile tak można to ując). Radzę również wykonanie lewatywy, to
              usprawnia i przyspiesza akcję porodową i nie obfajdasz dziecka podczas parcia.
              Kolejna sprawa to fakt że do znieczulenia zzo trzeba się położyć na boku,
              podciągnąć nogi pod brodę i się nie ruszać, a to nie jest łatwe jak się ma
              skurcze. Ważne jest oddychanie podczas skurczów, daje trochę ulgi.
              Mnie pomagał też prysznic ciepły na brzuch.
              Personel na porodówce jest z reguły miły i sympatyczny, chociaż jak ja parłam to
              przylazła jakaś inna położna z bloku B po coś i jak raz zamruczałam podczas
              parcia to mi zwróciła uwagę żebym nie mruczała tylko parła. Ale ja akurat miałam
              co innego na głowie i ją olałam.
              Co do poporodowego to jak Cię przywiozą to powinna przyjść pielęgniarka
              neonatologiczna i pokazać Ci jak się przystawia dziecko do piersi, jeśli to nie
              będzie środek nocy to od razu wypytaj ją o wszystko. Jak będzie to noc to idź
              rano i pytaj o wszystko. Jak będziesz miała problemy nawet w nocy z karmieniem
              albo z czymkolwiek innym jakieś wątpliwości dotyczące czy to Ciebie czy
              dzidziusia chodź i się pytaj, proś o pomoc. Nie daj się zbyć one tam od tego są
              żeby Ci pomagać. Ja z moją młodą latałam do nich nawet w środku nocy i nikt się
              nie dziwił. No i pilnuj badań bo tam jak jest dużo porodów to jest niezły chaos.
              Na początku być może będzie ciężko z karmieniem czasami tak jest ale nie
              zawsze. Bądź cierpliwa, nie załamuj się i próbuj, nie od razu Kraków zbudowano.
              Zawsze możesz pójść i poprosić o mleko i dokarmić. Ważne żeby się nie stresować
              za bardzo i próbować. Ja moją przystawiałam i dokarmiałam bo miałam mało
              pokarmu, po przyjeździe do domu też przez pierwsze dwa tygodnie było różnie ale
              jakoś przetrwałyśmy i teraz młoda jest tylko na cycku i waży już prawie 7 kg.
              Małe płacze na początku dość często, bo : jest głodne, ma kupę w pieluszce, chce
              żeby je przytulić albo tak po prostu z nudów wysoki sądzie. Warto jest po
              karmieniu odbijać małe bo wtedy nie będzie brzuszek bolał.
              Chyba jak na razie to wszystko co mi się przypomniało.
              Powodzenia życzę i trzymam kciuki, oby poród był szybki i bez komplikacji. I
              żeby małe było dorodne, zdrowe i dobrze się chowało.
              I na koniec jeszcze spokój i tylko spokój, jak będziesz tego potrzebować to
              popłacz sobie, nikt się dziwił nie będzie bo tam połowa mam ryczywinkTrzymaj się i
              bądź dobrej myśli.
              • e_t_zz do kunegundy 18.01.10, 10:39
                Bardzo dziekuje za porady i wskazówki a przede wszystkim - za empatie wink
                Chcialabym spotkac taka towarzyszke na poporodowej, moze nie mialabym takiego
                doła jak przy pierwszym dziecku.. wink
                A tekst o ryczeniu - boski.. Jeszcze raz - dzięki. Termin mam za miesiąc, więc
                jak bedę po to odezwę się i dam znać jak było wink
                • kunegunda32 Re: do kunegundy 18.01.10, 19:14
                  Ależ bardzo proszę! Cieszę się że mogłam jakoś pomócsmile Napisałam po prostu to co
                  sama chciałabym usłyszećsmile Trzymam kciuki i czekam na relacjęsmile Pozdrawiam.
            • pinkyone Re: Poród na Inflanckiej 07.08.10, 12:29
              Minely juz 2 lata i 2 miesiace od narodzin mojej coreczki (ur. w
              2008 r.). Czas leczy rany, a jednak wspomnienie porodu na
              Inflanckiej w Warszawie nadal budzi we mnie zywe, negatywne emocje.
              W szpitalnej gablotce znajduje sie informacja o uczestnictwie w
              akcji 'Rodzic po ludzku', dlatego chce opisac jak to szumne 'po
              ludzku' wyglada w wersji 'po Infalncku' czyli cos z perspektywy
              rodzacej.

              W szpitalu znalazlam sie tydzien przed porodem, juz po tzw.
              terminie z powodu nadcisnienia.
              Zaczne od takiej drobnostki jak wenflon. Oczywiscie bez paniki w tym
              temacie, ale kazdy przyzna, ze zakladanie jego nie jest przyjemne.
              W celu roznych zabiegow zakladano mi go, potem zdejmowano, potem
              tego samego dnia znow zakladano, potem zostawiano i nosilam go np.
              przez 3 dni niepotrzebnie, cackajac sie z nim przy kazdej czynnosci,
              typu mycie i ubieranie.
              Tu oczywiscie pretensji nie wnosze, bo rozumiem, ze w natloku spraw
              i pacjentow tego tematu nie da sie ogarnac. Jednak w rezultacie
              jeszcze przed porodem wiekszosc wygodnych do wklucia sie miejsc byla
              juz, ze tak powiem 'zuzyta'.

              Chcialam rodzic z mezem, wiec oplacilismy (koszt: 500 zl) porod
              rodzinny w prywatnej salce.
              Trafilam na nia z moim trzydniowym wenflonem. Polozna chciala
              podlaczyc do niego oksytocyne. Wyrazilam watpliwosc, czy po tylu
              dniach bedzie jeszcze drozny. Pewna siebie powiedziala: bedzie,
              bedzie (czytaj: co Ty pacjentko/babo wiesz o mojej robocie).
              Po chwili okazalo sie, ze nie dziala i trzeba zalozyc nowy. Po minie
              poloznej zobaczylam, ze nie lubi tego robic lub prawdopodobnie, nie
              jest to jej mocna strona. Dostalam reprymende, za stan moich
              poklutych rak i zaczela sie wkluwac w zyly, znajdujace sie na
              wierzchu moich dloni. Robila to nieudolnie kilkakrotnie, w
              rezultacie szybko tez staly sie 'zuzyte', wiec probowala ponownie w
              swiezo ponakluwanych miejscach, no... szczerze mowiac to juz dosc
              bolalo, ale staralam sie zachowac twarz i nie dac tego po sobie
              poznac.
              W koncu wezwala kogos na pomoc i ufff... udalo sie.

              Szlo mi dosc wolno, mimo przyspieszania procesu oksytocyna czas
              trwania pierwszego okresu porodu wyniosl 9,5 godz. Na szczescie
              otrzymywalam w tym czasie znieczulenie zewnatrzoponowe od bardzo
              milego doktora, ktory zachowywal sie w mojej opinii wzorowo, tzn.
              np. tlumaczyl co bedzie robil i jak mamy wspolpracowac.

              Wreszcie nadszedl czas drugiego okresu porodu, dla
              niewtajemniczonych, etapu kiedy
              mozna zaczac przec. Od tego momentu zaprzestaje sie podawania
              znieczulenia zewnatrzoponowego. Zbieglo sie to ze zmiana poloznych,
              o czym nie zostalam poinformowana. Poprzednia Pani nie raczyla
              powiedziec jednego zdania, ze konczy prace i przejmnie mnie inna
              polozna, czyli jak dla mnie troche nie 'po ludzku' - znowu drobiazg.

              Nowa polozna zaczela energicznie. Wyprosila mnie z mojej prywatnej
              salki. Mezowi kazala zostac na korytarzu (porod rodzinny?) i
              powiedziala, ze zawolamy go na koniec.
              Powinnismy wowczas zaprotestowac, ale w obliczu jej pewnosci siebie
              i naszej niepewnosci w tej sytuacji oboje nie zrobilismy nic.
              Zabrala mnie do pomieszczenia (z mojej perspektywy)
              wielofunkcyjnego. Znajdowaly sie w nim 2 komputery, dlugi rzad
              szafek - cos a la kuchenny zestaw, lodowka i fotel ginekologiczny.
              Dokonalysmy kilku prob parcia, poki mialam jeszcze skurcze parte.
              Potem przestalam je miec. Polozna kazala sie poinformowac, gdy
              zaczne znow je odczuwac. Pozwolono wejsc mojemu mezowi i wyznaczono
              mu miejsce....na lodowce, a polozna udala sie do komputera. Z
              relacji meza wiem, ze przekladala tam jakies karty, nie mylic z
              kartami pacjentow - pasjansik ja pochlonal.

              Niestety zamiast skurczy zaczelam odczuwac (przepraszam za
              fizjologie) potrzebe wymiotowania. Moj maz postaral sie o jakis
              pojemniczek, ktory znalazl w 'kuchennych' szafkach (na marginesie:
              ha! - jednak wszystkie obiekty w pomieszczeniu byly potrzebne,
              lodowka dla meza, komputery dla poloznej, dla mnie fotel
              ginekologiczny i te szafki - musialam je niestety dzielic z osobami
              postronnymi, ktore co jakis czas sie pojawialy i w 'moich' szafkach
              grzebaly). Na tym etapie bylam juz doslownie polprzytomna z bolu.
              Caly czas stalam i nie mialam sie o co oprzec. Miedzy falami bolu,
              udalo mi sie to zakomunikowac mezowi, ktory zaczal organizowac
              jakies miejsce. Padlo na fotel ginekologiczny, ktory nalezalo
              odpowiednio do tego celu przystosowac, pochowac jakies wystajace
              elementy i tu musze oddac honor poloznej: instuowala meza jak ma to
              zrobic (nie wstajac znad komutera).

              Minely kolejne 2 godziny, maz mi asystowal w bolach i wymiotowaniu,
              a polozna siedziala przy komputerze. Ten etap porodu moze trwac
              podobno tylko 2 godziny, wiec polozna udala sie po lekarza. Doktor
              byl dosc konkretny, stwierdzil, ze dziecko jest zle ulozone i nie ma
              mozliwosci urodzenia go naturalnie. Zaproponowal cesarke i zniknal.
              (Nie rozumiem, czemu lekarz nie mogl obejrzec mnie wczesniej?)

              Tu pojawila sie kolejna postac: mloda szczupla lekarka z krotka
              ciemna fryzurka.
              Miala zajac sie papierkowa robota, czyli formalnosciami zwiazanymi z
              cesarskim cieciem.
              W miedzyczasie snula do mnie, jakies bzdurne teorie, ze mam za duze
              dziecko, bo pewnie jadlam w ciazy witaminy. Dodam, ze witamin nie
              jadlam, a dziecko bylo normalnych rozmiarow,
              ale wtedy juz praktycznie nie moglam mowic z bolu.
              Cos tam powypelniala w druczkach (strasznie mi sie to dluzylo)
              poproszono mnie o podpis.
              Zlozylam go, ale okazalo sie, ze to byla karta innej pacjentki.
              Wypelnianie zaczelo sie od nowa, a na koniec dostalam jeszcze
              reprymende za nieczytelny podpis (pewnie trzeba sie bylo podpisac
              'po ludzku', a nie jakies tam bazgroly rodzacej).

              W efekcie na sali operacyjnej zlalazlam sie po kolejnych 45
              minutach. Corka miala juz sine
              wszystkie konczyny, ale poza tym wszystko bylo w porzadku i
              oczywiscie jestem wdzieczna
              blokowi operacyjnemu za dobra robote.
              Na sali pooperacyjnej przyszlo mi spedzic noc. Pani, ktora tam
              pracowala, byla naprawde
              wspaniala i miala serce do tej roboty.

              Potem moje dzieciatko mialo zoltaczke i spedzilam kolejny tydzien w
              tym szpitalu, spotykajac,
              tych po ciemnej i jasnej stronie mocy, ale to juz inna historia...

              Kamila P.
          • basia-1973 do kunegundy32 14.01.10, 10:10
            ja wlasnie na dniach mam termin, wybralam tez inflancka, bardzo mnie
            ucieszyla Twoja wypowiedz, bo jest optymistyczna. Mam tylko pytanie,
            czy polozna mialas oplacona wczesniej, czy przyjechalas na IP i
            powiedzialas, ze chcesz rodzic na bloku A?
            • eniigmaa Re: do kunegundy32 14.01.10, 12:42
              podobno na Inflanckiej nie można opłacić położnej
              mnie na IP bardzo miła położna zapytała, na jakiej sali chcę rodzić
              a więcej napisałam tu:
              forum.gazeta.pl/forum/w,588,104444378,104648841,ja_urodzilam_30_11.html
              jeśli będę rodzić trzeci raz to też wybiorę Inflancką
            • kunegunda32 Re: do kunegundy32 15.01.10, 17:22
              Jak przyjedziesz to pytają na jakim bloku chcesz rodzić i wybierasz, płaci się
              przy wypisie. Położnej teoretycznie nie można opłacić ale jak ktoś się uprze to
              się da, natomiast ja doszłam do wniosku że się to akurat na inflanckiej nie
              opłaca. Na bloku A jest bardzo miły i życzliwy personel więc nie ma takiej potrzeby.
    • baby_4 Re: Poród na Inflanckiej 25.01.09, 21:57
      O każdym szpitalu są różne opinie, ja akurat wybieram się rodzić na
      inflancką bo tam mam najbliżej. Mi zależy na szybkim porodzie i
      tyle. Każdą opinię trzeba czytać z przymrurzeniem okasmile nie ma
      szpitala idealnego-niestetysad
      • koala500 Re: Poród na Inflanckiej 25.01.09, 23:21
        a ja rodziłam 22 grudnia - poród rodzinny - nie opłacałam położnej,
        miałam z dyżuru wspaniałą kobietę, na imie ma chyba Ania.
        ogólnie jestem zadowolona, chociaż jakbym się uparła, to pewnie bym
        się mogła do czegoś przyczepić.
    • matka_kwiatka Re: Poród na Inflanckiej 27.01.09, 18:34
      zostałam przyjęta w piątek po odesłaniu z jednego szpitala i dowiedzeniu się, że
      w kolejnym też nie ma szans. Na Inflanckiej też było ciasno, ale przyjęli bez
      problemu. Niestety w związku z tym były problemy z dostaniem sali do porodów
      rodzinnych - warte wydania 600 zł - niesamowita różnica w porównaniu z blokiem
      zwykłym: piłki, worki, prysznice i wanny, świetne, cierpliwe położne...
      Znieczulenie - pewnie zależy, jak jest anestezjolog, czy nie jest zajęty gdzie
      indziej.

      Powodzenia
    • aniagumisia Re: Poród na Inflanckiej 08.01.10, 14:16
      hej! ja rodziłam 25 sierpnia 2009 roku i gdybym miała rodzic swoje drugie
      dziecko to tez rodziłabym w tym szpitalu! ukonczyłam szkołe rodzenia na
      infalnckiej ale to akurat nie ma znaczenia lekarza tez nie miałam z tego z tego
      szpitala jedyne co to miałam wynjęta położną!jeśli przyjedziesz do szpitala po
      36 tygodniu ciąży to spzital inflancka nie odysła do innych szpiatli nawet jak
      jest kiepsko z miejscem to coś wykombinują:0więc nie ma się co bać! znieczulenie
      jest dostępne i jest ono bezpłatne jesli tylko mozńa je podać bo nie jest za
      późno to nie ma z tym problemu! opieka po porodzie nie najgorsza panie z
      noworodów miłe zawsze pomoga jesli sie poprosi tylko trzeba do nich samemu
      podejśc!mój poród w sumie trwał 6 h! jesli masz jeszcze jakies pytania to
      pisz!pozdrawaim
      • quick-share Re: Poród na Inflanckiej 08.01.10, 18:32
        ja bym chciała zapytać w jaki sposób zalatwiłaś sobie położną? bo ja
        słyszałam że na Inflanckiej nie można?
        dużo zapłaciłaś? jak sie ta położna zachowywała? chroniła krocze?
        pozwoliła Ci przeć w dowolnej pozycji czy i tak rodziłas w tej
        oddzielnej salce na fotelu?
        ja rodziłam na Inflanckiej w styczniu 2008 (na bloku A), poród
        miałam szybki i ogólnie byłam zadowolona, połozne byly bardzo
        sympatyczne. Ale niestety oni rutynowo nacinają krocze i raczej nie
        ma dowolności jesli chodzi o pozycję do parcia. Poza tym łazienki są
        w opłakanym stanie (może coś sie zmieniło?). Na szczęście drugiego
        dnia udało mi się przejść do pojedynczej salki, tam były dużo lepsze
        warunki ale tymrazem mąż i tak nie bedzie siedzial całymi dniami ze
        mną (bo jest starsza córcia) wiec wolałabym sale np dwuosobowe ale z
        lepszymi warunkami. Coś sie zmieniło na Inflanckiej? Jak to teraz
        wygląda?
        • domi_33 Re: Poród na Inflanckiej 10.01.10, 22:37
          Osobiście odradzam, rodziłam tam w kwietniu. patologia spoko, ale oddział
          poporodowy i panie to jakaś pomyłka jest. nie mówiąc już o tym, że myślałam, że
          umrę po ich cesarce i byłam nieżywa przez prawie miesiąc i trzy razy na zdjęcie
          szwów musiałam jeździć chociaż ledwo się ruszałam. nikt przez 11 godzin nie
          przystawił mi dziecka do piersi (chociaż mąż prosił). rodziłam w nocy więc jego
          wyprosili i karmili (mam nadzieję że w ogóle karmili - dziecko butlą). niestety
          po tym szpitalu niedługo karmiłam piersią i dziecko musiało stać się dzieckiem
          butlowym. i tego najbardziej im nie wybaczę, pal licho to jak ja się czułam i
          jaka tam opieka. standard raczej niziutki. łazienki - masakra, zero półek gdzie
          ciężarna (miałam ogromny brzuch) może sobie położyć kosmetyki aby się umyć. w
          decyzyjności są też masakryczni. rodziłam w nocy z wt na śr (CC) a już a pt mnie
          wyrzucili ze szpitala. a najlepsze było, że wchodzi jeden obchód i mówi 'wypis',
          wchodzi drugi mówi ' do jutra pani zostaje', zaczynam się pakować wchodzi
          przełożona pielęgniarek i krzyczy na mnie 'gdzie ja się wybieram' a ja już
          trzymam w ręku wypis. oj masakra.
          jedyna rzecz która baaaardzo miło tam wspominam i wręcz tęsknię to pielęgniarki
          z patologii. to one mi tłumaczyły co się dzieje, co mam robić, na czym polega to
          moje wielowodzie i ile tego jest. żaden lekarz nie raczył. a tak w ogóle to
          jakieś informacje uzyskaliśmy jak do pokoju lekarskiego pół rodziny posłałam.
          masakra to jeszcze to że nie pytają a szczepią i to szczepionkami z duża
          zawartością rtęci a może ktoś by chciał szczepić inną.
          i te hektolitry oksytocyny które podają (też bez uzgadniania i tłumaczenia
          pacjentce). ja tam dostałam co najmniej 10 kroplówek.
          a cały dowcip jeszcze polega na tym, ze byłam prywatną pacjentką dyrektora
          szpitala... a po prostu mam traumę totalną. bardzo źle się czułam po tym
          porodzie i nie miałam siły sama zawalczyć już bardziej o to karmienie piersią. a
          tam wszyscy to olali. pani Małgosia może i fajna, ale czasu to ona ma bardzo
          mało na pacjentki ze szpitala...
          • harmeen Re: Poród na Inflanckiej 11.01.10, 10:07
            Rodziłam w grudniu, przez cc. To do czego można się przyczepić to
            standart lokalowy (wspomniane wyżej łazienki, fajny jest złaszcza
            wysoki próg po cc, jak je zobaczyłam to chciałam uciec a mam za sobą
            doświadczenia akademikowe) i szczepienie dzieci bez pytania i dania
            możliwości wybrania droższej płatnej szcepionki. Co do lekarzy i
            położnych to nie mam zastrzeżeń. Byłam jeden dzień na patologii,
            następnego dnia rano zakwalifikowali mnie do cc, o 11 operacja.
            Bardzo miły anestezjolog, cięła mnie pani dr na której sali leżałam
            na patologii (bardzo w porządku, dr Sikora). Opieka na
            poooperacyjnej bardzo dobra, zwłaszcza nocna zmiana. Dziennej
            pielęgniarce mam do zarzucenia że nas rozśmieszała co po cc jest
            dośc bolesnewink. Fakt, że przenieśli mnie na normalna salę przed
            upływem 24 godz ale to dlatego że było dużo cc i szykowali miejce
            dla kolejnej pacjenki. O przyniesienie dziecka musiałam wyraźnie
            poprosić, dostałam je po ok 7 godz po zabiegu jak już byłam w stanie
            przewrócić się z boku na bok. Co do opieki na położniczym to ja za
            wiele pomocy nie potrzebowałam, ale jak pojawiły się jakieś problemy
            (zapalenie pęcherza po cewniku, kto miał to wie jak to boli) to
            pielęgniarki zareagowały bardzo szybko, dostałam leki i doszłam do
            siebie. jeśli chodzi o karmienie piersią to mozna liczyć na pomoc,
            ale trzeba się upominać i każda pielęgniarka ma własną teorię. Ja
            załapałam w zasadzie w dzień wypisu, wcześniej mały był dokarmiany
            bo po cc nie miałam mleka. Teraz, miesiąc po cc nie odczuwam już
            specjalnie żadnych skutków.
          • anielunia09 Re: Poród na Inflanckiej 21.01.10, 11:21
            Dokladnie takie same odczucia i też byłam prywatną pacjentką
            dyrektora szpitalasmileMnie chcieli wypisać po cc już w 2 dobie, wypis
            ginekologiczny w ręku a pediatrzy krzyczęli że nie dostanę wypisu
            hehehe
            • karola604 Re: Poród na Inflanckiej 21.01.10, 15:14
              rodzilam na inflanckiej w sierpniu 2008 roku, teraz mam termin na maj i bede jak
              sie uda rodzic na Inflanckiej;
              moj porod nie byl przyjemny, ale jaki jest; czy Wy Dziewczyny troche nie
              przesadzacie!? rodzilam 16 godzin, pozniej mialam operacje, ale co z tego
              dochodzilam do siebie pol roku, ale nie uwazam zeby opieka przy porodzie czy po
              porodzie byla na jakims tragicznym poziomie; polozne, lekarze to tez ludzie, nie
              ma co oczekiwac ze beda nad Wami staly i glaskaly Was po glowie; od tego jest
              partner albo osoba towarzyszaca; polecam kogos takiego bo Ty nie masz sily
              dowiadywac sie i prosic o zzo lub wymiane kroplowki; ja zaplacilam za sale do
              porodu rodzinnego, ale nic poza tym, opieki nie mialam relewacyjnej, ale tez
              takiej nie oczekiwalam; wybralam ten szpital kierujac sie podejsciem ze nie jest
              to wielki moloch; grunt to nie nastawiac ani pozytywnie ani negatywnie; musisz
              urodzic i tyle! porod to nie jest fajna sprawa smilesmile z tego co slyszalam robia
              remont teraz i chyba w marcu bede sale poporodowe przenosic na wyremontowana
              gore, ale czy tak bedzie to sie okaze smile
              wracajac jeszcze do personelu, mialam 3 polozne, akurat trafilam az na 3 zmiany
              podczas swojego porodu, i jedna byla koszmarna, ale tak bywa, druga powiedziala
              mi ze nie potrafie przec, dopiero trzecia nastawiona byla pozytywnie - humory
              personelu to jak z naszymi, kazdy ma zly dzien smile
              lekarze podobnie, nigdy nie wiadomo na kogo sie trafi
              ale Dziewczyny, grunt to pozytywne myslenie - urodze, poleze troche w szpitalu i
              do domu smile
              ja lezalam az 10 dni, ale jakos to wszystko mozna przezyc smile
              trzymam kciuki za te ktore porod maja dopiero przed soba smile
              • dziub_dziubasek Re: Poród na Inflanckiej 21.01.10, 16:54
                >humory
                > personelu to jak z naszymi, kazdy ma zly dzien smile
                jakoś w innych szpitalach personel jest mniej humorzasty a i opieka jest lepsza...

                >porod to nie jest fajna sprawa

                I tu się mylisz, bo poród może być piękną sprawą- o ile nie zepsuje go zły humor
                pani położnej czy lekarza.

                Mam za sobą dwa porody. Pierwszy niby ok, ale z humorzastym personelem, brakiem
                informacji o dziecku mimo wielokrotnych próśb i chamskimi odzywkami położnych.
                ale drugi poród był dla mnie pieknym przeżyciem, bo panowała o wiele lepsza
                atmosfrera. No i nie musiałam znosić fochów personelu, a dziecko miało moim
                zdaniem o wiele bardziej fachową opiekę.
                • karola604 Re: Poród na Inflanckiej 21.01.10, 20:41
                  a czy nie był piękniejszym przeżyciem bo wiedziałaś co i jak, i czy
                  nie było łatwiej skoro to drugie dziecko??
                  wszystko z perspektywy drugiego razu wygląda już inaczej...

                  • dziub_dziubasek Re: Poród na Inflanckiej 22.01.10, 08:00
                    Był piękniejszy bo informowano mnie o wszystkim, czego nie mogę powiedzieć o
                    pierwszym szpitalu (Inflanckiej) gdzie po prostu podłączano kroplówkę i cześć.
                    Gdy lekarka przebijała pęcherz płodowy coś mnie zabolało i usłyszałam "Co się
                    pani krzywi, przecież to nie boli", takie przykłady mogłabym mnozyć. Na pytanie
                    o stan dziecka przebywającego w inkubatorze od lekarza słyszałam :A co to pani
                    da jak pani powiem?

                    I tak z perspektywy drugi poród był pięknym przeżyciem, bo mimo, ze córka
                    trafiła z podejrzeniem ciężkiej choroby na oddział noworodkowy to czułam że
                    jestem pod dobrą opieką. Lekarze byli dostępni o każdej porze, na każde pytanie
                    odpowiadali bez oznak zniecierpliwienia (i co ważne starali się odpowiadać tak,
                    bym zrozumiała), wszystko tłumaczyli. Mogłam karmić córkę na oddziale
                    noworodkowym, same pielęgniarki mi pomagały ją przystawiać (była podłączona do
                    kroplówek itp.), gdzie na Inflanckiej byłam przeganiana ("to ma pani pokarm?").

                    Dlatego żałuję, że przy pierszym porodzie wybrałam Inflancką, bo może źle nie
                    było, ale wiem że mogło być o niebo lepiej.
                    • karola604 Re: Poród na Inflanckiej 22.01.10, 10:56
                      dobrze, ze z corkeczka wszystko dobrze smile to najwazniejsze!!
                      problem Inflanckiej to faktycznie brak dobrego oddzialu dla noworodkow w
                      momencie gdy cos jest nie tak, przewoza wtedy malenstwo gdzie indziej;
                      pamietam doskonale, ze meczylam strasznie lekarzy i polozne o informacje, bylam
                      strasznie upierdliwa - to nie powinno tak wygladac - masz tutaj racje, a jednak
                      dziewczyny chca rodzic na inflanckiej, wszystkie moje kolezanki ida do tego
                      szpitala, bo slysza tez dobre opinie, wiec to wszystko kwestia przypadku sad
                      szkoda ze tak jest, ale niestety w tym naszym kraju rzadko zdaza sie ze wszedzie
                      i wszyscy sa przygotowani do swojego zawodu sad
                      moze napisz gdzie rodzilas za drugim razem? moze ktoras z dziewczyn na forum sie
                      jednak zastanowi i wybierze polecany przez Ciebie szpital
                      pozdrawiam
                      • dziub_dziubasek Re: Poród na Inflanckiej 22.01.10, 11:29
                        Drugi poród był na Żelaznej. I jesli kiedykolwiek jeszcze zdecyduję się na
                        dziecko to urodzę je własnie tam, choćby i na IP.
                        • karola604 Re: Poród na Inflanckiej 22.01.10, 13:22
                          nie chce juz wchodzic w dalsza dyskusje, ale tylko powiem, ze moje dobre
                          kolezanki rodzily na Zelaznej i nie byly zadowolone;
                          co porod to opinia, jak sie samemu czlowiek nie przekona to trudno tutaj
                          doradzac ktory szpital wybrac smile
                          pozdrawiam
                          • sroka75 Re: Poród na Inflanckiej 22.01.10, 15:45
                            > nie chce juz wchodzic w dalsza dyskusje, ale tylko powiem, ze moje dobre
                            > kolezanki rodzily na Zelaznej i nie byly zadowolone;
                            i tak wszystkie były niezadowolone..? przeglądając to forum właściwie nie
                            spotkałam negatywnej opinii napisanej przez dziewczyny, które tam rodziły (jeśli
                            jest to "zniknęła" w potoku pochwał), najwięcej "ale" maja dziewczyny które tam
                            nie rodziły i: mają uraz za rzekomą "elitarność", tak im powiedział lekarz
                            (zazwyczaj z jakiejś kliniki), ew. jedna pani drugiej pani powiedziała, że "do
                            bani"...itd, itp
                            ale fakt, że co poród to opinia...o tyle, że dziubasek zna obie placówki z
                            autopsji więc nie ma powodu by jej nie wierzyć,
                            pozdrawiamsmile
                            • fil.ona Re: Poród na Inflanckiej 23.01.10, 18:18
                              A po ilu dniach zostaje się na patologi po terminie????
                              • domi_33 Re: Poród na Inflanckiej 08.02.10, 23:05
                                zależy czy są miejsca, niektóre odsyłano 10 dni po terminie jak miejsc nie było. suspicious
                • kunegunda32 Re: Poród na Inflanckiej 27.01.10, 20:11
                  > jakoś w innych szpitalach personel jest mniej humorzasty a i opieka jest lepsza

                  Powiedz w którym to chętnie się tam wybiorę. Zapewne w Św. Zofii jak znam życie
                  tylko, że tam na poród musisz się zapisać w momencie ujrzenia niebieskiego paska
                  na teście ciążowym.
                  • dziub_dziubasek Re: Poród na Inflanckiej 27.01.10, 20:42
                    Na Żelaznej owszem tak, personel jest życzliwy i pomocny.
                    Na Madalińskiego i Solcu podobnie (z opowieści koleżanek)

                    I żeby nie było- na Inflanckiej nie przeszkadzały mi odrapane ściany, niewygodne
                    łózka, łazienki na korytarzu, bo to wszystko nie ma znaczenia dla atmosfery i
                    opieki na oddziale. Tu wiele zalezy od personelu, a z mojego doświadczenia ten
                    na Inflanckiej zbyt życzliwy nie był (może teraz się coś zmieniło).
                    • kunegunda32 Re: Poród na Inflanckiej 28.01.10, 20:15
                      Powiem tak, na Żelazną dostać się graniczy z cudem, trzeba mieć nie lada
                      znajomości i nieźle posmarować żeby się tam dostać. Solec to jest syf, kiła i
                      mogiła, trzeci świat to mało (była, widziałam wąchałam). A z Madalińskiego moją
                      przyjaciółkę wypisali po cesarce z hemoglobiną 9,2, a dzieciak do tej pory dojść
                      do siebie nie może i bez przerwy jest chory, że już nie wspomnę, że miał tylko 6
                      punktów Abgar bo cc było za późno wykonane.
                      • dziub_dziubasek Re: Poród na Inflanckiej 28.01.10, 20:43
                        Nie trzeba mieć znajomości by dostac się na Żelazną i nie trzeba "smarować".
                        Wszystkie pacjentki traktowane są tak samo- jak jest miejsce to przyjmują, jak
                        nie ma to szpital z gumy nie jest. Nie wszystkie pacjentki mają lekarza czy
                        położną stamtąd a jakoś się dostają.
                        Nie widzę zresztą dalszego sensu tej dyskusji- ile porodów tyle opinii. Ja
                        akurat mam porównanie- a w obu szpitalach spędziłam więcej niż te przepisowe 3
                        doby po porodzie.
                        Skoro Tobie podoba się Inflancka, to tam jedź, z Bogiem, mnie nic do tego. Może
                        bedziesz miec dobre wspomnienia.
                        • domi_33 Re: Poród na Inflanckiej 08.02.10, 23:08
                          największy żal do tej Inflanckiej mam o to, że nikt nie przyniósł mi dziecka i
                          nie przystawił do piersi. mimo, że mąż kiedy go wypraszano (była noc) dwa razy
                          prosił o to personel noworodkowy. przez to że pierś dostał dopiero 11 godzin po
                          porodzie karmiłam tylko 3 miesiące a i tak w bólach bo on chciała butelkę i już.
                          było łatwiej i przyjemniej. o innych żalach już nie chce mi się pisać. ale
                          zdejmowanie szwów 3 razy to też lekkie przegięcie. suspicious

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka