viper39
12.04.05, 14:27
nie ma to jak Polska sluzba zdrowia, oszczedza kase panstwowa, zabiegi
eutanazji za darmoche, rodzina nie musi za to placic, no i zaklad pogrzebowy
o smierci wie wczesniej niz rodzina...
Łowcy skór: zgony cieszyły nas wszystkich
Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak, Łódź 12-04-2005, ostatnia aktualizacja 11-
04-2005 19:39
Kilka minut po podaniu pavulonu ustawał oddech, ciało wiotczało. Ale serce
stawało dopiero po 15 minutach, a czasem później. Zdarzało się, że - aby
uzyskać zgon - cała załoga wychodziła z karetki, np. na papierosa.
To chyba najbardziej wstrząsający fragment procesu łowców skór - wczoraj
sędzia Jarosław Papis zdanie po zdaniu czytał wyjaśnienia sanitariusza
Andrzeja N. złożone w śledztwie. Wtedy - po zatrzymaniu - N. przyznał się do
co najmniej 12 morderstw przy użyciu pavulonu. Opowiadał też o zbrodniach,
których mieli dopuścić się jego wspólnik sanitariusz Karol B. oraz lekarze, z
którymi jeździli w karetce.
Sala w głębokim milczeniu słuchała zeznań. Posłuchajmy ich i my:
Czy już? Czy jeszcze?
Proceder handlu "skórami" istniał od początku mojej pracy w pogotowiu 12 lat
temu. Pieniądze brali wszyscy: każda załoga kilkaset razy, więcej niż mam
włosów na głowie. Handel organizowali dyspozytorzy pogotowia, z których
najważniejszy to Tomasz S. (...) W początku 2000 r. zacząłem rozmawiać z
Karolem B., że nieraz babci można pomóc umrzeć.
Pavulon podałem co najmniej dziesięciu pacjentom w domu albo w karetce. Jeden
z przypadków podania pavulonu w karetce miał miejsce podczas przejazdu do
szpitala im. Kopernika. Pacjentka siedziała, Janusz K. [jeden z oskarżonych
lekarzy] kiwnął do mnie głową, odebrałem to jako zachętę do podania pavulonu.
Ok. pięciu minut od podania nachyliłem się do przodu i powiedziałem: "Lekarz,
chodź, pacjentka już kituje".
Przekazywałem też pavulon Karolowi B. Mówił mi, że używał go 10-15 razy.
Najpierw - jak mówił - przetestował działanie na kotach.
(...) Nie mieliśmy oporów w rozmowach z Karolem B. o zabijaniu pacjentów. To
przybrało rozmiary szaleństwa. Pożyczaliśmy sobie wzajemnie pavulon, kiedy
nam go brakowało. B. użył go kilkanaście razy. Lekarz Paweł W. [drugi
oskarżony lekarz] co najmniej tolerował zachowanie Karola B. Kiedy jeździł ze
mną, tolerował też podawanie pavulonu przez mnie.
O podawaniu przez nas pavulonu wiedzieli lekarze K., W., i J. Paweł W. nawet
cieszył się, kiedy miał dyżur z kierowcą Markiem J. i ze mną, bo liczył, że
znajdzie się pacjent, którego będę mógł uśmiercić pavulonem.
Lekarze ci pytali często mnie: "czy już? [zmarł]" albo "czy jeszcze? [żyje]".
Potem wszyscy byli zadowoleni , bo zgony cieszyły nas wszystkich.
Czasem umierali sami
Lekarz Paweł W. i kierowca Marek J. mieli układy u dyspozytorów. Ci dawali im
często wyjazdy do zgonów lub do starych, konających osób. Często bywało, że
wtedy chorzy sami umierali i nie było potrzeby podawać im pavulonu (...)
Zdarzały się też przypadki opóźniania udzielania pomocy. Gdy np. były trzy
zgłoszenia - dwa do zgonu i jedno do kobiety krwawiącej z dróg rodnych -
jechaliśmy najpierw do zgonów, żeby szybko sprzedać skórę. (...)
Pamiętam jak Karol B. mówił, że "puknął" pacjentkę z wysypką. Tak
mówił: "Patrz, trafiło jej się umrzeć po drodze. Jakie to rzeczy się ludziom
zdarzają?". To było już totalne przegięcie, całe pogotowie mówiło o tym
przypadku. (...)
B. miał inną metodę zabijania, nosił pavulon już nabrany do strzykawki w
kieszeni fartucha. Czasem na nocnych dyżurach opowiadał o zabijaniu przy
kierowcy. Ten mówił mu: "Nie gadaj tyle, lepiej idź spać" i ostrzegał
nas: "Chłopaki, wy to kiedyś umoczycie".
Wycie o pomoc
Podczas jednego z pierwszych przesłuchań Andrzej N. opisał prokuratorowi, jak
umiera pacjent, któremu podał pavulon. To wiedza ekskluzywna, próżno jej
szukać w podręcznikach medycyny, bo ratując pacjenta pavulonem, anestezjolog
zapewnia mu sztuczny oddech.
Z wyjaśnień N.: Pojawiało się drżenie kończyn górnych i dolnych. Niepokój,
próby poderwania się z noszy. Pacjenci próbowali krzyczeć (...) ten krzyk o
pomoc był w praktyce wyciem.
Kilka minut po podaniu ustawał oddech, ciało wiotczało. Ale serce stawało
dopiero po 15 minutach, a czasem znacznie później. Zdarzało się, że - aby
uzyskać zgon - cała załoga wychodziła z karetki, np. na papierosa.
Najczęściej takie przypadki miały miejsce, gdy dyżurował doktor Janusz K.
Wczoraj sędzia zdążył odczytać wyjaśnienia z zaledwie czterech pierwszych
przesłuchań Andrzeja N. Zostało ich jeszcze 34. Dziś kolejny dzień procesu.