niklot_swarozyc
18.07.03, 19:10
pozujących na naukowców niemieckich speców od „czystości rasowej”, nasi
bacowie i juhasi mieli być potomkami nordyckich pasterzy, którzy osiedlili
się przed wiekami w Tatrach „i nigdy nie zmieszali się z niższą, słowiańską
rasą”.
W 1942 roku powołano w Zakopanem Komitet Góralski, na którego czele stanął
Wacław Krzeptowski, żądny majątku i władzy renegat. Krzeptowski otrzymał od
Niemców tytuł Goralenfuersta, bacowie zwali go ironicznie „cysorzem”.
Komitet raźno wziął się do pracy, ale jej efekty były mizerne. Mimo
przekupstw, obietnic i gróźb deklarację przyjęcia „obywatelstwa góralskiego”
oraz wyrzeczenia się polskości podpisało ledwie 27 tysięcy osób, tj.
kilkanaście procent uprawnionych – i to często pod przymusem, albo pod
doraźnym wpływem alkoholu. Goralenvolk zdobył się jednak na czyn bez
precedensu w okupowanej Polsce: wystawił, za zgodą Niemców, własne wojsko –
Legion Góralski, który miał wejść w skład Waffen-SS!
***
Cudzoziemskie formacje SS długo będą wywoływać emocje wśród historyków. Nie
ulega wątpliwości, iż w koncepcji Nowej Europy panów Hitlera, Himmlera i
Goebbelsa znalazło się miejsce dla narodów zaliczanych do „rasy germańskiej”
(vel „aryjskiej” vel „nordyckiej”) – Duńczyków, Norwegów, Holendrów, Szwedów,
Szwajcarów oraz belgijskich Flamandów. Przedstawiciele tych nacji uzyskali
prawo do „zaszczytnej” walki w szeregach SS - o Zjednoczoną Europę pod
przewodnictwem Berlina. Z czasem, w obliczu trudnej sytuacji na frontach,
Niemcy zrezygnowali z wszelkich kryteriów rasowych, werbując do walki
wszystkich chętnych. Kierownictwo SS – antychrześcijańskiego „zakonu
rycerskiego”, odwołującego się programowo do germańskiej mitologii, okultyzmu
oraz pogańskich teorii rasowych – zezwoliło nawet na katolickich kapelanów w
dywizjach francuskiej i walońskiej, oraz na muzułmańskich imamów i mułłów w
oddziałach islamskich. Cóż, armia niemiecka była już nieźle
wykrwawiona, „armatnie mięso” stało się cenne...
***
Przegląd jednostek cudzoziemskich Waffen-SS zadziwia różnorodnością. Dywizja
pancerna „Wiking” – prawdziwa międzynarodówka – Duńczycy, Norwegowie,
Finowie, Szwajcarzy, Szwedzi, Holendrzy, Flamandowie. Dywizja „Nordland” –
Skandynawowie, Szwajcarzy, Estończycy, Francuzi, Brytyjczycy. Dywizja „Prinz
Eugen” – Niemcy, Serbowie, Rumuni, Węgrzy, Chorwaci. Dywizja
ukraińska „Galizien”, wsławiona masakrami ludności polskiej. Dywizja
bośniacka „Handschar”, mordująca Serbów w Bośni. Dywizja
albańska „Skanderbeg” – eksterminująca serbskich cywilów w Kosowie.
Trzy dywizje łotewskie; dwie węgierskie. Dywizje – białoruska, francuska,
flamandzka, walońska, włoska, holenderska, chorwacko-bośniacka, niemiecko-
węgierska, niemiecko-włoska.
XV Kozacki Korpus Kawalerii. Serbski Korpus Ochotniczy. Legion Hinduski.
Pułki – turkiestański i kaukaski. Dwa pułki rumuńskie. Pułk bułgarski.
Brygady- rosyjska RONA (okryła się hańbą w Powstaniu Warszawskim ) i tatarska.
Dwa bataliony hiszpańskie. Batalion fiński. Kompania szwedzka. Kompania
szwajcarska. Jednostki słoweńskie, słowackie, greckie. Garść Islandczyków i
Amerykanów. Jeden Japończyk.
Próbowano utworzyć, z jeńców wojennych, Wolny Korpus Brytyjski (zgłosiło się
ledwie 50 chętnych). Myślano o legionie polskim (nie zgłosił się nikt). W
okupowanej Rzeczypospolitej jedyną nadzieję dawali tylko „Aryjczycy” z
Goralenvolk.
***
Efekty formowania Legionu Góralskiego SS okazały się wszakże żałosne. Bacowie
i juhasi, nawet ci z „obywatelstwem góralskim”, wcale nie garnęli się pod
sztandary Zjednoczonej Europy Hitlera. Akcja werbunkowa dała pewne wyniki
jedynie wśród marginesu społecznego, również wśród osób specjalnie w tym celu
odurzanych wódką. Ci ostatni, zaraz po wytrzeźwieniu, gromadnie
dezerterowali; innych dyskwalifikowały komisje lekarskie (gł. z powodu chorób
wenerycznych i alkoholizmu „europejskich ochotników” z Podhala). Ostatecznie
z 400 niedoszłych góralskich SS-mannów mundury z trupią czaszką
przywdziało ... dwunastu.
***
Pomysł odrębnego „narodu góralskiego” wydawać się dzisiaj musi dziwaczny,
nawet śmieszny. A przecież na naszych oczach, aby ograniczyć prawa
Rzeczypospolitej do Śląska, próbuje się tworzyć jakiś „naród śląski”, zaś
wpływowi politycy zapowiadają likwidację państw narodowych oraz samych
narodów, promując „regionalizm” i niewielkie „wspólnoty etniczne”, posłuszne
odległej centrali w Brukseli (czy też w Berlinie...?). W przypadku Polski
oznaczałoby to powrót do czasów plemion – Polan, Wiślan, Pomorzan, Ślężan –
rozproszonych i słabych, a przez to bezbronnych wobec ekspansji sąsiadów.
Ku przestrodze przypomnijmy więc niewesoły los wodza Goralenvolku, „cysorza”
Krzeptowskiego.
***
W czasie okupacji hitlerowskiej zdecydowana większość społeczności góralskiej
opowiedziała się za polskością. Rozwijały się grupy ruchu oporu. Kolaborantów
otaczała pogarda i towarzyski bojkot; dwunastu najaktywniejszych padło od kul
podziemnych zespołów egzekucyjnych. Na ich szefie, Wacławie Krzeptowskim, od
1942 roku ciążył zaoczny wyrok śmierci. Do uszu „cysorza” docierały
niedwuznaczne proroctwa: „- Wacuś – bedzies wisioł!”.
Słowa wcielono w czyn. 21 stycznia 1945 roku Wacław Krzeptowski wpadł w ręce
partyzantów AK. W Zakopanem odbył się sąd nad zdrajcą. Niedługo potem
góralski „cysorz” dyndał już na wysokim świerku...
Slawa!
zraz.w.interia.pl/texty/ss.htm