polonus5
13.11.05, 01:04
Proszę mnie oświecić, dlaczego miasto ma wspierać blokersów, którzy swoją naukę
zakończyli na szkole podstawowej, a jedyną ich rozrywką jest szlajanie się po
osiedlu i obalanie flachy z kumplami z ławki (bynajmniej nie szkolnej)? Czy
społeczeństwo, przez które "blokersi w Polsce są (...) izolowani" jest im coś
winne? Czy to, że "nasz rynek pracy dyskryminuje źle wykształconych, o niskich
kwalifikacjach" jest jakimś fenomenem? Czy ich niskie kwalifikacje i niechęć do
ich zdobywania jest winą państwa?
I tu masz rację! Po przeczytaniu tego artykułu również zastanawiałem się,
dlaczego ja, po nauce trwającej 21 lat (do doktoratu włącznie), pracując
obecnie - zresztą z przyjemnością - po kilkanaście godzin na dobę, kupując za
własne pieniądze książki niezbędne w pracy, uczestnicząc w ważnych projektach
badawczych - nie jestem w stanie kupić nawet małego mieszkania, powinienem
natomiast przejmować się kimś, kto edukację zakończył na 6 klasie podstawówki
(z której go wyrzucono po skończeniu 16 lat), a spędzone w tejże podstawówce
lata poświęcił głównie na dręczenie nauczycieli i kolegów? I żeby nie było
zarzutów co do większych szans itp.: moi rodzice mają wykształcenie podstawowe,
pracowali całe życie jako robotnicy, zaś na studiach utrzymywałem się głównie
ze stependium naukowego.
W końcu każdy jest kowalem swego losu; a izolację blokersów uważam za zjawisko
zdrowe - zwłaszcza dla tych, którzy mogą się z nimi spotkać w blokowiskach.
W Polsce możliwe są rozruchy takie jak we Francji
Rozmawiała Joanna Jałowiec 11-11-2005, ostatnia aktualizacja 11-11-2005 22:45
Jak pomóc bezrobotnym? Co zrobić, by młodzi ludzie mieli pracę i przestali być
skazani na ławkę pod blokiem? - w czwartek odbyła się w Krakowie V Konwencja
Ruchu przeciw Bezradności Społecznej. O niebezpieczeństwach związanych z
istnieniem warstwy ludzi "wykluczonych" ze społeczeństwa "Gazeta Wyborcza"
rozmawia z prof. Piotrem Sałustowiczem.
Joanna Jałowiec: Co jest naszym największym problemem?
Prof. dr hab. Piotr Sałustowicz, doradca rzecznika praw obywatelskich: W
Polsce aż 40 proc. młodych ludzi jest bez pracy, w Szwecji tylko 8 proc. Nasz
rynek pracy dyskryminuje źle wykształconych, o niskich kwalifikacjach, samotne
matki z dziećmi - system wsparcia dla takich kobiet jest fatalny. W złej
sytuacji są także ludzie po pięćdziesiątce. Ale szczególny problem stanowią
właśnie ci młodzi. Nie udało się w Polsce stworzyć programu, który by temu
zapobiegał. Myślę, że w przyszłości możemy mieć z nimi ogromne kłopoty.
Grozi nam drugi Paryż?
- Obawiam się, że tak. We Francji istnieje problem imigrantów, a także też
braku szans. Bądźmy szczerzy - blokersi w Polsce są tak samo izolowani i
unikani jak dzieci marokańskie we Francji. Styl budowy PRL był takim samym
stylem jak styl w ogarniętych zamieszkami dzielnicach miast francuskich.
Bloki, brak szans, bezrobocie, gangi. Mamy ten sam problem. Do tego dodajmy
narkotyki. Na co więcej czekać?
Miasto rodzi agresję?
- Tak. W przestrzeni miasta zaczyna się pojawiać element, który będzie tę
agresję i przemoc eskalować. Chodzi o zamknięte, nowobogackie dzielnice. "Oni
są inni, a nas tam nie ma" - myślą ludzie z zewnątrz. To rodzi dodatkowe
podziały, jeszcze większą frustrację.
Czy ten strach przed buntem nie jest trochę na wyrost?
- Powód wybuchu może być błahy. W 1992 r. w Los Angeles działo się to samo co
dziś we Francji. Dwóch policjantów pobiło czarnoskórego. Rozpoczęły się
rozruchy na wielką skalę, ogłoszono stan wyjątkowy itd. Francja już kiedyś
przeżywała takie zamieszki, w Anglii też się pojawiają. Politycy powinni
wiedzieć, jak sobie z czymś takim radzić, a nie są w stanie odpowiednio reagować.
Czy gdzieś rozwiązano problem wykluczenia i bezrobocia młodych ludzi?
- Dobrym wzorem mogą być Niemcy. Ich społeczeństwo jest bardziej otwarte i
gotowe na integrację. Są oczywiście dzielnice, gdzie bezrobocie sięga 30
proc., ale jest dialog, otwarcie się na tych ludzi, projekty skierowane do
młodych, miejsca, gdzie mogą się spotkać, itp. Niemcy pokazują: muszą być
projekty, organizacje pozarządowe, pracownicy socjalni i politycy, którzy będą
z rozmawiać z tymi ludźmi. Brak zainteresowania rodzi poczucie odrzucenia.
Co trzeba robić?
- Potrzebne są projekty. Obecnie mamy ogromną szansę w postaci funduszy
unijnych. I nie myśleć tylko w perspektywie dwu-trzyletniej, czyli tyle, ile
trwa dany projekt, ale też dalszej przyszłości. Powiedzmy, że 60 proc z tych
programów, np. dotyczących pomocy bezdomnym w zdobywaniu mieszkań, będzie
przynosiło efekty. Trzeba zastanowić się, jak je kontynuować.