Dodaj do ulubionych

Rodzinna Polska 2005 - Goniec 2005

27.09.05, 19:22
Rodzinna Polska 2005
Odlatywałem do Polski z grubym kalendarzem, z zamiarem prowadzenia dziennika.
Życie w ojczyźnie było jednak tak intensywne, że poświęcenie choćby chwili na
prowadzenie notatek okazało się niemożliwe. Stąd poniższe refleksje, zapisane
w kształcie subiektywnych, luźnych notatek. Początkowo chciałem zaprezentować
je w popularnej dzisiaj formie alfabetu, ale zdecydowałem w końcu zachować
pewną sekwencję zapisu. Przyjęta tutaj formuła "Gry w klasy", ma podkreślić
spontaniczność autorskich wyborów i dowolność chronologii. Sugeruje możliwość
odmiennej interpretacji. Starałem się utrwalić ważne dla mnie fakty i
spostrzeżenia, z nadzieją, że zainteresują także osoby postronne.

Lot
Leciałem do Polski 10 dni po zamachach terrorystycznych w Londynie. Może
dlatego środki bezpieczeństwa na lotnisku wydawały się bardziej
rygorystyczne. Mimo to nie wsiadałem do samolotu przekonany, że system
kontroli bagażu i podróżnych jest stuprocentowo skuteczny. Zapinając pas w
fotelu, z pewną rezygnacją i niepewnością oddałem się w ręce Opatrzności.
Dopiero wysoko nad Atlantykiem, kiedy szybko zanurzaliśmy się w ciemność i
słychać było równo pracujące silniki, doznałem swojego rodzaju olśnienia i
zachwytu nad niezłomnością ludzkiego ducha. Nie zważając na rozmaite
zagrożenia i niebezpieczeństwa lecieliśmy stalowym ptakiem, ponad oceanem,
zupełnie jak odkrywcy nowych lądów i niepodlegli awanturnicy.

Dworzec Centralny
w Warszawie
Miejsce to serdecznie polecam wszystkim, którzy wybierają się do Polski, by
przekonać się o słuszności decyzji wyjazdu na emigrację. Poza zdumiewająco
postkomunistyczną szarością, nie zrażoną rozmaitością kolorów handlowej
struktury, stłoczonej w przestarzałej koncepcji architektonicznej, można tam
nadal doświadczyć całej gamy bezinteresownej nieżyczliwości. Nie będę wdawał
się w szczegóły, bo chyba wszyscy wiedzą, jak to dawniej bywało i po której
stronie okienka (lub lady) stały księżniczki, królowe i panowie władcy.

Rynek w Krakowie
Jeszcze kilka lat temu, wracając do Krakowa wiedziałem, że nie muszę się z
nikim umawiać; zwykle wystarczało pobiec do Rynku, gdzie po krótkim spacerze
można było spotkać całą gamę bliższych i dalszych znajomych. Ten prosty
sposób zażegnywania samotności jest już niestety nieskuteczny. Przez miesiąc
krążenia wokół i w poprzek Rynku spotykałem różne indywidua: japońskich
turystów, połykaczy ognia, mimów, krakowskich dorożkarzy w wiedeńskich
dorożkach, ulicznych muzykantów, którzy zebrani razem stworzyliby niezłą
orkiestrę, sprzedawcę świadectw wysłuchania hejnału z wieży Mariackiej,
tancerzy, handlarzy kwiatów, całe mnóstwo kelnerek i kelnerów - ale nie
spotkałem ani jednego znajomego... Może mieszkańcy Krakowa przemykają się
bocznymi uliczkami, by uniknąć tłumów, a może zwyczajnie - zapełniło się
miejsce po nas, nieobecnych, i poruszamy się w innym czasie, w innej
przestrzeni.

Smocza Jama
Zstąpiłem w głąb Smoczej Jamy razem z pięcioletnią córeczką, ponieważ była
to dla niej największa atrakcja Krakowa. Schodziliśmy w dół krętymi schodkami
i ta statyczna karuzela wydawała się nie mieć końca. Na dole, zamiast smoka,
czekał surowy opiekun jaskini. "Ile razy był pan w Smoczej Jamie?" - zapytał
z pozoru niewinnie. "Hm, pierwszy raz jestem..." "Jak to, nie był pan jeszcze
w Smoczej Jamie? Gdzie pan mieszka?!" "No wie pan, stąd jestem, z Krakowa.
Zawsze przecież była zamknięta..." "Proszę pana! Chyba w latach
sześćdziesiątych! Co pan robił przez trzydzieści lat?!" Nie chciałem już
tłumaczyć, że kiedy poszliśmy na studia, przestały nas fascynować smoki i
mieliśmy nieco inne zainteresowania.

Chochołów
Do Chochołowa pojechałem z dziećmi, w poszukiwaniu pięknej okolicy i
odludzia. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania: dzięki przyjaźni pewnego
górala mieszkałem w Chochołowie jak król i nie byłem traktowany jak ceper,
tylko członek rodziny. Zachwyciła mnie zabytkowa architektura drewnianych
góralskich domów i pieczołowitość jego mieszkańców, systematycznie
szorujących szczotkami drewniane bale tak, by nie utraciły pięknego, jasnego
koloru. Życie w Chochołowie toczy się bez stresów, nad Dunajcem, z dala od
Zakopanego i Krupówek, przez które płynie wezbrana rzeka turystów. Jest
autorska galeria malarstwa na szkle pani Anieli Stanek, malującej w tej
trudnej technice piękne anioły i świętych - trochę naiwnie, a trochę
renesansowo. W Chochołowie mieszka również rzeźbiarz Piotr Klamerus. Niegdyś
związany z teatrem Stu w Krakowie, przeniósł się niedawno z rodziną w góry.
Jego rzeźba początkowo młodopolsko-symboliczna, przeszła ewolucję - w stronę
prostoty, wywodzącej się z naturalnych form odnajdywanych w rzecznych
kamieniach i innych przypadkowych kształtach. W groteskowości naszych
charakterów, poszukiwania Klamerusa odnajdują godność i szlachetność.
Z bardziej codziennych obserwacji - zadziwił mnie sklep spożywczy, gdzie na
zapleczu można spokojnie wypić, kupione po cenie detalicznej piwo. Serwuje
się tam również - nie spod, tylko spoza lady - przekąski do trunków.
Oczywiście po naprawionej, równej asfaltowej szosie kierowcy mkną przez
wioskę setką. Ktoś nawet usunął znaki ograniczenia szybkości, porzucając je w
rowie. No, ale to nie tylko folklor góralski... (patrz hasło "Rajdy
samochodowe").

Czerwona pilotka
Napisałem kiedyś wiersz pod tym tytułem. Czerwona pilotka miała być
prowokującym wyzwaniem wobec ponurej rzeczywistości stanu wojennego. Barwnym
rekwizytem buntu, którego groteskowość stałaby się czymś oczywistym i
normalnym w innej, nierealnej wówczas rzeczywistości. Do dzisiaj posiadam
czerwoną, bawełnianą pilotkę, przemyconą niegdyś przez czujnie strzeżoną
granicę prl-u. Tego roku, pod Gubałówką, na jednym z dziesiątek, a może setek
straganów zobaczyłem piękną, skórzaną czerwoną pilotkę... Czyli spełniło się
pobożne życzenie, wyrażone dwadzieścia lat temu w wierszu:
Boże przestałbym wierzyć gdybym nie wierzył
gdybym nie wiedział nie miał pewności
że nadejdzie dzień słoneczny
który obudzi mnie
i wstanę nagi bez białej flagi prześcieradła
powstanę nie próbując przedtem powrotu w sen
beznadziejnej ucieczki
wstanę nagi i będzie to zwyczajne przekroczenie granicy
innych rzeczywistości - nie kapitulacja...

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka