Pierwsza dekada reform gospodarczych w Nowej Zelandii stała pod zankiem
stagnacji albo recesji. Między latami 1985 i 1992, kiedy gospodarki krajów
OECD urosły średnio o 20%, gospodarka Nowej Zelandii skurczyła się o 1%. Inne
obiektywne wskaźniki pokazują, że między rokiem 1984 a 1993, wzrost
wydajności (productivity) gospodarki Nowej Zelandii wynosił przeciętnie około
0.9% rok, głównie ze względu na masowe zwalnianie pracowników. Inflacja
wyniosła przeciętnie około 9% rocznie. Realne stopy procentowe pozostawały
nadmiernie wysokie. Bezrobocie podniosło się do bezprecedensowych poziomów.
Więcej osób emigrowało z Nowej Zelandii niż do niej imigrowało. Dług
zagraniczny Nowej Zelandii wzrósł czterokrotnie, a jej ocena zdolności
kredytowej została dwukrotnie zdegradowana. Inwestycje jako odsetek PKB
spadły o połowę a wydatki na badania i rozwój (R&D) spadły do połowy średniej
OECD. Kontrola startegicznych sektorów, takich jak finansowego,
energetycznego, transportu, telekomunikacji (z całą prawie infrastruktura
transportu i łączności) oraz wiele bogactw naturalnych jest obecnie w obcych
albo ponadnarodowych (transnational) rękach.
Według The Economist:
Wolnorynkowa medycyna nie zaczęła jeszcze pracować dla gospodarki Nowej
Zelandii, pomimo pewnego sukcesu w zmniejszaniu inflacji. Chociaż rolnictwo
nowozelandzkie jest (przynajmniej na papierze - LK) najwydajniejsze (most
efficient) na świecie, to staje ono wobec ograniczonego dostępu do
najbogatszych konsumentów świata w UE i USA, których rolnicy są wysoko
subwencjonowani. Słabszy dolar nowozelandzki uczynił eksport bardziej
konkurencyjny, ale nie aż tak, aby w pełni skompensować spadek jego wolumenu
i wartości. Społeczna tkanka (social fabric) Nowej Zelandii została mocno
dotknięta przez trudności gospodarcze. Bezrobocie i gwałtowna (violent)
przestępczość się powiększyła, podobnie jak tradycyjny eksodus
Nowozelandczyków do Australii. Stosunki między rasami też się pogorszyły,
szczególnie w Auckland, gdzie 1/3 populacji pochodzi teraz z Polinezji.
Polityczna niepewność i szkodliwe pęknięcia w przekształcającch się wciąż
rządach, mogą tylko utrudnić ożywienie gospodarcze.
***
Nowa Zelandia może być więc scharakteryzowana jako niewielki kraj z
gospodarką niezwykle zależną od eksportu produktów rolnych takich jak wełna,
mrożona baranina i masło, czyli ze strukturą eksportu kraju III świata.
Posiada ona mało zasobów mineralnych, choć jest samowystarczalna w węgiel i
energię uzyskiwaną z elektrowni wodnych i na gaz ziemny; co pozwala w pewnym
stopniu zmniejszyć import ropy naftowej. Jednakże ze względu na słaby rozwój
przemysłu przetwórczego, zmuszona jest ona importować olbrzymią większość
maszyn, środków transportu i chemikaliów. Gospodarka Nowej Zelandii jest więc
narażona na straty wynikające ze zmieniających się szybko cen i
nieprzewidywalnych warunków na rynkach wyrobów rolnych. Ponieważ polityka
gospodarcza polegająca na liberalizacji gospodarki przynosi niewielkie efekty
i na dodatek bardzo wolno, to jej wpływ na poprawę konkurencyjności
międzynarodowej można ocenić jako marginalny.
Jeszcze do niedawna Nowa Zelandia była dumna z bycia miejscem powstania
państwa dobrobytu (welfare state), z bycia pierwszym krajemu, w którym
kobiety otrzymały pełne prawa wyborcze i gdzie starano się zbudować
harmonijne, wielorasowe społeczeństwo. Dzisiaj, jednakże, staje się ona
niesławna z powodu tzw. “Nowezelandzkiego Eksperymentu” Teorie ekonomiczne ,
które nigdy nie zostały wypróbowane, a tym bardziej udowodnione, i to
gdziekolwiek indziej na świecie, stały się podstawą polityki rządu Nowej
Zelandii - najpierw w rękach rządu laburzystowskiego w latach 1984-1990, a
później kontynuowane, z równym, jeśli nie większym, zapałem, przez rządy
partii narodowej (National Party).
Zdaniem wielu komentatorów tzw. podstawowe zasady (fundamentals) owych
reform, takie jak liberalizacja handlu zagranicznego, ograniczenie roli rządu
w gospodarce, restryktywna polityka monetarystyczna, wyjęty spod kontroli
państwa rynek pracy i ograniczenia finansowe - zostały zaaprobowane a priori,
jako rzekomo oparte na tzw. zdrowym rozsądku i będące poza wszelką dyskusją.
Owa radykalna polityka kolejnych rządów Nowej Zelandii nie znosiła
jakielkolwiek krytyki. Był to zresztą klasyczny program restrukturalizacji
tradycyjnie narzucany biedniejszym krajom Trzeciego i Drugiego Świata przez
Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Jedyną różnicą było to, iż
Nowa Zelandia zrobiła to dobrowolnie. Polityka te jest też promowana w Nowej
Zelandii i za jej granicami jako model dla krajów rozwiniętych (członków
OECD). Ale należałoby raczej spojrzeć poza “maszynę dobrych wiadomości”
(”good news machine”

opłacaną przez beneficjentów owych reform, czyli big
business, i przeanalizować prawdziwe lekcje ostatnich nowozelandzkich dekad,
co było właśnie przedmiotem tego podrozdziału. Jak wynika z mej analizy,
efekty owych reform były conajmniej niejednoznaczne, jeśli chodzi o
sferę “czystej” ekonomii, a wręcz tragiczne, jeśli chodzi o sferę ekonomiczno-
społeczną. Tak więc na podstawie przeprowadzonej analizy mogę stwierdzić, iż
neoliberalne reformy gospodarcze i społeczne zakończyły się w Nowej Zelandii
jeszcze większym fiaskiem niż w Australii.
Zgodnie z “najlepszymi” Orwellowskimi tradycjami, we współczesnej nowomowie
(newspeak) zwolenników owych neoliberalnych reform “elastyczność rynku pracy”
znaczy obecnie w Nowej Zelandii pójście do łóżka nie wiedząc, czy będzie się
miało nazajutrz pracę. “Stabilność cen” oznacza nagłe wzrosty stóp
procentowych w odniesieniu do pożyczek mieszkaniowych i kart kredytowych oraz
hamowanie wzrostu gospodarczego przez Reserve Bank (centralny bank
emisyjny). “Odpowiedzialność finansowa” znaczy bezustanne cięcia po
zasiłkach, rentach i emeryturach. “Sprywatyzowane usługi państwowe” oznaczają
zaś koniecznośc wyboru, którą podstawową usługę utrzymać, przy czym
usługodawca nie musi się przed nikim tłumaczyć ze swych decyzji. “Motywacja
do pracy” znaczy zmniejszanie świadczeń socjalnych, aby zmusić ludzi do
wykonywania nisko płatnych i często niebezpiecznych prac. ”Rozszerzanie
podstawy podatku” znaczy przesuwanie obciążeń podatkowych od ludzi bogatych
do biednych. “Uwalnianie rynku” znaczy usuwanie wszystkich, w tym etycznych,
przeszkód do robienia wielkich zysków przez nieliczne elity
finasowe. “Deinstytucjonalizacja” znaczy zamykanie instytucji państwowych i
zrzucanie ich odpowiedzialności na społeczności lokalne. “Otwarta gospodarka”
znaczy sprzedaż, często za pół darmo, kapitałowi zagranicznemu, majątków i
zasobów należących do wszystkich obywateli. “Międzynarodowa rywalizacja”
znaczy zaś współzawodniczenie z krajami, których gospodarki są oparte na
pracy więzieniów i dzieci, powszechnym ubóstwie i degradacji środowiska
naturalnego, a “krótkoterminowy ból dla długoterminowego zysku” (“short-term
pain for long-term gain”

oznacza, ni mniej ni więcej, ból dla biednych, aby
bogaci mogli szybciej osiągnąć większe zyski. A tak ceniona przez
neoliberałów ”wolność wyboru” oznacza w praktyce “wybór” pomiędzy wydaniem
resztki pieniędzy pozostałych po opłaceniu podatków i rachunków na jedzenie
czy na ubranie - oraz “wybór” bez których z tych niezbędnych rzeczy można by
się na razie obejść.