grba
07.06.04, 01:00
"My Niemcy, wiemy, że rozpętaliśmy straszliwą wojnę"
Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder określił teren lądowania wojsk alianckich
w Normandii jako "widownię niezmierzonych cierpień", lecz także "miejsce
żołnierskiej odwagi, której celem było uwolnienie Europy".
"My, Niemcy, wiemy, kto rozpętał tę wojnę. Znamy naszą odpowiedzialność wobec
historii i traktujemy ją poważnie" - zapewnił kanclerz w niedzielę podczas
uroczystości Cean, z okazji 60. rocznicy alianckiego desantu.
Wraz z prezydentem Francji Jacquesem Chirakiem Schroeder odsłonił pamiątkową
tablicę. Obaj politycy objęli się na rozpoczęcie i na zakończenie
uroczystości. Schroeder uczestniczył jako pierwszy kanclerz RFN w obchodach
lądowania w Normandii.
Kanclerz podkreślił, że "straszna historia" hitlerowskiego panowania nigdy
nie ulegnie zapomnieniu. Dodał, że jego pokolenie wzrastało w cieniu tej
historii. Schroeder przypomniał, że nigdy nie poznał swego ojca, który
wkrótce po jego urodzeniu zginął jako żołnierz Wehrmachtu w Rumunii.
Zdaniem Schroedera, wspomnienia o walkach w Normandii są we Francji i w
Niemczech odmienne. Wspomnienia w obu krajach można sprowadzić do jednego
hasła: "Pragniemy pokoju".
Schroeder zapewnił, że reprezentuje inne Niemcy niż te "dawne, z mrocznych
czasów". "Mój kraj odnalazł powrotną drogę do kręgu cywilizowanej wspólnoty
narodów. To była długa droga do skutecznej i stabilnej demokracji" - zauważył.
Jego zdaniem, kluczową rolę w tym procesie odegrała Francja. "Francja i
Niemcy są sobie obecnie bliższe niż kiedykolwiek wcześniej" - ocenił. "Z
nacjonalistycznego obłędu narodziło się europejskie partnerstwo".
Kanclerz dodał, że pokonanie Hitlera było zasługą nie tylko aliantów
zachodnich, lecz także wschodnich. "Nie zapomnimy o milionach ofiar nazizmu w
Europie wschodniej. Nie zapomnimy nie tylko o kobietach i mężczyznach z armii
zachodnich, lecz także o tych rosyjskich żołnierzach, którzy oddali życie za
uwolnienie swojej ojczyzny" - powiedział Schroeder.