Tydzień temu urodziłam na Żelaznej i chciałam się podzielić z Wami
moimi refleksjami.
O samym porodzie zbyt wiele nie napiszę bo od momentu przyjechania
do szpitala do momentu urodzenia dziecka minęło niespełna...10minut.
Wszystko potoczyło się błyskawicznie bo ok. 7.00 rano dopadły mnie
skurcze (od razu 3-4min i ponad 40s), 7.20 weszliśmy do taksówki,
7.50 jeszcze mąż wysyłam smsa z samochodu do pracy, wpadliśmy na IP,
odeszły wody silnym strumieniem, biegiem na porodówkę, połowa główki
rodziła się jeszcze jak byłam w ubraniu i butach

- a 8.05 synuś
już był odpępniony.
Jeśli chodzi o położną, z którą byłam umówiona to bardzo sprawnie
pokierowała porodem. Mimo tempa udało jej się ochronić moje krocze,
pomóc mi przyjąc pozycję, która trochę spowolniła tempo (kolana-
łokcie). Potem mogłam przytulić synka zanim pępowina przestała
tętnić. Nastepnie spędziliśmy 2h na przytulaniu, karmieniu i
cieszeniu się sobą wraz z tatą.
Poleżałam do wieczora na dwoosobowej poporodowej na bloku a
nastepnie zostałam przeniesiona na tzw SPS "(Sale Ponad Standardowe)
gdzie już byłam w jedynce.
I teraz tak
- jestem pod ogromnym wrażeniem serdeczności personelu. W każdym
miejscu w jakim byłam czy załatwiałam sprawy (a leżeliśmy długo -
ponad tydzien) zarówno położne jak i neonatolodzy jak i nawet salowe
byli bardzo pomocni, serdeczni, ciepli - nieżależnie czy to był SPS
czy inne oddziały
- leżałam blisko bloku więc nasłuchałam się niejednego porodu 0
kilku naprawdę ciężkich, że aż serce bolało jak można się tak długo
męczyć - i powiem Wam że byłam w szoku, że można tyle godzin tak
wspierać rodzącą (zmieniały się też dyżury). Położna chodziły,
tłumaczyły, pomagały, dobierały pozycje, pomagały oddychać - poza
tym były bardzo serdeczne nawet jak rodzaca nie współpracowała, choć
wiedziały jak stanowczo do czegoś przekonać. w niejednym szpitalu w
takich sytuacjach kobieta by usłyszała "ucisz się, opanuj się,
współpracuj, pani jest nipowazna itp". Tutaj nie, ani razu...
- niesamowicie walczyłam z laktacją i strachem o dziecko (pierwszy
synek nam bardzo chorował po porodzie i nie karmiłam). Gdyby nie
położne z SPS to ja bym tę walkę przegrała...one naprawdę
cierpliwie, jak krowie na granicy, tłumaczyły co i jak, pocieszały
mnie, wspierały, motywowały, wyszukiwały tysiąc "komplementów"
pt. "świetnie pani sobie radzi z tym czy z tym" żeby dać mi siłę do
pozbierania się. Nauczyłam się korzystsać z SNSu i butelki
Habermana, karmić rureczką po piersi i po palcu, zachować spokój
kiedy maluch się denerwuje przy przystawianiu itp.Jak mały zaczął
jeść i zaczęłam mieć pokarm okazały radość, że wspólny wysiłek nie
poszedł na marne
- jeśli chodzi o warunki to na SPS jest bardzo łądnie, ale to
wiadomo...jednak w całym szpitalu jest czysto i bardzo schludnie.
Szpital jest przepełniony, na położniczym około 4 łóżek stoi na
korytarzu, non-stop zajęte.
- dziecko jest przebadane dokładnie, mieliśmy badane uszy, zrobione
usg główki i brzuszka i szereg innych badań. Mało wygodne jest to,
że z dzieckiem jeżdzi się na te badania na noworodki (na salach jest
ciepło a na korytarzu przeciągi, wszyscy stoją z wózeczkami w
kolejce i są to często już późne wieczorne godziny typu 22.00) - no
ale nie ma rade. Tych kilka osób z noworodkó nie byłoby w stanie
pójść osobiście do każdej mamy do jej sali
- warto ze sobą zabrać własny miękki papier toaletowy, ręczniki
papierowe, nakładki na toalety, kubeczek czy butelkę do podmywania.
Na SNS jest wszystko - podkłądy poporodowe, kosmetyki dla dziecka,
przewijak, wanienka, łazienka z prysznicem itp, menu do wyboru z 4ch
zestawów (przysługuje w cenie dla 2ch osób).
Pierwsze dziecko rodziłam na Karowej i muszę Wam powiedzieć, że
bardzo przezyłam to wszystko co się wydarzyło w św. Zofii - miałam
ogromny żal (nie wiem czy do siebie czy do okoliczności), że nie
urodziłam tu pierwszego synka, bo mam wrażenie, że nie miałam szansy
dac mu takiego startu w życie jak drugiemu. Na Karowej źle nie było
ale parcie na leżąco, szybkie odpępnienie itp. No i potem też nie
miałam tam takiego wsparcia - gdybym wiedziała tyle, ile
dowiedziałam się w św. Zofii na temat karmienia, myślę, że
karmiłabym z powodzeniem i starszego syna.
Bardzo polecam ten szpital. Jestem bardzo szczęśliwa, że tam
urodziłam.
Pytajcie jeśli coś Wam przyjdzie do głowy.