Dodaj do ulubionych

Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt da...

IP: *.gwiazda.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.05, 22:38
jak sie czyta opinie urzednikow to az rece opadaja kto nami rzadzi
dziwne ze gdy na dolinie 3 stawow buduje sie kolejne pudelko marketu ( tym
razem lidl) to nikt z urzednikow nie mysli o planie zagospodarowania
przestrzennego
Ja rozumiem ze dla ludzi o ograniczonych horyzontach estetycznych taki
spadzisty dach z czerwona dachowka jesdt latwostrawny ale niektorzy wola
bardziej wyszukane przysmaki
Obserwuj wątek
    • bartoszcze Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt da... 26.04.05, 22:49
      Umieram ze śmiechu.
      Przez parę lat dziennikarze GW toczyli niemal heroiczny bój w obronie
      spójności krajobrazu, żeby nie można było wśród domów z czerwoną dachówką
      stawiać góralskich chat, bawarskich domków i dworków z kolumienkami.
      Jak juz nie można, to czas walczyć w drugą stronę, tym razem pod
      hasłem "poszukiwania nowego modernizmu" (notabene widzę w redakcji modę na
      modernizm - przeczytali jakąś książkę na ten temat czy co?).
      A swoją drogą gdyby plan zagospodarowania dopuszczał np. alternatywne rodzaje
      dachów w zależności od ich współgrania z otoczeniem, to za kilka miesięcy
      przeczytalibyśmy o korupcjogennym planie, dzięki któremu od widzimisię
      urzędnika zależy, jaki może być dach.
      Perpetuum mobile, doprawdy:))
    • Gość: Anja CONAJMNIEJ DZIWNE???!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 05:34
      Wystarczy przejść się po niektorych osiedlach i zobaczyć na co wydano zgody????
      Na osiedlu Ducha stoi wśrod prostych domków - dom w stylu góralskim???? i kto
      na to wydała zgodę, bo na ten dom nie można patrzeć, całą ulicę "zeszpecił". A
      tu ładny domek i "kombinują".
      • terminal_slawkow Re: CONAJMNIEJ DZIWNE???!!! 27.04.05, 06:15
        Jeżeli jest takie prawo to architekci powinni się go trzymać, a nie pyskować.
        Nie zawsze wszyscy wszystko muszą rozumieć.
        • Gość: bezstronny arch. Re: CONAJMNIEJ DZIWNE???!!! IP: *.demo.pl 27.04.05, 11:11
          To prawo tworza architekci - sek w tym, ze architekci-urzednicy, ktorzy ostatni
          projekt zrobili na studiach.
          Na zachodzie wiekszosc miast posiada o wiele bardziej szczegolowe wytyczne ale
          dopuszczaja one inne rozwiazania jesli sa wystarczajaco uzasadnione.
          U nas zasady ustalaja urzednicy-architekci, ktorzy o projektowaniu nie maja juz
          pojecia a uchwaly aprobuja radni, ktorzy wiedza o tym jeszcze mniej.
          Pan Skwara bardzo dobrze podsumowal o co chodzi w jakosci architektury tym
          bardziej, ze w Polsce buduje sie przewaznie same szkaradne domy ze spadzistymi
          dachami po 1000zl z katalogu. Nie zgadzam sie natomiast do konca ze o dachu
          powinien decydowac inwestor - czasem, mimo wszystko nie powinien.

          Sek w tym, ze w kochanej Polsce o wszystkim decyduje albo niekompetentny
          urzednik od najwyzszego szczebla poczawszy lub inwestor, ktory kompetentny
          przeciez byc nie musi, ale posiada pieniadze i basta.
          Zatem zamiast mowic o patowaniu, nalezaloby stworzyc instrument, ktory
          pozwolilby takie robaczywe zapisy poprawiac, a architektow lepiej informowac o
          zamierzeniach.
          • Gość: Saks Re: CONAJMNIEJ DZIWNE???!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 18:16
            A ja nie rozumiem o co się tu burzyć?
            W wielu krajach buduje się domu dostosowane do trendów danego regionu. Tak jest
            w Norwegii, Danii czy np. ciepłej Grecji.
            Ładnie to wygląda a tak wogóle ja miałam płaski dach który to pomysł nam
            podsuneli architekci i po 10 latach musiałam go zmieniać bo pękały mi ściany. A
            mogli mnie nie narażać na takie koszty podpowiadając mądrzejsze rozwiązania.
        • Gość: pc Re: CONAJMNIEJ DZIWNE???!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 11:28
          widac ze nie rozumiesz madralo... rece opadaja :((
          • Gość: Arch. z Katowic Re: CONAJMNIEJ DZIWNE???!!! IP: 212.244.185.* 29.04.05, 11:43
            To ty nic nie rozumiesz! Co to za architekt, który nie wie że w Polasce
            obowiązuje ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, prawo
            budowlane, warunki techniczne, normy i plany miejscowe zagospodarowania
            przestrzennego. Strach pomyśleć ! Zaprojektowanie inwestorowi domu, który nie
            spełnia ustaleń planu miejscowego jest naruszeniem zasad. Taki architekt nie
            potrafi zaprojektować domu modernistycznego bo modernizm to też zbiór zasad.
            Jemu przeszkadzają zasady zagospodarowania, bo zrobił zły projekt i nie
            dostanie kasy. Musi się jeszcze uczyć !
    • Gość: gosc Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.04.05, 08:52
      jak sie chce dom budowac, powinno sie najpierw spojrzec na plan, co jest
      dozwolone, co nie. Tak to jest tu, gdzie ja mieszkam. I trzeba sobie kupic
      dzialke tam, gdzie mi przepisy odpowiadaja. Nie wiem, jak to w Katowicach jest,
      ale chyba sa plany, na ktore mozna spojrzec?
    • wasniewski Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt 27.04.05, 09:20
      Polska leży w strefie klimatycznej, gdzie niestety padają śniegi w dodatku
      nieraz zdarzają się obfite. Architekci bardzo często małpują rozwiązania z
      krajów o cieplejszy klimacie skąd tarasy i płaskie dachy. Spotkałem sie również
      z kompletną paranoją, spady dachu do środka budynku. Kończy się to tak, że
      rynny zamarzają na dachu tworzą się zbiorniki z wodą, woda zawsze znajdzie
      sobie jakąś nieszczelnośc i w efekcie zawilgocone ściany z grzybem. Z jednym
      kolorem, to trudno sie zgodzić, ale zdecydowanie wolę już czerwony niż
      obrzydliwe czarne smołowane. Brawa dla urzędników, nareszcie ktoś zaczyna
      myśleć.
      • Gość: pc Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 11:22
        kwestia wykonania i "oszczednosci" inwestora, domy z plaskimi dachami mozna
        budowac w prawie kazdej strefie klmatycznej, trzeba tylko zadbac o to wlasnie
        zeby nie powstawaly takie wlasnie historie jak kaluze czy bryly lodu na dachu,
        ale na tym nie mozna zaoszczedzic bo sie potem msci... dom buduje sie raz na
        cale zycie... (przewaznie) :) wiec lepiej wydac wiecej i miec fajny domek z
        plaskim dachem
      • Gość: Marcin. Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.upc.com.pl 27.04.05, 11:54
        O! Widzę kolejny zwolennik czterdziestospadowych czerwonych dachów. Styl "Jaś i
        Małgosia"....

        Może zacznij odróżniać badziewia projektowane przez domorosłych "architektów" od
        profesjonalnych projektów. A niestety widoczne w Polsce 90% "płaskich dachów" to
        powstałe w czasach PRL mieszkadła, robione minimalnym kosztem i wtedy dostępnymi
        środkami czyli np. smołą.
    • Gość: lia Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.05, 10:40
      W Ornontowicach jest to samo:(((Szkoda gadać....
    • Gość: farquad Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 11:52
      1. przy sprzedaży działki wymagane jest zaświadczenie o przeznaczeniu w planie,
      2. przy rozpoczęciu prac projektowych pierwszym krokiem jest zapoznanie się z
      zapisami planu,
      3. są kraje gdzie plany są znacznie bardziej rygorystyczne,
      Reasumując trzeba mieć spory tupet by wykonując zawód architekta (jeśli były
      takie zapisy w planie) dziwić się, że projekt nie został zaakceptowany.
      Własciciel również winien być świadomomy co na działce zbudować można.

      Plan jest formą prawa lokalnego, brak takiego planu ma fatalne konsekwencje (w
      tym ekonomiczne dla miast, które nie sporządziły takich planów).
      Bzdurą jest krytyka dachów płaskich - dobrze wykonany nie powoduje kłopotów o
      których pisze jeden z rozmówców.
      Osobiście moje "widzimisie" jest za dachami płaskimi, ale w tym wypadku rację
      (przy założeniu że warunki były określone wcześniej) ma urzędnik.
    • Gość: pablo dworki_rulez IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 12:07
      Zgadzam sie z panem Grzybowskim ze zapis powinien byc zaleceniem ale nie
      nakazem!!! Niestety radni moga decydowac o pewnych zapisach planu, a to w duzym
      stopniu ogranicza architektow i nie poprawi zasadniczo wizerunku dzielnicy.
      Powinno oczywiscie istniec pewne prawo regulujace charakter zabudowy, ale
      uwazam ze powinny to byc pewne strefy w miescie czy dzielnicy - nie wszedzie
      musi byc jednakowo przeciez! Nawet lepiej kiedy nie jest, kiedy istnieja pewne
      charakterystyczne łatworozpoznawalne cechy dzielnicy czy jej fragmentow i to
      wcale nie musza byc dachy. Nie jest bowiem powiedziane ze dom z plaskim dachem
      gorzej wpisuje sie w krajobraz niz dom z dachem skosnym, szczerze w to watpie
      patrzac na zabudowe "nowodworkowa" w południowych Katowicach np. na Podlesiu...
      wysypaly sie "dworki" z wora katalogow... ale (wow!) maja skosne dachy, to sie
      pewnie podobaja... nie szkodzi ze kiepskie proporcje, barokowe balustradki,
      zielona dachowka "ladnie" sie komponuje z tlem lasu... zastanawiam sie dlaczego
      jesli ktos jezdzi mercedesem czy bmw, zakupy robi przez internet, z komorka i
      laptopem sie nie rozstaje to akurat dom musi miec w charakterze
      średniowiecznym... szlachecka natura?? dlaczego skoro korzysta na co dzien z
      nowoczesnych technologii nie moze (nie chce) miec nowoczesnego domu tylko cofa
      sie na tym polu w rozwoju... szkooooooda.... wielka szkoda...
      Natomiast co do pana Maleckiego, chcialem zapytac gdzie byl jak bylo wylozenie
      planu dla poludniowych dzielnic? dlaczego wczesniej sie tym nie zainteresowal
      wczesmiej?? dlaczego nie protestowal??? przeciez ma do tego prawo!!! po to
      takie wylozenia sie robi, zeby mieszkancy wiedzieli co sie planuje w ich
      najblizszym otoczeniu!!!
    • Gość: Optymista Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.crowley.pl 27.04.05, 13:20
      Zawsze mozna zmienic urzednikow ... Niech darmozjady nie zapominaja, komu maja
      sluzyc - obywatelom !
      • Gość: Urzędnik Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: 212.244.185.* 29.04.05, 12:04
        Wolę żeby urzędnicy pilnowali prawa przed takimi wolnomyślicielami,
        pluralistami, bo jak zaczynają służyć to nawet wolnomyśliciele przestanją być
        pluralistami!
    • Gość: MAGDAN Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.devs.futuro.pl 28.04.05, 16:09
      COŚ JEST NIE TAK.
      W LUTYM TEGO ROKU MOJA ZNAJOMA NA ZAPYTANIE CZY JEST PLAN ZAGOSPODAROWANIA W
      PODLESIU. ODPOWIEDZIANO MI : PLAN JEST UCHWALONY MUSI ZOSTAĆ JESZCZE
      OPUBLIKOWANY I ZAKŁADA NA PRZEDMIOTOWEJ DZIAŁCE MOŻLIWOŚĆ BUDOWY DOMU
      JEDNORODZINNNEGO Z DZIAŁALNOŚĆIĄ WYTWÓRCZĄ" I KONIEC.

      POTEM KUPIŁA PROJEKT Z PŁASKIM DACHEM PODJĘŁA WSZELKIE DZIAŁANIA I Z GAZETY
      DOWIADUJE SIĘ O SPADZISTYCH CZERWONYCH DACHACH. JAK TO DLACZEGO W PIŚMIE URZEDU
      MIASTA KATOWICE NIC NIE UJETO TEGO SZCZEGÓLU. NA PODSTAWIE PISMA WYNIKA JASNO
      MOŻNA BUDOWAĆ DOM JEDNORODZINNY I NIE MA ŻADNYCH INNYCH NAKAZÓW CZY ZAKAZÓW.

      PARANOJA
      • terminal_slawkow Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt 29.04.05, 06:22
        Jak to nie ma. A opinie sąsiadow itd Jedno pismo nie nie zamyka sprawy .
    • Gość: Jacek Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.hsd1.ca.comcast.net 29.04.05, 01:12
      Wiecej geografow na planistow przestrzennych to jeszcze ciekawiej bedzie :)
    • Gość: a.g. Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.05, 13:05
      w przypadku projektu p. Małeckich dobrze się stało. "Swoboda twórcza"
      doprowadziła do powsania projektu, którego raelizacja zapewne nie wzbogaciłaby
      Katowic- piotrowic a wręcz przeciwnie. Zapis odniósł skutek pozytywny.
      • Gość: do Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.05, 22:18
        Zgadzam się a.g.
        Wprowadzenie surowych zasad zawsze jest bolesne. Miasta nie mogą jednak
        powstawać chaotycznie - to chyba oczywiste. Nie każdy budynek ma prawo być
        wyjątkowy i nie każdy potrafi coś wyjątkowego zaprojektować. Trochę skromności
        panowie!
    • Gość: Hristi Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.05, 14:55
      Ja myślę ze za mało pijecie herbaty... i wogóle jesteście do kitu !! Na
      śmientkiu widzialem ladne koty i glodne mrowki
    • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 06.05.05, 17:57
      W tym państwie NIGDY nie będzie lepiej. Wystarczy zobaczyć co wyziera z
      większości wypowiedzi. Każdy chciałby decydować o życiu i własności innych
      ludzi, każdy myśli, że jego opinia jest najlepsza i należy narzucić ją
      regulacjami (czyli de facto przemocą) innym. Wszyscy inni to szkodnicy, albo w
      najlepszym razie głupki, których trzeba bronić przed nimi samymi...
      • Gość: farquad Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.05, 11:02
        gaśnie nadzieja, kiedy czyta się takie teksty.
        regulacje to forma porozumienia społecznego - nie ma nic wspólnego z przemocą;
        osoby wykonujące dowolną pracę powinny brać odpowiedzailność za jej efekty (w
        tym architekci, urzędnicy i dziennikarze...);
        w artykule jest za mało danych by móc całą sytuację skomentować. można polegać
        wyłącznie na ogólnie obowiązujących r e g u l a c j a c h (ustawowych i innych)
        określające obowiązki stron (w tym architekta działającego na zlecenie).
        tak działa to w większości państw - a dobrze by było, gdyby i w tym zaczęło
        działać.
        na tym między innymi polega demokrakcja - ogranicza się własną wolność na rzecz
        innych (by nie ograniczać cudzej wolności).
        ciekaw jestem reakcji, gdyby w pobliżu domu, w którym gaśnie nadzieja, urządzić
        z dnia na dzień śmietnisko w imie wolności i własności.
        • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 09.05.05, 12:38
          Ty chyba nie rozumiesz pojęcia własność.
          Regulacje nie są żadną formą porozumienia społecznego. Regulacje są przejawem
          władzy, ucisku realizowanego przez urzędników, którzy uzurpują sobie prawo do
          decydowania o życiu innych tylko dlatego, że mają za sobą siłę państwa (nie
          wierzysz, że to przymus? spróbuj się wyłamać), natomiast za nic nie ponoszą
          realnej odpowiedzialności (związanej z realnymi konsekwencjami złych wyborów).
          Czasem wydaje im się, że ich władza jest legalna bo iluśtam ludzi wybrało ich
          spośród kilku kandydatów (a znacznie częściej dlatego, że ktośtam z "nadania
          wyborców" pośrednio zatrudnił danego urzędnika).
          Ciekawe kiedy do ludzi dotrze, że w demokracji przedstawicielskiej z a w s z e
          rządzi m a r g i n a l n a mniejszość - to przedstawiciele władzy są demosem i
          tylko oni żyją wg prawideł demokracji. Prawidziwie powszechna demokracja jest
          np. w sklepie - ja kupuję chleb u jednego piekarza, ale to w żaden sposób nie
          powoduje, że inni też muszą u niego kupować. Jeśli mój piekarz będzie miał za
          mało klientów i zwinie interes nie oznacza to, że moje prawo wyboru zostało
          ograniczone przez większość, ponieważ nie jestem właścicielem swojego piekarza i
          nie mogę go zmusić do pracy dla mnie poniżej progu opłacalności, nie jestem też
          właścicielem innych ludzi i nie mogę ich zmusić by dopłacali do mojego chleba.
          To co straciłem na wyparciu mojego piekarza z rynku nigdy nie było moją
          własnością. Natomiast nie oznacza to, że muszę kupować tam gdzie wszyscy - mogę
          jeździć do innego miasta, mogę sam piec chleb, albo mogę z niego zrezygnować i
          jeść zamiast niego kaszę - to wciąż mój wybór i nawet gdy wszyscy inni są zgodni
          a ja jeden się wyłamuję, moje prawo do własnego wyboru jest poszanowane.
          Wracając do tematu zabudowy. Jeśli kupię dom z powodu widoku na las, ale samego
          lasu nie kupię, nic nie uprawnia mnie do ograniczenia wolności właściciela lasu,
          który zechciałby go wykarczować i postawić tam np. supermarket. Oczywiście nie
          muszę być z powodu zamiany lasu na sklep zadowolony, ale ponieważ nie jestem
          właścicielem lasu, widok na ten las również nie jest mój i jego zabranie nie
          jest ograniczeniem mojej wolności ani naruszeniem własności. I owszem, jeśli
          tylko śmietnisko będzie nowoczesne, odpowiednio zabezpieczone, nie powodując
          naruszenia mojej własności przez nadmierne zwiększenie poziomu hałasu, ani też
          nie będzie zatruwać mojej posesji wyziewami i wyciekami, nie mam żadnego prawa
          do zabronienia stworzenia go na sąsiedniej działce, która do mnie nie należy.
          Odnoszę jednak wrażenie, że stworzenie śmietniska na bardziej odludnym terenie
          będzie znacznie tańsze, właśnie ze względu na różnicę w kosztach wyeliminowania
          negatywnego wpływu na otoczenie.
          Zupełnie inną sprawą jest rzeczywista umowa społeczna. Podobno Szwajcarzy mają
          taki system. Ponieważ w danej wspólnocie (osiedlu itp.) część własności jest
          wspólna (chodniki, drogi, place zabaw...), każda własność jest "niewyłączna".
          Mając np. dom jest on moją własnością niepełną, w tym sensie, że gdybym chciał
          go sprzedać, kupujący musi uzyskać zgodę wszystkich moich sąsiadów, gdyż
          korzystanie z mojego domu nie jest możliwe bez korzystania z własności, którą
          wspóldzielę z sąsiadami a oni muszą mieć coś do powiedzenia w sprawie swojej
          (współ)własności. Należy jednak zauważyć różnicę. Po pierwsze, nie decyduje tu
          urzędnik nie mający realnego związku ze sprawą, decydują właściciele o swoim
          mieniu. Po drugie ustalenia mogą zostać zmienione w przypadku zgody
          zainteresowanych (a nie znów jakegoś urzędnika, któremu wydaje się, że on wie
          lepiej). Po trzecie ten rodzaj regulacji jest częścią umowy kupna-sprzedaży -
          kupując znam wszystkie obostrzenia, ale jak już kupię, zasady nie mogą zostać
          zmienione bez mojej zgody (w przyciwieństwie do "demokracji", gdzie urzędnicy
          mogą sobie zrobić z zasadami co im się podoba, najwyżej nie zostaną ponownie
          wybrani).
          • Gość: sqro Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 10.05.05, 15:07
            blablablabla kolejny fanatyk spod znaku Korwina i Mikkego
            • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 10.05.05, 21:01
              Aleś mi dowalił celną argumentacją. Normalnie nie wiem gdzie się teraz schować...
              • Gość: farquad Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.05, 11:54
                na jaki temat rozmawiamy gasnąca nadziejo?
                1. kwestia dachów (artykuł - praw i obowiązków związanych z własnością i prawa
                lokalnego)
                rozpoczynając od konstytucji, poprzez prawa uchwalane przez władzę ustawodawczą
                (w naszym wypadku sejm) do przepisów niższego rzędu, w tym prawo lokalne jakim
                jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego - to wszystko to formy
                umowy społecznej.
                czy plan jest umową społeczną?
                jest - na róznych etapach zatwierdzania zakłada kosultacje społeczne polegające
                na możliwości składania wniosków (współtworzenie), wyłożeniu do wglądu
                (akceptacja), a także zaskarżenie (odwołanie) jego zapisów.
                ponadto zakłada wypłatę tzw. renty planistycznej w przypadku obniżenia wartości
                nieruchomości,
                itd., itd., warto o tym wiedzieć nim zacznie się narzekać - od strony
                zabezpieczeń prawnych - w tym wypadku, własność w Polsce chroniona jest na
                przyzwoitym poziomie.
                2. jeszcze raz o własności:
                "Po trzecie ten rodzaj regulacji jest częścią umowy kupna-sprzedaży -
                kupując znam wszystkie obostrzenia, ale jak już kupię, zasady nie mogą zostać
                zmienione bez mojej zgody (w przyciwieństwie do "demokracji", gdzie urzędnicy
                mogą sobie zrobić z zasadami co im się podoba, najwyżej nie zostaną ponownie
                wybrani)" - na dzień dzisiejszy przy zawieraniu umowy notarialnej kupna
                sprzedaży jest wymagane zaświadczenie o przeznaczeniu w mpzp (a z pewnością
                osoba nabywająca, może od sprzedającego zawsze takiego dokumentu zażądać),
                czyli wiesz co kupujesz, a ewentualne zmiany zapisów uzależnione są od Twojej
                zgody (vide pkt. 1.);
                3. na koniec o demokracji przedstawicielskiej
                "Ciekawe kiedy do ludzi dotrze, że w demokracji przedstawicielskiej z a w s z e
                rządzi m a r g i n a l n a mniejszość - to przedstawiciele władzy są demosem i
                tylko oni żyją wg prawideł demokracji" - z pierwszą częścią się zgadzam - druga
                jest mocno wątpliwa. pierwsza opisuje ustrój w którym żyjemy - druga opisuje
                stan frustracji (aby było jasne nie należę do przedstawicieli władzy). jeśli
                nie akceptujesz tych zasad - to twój problem.
                jeśli natomiast masz jakiś pomysł, jak to lepiej rozwiązać, to go zaproponuj
                (nie jestem entuzjastą demokracji przedstawicielskiej, ale spośród dwóch
                ustrojów w których żyłem podoba mi się najbardziej).
                v a r i a
                nie jestem pewien, czy w szwajcarii czułbys się bardziej wolny, natomiast z
                pewnością wiele jest do zrobienia w zakresie uswiadomienia ludziom ich
                podmiotowości prawnej - ale to zupełnie inna bajka.

                • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 13.05.05, 00:32
                  Specjalnie podałem dla kontrastu Szwajcarię. Jest zasadnicza różnica między
                  wymogiem uzyskania zgody wszystkich zainteresowanych przed zmianą zasad, a
                  daniem jedynie możliwości konsultacji czy też oprotestowania zmian. W pierwszym
                  wypadku prawo własności jest poszanowane - chcesz coś zmienić co ma wpływ na
                  moją własność, musisz uzyskać moją zgodę. W drugim wypadku zakłada się, że w
                  sumie każdy może zrobić z moją własnością co mu się podoba, a ja mam jedynie
                  możliwość zaprotestować i wtedy ktoś łaskawie wysłucha co mam do powiedzenia.
                  Oznacza to, że cały czas muszę śledzić wszystkie pomysły i poczynania innych,
                  czy aby nie mam do nich zastrzeżeń (z kolei gdybym miał możliwość odkręcenia
                  zmian, które mi nie odpowiadają w dowolnym momencie, nikt nie mógłby być pewien
                  obowiązujących zasad). Paranoja.

                  Słusznie mógłbyś mi tu wytknąć liberum veto i jego negatywne skutki. Zgadzam się
                  z nimi w zupełności. Ale to nie oznacza wcale, że sam mechanizm jest zły. Został
                  on jedynie zastosowany do sytuacji, do której nie miał zastosowania. Mam prawo
                  weta jedynie w stosunku do tych decyzji, które mnie dotyczą, natomiast nie ma
                  powodu, bym miał jakikolwiek interes w decydowaniu o tym, co mnie nie dotyczy.
                  JAKIM PRAWEM mam decydować o losie ludzi, których nigdy nie spotkam, ani z
                  którymi nie robię żadnych interesów. To właśnie nie podoba mi się w demokracji
                  ogólnie rozumianej. Nie uważam konstytucji ani innych praw za umowę społeczną,
                  lecz za sztucznie narzucone bariery. Nawet gdyby rzeczywiście wszyscy ludzie
                  decydowali, a nie tak jak w demokracji przedstawicielskiej mniejszość, to prawa
                  tak uchwalane dalej miałyby zbyt szeroki zasięg oddziaływania.

                  Nie wiem czy w Szwajcarii byłoby mi lepiej. To by zależało od moich
                  potencjalnych sąsiadów. I tu tkwi istota. Od sąsiadów zależę w sposób naturalny
                  i dobra z nimi współpraca oraz wspólne wypracowywanie zasad współżycia leży
                  zarówno w moim jak i ich interesie. Dlaczego jednak miałoby mnie obchodzić
                  zdanie kogoś z sąsiedniego miasta, czy mogę u siebie np. urządzać balangi do
                  późnej nocy? W jaki sposób to czy to robię, czy nie, ma na niego wpływ? A jednak
                  w demokracji możliwe jest uchwalenie ciszy nocnej, której złamanie będzie karane
                  przez państwo. Wtedy albo będę popełniał wykroczenie, które tylko z racji zgody
                  moich sąsiadów nie będzie karane (czyli spada szacunek dla prawa, ale już
                  urzędnik, który to zauważy może wykorzystać sytuację np. do zaszantażowania mnie
                  wysoką grzywną), albo będę musiał zrezygnować z imprez, tylko dlatego, że ludzie
                  z blokowisk, których jest więcej raczyli wybrać takiego wojewodę, który
                  zarządził, że hałasowanie po 22:00 jest bezwzględnie karane. Nie mam nic
                  przeciwko temu, by zgodzili się na takie ograniczenie u siebie i nawet nie
                  powinni pytać mnie o zgodę, ale nie może to dotyczyć mojego terenu. Rozszerzanie
                  takiego zarządzenia na całe województwo jest błędem i oczywistym jest, że przy
                  takim sztucznie rozszerzonym kręgu zainteresowanych liberum veto nie ma racji bytu.

                  Nie ma się po co obawiać, że lokalne ustalanie zasad doprowadzi do wytworzenia
                  skrajnie różnego prawa. Jakoś państwa uchwalają swoje zasady niezależnie od
                  siebie, jednak podstawowe prawa są wszędzie podobne, różnice występują głównie w
                  grożących za ich złamanie karach. Oczywiście prawa określające sztuczne zakazy i
                  nakazy, przestępstwa przeciw państwu, są w każdym miejscu inne, co tylko
                  podkreśla ich sztuczność, bo czymże różnią się ludzie po obu stronach granicy by
                  dotyczyły ich czasem skrajnie różne prawa.

                  Podmiotowość prawna ludzi to iluzja. W Polsce do dość powszechnie występującego
                  braku wpływu na sędziów (brak mechanizmów eliminowania sędziów niesprawiedliwych
                  i promowania tych cieszących się zaufaniem) dochodzi jeszcze kastowość
                  korporacji prawniczych znacznie ograniczająca dostęp przeciętnego obywatela do
                  porady prawnej. W dodatku prawo jest często niespójne, poddające się
                  interpretacjom, zmienne a także bardzo obszerne i skomplikowane. Co z tego, że
                  istnieją jakieś przepisy korzystne dla ludzi, jeśli normalny człowiek nie jest w
                  stanie ich poznać, a nawet jak pozna i się na nie powoła to może zostać
                  bezkarnie zignorowany, w dodatku sprawy ciągną się długo i są kosztowne.

                  Też znacznie bardziej podoba mi się to co mamy teraz, choć koniec PRLu zastał
                  mnie w liceum, więc nie mam pełnego porównania. Natomiast jest od dawna znany
                  model współżycia, który zdaje się Mises nazwał demokracją konsumentów, a
                  normalnie zwie się to anarcho-kapitalizmem. Nie wiem, czy byłoby mi lepiej w
                  takim systemie, bo wymusza on większą współpracę i większą odpowiedzialność, a
                  to każdego może napawać obawą, a już szczególnie tych, którzy w obecnym systemie
                  czerpią zyski i decydują o innych bez ponoszenia odpowiedzialności. Dlaczego
                  wydaje mi się, że model ten jest właściwy? Jeśli coś jest skompilkowane i
                  niezrozumiałe, należy wrócić do podstaw i konsekwentnie, bez wprowadzania
                  wyjątków, wyprowadzić z nich wnioski. Z zasad, które wyznaję taki model się
                  wyłania jako ostateczna konsekwencja. Cieszy mnie niezmiernie, że wielu uczonych
                  zadało sobie trud dokładnego przeanalizowania cech tego i innych modeli i
                  odniesienia ich do rzeczywistości. Z punktu widzenia ekonomii jest to system
                  najefektywniejszy, z punktu widzenia etyki najbardziej sprawiedliwy. Nie
                  wyklucza on żadnego innego modelu współpracy międzyludzkiej (nawet komunizmu),
                  za wyjątkiem takich, które oparte są na zniewoleniu. To oczywiście bardzo długi
                  temat, sam staram się w miarę wolnego czasu zapoznawać się z opracowaniami
                  dotyczącymi różnych modeli społecznych i ekonomicznych, by zebrać więcej
                  argumentów. Jak do tej pory nie znalazłem nic lepszego od AK, ale kwestia jest
                  wciąż otwarta :o)
                  • Gość: farquad Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.05, 09:16
                    To co zostało napisane, ma jak najbardziej ręce i nogi, tyle tylko, że
                    rozmawiamy o ideach i o pieniądzach.
                    Idea wolności i podmiotowści prawa jest super (pisząc lakonicznie), ale mało
                    gdzie realizowana. We wszystkich krajach są równi i równiejsi.

                    Trochę o temacie...
                    Cała rozmowa zaczęła się od płaczu dziennikarza nad architeketem i inwestorem,
                    którym urzędnik nie zatwierdził projektu.
                    1. Na ile jest to rzetelne dziennikarstwo, a na ile news, łatwo ocenić po
                    istotnych informacjach zawartych w tekście, a mających na celu bezstronne
                    przedstawienie całej sytuacji. Tymczasem ich tam po prostu nie ma.
                    2. Obowiązkiem właściciela jest znać prawa i obowiązki (nie chcę wchodzić co
                    powinno być pierwsze) - i tutaj tak naprawdę nic nie wiemy.
                    3. Architekt, któremu uchylono wydanie pozwolenia na budowę, winien wiedzieć co
                    powinien w takiej sytuacji zrobić (nie wspominając o tym, że powinien znać
                    zasady wykonywania swojej profesji) - bywają architekci doskonali, ale nie
                    znający części uwarunkowań swego zawodu.
                    4. Urzędnik, który uchylił wydanie decyzji musiał mieć jakąś podstawę (myślę,
                    że dość mocną), aby to zrobić. Takie działania są stosunkowo rzadkie.
                    Podsumowując - jestem przeciwny twierdzeniom, że uzrzędnik jest zły, a petent
                    jest dobry. Wszyscy starają się reprezentować swoje interesy (nie zawsze zgodne
                    z interesem ogółu).
                    Niestety ten artykuł jest najprostszą formą newsa - zgodnego z
                    oczekiwaniem "gawiedzi" (nie znam żadnego miłośnika urzędników) jest
                    pokrzywdzony, jest i winowajca. Tymczasem na marginesie warto, by wspomnieć
                    dlaczego się tak stało (w prostym celu edukacyjnym).

                    Trochę o ideach...
                    Jak widzisz, nie zależy mi na gruntownej przemianie wszystkiego, chcę wyłącznie
                    respektowania praw istniejących i ich stabilności. Poszanowanie tych praw
                    pozwala na wygodne i w miarę spokojne życie.

                    O stanie instytucji prawnych w Polsce nawet nie chcę pisać - jest to jedno
                    wielkie bagno. Dostępność usług prawniczych łamie zasady konstytucji - bo jaka
                    to równość wobec prawa, jeśli większości nie stać na opłacenie jakiejkolwiek
                    pomocy prawnej (wyobraż sobie sytuację Ty kontra TPSA i poroces ciągnący się
                    latami).
                    Pisze o zmianie tej sytuacji PIS (ale i tak postanowił korporacjom dać coś w
                    zamian - mozliwości migracyjne między zawodami), ale niestety nie przyjęła się
                    jeszcze tradycja dotrzymywania obietnic wyborczych. Poza zbyt wielu "silnym
                    graczom" jest to na rękę (czy TPSA mogłaby świadczyć usługi na poziomie na
                    jamik świadczy w Państwie Prawa?). Więc pożyjemy zobaczymy.

                    Trochę o pieniądzach...
                    Na cenę nieruchomości ma wpływ je sąsiedztwo - i tak naprawdę za to się płaci
                    (a różnice w cenie bywają ogromne - np. załęże i osiedla ptasie w Katowicach).
                    Cywilizacyjnie są społeczeństwa, gdzie przestrzega się pewnych tradycji lub
                    zasad (w Rzymie prawie nie mozliwym jest, by ktoś wydzierał się w czasie
                    sjesty). Niestety, 40 letnia dziura i rządy sekretarzy zrobiły swoje, stąd
                    konieczność kodyfikacji (nawet na gwałt pewnych spraw).
                    Wiele pięknych miejsc zostało zeszpeconych przez liberum veto o którym piszesz -
                    wystarczy przejechać okolioce Zakopanego i popatrzeć na chaotyczną zabudowę o
                    estetyce między Chicagowskim slumsem, gierkowskim wieżowcem a góralskim
                    szałasem. Właściwie nie ma tam żadnych Twoich interesów, które należałoby
                    chronić. A budynki potrafią stać znacznie dłużej niż sto lat...

                    Tak czy inaczej miło było porozmawiać - tym bardziej, że jesteśmy prawie
                    równolatkami.
                    pozdro gasnąca nadziejo
                    • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 13.05.05, 21:45
                      > We wszystkich krajach są równi i równiejsi.
                      Nie znaczy to, że należy to popierać, czy nawet na to godzić. Nawet jeśli
                      takiego podziału nie uda się nigdy zwalczyć, to zawsze można starać się
                      zmniejszyć ilość równiejszych (nie przez fizyczną eliminację, ani tym bardziej
                      przez dołączanie do nich, co jest krokiem w przeciwnym kierunku) oraz zmniejszyć
                      dystans między obiema klasami.

                      > Trochę o temacie...
                      Mój pierwotny post nie dotyczył właściwie artykułu, lecz postawy forumowiczów
                      wyłaniającej się z ich wypowiedzi w komentarzach. Artykuł oczywiście
                      przeczytałem, ale staram się unikać kształtowania sobie opinii na podstawie tego
                      co pisze GW. Wolę inne media, w których dziennikarze nie kryją swoich poglądów
                      pod pozorami obiektywizmu, nawet jeśli jawnie naciągają fakty do swoich tez.
                      Przez porównanie skrajnych spojrzeń łatwiej mi dojść do czegoś zbliżonego do
                      prawdy :o)

                      Czy architekt powinien znać wymagania prawne itp. No więc ja jako klient wymagam
                      jedynie, by architekt znał się na swojej robocie, był w stanie zaprojektować
                      budynek, który będzie mi się podobał, a równocześnie będzie odpowiedni do celu,
                      do jakiego został zaprojektowany (innymi słowy chcę by architekt potrafił
                      utrącić te elementy mojej wizji, które nie będą praktyczne). Lepiej by koszt
                      budowy takiego budynku był mniejszy niż większy. Budynek nie może się oczywiście
                      zawalić. Wszelkie wymagania ponad to, jakie przed architektem stawia państwo, są
                      dla jego klientów dodatkowym kosztem, a więc są złe.

                      > Trochę o ideach...
                      Obawiam się, że istniejącego prawa nie da się stosować ze względu na jego
                      wewnętrzną sprzeczność w wielu miejscach. Poza tym, gdyby wszyscy nagle zaczęli
                      stosować się do wszystkich przepisów, kraj stanąłby momentalnie w miejscu.
                      Zamiast respektować złe prawo, wolę naciskać na jego zmianę uwzględniającą
                      rzeczywiste reguły, którymi ludzie się kierują.

                      > Trochę o pieniądzach...
                      Sąsiedztwo ma oczywiście niebagatelny wpływ na cenę. Cena ta jest płynna i może
                      zarówno rosnąć, jeśli okolica się rozwija, ludzie się bogacą i ściągają nowi,
                      których stać na zapłacenie dużych pieniędzy, może też maleć, jeśli z jakichś
                      przyczyn ludzie ubożeją. To normalne i nie ma ani jak ani po co temu zjawisku
                      przeciwdziałać.

                      Architektura stanowi element ekspresji ludzi zamieszkujących dany teren. W dużym
                      stopniu zależy od ich obecnych, ale również przeszłych możliwości finansowych,
                      które kształtowały ich gusta i wymagania. Normalne jest, że nawet w przypadku
                      gwałtownego wzrostu bogactwa w początkowym okresie króluje tania a potem droga
                      tandeta. Ludzie najpierw zaspokajają podstawowe potrzeby, dopiero potem stać ich
                      na obycie z tym co określa się ogólnie mianem kultury. Na zmianę potrzeba
                      bardziej pokolenia niż kilku lat.
                      Ponieważ okolica Zakopanego jest modna, nic dziwnego, że ściągnęła wielu
                      nowobogackich chcących się pokazać, stąd też duża różnorodność zabudowy, w dużym
                      stopniu niewysokich lotów, choć widziałem już niejedną perełkę. Jeśli nie będzie
                      przeszkód ekonomicznych w miarę krzepnięcia społeczności najbardziej tandetne
                      budynki znikną, natomiast różnorodność ładnej zabudowy będzie raczej atutem niż
                      minusem. Nie mam nic przeciwko harmonijnej zabudowie dużych przestrzeni,
                      jednakże tylko wtedy, gdy jest ona zgodna z duchem mieszkańców, a nie fanaberią
                      urzędnika. Gdyby w przeszłości wszystko było tak regulowane jak teraz nie
                      mielibyśmy teraz możliwości podziwiania tylu różnych zabytków. To co nazywasz
                      zeszpeceniem pięknego miejsca może być z czasem ocenione jako wspaniały obraz
                      rozkwitu indywidualnej estetyki.

                      Mi również miło się rozmawiało
                      Pozdrawiam :o)
                      • Gość: farquad Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.05, 10:03
                        GW - nie moja bajka - nie potrzebuję opini tylko i n f o r m a c j i;

                        zawód architekta w znaczącej części składa (mniej więcej określiłbym to na
                        poziomie 1/3) ze znajomości prawa (administracyjnego, budowlanego, cywilnego);
                        brak umiejętności zawodowych (znajomości zasad wykonywania zawodu) w
                        jakimkolwiek zakresie dyskwalifikuje osobę o wykształceniu kierunkowym, jako
                        architekta (m.in. stąd konieczność odbywania stażu - praktyki zawodowej i
                        składania egzaminu na uprawnienia zawodowe pozwalające na samodzielne
                        wykonywanie zawodu);
                        NO, BARDZO PROSZĘ, UWIERZ MI...
                        I tak jest w większości państw cywilizowanych.
                        Koszty projektu są pochodną cen w budownictwie, projektowanie (jako usługa) to
                        składnik procesu inwestycyjnego - dobrze wykonana, musi kosztować. Inaczej może
                        być jak w artykule... I na cenę nie mają wpływu obowiązujące zasady prawne
                        (poziom kosztów projektowania jest w Polsce, niższy niż w cywilizowanym świecie)

                        Kupując nieruchomość, kupujesz sąsiedztwo - stąd dzielnice dobre i złe
                        (nawiasem mówiąc u nas to jeszcze pieśń przyszłości, to dopiero preludium),
                        dalej mieszkają obok siebie osoby nieporównywalnie sytuowane (tylko zauważam
                        nie komentuję). Ubożenie i bogacenie to naturalny bieg wypdadków, mówię o
                        relacjach cen nieruchomości w tym samym czasie i migracji mieszkańców w obrębie
                        np. miasta.

                        O okolicach Zakopanego i indywidualizmie - w najmniejszym stopniu się nie
                        zgadzam - mówienie o estetyce w przypadku zabudowy, o której pisałem, to tak
                        jak mówić o literaturze w przypadku instrukcji obsługi (można analizować jak
                        dzieło literackie, ale to dość karkołomne zadanie).
                        Napisałeś - "Architektura stanowi element ekspresji ludzi zamieszkujących dany
                        teren. W dużym stopniu zależy od ich obecnych, ale również przeszłych
                        możliwości finansowych, które kształtowały ich gusta i wymagania".
                        Bardzo górnolotnie, ale mam wątpliwości. Jak dobrze rozumiem architektura
                        stanowi element ekspresji ekonomicznej - z tym się zgadzam. Ale jak każdy
                        rodzaj działalności winna podlegać ograniczeniom (ku pożytkowi tej
                        społeczności). Regulacje, o których mówię obecne są w budownictwie od
                        średniowiecza i nie ma się co o nie wadzić.
                        Domy (budynki mieszkalne) ze względu na swą utylitarną funkcję, rzadko kiedy są
                        wysmakowane estetycznie (stają się dziełami architektury), poza tym to jeden z
                        trudniejszych "tematów". Wśród dzieł jest ich zaledwie garstka. W większości po
                        pewnym czasie idą na przemiał, ale na ogół po dość długim czasie. Budynki z lat
                        70 - 80, o których wspomniałem mają wszelkie cechy złej architektury -
                        skundlone proporcje, złe materiały, chore układy funkcjonalne. Są wynikiem
                        kompromisu między chorym prawem a chorym indywidualizmem (w normalnej sytuacji
                        górale budowaliby zapewne pensjonaty, a nie to co musiało udawać budynek
                        jednorodzinny). A budowali to właśnie górale, nie przyjezdni nowobogaccy. I
                        sprawa dotyczy zabudowy w całej Polsce, nie tylko na Podhalu (tam wcześniej
                        były możliwości - czyt. pieniądze). Tak więc niekoniecznie "krzepnięcie
                        ekonomiczne" prowadzi do jakości estetycznych.


                        Nieruchomościami zajmuję się zawodowo, stąd być może "agresywność" niektórych
                        sądów. Ale nie chciałbym byś myślał, że próbuję się kreować na autorytet. Nic z
                        tych rzeczy.

                        Wydaję się, że nie mam możliwości Cię przekonać, że regulacje prawne są
                        korzystne dla społeczeństw. Korzystne jest przekazanie części wolności na rzecz
                        społeczności, w której się żyje. Oczywiście pod warunkiem możliwości
                        kształtowania i kontroli, w jaki sposób przekazana wolność jest
                        zagospodarowywana.
                        Jestem przeciwny skrajnemu indywidualizmowi, jestem za rozsądnym prawem (nawet
                        takim jakie mamy w Polsce - z tym jednakże warunkiem, że wreszcie zostanie
                        uszanowany trójpodział władzy i dostępność egzekwowania praw stanie się
                        powszechna (zawody prawnicze).

                        Uważam, że byłoby doskonale, gdyby to prawne szambo zakorkowało nas na parę
                        dni - jak doświadczenie uczy (np. z ustawą zdrowotną) znacząco poprawia to
                        pracę zaczadziałych mózgów.

                        Jestem za państwem prawa, z jasna kodyfikacją praw i obowiązków. A także za
                        szacunkiem do ustanowionego prawa.

                        Prawa nie można używać "w części" (czego nie rozumieją posłowie i anarchiści) -
                        jeśli ty wykraczasz przeciwko normom regulującym jakiś fragment życia
                        społecznego, to musisz zgodzić się na to, że ktoś inny ma również do tego prawo
                        (pedofil, morderca).
                        Ta sytuacja prowadzi do bezprawia. W przypadku usankcjonowania bezprawia -
                        sporo rzeczy odpada - np. policja, więziennictwo, skarbówka. Tyle tylko, że w
                        pustce prawnej pojawiają się kodeksy naturalne (np. oko za oko).

                        Chyba, że przebudujesz wszystko i uprościsz kodyfikację np. na podstawie
                        dziesięciu przykazań.

                        Czy to wszystko ma jakiś związek z kształtem dachu? Otóż w mojej ocenie ma, a
                        uzasadnieniem jest (tak mi się wydaje) to co wcześniej napisałem.
                        Po prostu zupełnie inaczej rozumiemy wolność (dla mnie to zgoda na jej
                        częściowe ograniczenie, właśnie po to, by nie ograniczać innych - temu uważam
                        służy zgoda na kodyfikacje - ze wszystkimi zastrzeżeniami).
                        • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 16.05.05, 22:58
                          Widzę, że zgadzamy się w wielu kwestiach, nie wiem jednak z jakiej przyczyny
                          uważasz, że prawo i regulacje stanowione przez państwo, są lepsze od praw i
                          regulacji stanowionych jedynie przez ludzi, których one dotyczą. Ale po kolei.

                          GW.
                          Przy obecnym natłoku już sam dobór informacji uważam za opinię, bo taki też ma
                          wpływ na czytelników. Wolę opinie, które nie udają, że są informacjami :o)

                          Zawód architekta.
                          Są regulacje, które sprzyjają konsumentom, np. dotyczące bezpieczeństwa. Te
                          jednak na wolnym rynku, przy braku państwowego przymusu i tak musiałyby być
                          spełnione, wymuszone przez klientów. Dobry architekt wypełniałby te normy. Są
                          jednak takie aspekty prawne, których znajomość u architekta jest obecnie
                          korzystna dla klientów tylko w tym sensie, że za ich złamanie grożą sankcje
                          (nawet, jeśli nie bezpośrednio uderzające w klienta, to i tak powodujące straty,
                          np. na skutek przestoju w budowie). Masz więc po części rację, że obecnie dobry
                          architekt powinien je znać. Jednak z punktu widzenia klienta na wolnym rynku,
                          przy braku tych regulacji nie trzeba by ponosić związanych z nimi kosztów, osób
                          spełniających kryteria dobrego architekta byłoby więcej, ich usługi byłyby
                          tańsze. To, że w Polsce koszty projektu są jeszcze wciąż niższe niż w wysoko
                          rozwiniętych państwach, nie jest zasługą istniejących regulacji, lecz tego, że
                          możliwości finansowe klientów są wciąż dużo niższe niż za granicą, mniej są więc
                          skłonni zapłacić, a architekci też z czegoś muszą żyć. Obowiązujące zasady
                          prawne wpływają na konkurencję i zwiąkszają koszty, jak najbardziej wpływają na
                          ceny.

                          Estetyka a użyteczność.
                          Jedno i drugie idzie w parze. Ładna instrukcja obsługi jest krótka, czytelna, w
                          przystępny sposób pozwala szybko zapoznać się z opisywanym urządzeniem, zawiera
                          jednak szczegółowe informacje dla zaawansowanych użytkowników. To samo można
                          napisać niechlujnie, w sposób całkowicie niezrozumiały dla laika, a obrażający
                          specjalistów.
                          Tak samo jest z budynkami. Dobrze zaprojektowany budynek mieszkalny musi nie
                          tylko spełniać wymogi techniczne, musi być przede wszystkim zdrowy i przyjazny
                          dla mieszkańców, zapewniać odpowiednią przestrzeń, sferę prywatną i publiczną,
                          właściciel nie może się go wstydzić pokazać znajomym, przechodnie nie mogą
                          patrzeć nań z pogardą. Szczegóły ekspresji zależą od właściciela. Innego budynku
                          spodziewać się można po maniaku imprez klubowych, innego po rubasznym miłośniku
                          rodzinnego grilla, innego po aktualnym liderze wyścigu szczurów w wielkiej
                          korporacji. Dom w każdym z tych indywidualnych przypadków musi się nadawać do
                          tego, co jego właściciel chce w nim robić. Jest to sytuacja analogiczna do
                          wystroju pokoju nastolatka, czy nawet wyboru samochodu, zasadnicza różnica
                          polega na ilości pieniędzy jaką trzeba wyłożyć na swój idealny dom.
                          Dokładnie tym samym regułom podlega każdy inny rodzaj budynków, czy to
                          mieszkalnych "masowców", czy sklepów, czy fabryk i biur. Dobrze zaprojektowany
                          budynek musi być ładny by być w pełni użyteczny, z tym że słowo "ładny" zawiera
                          sporą dawkę subiektywizmu. Dobrze by było, gdyby żadne odgórne regulacje nie
                          mówiły nikomu co jest ładne a co nie.

                          Regulacje.
                          Zgadzam się całkowicie, że regulacje są potrzebne. Dążenie do kompromisów w
                          stosunkach z innymi ludźmi jest koniecznością, a każdy kompromis oznacza oddanie
                          części swojej wolności na rzecz społeczności, w której do tegoż kompromisu
                          doszło. Uważam jednak, że jedynym gwarantem korzystności uregulowań dla
                          konkretnej społeczności jest to, gdy pozwalamy jej samej decydować o tych
                          regulacjach. Jeśli narzucone regulacje są identyczne z tymi, które społeczność
                          sama by wybrała, po co je narzucać. Jeśli są niekorzystne, to ludzie będą się
                          buntować, albo przynajmniej będą się gorzej czuli niż przy braku przymusu, w
                          dodatku trzeba wyłożyć kasę na zapewnienie środków kontroli stosowania
                          narzuconego prawa. Prawo stanowione przez daną społeczność jest pilnowane przez
                          samych jej członków, nie trzeba na to żadnych dodatkowych środków.

                          Anarchia a bezprawie
                          Błędem jest myślenie, że anarchia jest równoważna bezprawiu. To jedynie oddanie
                          usług zmonopolizowanych przez państwo w ręce sił rynkowych. Ludzie nadal będą
                          chcieli czuć się bezpiecznie, będą więc wynajmowali ochronę, policję, będą się
                          zbroić, organizować w grupy samopomocy, będą się dobrowolnie ubezpieczać -
                          wszystko w miarę możliwości i ich indywidualnej oceny, co w danych warunkach, za
                          daną cenę daje im największe poczucie bezpieczeństwa. Brak państwowej policji
                          sprzyja zacieśnianiu więzi sąsiedzkich - dobry sąsiad jest dużo skuteczniejszy i
                          tańszy niż najlepsze drzwi antywłamaniowe. Sprzyja też zacieśnianiu współpracy z
                          prywatną policją - ludzie sami będą musieli poznać i wybrać dla siebie stróżów
                          reguł zgodnego współżycia, a dla policjanta na wolnym rynku ważny będzie kontakt
                          z klientami (w końcu od nich zależy, czy będzie miał za co kupić chleb).
                          Podobnie sądownictwo. Ludzie przez wieki radzili sobie bez monopolu państwa na
                          rozstrzyganie sporów wybierając na sędziów ludzi cieszących się szacunkiem i
                          opinią sprawiedliwych i mądrych, do tej pory istnieje prywatne sądownictwo, a
                          wygląda na to, że względy ekonomiczne i "zakorkowanie" państwowych sądów wymuszą
                          w rozsądnym czasie częściową prywatyzację tego rynku i w Polsce. Co do wojska,
                          to niewiele się ono właściwie różni od policji, poza warunkami działania. Już
                          teraz widać pierwsze oznaki odżywania instytucji prywatnych armii najemników,
                          bardzo drogich, ale też używanych tylko w sytuacjach bardzo ryzykownych. Jasne,
                          że w warunkach anarchii można by użyć takiego oddziału do działań ofensywnych.
                          Jednakże potencjalne korzyści z napaści na uzbrojonych i wspomaganych przez
                          prywatną policję ludzi są żadne w porównaniu z bezpośrednimi kosztami jak i
                          konsekwencjami długofalowymi. Więziennictwo oczywiście również by najpewniej
                          istniało w anarchii. Jednakże należy oczekiwać, że w społeczeństwie wolnościowym
                          przy sądzeniu przestępców będzie się brało głównie pod uwagę możliwą
                          rekompensatę szkód wyrządzonych ofierze, a nie ukaranie sprawcy. Obserwacje
                          zarówno obecne jak i historyczne wskazują, że jedynie zabójca oprócz bardzo
                          dużej rekompensaty finansowej musiał się liczyć z karą śmierci. Skarbówka? No
                          tak, będzie się to nazywało kasą firmy policyjnej, albo ubezpieczeniowej. Zwykła
                          zapłata za zwykłą usługę.
                          Przy okazji oko za oko nie jest regułą kodeksu naturalnego. Było to jak
                          najbardziej prawo narzucone przez władzę. Jeśli ktoś wybije mi oko, dużo
                          ważniejsze będzie dla mnie odzyskanie wzroku (gdy już będzie możliwe
                          wszczepianie żywych lub cybernetycznych zamienników), czyli sfinansowanie przez
                          sprawcę kosztów leczenia, bądź też zrekompensowanie mi utraconych na skutek
                          częściowego kalectwa zarobków, niż odwet na sprawcy. Co mi po tym, że on też nie
                          będzie miał oka? Co z chrześcijańskim miłosierdziem? A co wtedy, gdy już jednego
                          nie miał? Poza tym wybicie oka np. w bójce to nie to samo co wyłupanie go przez
                          kata. Nie ma po prostu dobrej miary dla odwetu, dlatego i korzystniej, i
                          bezpieczniej jest szukać zadośćuczynienia niż zemsty. Uważam, że poza
                          nielicznymi wyjątkami, takie spojrzenie na sprawę będzie naturalne i nie trzeba
                          (poza tym, że nie wolno) go narzucać odgórnie.
                          Usługi, które w Polsce są zmonopolizowane przez państwo, takie jak ubezpieczenia
                          emerytalne, przed skutkami bezrobocia i zdrowotne pominę, bo jest jeszcze
                          wystarczająco dużo państw, w których usługi te są w dużym stopniu prywatne i
                          można łatwo porówanać jak działają tam a jak u nas. Podobnie z działalnością
                          charytatywną - jak działają organizacje prywatne, w tym kościoły, a jak
                          państwowa opieka społeczna, do kogo trafia pomoc prywatne a do kogo państwowa, w
                          jakim stopniu udaje się ludziom skutecznie pomagać (tzn. powodować by nie trzeba
                          im było pomagać w przyszłości) w obu tych systemach. Edukacja to w wypadku
                          państwa katastrofa (nie tylko Polski), nie będę kopał leżącego.

                          Podsumowując. Nie neguję potrzeby istnieni
                          • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 16.05.05, 23:05
                            (dokończenie)

                            Podsumowując. Nie neguję potrzeby istnienia reguł. Uważam jedynie, że wszystko
                            wskazuje na to, że reguły tworzone przez zainteresowanych mają tendencję do
                            lepszego odpowiadania ich potrzebom i wykazują się większą elastycznością na
                            zmiany w społeczności, niż reguły narzucone odgórnie przez państwo. Nie neguję
                            zapotrzebowania na usługi świadczone przez państwo. Uważam jednak, że firmy
                            funkcjonujące na wolnym rynku będą to samo robić i lepiej i taniej, a w każdym
                            wypadku bilans kosztów do jakości usługi będzie korzystniejszy, w dodatku ta
                            sama jakość i cena nie musi dotyczyć wszystkich ludzi korzystających z tych
                            usług - będzie lepiej odpowiadać ich zapotrzebowaniu.

                            Do tej pory znalazłem tylko jeden argument na rzecz istnienia państwa (w
                            "Tajemnica kapitału" Hernando de Soto) - skodyfikowane prawa własności cieszące
                            się zaufaniem także zagranicznych podmiotów, podnoszą wartość majątku ludzi jako
                            kapitału, np. zabezpieczającego kredyt. Autor jednak porównuje tam użyteczność
                            majątku jako kapitału w systemie pozaprawnym w stosunku do skodyfikowanego. Nie
                            jest to jednak sytuacja w pełni analogiczna do anarchii, w której jedynym
                            sposobem uznania danych praw własności jest uznanie ich przez społeczność i
                            ponoszenie kosztów związanych z potwierdzaniem tych praw (czyli ochrony
                            własności). Wartość kapitału właścicieli majątków pozaprawnych w państwie jest
                            niższa niż wartość kapitału związanego z tym samym majątkiem w warunkach
                            anarchii, która z kolei wydaje się być niższa niż wartość kapitału majątku
                            uznanego przez państwo, zwłaszcza dla podmiotów zagranicznych. Jednakże tylko w
                            warunkach anarchii podmioty zagraniczne nie są faworyzowane, gdyż też muszą
                            ponosić koszty ochrony na równi z innymi ludźmi w danym społeczeństwie, w
                            przeciwieństwie do własności skodyfikowanej przez państwo, w której to sytuacji
                            społeczność finansuje w podatkach ochronę własności podmiotów zagranicznych na
                            terenie danego państwa. Jeśli masz jakieś inne argumenty na rzecz państwa to
                            proszę bardzo, może mnie przekonasz :o)
                          • Gość: farquad Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.05, 10:44
                            Robi się coraz ciekawiej.
                            W kwestii GW - nie mam wrażenia, że podawane newsy udają informację. Dużo
                            więcej zabiera komentarz, niż opis komentowanego faktu. Ulubioną formą
                            podawania informacji jest przegląd tygodnia w Tygodniku Powszechnym - ilość
                            miejsca poświęcona na informacje minimalna, stąd konieczność precyzyjnego
                            wyboru. Odrębną kwestią jest, czy ten zestaw jest interesujący.

                            Jeszcze raz zawód architekta.
                            Opisujemy konkretną sytuację - zasady wykonywania zawodu architekta w Polsce,
                            czy jak kto woli, standardy zawodowe. To nie tylko wykonalność i "estetyka"
                            projektu. To również zgodnośc z prawem LOKALNYM (powstałym przy udziale
                            lokalnej społeczności), czyli miejscowym planem zagospodarowania
                            przestrzennego.
                            Dzisiaj i tutaj architekt ma obowiązek o tym wiedzieć (ma obowiązek znać
                            również zasady odwołania od błędnych decyzji administracyjnych).
                            Klient nie ma obowiązku wiedzieć tego, co wie architekt - jest to najzwyklejsza
                            usługa (tak samo jak w przypadku piekarza, fryzjera, lekarza - w
                            zainteresowaniu klienta jest efekt końcowy; jeśli połączysz to z zadowoleniem
                            klienta (cokolwiek to znaczy) usługodawca uzyskuje przydomek "dobry"). O
                            korzyściach wynikających z bycia "dobrym" nie muszę chyba pisać.

                            Koszty projektowania najczęściej określane są procentowo, w stosunku do
                            przewidywanej wartości obiektu. Różnice w cenach zależą nie tylko od granicy
                            popytu, ale też od ogólnego poziomu cen.
                            Nie wiem na jakiej podstawie wnosisz, że przez rezygnację z części regulacji
                            rynek zapełniłby się dobrymi architektami. Jestem również ciekaw, jaki jest
                            argument na związek regulacji z konurencyjnością (bo rozumiem, że jej
                            zwiększenie miałoby mieć wpływ na obniżenie kosztów).

                            Estetyka a użyteczność.
                            Różne gusta mogą znależć ekspresje w ubiorze (który w znacznie mniejszym
                            stopniu jest elementem technosfery) - dom ze względu na cenę oraz wymagania
                            techniczne nie odzwierciedli duszy własciciela. Dom poza wszystkim ma bardzo
                            konkretną funkcję - służy do mieszkania.
                            Moja niechęć do "maniakalnego indywidualizmu" związana jest z obserwacjami
                            świata otaczającego. Ma dla mnie znaczenie czy "klubo sąsiad" urządza z domu
                            imprezownię i przymusza mnie do zmiany muzycznych gustów. Dom miejski i
                            mieszkanie służą do mieszkania (co w pewnym wieku było dla mnie nie do pojęcia).
                            Poza tym ograniczeniem są nie tylko "regulacje", ale również poziom kosztów.
                            Ekscentryzm jest bardzo drogi (kasprzak i bang&ollufsen). Z wszystkich
                            wymienionych jedynie lider wyścigu szczurów ma możliwość zapewnienia
                            sobie "ekspresji", o której wspominasz.
                            Maniak grilowania postawi sobie rubaszną wenus (w wersji bardziej ludowej
                            krasnala i sarenki) na trawniku (zapewne z gipsu i zamieszka w dworku a la
                            Pollaca (połączenie funkcjonalności m4 z estetyką nieudanego pastiszu dworku
                            szlacheckiego)). Własciciel działki sąsiedniej dostanie szału bo jej wartość za
                            metr kwadratowy spadnie z 80 pln na 60 pln.
                            Klubowicz zamieszka w czymkolwiek, posieje trawę (dopóki, go ktoś nie
                            zadenuncjuje), a na koniec poszerzy swoja wolność o kury i kaczki malowniczo
                            pałętające się po posesji (dzieci klubowicza muszą coś jeść). Kolejny
                            własciciel sąsiedniej działki trafi do wariatkowa.
                            I nic nie pomoże autorytet lokalnej społeczności, mędrzec siwobrody, - bo we
                            wszystkich trzech wypadkach stanie się to atakiem na "wolność Tomka w swoim
                            domku".
                            Niestety tak (wg mnie) wyglądają realia (oczywiście ani żle myślę o
                            klubowiczach, grilowiczach, białych kołnierzykach - ale znam bardzo bliskie
                            temu obrazowi historie).
                            Wolałbym sąsiadów miłych i uprzejmych, a Polaków dzielnych i pięknych - ale
                            jesteśmy tylko ludźmi. Autorytet siwobrodego w społeczności przejęło Państwo,
                            ponieważ nieodzowną stała się potrzeba strażnika "granic wolności"
                            (autorytetu), działającego w skrajnych wypadkach przy pomocy represji.
                            Wymierzananej w imieniu i w interesie społeczności.

                            Regulacje, anarchia i bezprawie
                            Dobre prawo pozwala na szybką i skuteczną sankcję, a także musi byc
                            przewidywalne. Nie ma znaczenia wybaczenie, sankcja chroni ład społeczny (i nie
                            ma to nic wspólnego z kwestiami ustrojowymi). Prywatna policja (oczywiście po
                            odrzuceniu państwa) da ci po głowie za plucie na chodnik, ale może ci zrobić
                            cos nacznie mniej sympatycznego.
                            Pilnowanie ładu przez samych członków społeczności, kończy się bardzo żle
                            (wcześniej czy później znajdą Jagnę lub innego malowanego ptaka). Jedyne co
                            gwarantują to znaczące ograniczenie indywidualizmu.
                            Regulacje zwyczajowe to mordy klanów na Kaukazie, włoska mafia (chodzi o zemstę
                            i odwet - nie o zadośćuczynienie), dlatego napisałem "oko za oko". Nie ma tu
                            znaczenia wyznawana religia. Dlatego Państwo posługując się bezosobowym prawem
                            i wymierzając bezosobową represje zmienia znaczenie kary - nie jest to już
                            zemsta i odwet.

                            Podsumowanie?
                            Nie ma znaczenia, czy pomniejszysz państwo do gminy czy powiatu, musisz mieć
                            kodyfikację akceptowaną przez większość społeczności. Można to nazwać
                            państewkiem, z przekazywaną ustnie tradycją. Nie zmienia to faktu, że cała
                            proponowana przemiana polega na zmianie skali. To może być źródłem wygody, ale
                            także kosztów.

                            Wracając na Śląsk.
                            Irytujące są dla mnie wypowiedzi np. Kutza o autonomii regionu. Wypowiedzi, za
                            którymi nie stoi żaden program. Klasyczne "jakoś to będzie". Tym bardziej, że
                            nic poważnego nie zrobiono, by uporządkować problemy ogólnopolskie (mimo ponad
                            15 lat), czyli "jak na tym polu się nie powiodło, to spróbujmy czegoś nowego".

                            Jako przedstawiciel lokalnej społeczności (a sądząc po forum na ten temat nie
                            jestem odosobniony) potrzebuję rzeczy tak trywialnej jak bilet miesięczny,
                            który obowiązywał by na terenie gopu (wraz z Tychami), czego nie da się zrobić.
                            Gdyby lokalną społeczność i jej lokalne władze pokazałaby, że potrafią zrobić
                            coś takiego - mógłbym uwierzyć, że autonomia w czymś mogła by pomóc.
                            Chyba, że mówimy o autonomii jednostek na wzór niepodległości trójkątów, w
                            takim sensie i tak jesteśmy wolni...

                            Na jakiś czas przerywam postowanie - zapewne cię nie przekonałem. Wiem też, że
                            w powyższych sprawach jestem nieprzejednany - widziałem czasy utopijnej
                            szczęśliwości w realnym socjalizmie - stąd wolałby średnio na jeża niż w
                            awangardzie narodów. Awangarda kończyła się dla nas zazwyczaj średnio, więc
                            może dla odmiany nudy dnia powszedniego - prawego prawa, zawodowców w zawodach,
                            jasnych i przejrzystych instrukcji, architektury na miarę potrzeb i dobrych,
                            ludzkich urzędników.
                            z podrowieniami
                            farquad
                            • Gość: gasnaca_nadzieja Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.pl.syncad.com 17.05.05, 23:31
                              Dobra, tym razem krótko :o)

                              > Jeszcze raz zawód architekta.
                              Zapewniam Cię, że mnie nikt nie pytał o zdanie w kwestii miejscowego planu
                              zagospodarowania przestrzennego.
                              Zgadzam się, że w obecnym systemie architekt musi znać związane z nim
                              biurokratyczne procedury w interesie własnym i klienta. Na wolnym rynku jednak,
                              z uwagi na brak tychże regulacji, nie musiałby ich znać. Sam oceniłeś, że część
                              "prawna" zawodu architekta, to 1/3 wszystkiego co powinien wiedzieć i że dobry
                              architekt to taki, który zna zarówno tą jedną trzecią jak i pozostałe 2/3.
                              Całkiem naturalne wydaje mi się założenie, że obecnie istnieją architekci,
                              którzy są biegli w 2/3 a nie znają w pełni "prawnej" 1/3. Przy odrzuceniu tej
                              1/3 jako zbędnej na wolnym rynku oczywistym jest, że architekci ci
                              kwalifikowaliby się do miana dobrych. To by oznaczało, że dobrych byłoby więcej
                              (ci co w obecnym systemie znają 1/3 + 2/3 oraz wszyscy ci, którzy znają tylko
                              2/3). Większa konkurencja byłaby korzystna dla klientów, a brak biurokracji
                              ułatwiłby zawód architekta i zmniejszał koszty związane z nauką, dokształcaniem
                              i wykonynywaniem zawodu.

                              Nie wiem jak to jest obecnie, ale jeśli koszt projektu stanowi procent kosztu
                              budowy, to taki system jest bez sensu. Jaki interes ma architekt w
                              zaprojektowaniu budynku dobrego i taniego? Przecież mniej wtedy dostanie. Akurat
                              domu jeszcze nie budowałem, ale widzę ile jest zachodu z doborem materiałów do
                              wykończenia mieszkania - materiałów, które byłyby dobre, ładne, dawały pożądany
                              efekt, a przy tym w rozsądnej cenie. Co widzę spełniającego kryteria podstawowe,
                              to jest czasem nawet pięciokrotnie droższe niż średnia. Znalezienie czegoś
                              odpowiedniego jest możliwe, ale to też są koszta. Podejrzewam, że w przypadku
                              budynków może być podobnie, stąd jako klient architekta byłbym skłonny więcej
                              zapłacić za dobry projekt tańszego budynku niż droższego (plus osobno za nadzór
                              nad budową).

                              > Estetyka a użyteczność.
                              Chodziło mi o mniej kosztowną formę ekspresji. Akurat biały kołnierzyk zapewne
                              weźmie cokolwiek co mu zaproponuje architekt, a co będzie odpowiednio prestiżowe
                              - w końcu i tak mieszkać będzie w apartamentowcu w centrum, a domu poza miastem
                              potrzebuje tylko do nieformalnych spotkań biznesowych. Natomiast w przypadku
                              grillmana istotne jest, by dom posiadał ogród z trawnikiem wystarczająco dużym,
                              by można było posadzić gości na plastikowych meblach ogrodowych oraz miejsce, w
                              które szybko można by przenieść grilla w razie nagłego deszczu, pozostając
                              jednocześnie na powietrzu (w końcu wnoszenie dymiącego grilla do domu to niezbyt
                              dobry pomysł). Jest to niezbędny element domu dla kogoś kto chce często urządzać
                              grilla, natomiast zupełnie nieprzydatny komuś, kto np. lubi egzotyczne kwiaty -
                              ten z kolei potrzebuje miejsca na oranżerię. Takie właśnie różnice nazywam
                              indywidualną ekspresją w zabudowie. Nie wymagają one szczególnych dodatkowych
                              nakładów w porównaniu ze "standardowym" domem.
                              Jeśli przeszkadza Ci głośna muzyka, to w przypadku państwa nie masz szans -
                              ustalone jest że w godzinach dziennych taka muzyka jest dozwolona i nic nie
                              możesz na to realnie poradzić (chyba, że masz znajomości albo gruby fundusz
                              łapówkowy). W społeczeństwie wolnościowym masz prawo do rekompensaty, gdyż
                              głośna muzyka "zanieczyszcza" Twoją własność. Może to zmusić imprezowicza do
                              każdorazowego uzyskiwania Twojej zgody na głośną imprezę, albo do inwestycji w
                              wyciszenie pomieszczeń, w których jest ona organizowana.

                              Ochrona ładu społecznego
                              Są tu argumenty, którymi już się posłużyłem, ale podejście bardziej całościowe:
                              www.sierp.tc.pl/justice.htm
                              W warunkach istnienia państwa ograniczającego swobodę krwawy odwet jest jedynym
                              co można zdziałać nieformalnie. Nie ma możliwości dochodzenia rozsądnego
                              zadośćuczynienia, jeśli w danym przypadku państwowe prawo tego nie przewiduje.
                              Nic dziwnego, że mafie i inne nieformalne organizacje zdolne do przemocy używają
                              zemsty do odstraszania ludzi od godzenia w ich interesy. Zauważ, że normalni
                              ludzie nawet nie mają możliwości się zemścić, ten "przywilej" dany jest w
                              państwie jedynie bandytom. Zwykli ludzie ponoszą koszty państwowych instytucji
                              represji nie dostając nic w zamian w przypadku, gdy staną się ofiarami przestępstwa.

                              W społeczeństwie wolnościowym koszty w sposób naturalny sprzyjają łączeniu się
                              ludzi w grupy żyjące zgodnie, połączone wspólną tradycją, usposobieniem,
                              poziomem materialnym, czy np. więzami krwi. Każda jednostka "obca" musi się
                              dostosować do reguł, jeśli nie chce ponosić kosztów zarówno wyrażonych
                              bezpośrednio w pieniądzach (zadośćuczynienie za złamanie reguł) jak i
                              społecznych (koszty odrzucenia przez społeczność). W warunkach państwa nie ma
                              tego poczucia, bo po pierwsze korzyści ze zgodnego współżycia nie są tak samo
                              silne i więzy się zacierają, po drugie osoba jaskrawo nie pasująca do
                              pozostałych w przypadku przejawów dyskryminacji zawsze może pospieszyć na
                              ratunek do państwa i społeczność zostanie przymuszona do współżycia z daną
                              jednostką, a przy tym okrzyknięta ciemnogrodem i gniazdem ksenofobów.

                              Autonomia jakiegoś regionu niczego nie zmienia. Potrzeba autonomii jednostek.

                              Muszę Cię zmartwić. Całkiem dużymi krokami wracamy do socjalizmu, z tym, że
                              część ludzi zdążyła się już nachapać. Niektórzy twierdzą, że Europa się nawróci,
                              gdy znajdzie się nad krawędzią, ale ja wolę próbować zawrócić wcześniej :o)
    • Gość: lolek i bolek oj te dachy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.05, 12:05
      masz słuszną rację, nie wiem kto żądzi tym krajem, infrastruktura siada!!!
    • Gość: edek Re: Architekci kłócą się z urzędnikami o kształt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.05, 14:00
      daje za 35 gr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka