Dodaj do ulubionych

Ludzie na granicy

IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:09
Jednym z tych, którzy organizowali dla Polski ludzi pogranicza, labilnych
językowo był Artur Trunkhardt.
ARTUR TRUNKHARDT (1887–1965)


Artur Trunkhardt był w latach 1918–1939 redaktorem i wydawcą m. in.
gazety „Katholische Volkszeitung”, mówcą plebiscytowym, powstańcem, lokalnym
historykiem, działaczem społecznym i politycznym. Do połowy lat
osiemdziesiątych ubiegłego wieku zachowało się kilka dokumentów, które
pozwalały na odtworzenie najważniejszych momentów z jego życia. Większość –
zwłaszcza dokumentacji fotograficznej – znajdowała się w zbiorach rodzinnych
jego wnuka, Bronisława Swobody. Trudno jednak – ze względu na skomplikowaną
po wojnie sytuację rodzinną Trunkhardta – dziś określić stan ich zachowania.
Podstawową bazę rekonstrukcji jego życiorysu stanowią zatem dokumenty
rodzinne, maszynopis jego wspomnień, spisanych krótko przed śmiercią w 1965
r. oraz analiza informacji zawartych w zachowanych rocznikach „Katholische
Volkszeitung” i wspomnienia powstańców rybnickich w prasie lokalnej z połowy
ubiegłego wieku. Nieco dokumentów przechowywało archiwum ZW ZBOWiD w
Katowicach oraz Zarząd Powiatowy Związku Weteranów Powstań Śląskich w
Rybniku. Fotokopie i kserokopie większości z nich zamieściłem w aneksach do
pracy magisterskiej z 1986 r. „Artur Trunkhardt w latach 1918 – 1939.
Życiorys polityczny”. Uzupełnieniem są wzmianki rozsiane w niektórych
opracowaniach dotyczących międzywojennej historii Górnego Śląska a także w
opracowaniach na temat prasy w Polsce okresu 1918–1939. Bez tej dokumentacji
jego postać uległaby prawie całkowitemu zapomnieniu.
Może dlatego – jak pisałem w tej pracy – że urodził się jako Niemiec, a zmarł
jako Polak; że w rezultacie dokonywanych z idealistycznych pobudek wyborów
życiowych znalazł się w sytuacji, gdy Niemcy przestali go uważać za rodaka, a
Polacy ciągle oczekiwali od niego dalszych potwierdzeń jego wyboru:
polskości. Przynależność narodową człowieka określa bowiem w pierwszej
kolejności jego samoświadomość, jednak – zgodnie z nieco zmodyfikowanym
poglądem J. Boudouin de Courtenay – członkami narodu są ci spośród ludzi
deklarujących lub nie swoją narodowość, którzy uważani są bez wątpienia przez
członków narodu za należących do niego. W przypadku A. Trunkhardta względy
partyjne, polityczne powodowały, że zawsze znalazł się w jakiejś polskiej
opcji politycznej ktoś, kto – z różnych przyczyn – owe wątpliwości podnosił.
Działo się tak, bo jego działalność w świetle kryterium M. Szerera,
że „człowiek musi działaniem swym stwarzać sobie legitymację narodową: nie
wystarcza czuć, trzeba działać. (...) aby być członkiem narodu, trzeba
działać dlań twórczo, trzeba mnożyć dobra narodowe” – była różnie oceniana
przez jego przeciwników i zwolenników . Stąd też przez lata nikomu nie
zależało na spisaniu i krytycznym zbadaniu historii tego człowieka.
Tymczasem – jak przypomniał prof. H. Przybylski – od XIV w. istnieje
historiograficzny pogląd, że historia to suma poszczególnych biografii.
Dlatego jeżeli jakaś biografia znaczącej dla danego czasu osoby jest
zapomniana, „zapomniana jest również historia tych czasów” . Szczególną cechą
rekonstrukcji losów takich drugoplanowych postaci historycznych jak
Trunkhardt jest badanie wyróżnionych – na podstawie subiektywnych i
fragmentarycznych często źródeł – elementów tego, co wiemy o środowisku
działań pierwszoplanowych postaci historycznych. Dlatego rekonstruując losy
ludzi z tła, trzeba szukać konkretnych momentów jedno- lub dwukierunkowych
relacji między nimi a pierwszym planem. Ta specyfika małej biografistyki
powoduje czasem, że drugoplanowa postać pozornie rozmywa się w
charakterystyce społecznego tła. Jednak w ten sposób życie i rola jednostki w
historii uzyskują rzeczywiste cechy „egzemplifikacji losów roli dziejowej”
całych grup, warstw czy klas społecznych .
Dopiero po takim opracowaniu można częściowo zrozumieć ewolucję Trunkharda od
postawy niemieckiego antyhaktysty, przez katolickiego antyfaszystę aż po los
polskiego Ślązaka.
***
Artur Trunkhardt urodził się 10 lipca 1887 r. w Gelsenkirchen. Matka, Maria z
domu van Abel była Holenderką i mówiła po niderlandzku . Ojciec, Adolf
Trunkhardt, urodził się w Gelsenkirchen. Był przez jakiś czas kierownikiem
oddziału ratownictwa górniczego w rejonie Nadrenii i Zagłębia Ruhry w skład,
którego wchodzili m.in. górnicy pochodzący z Górnego Śląska i
Wielkopolski. „Mój ojciec codziennie przebywał służbowo z górnikami z Górnego
Śląska i Poznańskiego i chwalił ich (...) – pisał w swoich przedśmiertnych
wspomnieniach Trunkhardt – polscy robotnicy byli jego najlepszymi
towarzyszami” . Ze wspomnień tych wynika, że już w dzieciństwie miał bliską
styczność z Polonią w Nadrenii i Zagłębiu Ruhry. „W moim rodzinnym domu –
twierdził – nie panował duch >>Deutschland, Deutschland uber alles (...)” .
Dowodem może być fakt, że jego stryj należał w Zagłębiu Ruhry do Towarzystwa
Gimnastycznego „Sokół” oraz polskiej orkiestry . Siostra Artura Trunkhardta
(która odwiedziła go w Rybniku w latach 20–tych, po urodzeniu się jego córki
Rity) używała jako zakonnica imienia Hiacynta . Wuj Artura, von Abel był
dostojnikiem kościelnym w Wiedniu . Od 1909 r. dzięki jego pomocy studiował
teologię, filozofię, prawo i medycynę w kolegiach jezuickich pod wezwaniem
św. Stanisława w Holandii, Belgii i Francji , gdzie „wielu profesorów było
Polakami” (m.in. prof. Sapieha) . Z zamiłowania studiował historię,
szczególnie porozbiorowe losy Polski . Dzięki studiom oprócz domowych
niderlandzkiego i niemieckiego oraz gwary polskiej Westfaloków znał łacinę i
grekę oraz francuski i angielski. Studia u Jezuitów ukształtowały go jako
humanistę, poliglotę i zwolennika sprawy polskiej na gruncie niemieckim.
Warto pamiętać, że nie byli to Jezuici, jakich znamy z propagandy okresu
oświecenia. Restytuowany zakon był w tym okresie krzewicielem neotomizmu, a
kiedy Trunkhardt kończył studia, w paryskim College Stanislas debiutował jako
wykładowca Jacques Maritain, twórca personalizmu . Musiały jednak zaistnieć
jakieś – nie wyjaśnione, mimo listów jakie wysyłałem do polskich księży w
RFN – okoliczności, które spowodowały, że studiów nie zakończył przyjęciem
święceń. Nie wiadomo też, co spowodowało, że trafił na Górny Śląsk.
Obserwuj wątek
    • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:11
      c.d. do A. Trunkhardta
      Od 1914 r. Trunkhardt mieszkał w Rybniku, o czym może świadczyć jego – noszący
      cechy relacji naocznego świadka – opis aresztowania dra Mariana Różańskiego w
      sierpniu 1914 r . Na początku 1915 r. został powołany do wojska, potem walczył
      w Argonnach, nad Sommą i pod Verdun. Na przełomie 1916/1917 r. znalazł się wraz
      z 217 p.p. w Serbii, gdzie brał udział w bitwach o Monastyr, a potem na froncie
      włoskim pod Udine. Był pięciokrotnie ranny i zachorował na malarię . Według –
      trudnej w tym zakresie do zweryfikowania – relacji Trunkhardta pierwszej pomocy
      udzielali mu towarzysze broni, Górnoślązacy. Najpewniej w październiku 1918 r.
      po konflikcie z dowódcą kompani o przypisywane Kościuszce słowa „Finis
      Poloniae” został doprowadzony „przed sąd polowy. Jednak nim doszło do procesu,
      sytuacja na froncie zmieniła się nie do poznania.(...)” . Ocalony przez
      niemiecką rewolucję wrócił do Rybnika, gdzie znalazł zatrudnienie w
      podlegającej Radzie Robotniczej i Żołnierskiej lokalnej gazecie „Rybniker
      Stadtblatt”.
      Po pierwszym polskim wiecu w Rybniku, 24 listopada 1918 r. napisał o nim dla
      tej gazety, podkreślając, że ostatnie wydarzenia to „impulsy niedalekiej
      wolności polskiego ludu”. Z tą uwagą „nie zgodziła się Rada Robotnicza i
      Żołnierska z dr Lukaschkiem i Wasnerem na czele. Wezwali wydawcę Bartelsa i
      zagrozili mu odebraniem wykonywanych druków, o ile mnie nie zwolni.(...)
      natychmiast – pisał w swoich wspomnieniach – opuściłem redakcję” . W
      subiektywnym odczuciu Trunkhardta był to początek jego drogi ku polskości.
      Pod koniec 1918 r. został redaktorem naczelnym gliwickiej „Oberschlesiche
      Volksstimme”, organu katolickiej Centrum-Partei , a na początku 1919 r. dr.
      Marian Różański wciągnął go do współpracy przy redagowaniu tygodnika polskiego
      w języku niemieckim „Der Weisse Adler”. Wkrótce dał się poznać – przekazując
      POW informacje o Grenzschutzu – jako rzeczywisty sympatyk strony polskiej. W
      kwietniu, po zawieszeniu „Der Weisse Adler” za pośrednictwem prałata Pawła
      Brandysa i dr. Różańskiego (ZZP, NPR) został „bliżej przedstawiony Korfantemu i
      jego współpracownikom” i zgodził się założyć „Katholische Volkszeitung”, która
      miała dublować „Der Weise Adler” .
      Podczas I powstania Trunkhardt na łamach „Oberschlesische Volkssimme”
      i „Katholische Volkszeitung” – której redaktorem naczelnym był wtedy dr. Jan
      Piprek – obiektywnie informował o wydarzeniach na Śląsku . Po jego klęsce,
      poruszony bestialstwem nacjonalistów niemieckich napisał w swojej „gazecie: >>
      Owo zwycięstwo jest naprawdę kompromitacją, jego realność – tylko tanią iluzją,
      a popełnione okrucieństwa atrybutem słabeuszy<<” .
      Od wyborów komunalnych 9 listopada 1919 r. do końca 1924 r. Trunkhardt zasiadał
      w radzie miejskiej Rybnika. Wszedł do rady z listy Centrum-Partei . Dnia 23
      listopada 1919 r. poślubił Marię Nowak. Nastąpiło to, pod wpływem księdza
      Tomasza Reginka, reprezentanta polskiego odłamu w Centrum-Partei, ex-
      przywódcy „Bund der Oberschlesier – Związku Górnoślązaków” .
      Gdy za sprawą ks. Karla Ulitzki działalność Centrum przybrała wielkoniemiecki
      charakter , a w grudniu 1919 r. na czele „Schlesischer Ausschuss” stanął
      rybnicki landrat, dr Hans Lukaschek – w ostatnich dniach 1919 r. Trunkhardt
      wraz z dr Karolem Ogórkiem, Józefem Muschalikiem, Adolfem Paulczykiem i Janem
      Prusem utworzył frakcję polską Katolickiej Partii Ludowej w radzie miejskiej
      Rybnika .
      Dnia 1 stycznia 1920 r. w Rudach Kozielskich odbył się wiec plebiscytowy. Kiedy
      jeden z niemieckich kombatantów, który przerywał Trunkhardtowi zawołał „–
      Polska nie ma historii!” usłyszał w odpowiedzi: „każdy naród ma swoją historię,
      z tym, że historia Polski jest wielka i czysta w przeciwieństwie do
      niemieckiej. Tam, na ścianie wiszą portrety waszych bogów: król Fryderyk Wielki
      i Bismarck! Który z nich był większym kłamcą – trudno stwierdzić”. W drodze
      powrotnej samochód, w którym znajdowali się dr Feliks Biały, Nikodem Sobik i
      Trunkhardt został w lasach między Rudami a Stodołami ostrzelany. Po
      tym „chrzcie bojowym” przyjęto go do POW .
      • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:12
        c.d. do A. Trunkhardta
        Od lutego 1920 r., gdy PKPleb. zaczął zakładać nowe gazety, jako jedna z
        pierwszych powstała gliwicka „Oberschlesiche Post”, redagowana przez
        Trunkhardta. Wiosną 1920 r. był zatem redaktorem trzech górnośląskich
        gazet: „Oberschlesische Volksstimme” związanej z Centrum, „Oberschlesische
        Post” finansowanej i personalnie nadzorowanej przez Wydział Prasowy PKPleb.
        oraz związanej z nim „Katholische Volkszeitung”. Wydział Prasowy polecił
        Trunkhardtowi, aby doprowadził do odsprzedania PKPleb. nowoczesnej
        drukarni „Oberschlesische Volksstimme” w Gliwicach. W tym czasie w wyniku
        konfliktów podczas konferencji prasowych kontrolera powiatowego w Rybniku,
        Włocha płk. Gustavo Pessenti’ego permanentnie konfiskowano „Katholische...” .
        Jednocześnie Korfanty zaczął organizować dwujęzycznych mieszkańców Górnego
        Śląska. W marcu powstało „Vereinigung zum Zweche des Auschlusses Oberschlesiens
        an die Republik Polen – Stowarzyszenie dla Przyłączenia Górnego Śląska do
        Rzeczypospolitej Polskiej”. Jego szybki rozwój dzięki przejmowaniu katolików z
        Centrum–Partei sprawił, że w maju przekształciło się w Oberschlesiche
        Volkspartei – Górnośląską Partię Ludową (OVP–GPL).
        Jak wynika z jej Statutu, podpisanego 8 maja 1920 r. w Bytomiu przez dr. Karola
        Ogórka, dr. Reginka, Heuduka, Wernera, Kosa, dr. Radwańskiego, Kroja, Fuchsa i
        Stellmacha – była ona politycznym zrzeszeniem osób uprawnionych do głosowania w
        plebiscycie na Górnym Śląsku, z siedzibą w Bytomiu. Dążyła do ciągłego
        rozwijania samostanowienia Górnoślązaków pod względem kulturalnym,
        gospodarczym, politycznym i finansowym w połączeniu z RP, jeśli zostanie
        przyznana Autonomia Górnośląska. Wstępowali do niej zgermanizowani Górnoślązacy
        i niemieccy katolicy przekonani, że Górny Śląsk zostanie połączony z Polską.
        Przykładem jej aktywności propagandowej może być broszura wydana przez
        burmistrza Kluczborka, Troskę, kończąca się słowami: „Oberschlesien war
        polnisch, ist polnisch und wider immer polnisch sein” .
        Na czele OVP–GPL stanął Teodor Werner, adwokat, do listopada 1921 r. polski
        doradca MKR na powiat Bytom–wieś. Potem jego miejsce zajął dr J. Piprek,
        redaktor „Oberschlesiche Grenzzeitung”, który od grudnia tegoż roku został
        delegatem OVP–GPL w Naczelnej Radzie Ludowej . Zastąpił tam dr. K. Ogórka,
        adwokata i notariusza z Rybnika, zastępcę przewodniczącego OVP–GPL. Na
        przełomie 1921/1922 r. Ogórek był doradcą polskim MKR na powiat rybnicki,
        jednak w 1922 r. odmówił przyjęcia urzędu pierwszego polskiego starosty w
        Rybniku. Oprócz Ogórka i Piprka OVP–GPL reprezentował w NRL redaktor „Gońca
        Śląskiego”, Augustyn Potempa. Trunkhardt współorganizował zaplecze prasowe
        partii.
        Po utworzeniu OVP–GPL doprowadził w radzie miejskiej Rybnika do jej sojuszu z
        frakcją polską, dzięki czemu doszło do wyboru M. Różańskiego na I burmistrza.
        Głosował też za umieszczeniem polskich nazw ulic pod niemieckimi, za
        co „rozpoczął się przeciwko niemu ze strony niemieckiej towarzyski bojkot i
        moralny terror. W formie publicznego zebrania na sali hotelu Świerklańca odbył
        się nad Trunkhardtem tajny sąd”. Jednak na terrorze moralnym się nie
        skończyło. „Zdarzały się pierwsze zamachy”. Tymczasem co niedzielę zabierał
        głos na dwóch lub trzech zgromadzeniach. Jak obliczył po latach, brał
        udział „w około 400 większych lub mniejszych zebraniach (...) jako mówca”. W
        tym czasie dokonano nań około 20 zamachów, a nawet wyznaczono cenę za jego
        głowę .
        Między majem a połową sierpnia 1920 r. – pisał – „wpadł nam w ręce pewien
        dokument, który stwierdzał, że ludność polską prowokuje się(...), aby ona
        powstała, a wtedy uderzy się na nią bez pardonu. Będąc sprawozdawcą kilku
        zagranicznych gazet – postarałem się o jego publikacje w kilku z nich”. Tą
        akcją prasową Trunkhardt przysłużył się sprawie polskiej, ale musiał odejść
        z „Oberschlesische Volksstimme”. Tym samym nie powiodła się próba wykupienia
        drukarni tej gazety przez PKPleb. „Katholische...” została przeniesiona do
        gliwickiej drukarni Michała Kwiatkowskiego i włączona do
        nakładu „Oberschlesische Post”. Wychodziło jej około 40 tyś. egzemplarzy
        dziennie .
        Dnia 17 sierpnia 1920 r. szowiniści niemieccy chcąc zmazać wrażenie I
        powstania, w dniu jego rocznicy urządzili w Rybniku demonstrację w Ogrodzie
        Miejskim, na którą ściągnęli ludzi z całego powiatu, z Raciborza oraz Głubczyc.
        Licznie przybyli również Polacy z dr Różańskim na czele. Gdy jego replika
        ujawniła demagogię niemieckich agitatorów i zabrakło siły argumentów, ich
        bojówkarze sięgnęli po argument siły: zaczęli strzelać. Ochrona Różańskiego
        odpowiedziała ogniem. Z relacji samego Trunkhardta wiadomo, że otrzymał „tylko
        lekki postrzał” . Kiedy do Rybnika wkroczyły wojska włoskie pod dowództwem płk.
        Francesco Salvioni’ego „Katholische...” opublikowała warunki rybnickich
        powstańców, które zostały w większości przyjęte przez MKR. Całe mieszkanie
        Trunkhardtów składające się z 10 pokoi stanęło „do dyspozycji dowództwa
        powstańców jak i w późniejszym czasie działaczom plebiscytowym”, a on – jak
        wynika z kilku dokumentów – należał do kierownictwa rybnickiej POW G.Śl. . Po
        tych wydarzeniach, 11 września 1920 r. Trunkhardt otrzymał list uznania
        Marszałka Sejmu RP, W. Trąmpczyńskiego, przewodniczącego Centralnego Komitetu
        Plebiscytowego.
        We wrześniu odnotował, że w walkach plebiscytowych pojawiła się trzecia lista z
        napisem „Górny Śląsk” forsowana przez byłego pracownika PKPleb., Teofila Kupkę,
        którego osobę łączył z akcją H. Lukaschka, związanego już w tym czasie z
        centralą dywersyjno – szpiegowską K. Spiekera we Wrocławiu .
        • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:14
          c.d. do A. Trunkhardta
          Kiedy 21 listopada 1920 r. kardynał Adolf Bertram z wrocławskiej kurii za zgodą
          Watykanu zakazał duchownym spoza diecezji śląskiej wszelkiej działalności
          politycznej na obszarze plebiscytowym, doszło do kilku incydentów. W
          artykule „Pfarer Ulitzka provoziert die polnische Bevolkerung” 6 grudnia
          Trunkhardt zaatakował przywódcę górnośląskiej Centrum–Partei, K. Ulitzkę,
          biskupa Bertrama i nuncjusza w Warszawie Achille A. Ratti’ego, który w 1922 r.
          jako papież przyjął imię Pius XI.
          Na początku 1921 r. za swoją działalność doczekał się przykrych retorsji.
          Działający w Nadrenii i Westfalii członkowie „Verband Heimatteuer
          Oberschlesier” pod przysięgą zmusili starą, schorowaną matkę Trunkhardta do
          publicznego wyklęcia syna. „Niemieckie gazety na Górnym Śląsku pisały: >>tak
          jak przez własną matkę, tak jest też przez nas przeklęty<<” .
          Po otwartym zebraniu plebiscytowym Niemców w sali rybnickiego
          hotelu „Świerklaniec” 9 stycznia 1921 r. doszło do napaści na siedzibę
          powiatową PKPleb. Żandarmi poddali Polaków rewizji, podczas której N. Sobikowi
          zginęło 380 marek. Następnego dnia Trunkhardt przedstawił Karola Śpiewoka jako
          świadka, że kradzieży dokonał jeden z żandarmów. Ponieważ komisarz Fleschel nie
          podjął śledztwa redaktor „zrobił akt doniesienia do Sądu o kradzież portfela.
          Po czterech rozprawach w Raciborzu (...) sprawę wygrał. Nikodem Sobik otrzymał
          (...) 4200 marek niemieckich odszkodowania”.
          W okresie plebiscytowym wytoczono Trunkhardtowi, jako
          redaktorowi „Katholische...” około 500 procesów prasowych lub karnych za
          zniewagę w prasie. Kilka aktów oskarżenia wytoczył mu także prokurator Sądu
          Krajowego (Landgericht) w Raciborzu, dr Reinecke. Ich odmienność polegała na
          tym, że dotyczyły rzekomych zbrodni politycznych. Rozprawy nie doszły do
          skutku, gdyż Trunkhardt wyłączył wszystkich sędziów niemieckich, a władze
          alianckie odmówiły doprowadzenia go na miejsce, gdyż sąd w Raciborzu nie dawał
          gwarancji, że procesy odbędą się w należytej atmosferze ze względu na
          wzburzenie tamtejszych Niemców .
          Powodem mogła być m. in. jego akcja obrzucenia granatami drukarni w Rybniku .
          Podobnie – współpraca z Biurem Wywiadowczym Komitetu Plebiscytowego w Rybniku,
          na którego czele stał J. Budny. Trunkhardt brał „udział w uszczuplaniu
          transportu przez wysadzanie go w powietrze”, gdy Niemcy szmuglowali broń na
          obszar plebiscytowy. Najgłośniejszą akcją było przejęcie niemieckiej „ukrytej
          broni w kościele ewangelickim (...). Broń (...) została przewieziona do
          mieszkania Trunkhardta. Aby wilk był syty i owca cała, zwieziono do kościoła
          inne karabiny maszynowe, (...) stare i niezdatne do użytku. Zaalarmowano potem
          (...) aliantów o przechowywaniu broni w kościele ewangelickim. (...) Ale
          Trunkhardt wiedział dobrze, że bojówkarze niemieccy mają inne, nie odkryte
          jeszcze magazyny”. Za 500 tyś. marek uzyskał informacje, gdzie jeszcze jest
          broń. „Na drugi dzień w Gazowni (...) znaleziono 100 karabinów(...). Broń była
          nawet na cmentarzu w jednym z (...) grobów” .
          Po plebiscycie „Katholische...” w numerze z 26/27 marca tego roku opublikowała
          artykuł Trunkhardta, w którym pisał, że skoro Polacy odnieśli sukces w
          głosowaniu przynajmniej w prawobrzeżnej części Śląska – nie pozwolą sobie go
          wydrzeć ani przez sztuczki dyplomatów, ani też przemocą . Była to zapowiedź III
          powstania, podczas którego „Katholische...” wychodziła bez przeszkód.
          Fotoreportaż o OVP–GPL zamieściły w sierpniu 1921 r. „Nowości Ilustrowane”.
          Pisano w nim : „Na Śląsku Górnym (...) najżywszą może działalność rozwinęła
          Górnośląska Partia Ludowa ( Oberschlesische Volkspartei ) i jej głównie
          zawdzięczać należy pomyślny wynik plebiscytu w powiatach rybnickim i
          pszczyńskim, mających bez zastrzeżeń przypaść Polsce. Działalność jej rozszerza
          się głównie na powiaty rybnicki, pszczyński, raciborski i katowicki,
          rozporządza ona własnymi organami prasy, wychodzącymi tak w języku polskim jak
          niemieckim, a w szeregach swych grupuje ludzi oddanych całem sercem i duszą
          sprawie narodowej. Jest też solą w oku dla niemieckich hakatystów , kierownicy
          jej i członkowie narażeni są też stale na rozmaitego rodzaju szykany i
          prześladowania(...). Każdy z jej wybitnych członków ma już za sobą cały szereg
          >>zbrodni<<, za które pruska sprawiedliwość pociągała go do odpowiedzialności,
          nie obce są im też i mury więzienia, gdzie pokutowali za to, iż czuli się
          Polakami i z tem się bynajmniej nie kryli. Górnośląska Partia Ludowa zyskała
          wśród tamtejszych Polaków ogromne zaufanie, czego dowodem, iż w okresie
          plebiscytowym udało się jej pozyskać napowrót bardzo wielu zniemczonych
          Polaków, którzy dzięki pruskiemu wychowaniu zapomnieli o swem właściwem
          pochodzeniu. Założycielem, prezesem i duszą GPL jest dr Ogórek (...). Pomyślny
          wynik plebiscytu, to jego głównie zasługa, jego bowiem zabiegom i staraniom
          zawdzięczać należy przystąpienie do partyi całego mnóstwa zgermanizowanych
          Polaków, a także i uczciwie myślących Niemców, skłonnych do zgodnego współżycia
          z Polakami. (...) Ze strony Niemców wycierpiał wiele, nie zrażony tem walczył
          dalej skutecznie świecąc innym przykładem i stanowiąc wzór polityka, świadomego
          swych celów i nie uginającego się pod najcięższym nawet ciosem.”
          Dalej były informacje m. in. o Trunkhardcie. Jest to najpochlebniejsza z opinii
          na jego temat: „Niezapomniane wprost zasługi wobec polskiego społeczeństwa a w
          szczególności dla Górnośląskiej Partii Ludowej położył Artur Trunkhardt (...).
          Wybitny publicysta i doskonały mówca (...), nie mogąc się pogodzić ze
          zbrodniami hakatystów, dokonywanymi na narodzie polskim, przeszedł otwarcie na
          naszą stronę i jest jednym z najzagorzalszych rzeczników sprawy polskiej, czego
          dowody składa stale w organie [„Katholische Volkszeitung”], cieszącym się
          ogromną popularnością wśród ludności górnośląskiej. Znając dobrze Niemców, ich
          bezwzględność, zachłanność i perfidię, umie też przeciwdziałać im skutecznie.
          Występuje śmiało i otwarcie przeciw wszelkim nadużyciom, a to ściąga na jego
          głowę prześladowania. Urządzano już na niego zamachy, wyznaczono nawet nagrodę
          w kwocie 10 tysięcy marek za zgładzenie go, pozostaje przecież mimo wszystko
          wiernym raz obranemu kierunkowi i sprawy naszej broni z zapałem, jakiego nie
          powstydziłby się rodowity Polak. W obawie o swe życie z rewolwerem się nie
          rozstaje, ma go obok siebie i przy pracy w lokalu redakcyjnym.”
          Dowódcą Grupy Operacyjnej „Południe” Dowództwa Obrony Plebiscytu, obejmującej
          m. in. powiat rybnicki, został płk Bronisław Sikorski „Cietrzew”, który
          kwaterował u Trunkhardtów. Gdy wybuchło III powstanie Trunkhardt otrzymał od
          niego „wszystkie rozkazy dla miasta i okolicy”, m. in. rozkaz mobilizacyjny
          wydany 3 maja 1921 r. W mieszkaniu Trunkhardtów „opracowywano plany
          strategiczne z udziałem (...) Sikorskiego, dr. Różańskiego, dr. Białego,
          kapitana Larysza, Witczaka, Teofila Bieli i innych”. Trunkhardt brał udział w
          dezinformowaniu włoskich oficerów sugerując, że wybuch powstania Polacy
          planowali dopiero na sierpień. Wchodził w skład dowództwa Grupy „Południe” .
          • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:16
            c.d. do A. Trunkhardta
            Podczas walk o Rybnik Niemcy i Włosi bronili Zakładu Psychiatrycznego.
            Trunkhardt brał udział w paru natarciach. Kiedy padli dwaj żołnierze włoscy,
            interweniował kontroler powiatowy, hr. Asinatio de Brenezzo. Powstańcy
            skorzystali z okazji i zaproponowali rozmowy o poddaniu Zakładu. W sztabie
            włoskim nie od razu zgodzono się na konferencję. Trunkhardt zablefował więc, że
            powstańcy wycofają się „kilometr poza miasto, aby mieć dobry obstrzał dla
            artylerii. Nie mając już wątpliwości, że sprawa jest poważna” Włosi zgodzili
            się na pertraktacje. Osiągnął „po nocnej konferencji z wyższymi oficerami wojsk
            francuskich i włoskich to, że zakład zostanie opróżniony, jak tylko Niemcy będą
            mieli wolną drogę w kierunku Raciborza”, ale pod warunkiem, że wyjdą bez broni.
            Kiedy 4 maja obrońcy Zakładu Psychiatrycznego wsiadali do pociągu Trunkhardt
            widział, że wbrew umowie byli uzbrojeni, jednak pozwolono im wyjechać z Rybnika
            i dojechać aż do Suminy. Tam „transport został rozbrojony. Broń ułożono w 6
            dużych stertach. (...) lokomotywę i salonkę z oficerami angielskimi i włoskimi
            odłączono od wagonów. (...) pojechały „zwycięsko” do Raciborza, ale Orgesche”
            trafili do obozu jenieckiego w Nowym Bieruniu.
            Po tej akcji Trunkhardt awansował i objął w sztabie Grupy „Południe” funkcję
            oficera „do specjalnych rozkazów na frontach i wewnątrz” . Wśród tych spraw
            było m. in. likwidowanie zatargu dyplomatycznego, po starciu powstańców z
            oddziałem włoskim w lasach między Czerwionką a Knurowem, gdzie razem z dowódcą
            poległo 21 a do niewoli trafiło120 żołnierzy włoskich. Inne akcje miały miejsce
            podczas walk o Górę św. Anny, gdzie eskortował m. in. dwóch rannych jeńców z
            oddziału „Furst von Lowenstein” i jednego inżyniera. Na początku trzeciej
            dekady maja doszło do konfliktu między dowództwem Grupy „Południe” a W.
            Korfantym o wypłatę zaległego żołdu powstańczego. Korfanty ostatecznie
            przyrzekł wysłać trochę pieniędzy. Trunkhardt zabezpieczał tę „aprowizację i
            żołd dla powstańców” .
            Po likwidacji III powstania Trunkhardt powrócił do wykonywania funkcji w radzie
            miejskiej Rybnika. Działał tam najpierw w komisji informacji politycznej.
            Prawie równocześnie pracował w wydziale polityczno–prasowym Naczelnej Rady
            Ludowej i wszedł do Wydziału Powiatowego dla Ustalenia Szkód Spowodowanych
            Ruchem Powstańczym w Rybniku. Znalazł się więc, jako przedstawiciel GPL w
            instytucjach ważnych dla normalizacji życia na polskim Śląsku.
            Już wczesną jesienią 1921 r. w Genewie przed tzw. Komisją Czterech Rady Ligi
            Narodów Trunkhardt bronił „interesów narodu polskiego (...) przeciwko
            odwlekaniu przyłączenia Śląska do Polski przez Aliantów” .
            W listopadzie 1921 r. wszedł obok M. Różańskiego, F. Białego, W. Malinowskiego,
            A. Paulczyka ( również z GPL) i F. Wieczorka do nowego zarządu magistratu
            Rybnika. Obejmując kierownictwo wydziału mieszkaniowego i opieki społecznej
            musiał się zająć zakwaterowaniem i zatrudnieniem kilku tysięcy uchodźców z
            powiatów raciborskiego, kozielskiego, gliwickiego i strzeleckiego . Potępiał
            działania szowinistów niemieckich (sądy doraźne, skrytobójstwa, terror
            tzw. „Rollkommandos”), ale i krytykował odwetowe reakcje strony polskiej .
            Na przełomie 1921/ 1922 r. na Górnym Śląsku pojawił się dyplomata angielski,
            płk R. V. Williams, nazywany „Aniołem Pokoju”. Trunkhardt polemizował z nim
            podczas zebrań. Pisał, że szargał on imię Górnoślązaków na arenie
            międzynarodowej. .
            W początkach 1922 r. łączyły go ścisłe związki organizacyjno–personalne z
            odsuwanym przez Korfantego kierownictwem OVP . W przededniu wkroczenia do
            Rybnika wojsk polskich znalazł się w społecznym Komitecie Centralnym dla
            Zorganizowania Dnia Połączenia z Macierzą, po przyłączeniu Śląska – Artur
            Trunkhardt otrzymał obywatelstwo polskie, o czym wspominał, jako szczególnym
            wyróżnieniu .
            Od 6 czerwca 1922 r. Trunkhardt zaczął występować w stopce
            redakcyjnej „Katholische...”, jako „Chefredakteur und Verleger”. Przed wyborami
            do Sejmu Śląskiego doszło do polaryzacji politycznej w województwie . Przywódcy
            GPL, J. Piprek i A. Potempa, którzy podpisywali w jej imieniu odezwy NRL,
            działali w jej komisjach (m. in. zajmującej się „podniesieniem do dawniejszej
            intensywności” polskiego życia narodowego po III powstaniu), proponowali
            rokowania z PPS, gdy wycofała swoich delegatów z NRL, atakowali Komisję
            Międzysojuszniczą za szykanowanie np. „Oberschlesische Grenzzeitung”, czy
            przedstawiali zażalenia urzędników – Górnoślązaków z Wydziału Skarbowego NRL na
            ich upośledzenie w stosunku do urzędników z innych dzielnic Polski – za sprawą
            Korfantego odeszli z partii . Jedynie Trunkhardt próbował ją ratować pod
            szyldem Schlesische Volkspartei–Śląskiej Partii Ludowej. Za to oraz za poparcie
            dla ZZP i NPR Korfantyści odcięli się od niego. 24 września nowa partia
            poniosła w wyborach sromotną klęskę i jej działalność załamała się .
            • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:18
              c.d. do A. Trunkhardta
              W 1923 r. wznowione zostały konfiskaty jego gazety. Jednym z nielicznych
              zachowanych po konfiskatach numerów „Katholische...” z lat 1922–1923 był numer
              z 3 maja 1923 r., wydany w starannej szacie graficznej, z wielkim napisem w
              języku polskim „Cześć Ojczyźnie” na pierwszej stronie .
              Z Kroniki wynika krytyczny stosunek Trunkhardta do Związku Obrony Kresów
              Zachodnich, którego działaczy określił wprost, jako polskich hakatystów. W
              połowie lat 20 – tych znalazł się w opozycji wobec sprawujących w autonomii
              śląskiej władzę Korfantystów.
              Na początku stycznia 1924 r. przypomniały sobie o nim władze wojskowe: został
              zaproszony przez korpus oficerski garnizonu Bielska–Białej na bal oficerski.
              „Volksbund” często wtedy występował do „Ligi Narodów” przeciw działaniom władz
              polskich w województwie śląskim. Trunkhardt stawał w Genewie przed komisją Ligi
              Narodów i scharakteryzował „ skargi >> Volksbundu<< jako rewizjonistyczne
              wichrzycielstwo” ...
              We wrześniu 1924 r. na polecenie Rady Wojewódzkiej rozwiązana została rada
              miejska Rybnika. W styczniu 1925 r. rozpadł się dotychczasowy jego magistrat i
              od tego momentu redaktor nie wykonywał już funkcji publicznych .
              Pod koniec 1924 r., z pewnym pośpiechem, aby wykorzystać dokumenty miejskie i
              parafialne – Trunkhardt rozpoczął prace nad uzupełnieniem i nową
              edycją „Dziejów miasta Rybnika...” F. Idzikowskiego. Wydał je pod koniec 1925
              r., jako „Kronikę Rybnicką”, nakładem katowickiej drukarni „Vita” G.m.b.H.
              należącej do Kattowitzer Buchdrukerei und Verlag A.G., którą kierowali
              protestanccy członkowie Deutsche Partei . Sporo środków na wydanie „Kroniki...”
              pochodziło od prawie 40 reklamodawców, prezentujących swoje firmy w zakończeniu
              książki. Od następnego roku w drukarni tej zaczęto też
              wydawać „Katholische...”. Od 1925 r. jej redakcja mieściła się w mieszkaniu
              Trunkhardtów przy Sobieskiego 1 w Rybniku. W tym czasie gazeta wychodziła w
              nakładzie około 1000 egzemplarzy. Redaktorem odpowiedzialnym był J. Szczepański.
              Wobec przewrotu majowego w 1926 r. Trunkhardt przyjął postawę wyczekującą.
              Ogłoszenie przez wojewodę Grażyńskiego chęci ściślejszego scalenia Śląska z
              Polską wywołało u niego obawy, że jest to dalszy ciąg polityki polskich
              szowinistów , co do połowy 1927 r. powodowało dalsze
              konfiskaty „Katholische...” . W 1927 r. omówiono na jej łamach reportaż
              z „Liberte”, organu włoskich antyfaszystów przebywających na emigracji w
              Paryżu, o postępującej faszyzacji Włoch . Polemizując z koncepcjami
              Grażyńskiego gazeta pytała: „Ist die hier herrschende Entgermanissierung mit
              kath. Moral vereinbar?”. Dnia 18 listopada opublikowała ostry artykuł
              antymilitarystyczny i przemówienie A. Trunkhardta podczas uroczystości 30–lecia
              rybnickiego Katholischer Mannerverein . W grudniu podała, że za opublikowany 20
              maja tegoż roku artykuł pod tytułem: „Unter dem Eindruck der vergewaltigen
              Wahlen”, dotyczący unieważnienia wyborów komunalnych w Rybniku, został jej – w
              osobie redaktora odpowiedzialnego, J. Szczepańskiego – wytoczony proces
              prasowy.
              W listopadzie 1927 r. Trunkhardt został znów wybrany do władz Rybnika, jednak w
              1928 r. władze nie zatwierdziły go na honorowego członka magistratu .
              • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:19
                c.d. do A. Trunkhardta
                Charakterystykę poglądów Trunkhardta z tego okresu daje przegląd artykułów z
                pierwszej połowy 1928 r. W numerze z 6 stycznia „Katholische...” przy okazji
                informacji o ostatniej konferencji Chrześcijańskich Demokratów przypomniała, że
                Korfanty kiedyś powiedział „Demokracja Chrześcijańska to ja”, co redakcja
                zjadliwie spuentowała: „my o tym właściwie nigdy nie wątpiliśmy, gdyż wiemy kim
                jest >>ojciec<< tej partii. Znamy go osobiście”. W dalszej części artykułu
                zwrócono uwagę na postulat okręgowej konferencji ChD w sprawie rozszerzenia
                autonomii śląskich ch-deków, mimo tego, że Korfantyści i tak zawsze robili to
                co chcieli, nawet mimo sprzeciwów reszty partii. Dwa numery później, 10
                stycznia, redakcja zastanawiała się Czego brak dla zapewnienia pokoju? i
                odpowiadała: „Pokój od dawien dawna jest największym marzeniem społeczeństw, a
                biedny naród, który wylał tyle krwi, dąży do niego wszelkimi sposobami. Jednak
                rządzący, a zwłaszcza wielcy przemysłowcy, producenci czy to broni palnej, czy
                też chemicznej podjudzają ludy przeciw sobie, a dzięki temu mogą się pozbywać w
                nie koniecznie legalny sposób swoich towarów i zbijać majątki, ale tym samym
                mogą doprowadzić do nowej wojny światowej”. W numerze z 11 i 12 lutego wyśmiano
                mowę Korfantego w Sejmie Śląskim, wygłoszoną w duchu „Ślązacy ratujcie Waszego
                Wybawcę!”. Redakcja stwierdziła jednak, że nie jest jej sprawą śledzenie
                przedwyborczych zaczepek Korfantego, gdyż jest pewna, że jeśli dojdzie on do
                władzy, będzie walczył tą samą bronią, której obecnie się sprzeciwia. Wyrażono
                pogląd, że choć Korfanty głosi iż chce tylko pokoju i sprawiedliwości na
                zewnątrz i wewnątrz kraju, jednak nie ma wątpliwości, że w praktyce nic jeszcze
                na tym polu nie zrobił. „Brakuje mu miłości człowieka, która musi także być
                cechą etyki polityka”. Dwa dni później redakcja zarzuciła mu, że w swoich
                mowach obrzuca wyzwiskami przeciwników, nazywając ich bandytami i szpiegami,
                którzy nie chcą sprawiedliwości. W numerze z 24 lutego informowano m.in. o
                wybrykach antyniemieckich w Pszowie.
                Dla równowagi 29 lutego „Katholische...” zarzuciła sanacji, że od czasu
                przewrotu majowego, kiedy Piłsudski prezentował się jako wybawiciel, który
                uratuje naród, przez co wszyscy spodziewali się sprawiedliwych rządów – w
                stosunkach gospodarczych nic a nic się nie zmieniło. „Sanacja ma obecnie inną
                twarz niż w chwili dojścia Piłsudskiego do rządu”.
                Podczas kampanii wyborczej przed marcowymi wyborami do sejmu i senatu 2
                marca „Katholische...” zamieściła znamienny artykuł, zatytułowany: Uwaga!
                Niebezpieczeństwo faszyzmu. Jego autor krótko i zwięźle stwierdził, że „sanacja
                moralna” składa się z dwóch bloków wyborczych: bloku Korfantego i sanacyjnego,
                które tworzą dwie prawicowe partie polskie dryfujące ku faszyzmowi. „Uwaga
                więc, aby nie było za późno!” . Wkrótce po wyborach, 28 marca redakcja
                informowała o pobiciu Polaków w Bytomiu podczas zamkniętego wieczorku
                teatralnego, na który wdarła się dwudziestoosobowa bojówka, która krzesłami i
                kijami pobiła jego uczestników. Artykuł kończyły następujące stwierdzenia: „Tak
                jak ostro potępiamy zaczepki wobec mniejszości w Polsce, tak robimy to również
                w opisanym przypadku mniejszości Polaków w Niemczech. Na niemieckim Górnym
                Śląsku od dłuższego czasu panował spokój. Mniejszość polska mogła bez przeszkód
                urządzać swoje uroczystości. Jeżeli teraz ma się więc znów zacząć terror
                przeciw mniejszości polskiej w Bytomiu, to konsekwencją może być to, że podobne
                wydarzenia zaczną się dziać po drugiej stronie, na polskim Górnym Śląsku.
                Widać, że po obu stronach granicy są >>bohaterowie<<, którzy chcą rozpętać
                nieporozumienia”.
                Dwa dni później, 30 marca, w artykule wstępnym, jako charakterystykę
                powszechnych nastrojów redakcja przytoczyła okrzyk posłów komunistycznych i
                ukraińskich na otwarcie sesji otwierającej nową kadencje sejmu: „Precz z
                faszystowskimi rządami Piłsudskiego!”, zaznaczając, że z przemówień
                programowych marszałków, dyktatora i prezesa Rady Ministrów wynika, że
                dyktatura jeszcze się nie zakończyła i trzeba się liczyć z różnymi
                niespodziankami. Artykuł „Der Missklang im lager der Sanacja” w pierwszym
                zdaniu stwierdzał, że obóz piłsudczyków, zwany „sanacją moralną”, z moralnością
                nic wspólnego nie ma, przeciwnie – składa się częściowo z elementów o niezbyt
                jasnej przeszłości. Co więcej – nie ma też żadnej koncepcji programowej, a to
                jest gorsze od braku moralności. Dalej pada stwierdzenie, że politykę
                mniejszościową na Górnym Śląsku sanacja prowadzi na modłę meksykańskich
                rebeliantów. „Gdzie się podziewa równość społeczna, do której dąży Marszałek
                Piłsudski?”. W artykułach z dnia następnego „Katholische...” zwracała uwagę, że
                Lubomirscy, Sapiehowie i Radziwiłłowie, którzy popierali Sławka czują się
                pokrzywdzeni i nie startują na wicemarszałków sejmu. Redakcja wyraziła
                nadzieję, że marszałek Daszyński, choć podporządkował się Piłsudskiemu, nie
                zdradzi jednak partii demokratycznych, a raczej zrzeknie się mandatu marszałka
                Sejmu.
                W kwietniu i maju gazeta Trunkhardta najpierw w artykule Straszne liczby
                przypomniała o braku mieszkań, chorobach, zwłaszcza gruźlicy, wskazując, że z
                kasy państwowej na te cele wydaje się za mało, jednak na zbrojenia jest
                gotówka; następnie w tekście Dzień pamięci narodowej Polaków przypomniała o
                rocznicy zamachu majowego i zauważyła, że Piłsudski bardzo szybko przeszedł na
                prawo. Przypomniała, że w 1926 r. głosił, iż nie będzie szedł w ślady
                poprzednich rządów i weźmie się za sprawiedliwe rządy dla ludu i pytała, co
                przez ten czas w tej sprawie uczynił? Jednak najciekawiej brzmiał artykuł
                redakcyjny Na 3 Maja, w którym redakcja zwracała uwagę, że istnieją obawy co do
                utrzymania praworządności ze strony śląskiej sanacji, ale i „niektórzy Niemcy
                robią wszystko, aby sabotować prawo i porozumienie ogólnonarodowe, aby wnosić
                niepokój do dalszego życia polskich Górnoślązaków. Są oni źródłem, z którego
                szowiniści polscy biorą pożywkę do wrogości narodowej. Większość niemieckiej
                mniejszości popiera państwo polskie i jest wierniejsza w swoich czynach niż
                niejeden stuprocentowy Polak”. Artykułując takie życzenia obywateli jak
                jedność, zgoda, pokój i dobrobyt, gazeta Trunkhardta dodawała: „oby duch
                tolerancji i przychylność dla tolerancyjnych działań, które cechują szlachetne
                dusze narodu polskiego – zwyciężyły, oby zostały ujawnione czyny niektórych
                przywódców, którzy mienią się wybawcami narodu polskiego. Wtedy dzień 3-go Maja
                stanie się dla całego narodu polskiego – bez względu na różnice językowe –
                prawdziwym świętem zdrowia narodu”.
                W lipcu „Katholische...” pisała o korupcji w śląskiej sanacji i o napięciach
                między Piłsudskim a Bartlem. W wrześniu o przewidywanych zmianach w rządzie .
                Artykuł z października 1928 r. o zabójstwie Semena Petlury w Paryżu jako motyw
                zbrodni wskazał jego wcześniejszą antyżydowską działalność na Ukrainie. W
                listopadzie 1928 r. Trunkhardt w artykule „Meine Eintreten fur Polen” napisał,
                że opowiadając się od początku okresu plebiscytowego za Polską, podając swoje
                nazwisko, nie walcząc w masce ani z ukrycia – przeciwstawiał się nie narodowi,
                ale nacjonalistom niemieckim. Nie wyrzekając się swoich czynów sprzed lat,
                przywołał w artykule nazwiska ludzi, z których działalnością się utożsamiał,
                takich jak dr Biały, Różański, Ogórek czy Paulczyk .
                • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:21
                  c.d. do A. Trunkhardta
                  W roku 1929 Trunkhardta włączył się do tworzenia nowej organizacji, która miała
                  skupić krytycznych wobec „Volksbundu” Niemców. Zawiązali ją w styczniu 1929 r.
                  niemieccy urzędnicy huty „Bismarck” w Hajdukach Wielkich, którym patronował
                  naczelnik gminy, Karol Grzesik. „Deutscher Kultur- und Wirtschaftsbund fur
                  Polnisch–Schlesien” 27 lutego odbył w Królewskiej Hucie zjazd delegatów z
                  Wielkich Hajduk, Królewskiej Huty i Rybnika. Związek deklarował zgodne
                  współdziałanie z władzami polskimi, lojalne wypełnianie obowiązków
                  obywatelskich, łagodzenie tarć narodowościowych i rezygnację z ambicji
                  politycznych, stawiając na rozwój samopomocy gospodarczej i pielęgnowanie
                  tradycji kulturalnych. Była to organizacja prorządowa i prosanacyjna –
                  przywódcy uzyskali audiencję u Grażyńskiego – a przez to izolowana przez
                  nacjonalistów niemieckich i Korfantystów. W grudniowych wyborach komunalnych,
                  pomimo 100 tyś. zł wsparcia ze środków państwowych DKWPS poniósł porażkę,
                  jednak poprzez tą formację Trunkhardt zaczął się wiązać z sanacją śląską . Od
                  połowy 1929 r. utrzymywał też kontakty z jego samodzielną grupą w Łodzi .
                  Kiedy wojewoda Grażyński zaczął ataki na Sejm Śląski, w grudniu 1929
                  r. „Katholische...” podjęła krytykę władz wojewódzkich za brak konkretnych
                  działań i chwiejność, a potem broniła statutu Organicznego i roli Sejmu
                  Śląskiego .
                  W kontekście tej polityki redakcyjnej „Katholische Volkszeitung” trzeba
                  sytuować opinie prasowe jego politycznych przeciwników, które stały się
                  podstawą do tezy o zagadkowej polityce redaktora „Katholische...” i do
                  twierdzenia, że po 1922 r. rozeszły się „drogi Trunkhardta i Polaków”, a jego
                  gazeta „stała się pismem niemieckim z ducha i przekonań” . Jednak fakt, że ktoś
                  jest w opozycji wobec konkretnej polityki konkretnych rządów nie może być
                  podstawą do tak daleko posuniętych ocen.
                  Gdy DKWPS zaczął się rozsypywać w grudniu 1930 r. Trunkhardt zawiązał komitet
                  organizacyjny górnośląskiej komórki międzynarodowej Ligi na rzecz Pokoju Ludów
                  pod nazwą Liga fur Volksfrieden. „Celem tej organizacji było stworzenie
                  ugodowej platformy pomiędzy polską a niemiecką ludnością, opartej na lojalnym
                  stosunku mniejszości do państwa polskiego”. Liga miała być ogólnopolska,
                  ponadregionalna. Trunkhardt stanął na jej czele, a „Katholische...” została
                  ostatnim pismem reprezentującym tendencje pojednawcze wśród górnośląskich
                  Niemców. Sanacja odniosła się do tej jego inicjatywy z rezerwą .
                  Latem 1930 r., gdy w wyniku walki korfantystów z Grażyńskim większość w Sejmie
                  Śląskim zdobyła mniejszość niemiecka – „Katholische...” informowała o
                  konflikcie Grażyńskiego z Sejmem Śląskim, ale w sposób wyważony. Po rozwiązaniu
                  Sejmu Śląskiego gazeta postawiła zarzuty finansowe przywódcy śląskich
                  separatystów, J. Kustosowi, który zaczął ujawniać proniemieckie sympatie a
                  Trunkhardt procesował się z nim, aby zablokować jego udział w ponownych
                  wyborach.
                  Najlepszą ilustracją zmiany postawy „Katholische...” był numer wydany w
                  przeddzień nowych wyborów. Tytuł na pierwszej stronie głosił: „Marszałek
                  Piłsudski nigdy nie pozwoli opozycyjnej większości sejmowej, żeby go zmusiła do
                  ustąpienia. Słowo do wyborców Sejmu warszawskiego. Na które listy mamy
                  głosować? Przeciw rozkładowi i bezowocnej opozycji”... Po zwycięskich dla
                  sanacji wyborach numery były utrzymane w podobnym tonie .
                  W 1931 r., z okazji 40–tej rocznicy ogłoszenia przez papieża Leona XIII
                  encykliki „Rerum Novarum”, Trunkhardt został wybrany honorowym prezesem i
                  honorowym członkiem Polskiego Związku Katolickich Robotników i Rzemieślników
                  św. św. Józefa, Jerzego i Barbary .
                  W lipcu 1931 r. drukarnia „Vita” G.m.b.H. zaczęła drukować „Rybniker Anzeiger”
                  w celu przeciwdziałania wpływom „Katholische...”. W odpowiedzi – Trunkhardt
                  przeniósł swoją gazetę do innej drukarni i w trzecim kwartale 1931 r.
                  opublikował informacje o finansowaniu pism oraz akcji rewizjonistycznych przez
                  rząd Rzeszy. Zawierały one nazwiska konkretnych działaczy niemieckich. W tym
                  okresie gazeta miała 250 prenumeratorów .
                  Biorąc pod uwagę, że w latach 1932–1936 w Rybniku działał samodzielny okręg
                  (Bezirkvereinigung) Volksbundu, a kierowane przez Trunkhardta (?) Towarzystwo
                  Wsparcia dla Potrzebujących Pomocy (Verein zur Unterstutzung Hilfbedurftiger
                  Mitglieder) z Rybnika współpracowało z rybnicką grupą terenową Volksbundu,
                  czyli strukturą niesamodzielną – można wnioskować, że współpraca ta miała
                  miejsce przed utworzeniem tam w 1932 r. samodzielnego okręgu Volksbundu.
                  Dnia 19 stycznia 1932 r. „Katholische...” przekształciła w swoją mutację
                  wydawaną od maja 1931 r. gazetę z Chojnic na Pomorzu – „Pommereller Neuste
                  Nachrichten”. Wiązać to należy z rozwojem Deutsche Volkspartei w Bydgoszczy,
                  partii – jak OVP, SchVP, czy DKuW oraz Ligi – stojącej na gruncie lojalności
                  wobec państwa polskiego . Można się zastanowić, czy środki na ten cel nie
                  pochodziły z funduszy przejętych za pośrednictwem Verein zur Unterstutzung
                  Hilfbedurftiger Mitglieder od rządu Rzeszy i Volksbundu. W odpowiedzi nasiliły
                  się próby oskarżenia go pod różnymi pretekstami.
                  • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:22
                    c.d. do A. Trunkhardt
                    W styczniu 1933 r. Trunkhardt przeniósł gazetę do zakładu „Grafia” w
                    Katowicach, gdzie tłoczono także „Der Deutsche in Polen”, pismo Deutsche
                    Christliche Volkspartei, kierowanej przez dr. Eduarda Panta. Zmieniła się szata
                    graficzna, pojawiło się samookreślenie „Unparteilische Oberschlesiche
                    Grenzzeitung”. W rybnickim mieszkaniu Trunkhardtów zbierano informacje i
                    redagowano gazetę pod dyktando Trunkhardta. Materiał przepisywała na maszynie
                    pani Breitkopf. Potem przesyłano go do Katowic, gdzie procesem wydawniczym
                    zajmowała się sekretarka redakcji, pani Urbaniec. W sumie
                    redakcję „Katholische...” tworzyło siedem osób; oprócz już wymienionych – m.in.
                    Józef Michalczyk. Kolejne numery przynosiły ataki na niemieckie prowokacje
                    radiowe przeciw Polsce, na mordy nacjonalistów i autorytarne metody nowych
                    niemieckich rządów. W numerze 4 z 8 stycznia 1933 r. „Katholische...”
                    zamieściła proroczy artykuł redakcyjny pod tytułem Kriegsgefahren, w którym
                    przewidywała, że rok ten skutkiem kryzysu gospodarczego i kapitalistycznego
                    upadku przyspieszy tempo zbliżania się nowej wojny .
                    Od listopada tego roku Trunkhardt zaczął wydawać dwutygodnik satyryczny „Die
                    Spritze”, który nawiązywał do tradycji plebiscytowego „Kocyndra”. Redaktorem
                    odpowiedzialnym był J. Michalczyk z Rydułtów. Po zawarciu paktu o nieagresji
                    miedzy Polską i Rzeszą (26 stycznia 1934 r.) pismo przestało się ukazywać.
                    Natomiast „Katholische...” zwiększyła nakład, zaostrzyła ataki przeciw
                    niemieckiemu faszyzmowi a „Die Spritze” wychodziła jako jej kolorowa wkładka .
                    Równocześnie Trunkhardt wydawał „Prawo Śląska” w języku polskim .
                    Właśnie wówczas, 15 grudnia 1933 r. otrzymał zezwolenie na posiadanie broni .
                    Na przełomie 1933 i 1934 r. aktywistyczna postawa Trunkhardta i działalność
                    Ligi na rzecz Pokoju Ludów została skompromitowana ujawnieniem jego machinacji
                    finansowych . Według niektórych „wyszły na jaw machinacje kryminalno–finansowe
                    redaktora >>Katholische Volkszeitung<<, które zdyskwalifikowały go jako
                    partnera politycznego” .
                    Można to wiązać m.in. z faktem, że jako przewodniczący Ligi Trunkhardt musiał
                    wiedzieć, że należeli do niej m.in. niemieccy komuniści. Gdy zatem po przejęciu
                    władzy hitlerowcy aresztowali i skazali na śmierć dwóch komunistów, synów
                    piekarza Grzysika z Chwałowic pod Rybnikiem – Trunkhardt wystąpił w ich
                    obronie do rządu polskiego i organizacji międzynarodowych, żądając podważenia
                    prawomocności tych wyroków, gdyż byli oni obywatelami Rzeczypospolitej. „Za to
                    wytoczony został Trunkhardtowi karny proces. Trunkhardt nie uległ i nie poddał
                    się, ale wyjaśnił sądowi, że i w przyszłości nadal będzie tak sprawę
                    traktował” . Wyszło wówczas na jaw, że Liga miała wsparcie pacyfistów
                    niemieckich i austriackich i została przyjęta do międzynarodowej Liga fur
                    Menschenrechte .
                    Dojście Hitlera do władzy zaczęło nowy etap aktywności Trunkhardta. Jeszcze
                    przed jego notyfikacją w Polsce artykułem redakcyjnym wypomniał mu telegram do
                    zabójców Piecucha. „Krótko przed dojściem do władzy Hitler wysłał do tych
                    morderców telegram, w którym pisał: >>Moi towarzysze, jest dla mnie
                    niezrozumiałe, że śmierć po dwakroć wybrakowanego człowieka spowodowała
                    zatrzymanie sześciu prawdziwych niemieckich mężów. Moją godnością jest Wasza
                    godność i Wasza wolność<<. Polscy urzędnicy państwowi dopatrzyli się w tym
                    poważnej zniewagi niemieckiego kanclerza” i Trunkhardt musiał stawać przed
                    sądem.
                    W końcu czerwca po rozprawie w Chorzowie, podczas której wygłosił oskarżając
                    reżim hitlerowski dwie prawie godzinne mowy, został uniewinniony. W lipcu
                    Ambasador Rzeszy interweniował w polskim MSZ, twierdząc, że zachowanie
                    chorzowskiego prokuratora i sędziego było stronnicze. MSZ przekazało tę
                    interwencje do MSW, które odpowiedziało, iż w sprawach działalności
                    niezawisłych sądów w Polsce interwencje Ambasady Niemieckiej są
                    niedopuszczalne. Zresztą w tym czasie „Katholische ...” miała poparcie wojewody
                    Grażyńskiego, a Trunkhardt był uważany w latach 1934–1935 za lidera DChVP w
                    Rybniku.
                    Już w sierpniu 1934 r. „Katholische...” ponownie zaatakowała Hitlera. W trzech
                    numerach ukazały się artykuły opisujące rozstrzelanie na rozkaz Hitlera jego
                    przeciwników politycznych w Wiesee i informujące o morderstwach politycznych w
                    III Rzeszy, dokonywanych „przez brunatnych babdytów”. Na wniosek starosty
                    rybnickiego numery 120, 123 i 127 zostały skonfiskowane, a prokurator wniósł w
                    trybie przyspieszonym akt oskarżenia. Ambasada Niemiec doprowadziła 21
                    października 1934 r. do procesu przed Sądem Okręgowym w Rybniku. „Sala sądowa w
                    Rybniku była przepełniona po korytarz. Była obecna poważna prasa zagraniczna.
                    Stawił się ambasador niemiecki w Polsce. Występowałem bez adwokata – wspominał
                    Trunkhardt – mówiłem przez dwie i pół godziny, przedkładałem dowody na to, jak
                    głęboka jest nienawiść, jak zakłamane są przyjacielskie mowy Hitlera w stosunku
                    do Polaków mimo zawartego paktu o przyjaźni. Na sali doszło do zamieszek i
                    rękoczynów między Polakami i ludźmi Hitlera. Powodem tumultu było to, że
                    wykrzyczałem: >> Od panowania Wilhelma II świat był przyzwyczajony do niejednej
                    rzeczy. Co jednak ma powiedzieć o rządzie Hitlera, który ogłasza
                    nacjonalistycznym świętym sprawcę grabieży i stręczyciela Horsta Wessela!<< Ani
                    urzędnicy sądowi, ani dzwonek sędziego, ani grożenie prokurą nie mogły uspokoić
                    wściekłości Niemców i powstrzymać aplauzu Polaków (do którego dołączył
                    korespondent prasy francuskiej)” . Według relacji J. Michalczyka, który był
                    korespondentem prasowym na tej rozprawie, miała ona „w następstwie mocnych
                    wzajemnych ataków między Trunkhardtem i prokuratorem bardzo burzliwy przebieg,
                    do tego stopnia, że przewodniczący Stawarski przerwał rozprawę na kilka dni.
                    Przyczyna tej ostrej wymiany zdań pomiędzy Trunkhardtem a prokuratorem leżała w
                    tym, że Trunkhardt zapodał do przesłuchania paru świadków, którzy uciekli z
                    niemieckich obozów koncentracyjnych. Prokurator określił owych świadków jako
                    bezwartościowych, a w ich miejsce zażądał jako świadków urzędników Hitlera a
                    wśród nich (...) Geringa. Trunkhardt otoczył owych komunistycznych świadków
                    opieką, a świadków zapodanych przez prokuratora określił jako podpalaczy, jako
                    bandytów i bandę morderców” .
                    Po wznowieniu rozprawy sąd skazał go na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na
                    dwa lata, pokrycie kosztów sądowych i ogłoszenie sentencji wyroku w prasie.
                    Trunkhardt i prokurator Hansel wnieśli apelacje. Sąd apelacyjny w Katowicach
                    wyrok zatwierdził, a Sąd Najwyższy odrzucił apelację, stwierdzając, że choć
                    fakt obrazy miał miejsce przed notyfikacją Hitlera w Polsce, było powszechnie
                    wiadomo, iż to on będzie następcą Hindenburga. Artykuły Trunkhardta zatem
                    znieważyły „Wodza i Kanclerza Adolfa Hitlera, jako głowę państwa niemieckiego i
                    są w stanie zamącić stosunki dyplomatyczne między dwoma sąsiedzkimi państwami
                    opartymi na umowach międzynarodowych, zwłaszcza, iż notoryczną jest rzeczą, że
                    Wódz i Kanclerz Adolf Hitler cieszy się wśród ogółu obywateli Rzeszy
                    Niemieckiej bezgraniczną czcią i niezwykłym uwielbieniem”. Do tak wątpliwych
                    prawnie metod sięgnął „wymiar sprawiedliwości”, aby powstrzymać katolickiego
                    antyfaszystę z Rybnika.
                    • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:24
                      c.d. do A. Trunkhardta
                      Jednocześnie prokurator Hansel wytoczył redaktorowi nowy proces za obrazę
                      Hitlera, której miał się dopuścić przemawiając w czasie pierwszej rozprawy. W
                      trakcie owego drugiego procesu prokuratura przeoczyła termin apelacji, a proces
                      zakończył się uniewinnieniem. Wówczas ponownie w MSZ interweniował radca
                      Ambasady Niemieckiej, Schliepp, który w imieniu hitlerowskiego Auswartiges Amt
                      wyraził zdziwienie potraktowaniem sprawy przez prokuratora i zażądał ukarania
                      Hansela. MSZ zasugerowało MSW zawieszenie „Katholische...”. MSW nie zgodziło
                      się na to, wyjaśniając, że pismo jest lojalne wobec władz i państwa polskiego .
                      Na przełomie 1934 i 1935 r. Trunkhardt uczestniczył w dużym zebraniu
                      zorganizowanym przeciw ZSRS, podczas którego polemizował z referentami: carskim
                      generałem i franciszkaninem z Krakowa, nazywając ich podżegaczami i kłamcami.
                      Od tego czasu dochodziło do zatargów Trunkhardta z władzami kościelnymi na tle
                      stosunku do ZSRS. „Kler niejednokrotnie żądał, aby została skreślona nazwa
                      gazety >>Katolicka<<, gdyż jest ona wszystkim tylko nie katolicką. Jako dowód
                      opozycji przeciw klerowi, Trunkhardt nie zmienił nazwy (...) gazety” .
                      Niewątpliwie nie pomagało to Trunkhardtowi w rozwoju gazety.
                      Podczas kampanii przed wyborami w 1935 r. „Katholische...” Trunkhardta wezwała
                      do lojalnego udziału w wyborach. Odnotowała to nawet „Polska Zachodnia”,
                      nieoficjalny organ prasowy wojewody Grażyńskiego .
                      Po drugim procesie w 1936 r. Trunkhardt został skazany na 4 miesiące więzienia,
                      a w lutym 1937 r. w kolejnym procesie o zniewagę Hitlera skazano go na 6
                      miesięcy z zawieszeniem na dwa lata. W ostateczności uzbierał wyroków na dwa
                      lata więzienia. W związku z procesami z lat 1934–1936 stał się znany w całym
                      kraju. Mógł to być sygnał dla władz, że można go wykorzystać w akcjach
                      antyniemieckich i w celu kontrolowania śląskich komunistów.
                      Jak się to stało, że żaden z wyroków nie został wykonany, może wynikać stąd, że
                      najprawdopodobniej od 1935/1936 r. Artur Trunkhardt był specjalistą w
                      katowickiej Ekspozyturze Oddziału II A Sztabu Głównego WP. Według F. Danela,
                      prezesa rybnickiego ZBOWiD, wyjeżdżał jako agent do Francji skąd organizował
                      siatkę wywiadowczą na terenie Rzeszy. Tym też można tłumaczyć jego aktywność
                      wśród komunistów-antyfaszystów. Od tego najpewniej czasu raz na kwartał jeździł
                      wraz z dwoma innymi osobami z Katowic do Warszawy .
                      Po wybuchu wojny domowej w Hiszpanii miał kontakty z komunistami, którzy
                      podawali się za „Hiszpanów”, a kiedy w powiecie rybnickim aresztowano 22
                      młodych ludzi usiłujących się przedostać do Hiszpanii, Trunkhardt podjął się
                      ich obrony .
                      W końcu 1937 r. wstąpił do Związku Powstańców Śląskich. Starosta Rybnika, Jan
                      Wyglenda, 15 listopada 1938 r., poparł jego wniosek o ułaskawienie skierowany
                      do prezydenta I. Mościckiego. Sprawa o ułaskawienie toczyła się jeszcze w roku
                      1939. Ostatnie konfiskaty „Katholische...” miały miejsce w 1938 r. podczas
                      aneksji Zaolzia. Trunkhardt wyjaśnia to tak: „Warszawa nadal trzymała się
                      nienaturalnego paktu z Hitlerem i pozwoliła się namówić na wtargnięcie do
                      Czechosłowacji. Ze względu na moją postawę zagrożono mi Berezą Kartuską”. Pięć
                      dalszych aktów oskarżenia nie doczekało się rozstrzygnięcia – przerwał je
                      wybuch II wojny światowej .
                      W ostatnich dniach sierpnia 1939 r. Trunkhardt zgłosił się ochotniczo do
                      pszczyńskiego PKU i został skierowany do komendy powiatowej Ochotniczych
                      Oddziałów Powstańczych pod dowództwo N. Sobika.
                      • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:25
                        c.d. do A. Trunkhardta
                        Rankiem 1 września kiedy pierwsze czołgi hitlerowskie wjeżdżały w ulice
                        Rybnika , po zniszczeniu tajnych materiałów, opuścił mieszkanie i siedzibę
                        redakcji przy ul. Sobieskiego 1, podążając ul. Żorską. Uniknął ostrzału
                        volksbundowców z restauracji Lukaschka i dołączył do ostatniej grupy
                        uciekinierów, którzy ominęli wiadukt, dzięki jego informacjom, że ma być
                        wysadzony. Ucieczkę przerywały naloty i ostrzał czołgów. W trakcie strzelaniny
                        na ulicach Żor schronił się w klasztorze żeńskim. Rankiem następnego dnia
                        skorzystał z propozycji ukrycia się u rodziców Hiacynty Chrószcz w Radlinie. W
                        nocy z 2 na 3 września, gdy przekradał się do Radlina, został zatrzymany przez
                        patrol Hilfspolizei, jednak udało mu się zbiec. Po krótkim pobycie u
                        Chrószczów, znalazł dzięki pomocy A. i J. Grzegorzków schronienie w Pszowskich
                        Dołach. Jeszcze we wrześniu szpicle próbowali wyciągnąć od Chrószczów
                        informacje, gdzie się ukrywa. Do końca wojny byli pod kontrolą, zwłaszcza po
                        ogłoszeniu w „Oberschlesischer Wanderer” listów gończych i wyroków na
                        Trunkhardta. Wyznaczono za jego wydanie 100 tyś. marek. Większość jego
                        współpracowników, m. in. na Pomorzu, została uwięziona i wymordowana .
                        Na początku grudnia pracujący w krzyżkowickim urzędzie gminy F. Lisoń przez W.
                        Schlesingera przekazał mu, że jest poszukiwany przez Gestapo za działalność
                        antyniemiecką i 24 grudnia przeniósł się do domu Lisonia przy ul. Dolnej w
                        Krzyżkowicach. Tam ukrywał się w małej komórce na poddaszu. W sąsiednim domu
                        kwaterował SS-man, co oznaczało konieczność najwyższej ostrożności. Od tego
                        czasu, przez sześć lat okupacji Trunkhardt nigdy nie rozbierał się do snu.
                        Zawsze był ubrany, z pistoletem pod ręką i gotów do ucieczki. „Odległe ogrody,
                        pasieki lub psie budy bywały zastępczą kryjówką” ...
                        Z początkiem roku 1940 gestapo przeprowadziło likwidację majątku z mieszkania
                        Trunkhardtów w Rybniku. „Książki uznane przez Niemców za wrogie – wspominała M.
                        Trunkhardt – a wśród nich >>Kronika Miasta Rybnika<<, (...) zostały na rynku
                        spalone. Segregacja książek, pism i przygotowanie mebli do transportu trwało
                        kilka dni. Prace załadunkowe wykonywali więźniowie rybnickiego
                        więzienia”. „Straciliśmy wszystko co w latach 1919 do 1939 zaoszczędziliśmy”.
                        Trunkhardt w 1946 r. pisał: „>>Kronika Miasta Rybnika<< (...), gotowe rękopisy
                        dla książki p.t. „Polski naturalni przyjaciele na wschodzie i zachodzie”
                        oraz „Wielkie kłamstwo paktu”, jak również romanse, powieści i wierszyki –
                        wszystko to przez niemieckie Gestapo spalone” . Jeszcze zimą 1940 r. gestapo
                        poszukiwało Trunkhardta w klasztorze żeńskim w Kokoszycach. M. Trunkhardt i jej
                        córkę po powrocie 30 września z tułaczki pod Lwów oddano pod nadzór policyjny.
                        Utrata mieszkania, rewizje, kwaterowanie funkcjonariusza gestapo, Wagnera,
                        wreszcie – wiosną 1940 r. – wywóz szesnastoletniej Rity do obozu pracy w
                        Kłodzku dopełniają obrazu .
                        Tymczasem on przesyłał żonie niemieckie karty żywnościowe i odzieżowe wykradane
                        z urzędu gminy w Krzyżkowicach przez F. Lisonia. Z drugiej połowy 1940 r.,
                        okresu „bitwy o Anglię” zachował się fragment jego rękopisu zawierający próbę
                        analizy sytuacji politycznej, gospodarczej i militarnej w Europie . Od końca
                        1942 r. Trunkhardt za pośrednictwem łączniczki „Andzi” – o której zaczął pisać
                        powieść – utrzymywał kontakt z „grupą Kraszyna” w Rydułtowach. Później pod
                        pseudonimem „dr Sosna” pełnił funkcje organizatora i literata komórki AL . Zimą
                        1942/1943 rok policjant prawie odkrył jego kryjówkę. Tylko przypadkowa reakcja
                        H. Chrószcz uchroniła ich od śmierci. Podobna sytuacja powtórzyła się w grudniu
                        1943 r .
                        W 1943 r. zaczęły się rwać kontakty z żoną, która tymczasem zdobyła dla AK
                        plany kopalni Wiener–Neustadt, gdzie produkowano V-2, a w 1944 r. dzięki I.
                        Samol, pracownicy zakładu fotograficznego W. Wilka w Rybniku dostarczyła
                        zdjęcia rybnickich gestapowców . W ostatnich tygodniach przed wyzwoleniem
                        Trunkhardt przeniósł się do domu Krzykały w Krzyżkowicach.
                        Wyszedł z ukrycia w końcu marca 1945 r., po wyzwoleniu okolic Rybnika.
                        W „Antwort...” tak opisał te dni: „ Tak jak nigdy nie mogłem być bez roboty,
                        tak pomagałem (...) teraz na ostatek tych cierpień jako sanitariusz w Armii
                        Czerwonej. Sprawiało mi to fizyczną trudność, ponieważ musiałem się wpierw
                        znów nauczyć chodzić, musiałem wydobrzeć z wygłodzenia oraz przezwyciężyć inne
                        ciosy psychiczne i cielesne ” . Po zakończeniu działań wojennych, 23 maja,
                        sekretarz Powiatowego Komitetu PPR w Rybniku, Skrzypczyński, zwrócił się do
                        naczelnika gminy Krzyżkowice z żądaniem „nie robienia żadnych trudności (...)
                        obyw. Tronkartowi, który za czasów okupacji (...) ukrywał się w trudnym (...)
                        położeniu (...) znany (...) jest za (...) rządów sanacyjnych w (...) Rybniku
                        jako bojowy sprzeciwnik narodowego socjalizmu (...) zasługuje wobec tego ze
                        strony naszej na poparcie”. Podobne świadectwa wystawili mu J. Czapla i J.
                        Biały, którzy od czasów konspiracji współtworzyli rybnicki PPR. Również
                        miejscowy proboszcz ks. K. Pilawa potwierdził jego przedwojenną i okupacyjną
                        działalność .
                        W 1946 r. Trunkhardt podjął próbę wejścia do Związku Literatów i Dziennikarzy ,
                        jednak zwichnięte latami okupacyjnego „nie-istnienia” zdrowie oraz odmienne od
                        przedwojennych stosunki społeczne sprawiły, że nie udało mu się podjąć pracy
                        dziennikarskiej. Owo niepowodzenie zawodowe i brak środków utrzymania utrwaliły
                        rozbicie rodziny: on pozostał na stałe w Krzyżkowicach, jego żona i córka w
                        Rybniku.
                        Na początku lat pięćdziesiątych opracował kilkuset stronnicowy rękopis
                        autobiograficzny z lat okupacji „Pod tyranią hitlerowską” . W latach 1950–1952,
                        po odrzuceniu oferty pracy dla służb specjalnych został poddany ponownej
                        procedurze weryfikacji. Jego lojalność wobec narodu i państwa polskiego
                        potwierdzili m. in. J. Gutmaier, H. Chrószcz, P. Chrószcz i J. Michalczyk . Nie
                        poprawiło to jego sytuacji materialnej, aby więc zapewnić sobie środki do
                        życia, uzyskał licencję na działalność ziołoleczniczą, którą prowadził do lat
                        sześćdziesiątych. W roku 1957 ofiarował H. Piechockiemu egzemplarz „Kroniki
                        Rybnickiej”, który trafił do Muzeum w Rybniku z jego dedykacją. W październiku
                        został członkiem ZBOWiD, a 30 stycznia 1959 r. uchwałą Rady Państwa A.
                        Zawadzki nadał mu Śląski Krzyż Powstańczy . Trunkhardt dołączył go do Gwiazdy
                        Górnośląskiej, Krzyża na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi I klasy oraz
                        Virtuti Militari .
                        Aktywny do ostatnich dni, działając społecznie opracował i przygotował do
                        publikacji kronikę gminy Krzyżkowice. W marcu 1961 r. zamieścił w „Nowinach”
                        artykuł Strefy „prawdziwej niemczyzny”, opublikowany pod redakcyjnym tytułem
                        Głupie gadanie .
                        W maju 1965 r. po niemiecku wyjaśnił, dlaczego uważa się za Polaka. Kończył
                        następująco: „ Gdy spoglądam na wszystkie te lata, przez które służyłem
                        narodowi polskiemu, zawsze na nowo zdaję sobie sprawę, że każdy metr kwadratowy
                        polskiej ziemi jest zwierciadłem straszliwego męczeństwa. Mam wrażenie, jakby z
                        przesiąkniętej krwią ziemi polskiej powstać miały duchy zmarłych i pomaszerować
                        przeciw niemieckim bandytom wojennym, przeciw tym, co dostarczali gaz z IG
                        Trust, przeciw tym wściekłym, krwiożerczym psom z SS, SA, HJ, policji, gestapo,
                        wermachtu, przeciw niemieckiej inteligencji w togach i kitlach lekarskich – i
                        rzucić im w twarze, jak krwawe płomienie ognia swoje żale i oskarżenia. Myślę,
                        że poprzez zrozumienie tych wersów, które są jedynie krótkimi fragmentami,
                        dałem odpowiedź na często zadawane mi pytanie. Z pewnością są ludzie, którym
                        lata
                        • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.kapelusz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 22:27
                          koncówka do A. Trunkhardta
                          W maju 1965 r. po niemiecku wyjaśnił, dlaczego uważa się za Polaka. Kończył
                          następująco: „ Gdy spoglądam na wszystkie te lata, przez które służyłem
                          narodowi polskiemu, zawsze na nowo zdaję sobie sprawę, że każdy metr kwadratowy
                          polskiej ziemi jest zwierciadłem straszliwego męczeństwa. Mam wrażenie, jakby z
                          przesiąkniętej krwią ziemi polskiej powstać miały duchy zmarłych i pomaszerować
                          przeciw niemieckim bandytom wojennym, przeciw tym, co dostarczali gaz z IG
                          Trust, przeciw tym wściekłym, krwiożerczym psom z SS, SA, HJ, policji, gestapo,
                          wermachtu, przeciw niemieckiej inteligencji w togach i kitlach lekarskich – i
                          rzucić im w twarze, jak krwawe płomienie ognia swoje żale i oskarżenia. Myślę,
                          że poprzez zrozumienie tych wersów, które są jedynie krótkimi fragmentami,
                          dałem odpowiedź na często zadawane mi pytanie. Z pewnością są ludzie, którym
                          lata plebiscytu i wojny przyniosły więcej cierpień niż mnie. Nawet jednak
                          odrobina tego, co sprowadziły na mnie, wystarczy, aby zdruzgotać życie” .
                          Artur Trunkhardt zmarł 9 grudnia 1965 r. w Krzyżkowicach i tam został pochowany.


                          Roman Adler

    • amoremio Re: Ludzie na granicy 12.05.06, 00:25
      Roman, podej kwela - dziynki!
      • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.pip.gov.pl / 212.69.68.* 12.05.06, 09:24
        Dyć Ci go podom, ino co to je i jak sie go podaje?
      • Gość: Roman Adler Re: Ludzie na granicy IP: *.pip.gov.pl / 212.69.68.* 12.05.06, 13:39
        Jak mi powiysz co to je tyn kwel, to Ci go podom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka