kanadyjka
05.02.03, 16:53
Rozmowa z doktorem Januszem Wroblem, psycholingwista i psychoterapeuta,
szefem Instytutu Studiow Polskich i Srodkowo-Wschodniej Europy w St. Mary's
University w Orchard Lake (w stanie Michigan)
Emigracja musi bolec
Rozmawial: Wlodzimierz Knap
- Kiedy wyjechal Pan do Stanow Zjednoczonych?
- W 1984 r. W Ameryce jestem wiec od 18 lat
- Jak doszlo do tego, ze opuscil Pan Polske?
- Najpierw opowiem co nieco o sobie. Jestem absolwentem Uniwersytetu
Jagiellonskiego. Prace magisterska z zakresu terminologii dotyczacej
pokrewienstwa w jezyku schizofrenikow napisalem pod kierunkiem prof. Krystyny
Pisarkowej. Promotorem mojej pracy doktorskiej poswieconej semantyce i
pragmatyce jezyka schizofrenikow byl natomiast prof. Wladyslaw Miodunka,
ktory zaproponowal mi, gdy pisalem doktorat, bym zostal asystentem w
Instytucie Badan Polonijnych, wowczas jeszcze mieszczacym sie na Rynku
Glownym w Krakowie. W roku 1984 wyjechalem do Stanow Zjednoczonych
- Czy wyjechal Pan ze swiadomoscia, ze do ojczyzny nie wroci?
- Nie. Decyzje o pozostaniu w Ameryce podjalem dopiero, gdy sie tutaj
znalazlem. Zostalem emigrantem politycznym, gdyz od drugiej polowy lat 70.
bylem dzialaczem opozycji antykomunistycznej, nalezalem do Studenckiego
Komitetu Solidarnosci, potem byla "Solidarnosc". Kiedy otrzymalem w Ameryce
azyl polityczny, oznaczalo to wowczas dla mnie zamkniecie drogi powrotnej do
kraju, jesli nie na zawsze, to - o czym bylem wtedy przekonany - na dlugie
lata
- Jak Pan sobie poradzil w Stanach Zjednoczonych?
- W 1986 roku wygralem konkurs na stanowisko pracownika naukowego w katedrze
polonistyki w St. Maryðs College w Orchard Lake (w stanie Michigan). Po
siedmiu latach uzyskalem nominacje profesorska, a od 12 lat jestem takze
szefem katedry. W tym czasie rozszerzylem nasz wydzial, a z racji tego, ze
stalismy sie uniwersytetem, myslimy obecnie nad utworzeniem studiow
magisterskich w dziedzinie studiow polskich i wschodnioeuropejskich (obecna
nazwa wydzialu to: Polish &East/Central European Studies w St. Maryðs College
of Ave Maria University)
W Stanach Zjednoczonych nie tylko wykladalem, publikowalem (m.in.
ksiazke "Language and Schizophrenia"), ale rowniez bylem studentem. W
ubieglym roku ukonczylem psychologie o specjalnosci psychoterapeutycznej i
obecnie, po uzyskaniu licencji, zamierzam otworzyc poradnie psychologiczna,
ktora pomagalaby w pokonywaniu wszystkich stresow, ktorych doswiadcza
emigrant w momencie pojawienia sie w kraju nowego osiedlenia. Mamy juz
zreszta doswiadczenia w pomaganiu emigrantom z Polski, gdyz eksperymentalnie
przez rok prowadzilismy dla nich poradnie psychologiczna
- Dlaczego poradnia dzialala tylko przez rok?
- Musielismy ja zamknac ze wzgledu na brak funduszy
- To czy warto probowac jeszcze raz?
- Absolutnie tak, poniewaz wiem to zarowno z wlasnego doswiadczenia, jak i
dzieki owej rocznej praktyce, jak bardzo wiele problemow do pokonania ma
kazdy obcokrajowiec, w tym Polak, ktory przybywa do obcego mu kraju, do innej
kultury, musi pracowac z ludzmi o odmiennej mentalnosci itp. Co wiecej i co
gorsza, po latach przebywania na emigracji okazuje sie nieraz, ze z czasem
zamiast wygasac, mnoza sie klopoty zwiazane z praca, z zyciem osobistym,
rodzinnym. Ich korzenie tkwia niejednokrotnie u poczatkow trudnej drogi
emigranta
- Mam rozumiec, ze niektore niepowodzenia w zyciu zawodowym, rodzinnym czy
osobistym, maja swoje zrodla w pierwszym okresie pobytu poza ojczyzna?
- Tak, gdyz dla niemal wszystkich swiezo upieczonych emigrantow poczatkowy
okres pobytu poza krajem i rodzina jest trudny, a dla wielu do tego stopnia
wyjatkowo bolesny, ze jego konsekwencje w psychice moga pozostac na dlugie
lata lub wrecz na zawsze
- Czy na wlasnej skorze doswiadczyl Pan problemow z adaptacja do nowych
warunkow?
- Oczywiscie. Mysle, ze nie ma emigranta, ktory nie przezywalby kryzysow:
jezykowego, tozsamosci i wartosci. Na poczatku nowej drogi emigranci
otaczajaca ich przestrzen postrzegaja jako dziwna, jesli nie wrecz dziwaczna.
Spotykani ludzie nie tylko ze nie dziela z nami naszych wartosci, przekonan i
tego, w co wierzymy, ale posluguja sie jezykiem, ktory choc mozemy niezle
znac, to jednak go nie czujemy. Jest sie w sytuacji walczacego o przetrwanie;
rzecz jasna nie chodzi mi tylko o przetrwanie fizyczne. Na poczatku
emigranci, jak u siebie czuja sie chyba jedynie we snie, w czasie ktorego
powracaja do najblizszych, do swojego miasta i jezyka. Po przebudzeniu musza
wracac do nowej, obcej rzeczywistosci, w ktorej trzeba dzialac zgodnie z jej
wymogami. A swiat zewnetrzny nie jest zwykle swiadomy udrek, przez jakie
przechodzi emigrant na poczatku swojego nowego zycia. Efekt czesto jest taki,
ze zmuszony jest on rownoczesnie wiesc podwojne zycie: tutaj (w USA) i tam (w
Polsce); przedtem (w Polsce) i teraz (w USA). Taka sytuacja prowadzic moze do
kryzysow w zyciu osobistym i zawodowym, a nawet wrecz do zaburzen
psychicznych, zwlaszcza kiedy emigranci nie znaja jezyka kraju, do ktorego
przybyli
Uwazam, ze swiezo upieczonym emigrantom mozna pomoc, przynajmniej czesciowo.
Jedna z form pomocy, ktora mozemy zaproponowac osobom przechodzacym
wspomniane przeze mnie kryzysy, jest uswiadomienie im, ze stan, w jakim sie
znajduja, jest czyms zwyklym, naturalnym, normalnym. Mozna powiedziec, ze
czyms nienormalnym byloby, gdyby ktos, kto wyemigrowal, nie przezywal tych
stanow, problemow i nie mial zwiazanych z nimi napiec. Psychologowie czy
psychiatrzy moga duzo dobrego uczynic dla takich osob
- Na czym moze polegac taka pomoc?
- Juz chocby przez sam tylko fakt uswiadomienia im, ze - po pierwsze - te
trudne chwile, jakie przechodza, sa stanem naturalnym. Po drugie - ze ten
trudny czas, jest tylko okresem, pierwszym krokiem, ktory musza pokonac, by w
przyszlosci moc zarowno realizowac swoje dalekosiezne cele, jak i
uporzadkowac stosunek do samego siebie. To naturalne, ze na samym poczatku
emigracji przewaza zazwyczaj poczucie zametu emocjonalnego i intelektualnego.
Nagle, po latach egzystencjalnej ciszy, stajemy wobec calkiem podstawowych
pytan: kim jestem? co ja tu robie? czy to miejsce jest dla mnie odpowiednie?
- Czy emigracja najnowsza, ta po 1989 r., rowniez ma tak wiele problemow na
poczatku?
- Nie ulega watpliwosci, ze niemal kazdego dotyka pewien kryzys tozsamosci
oraz stres wynikajacy ze znalezienia sie w nowym miejscu, ale najnowsi
emigranci charakteryzuja sie przede wszystkim tym, ze maja znacznie mniejsze
kompleksy niz poprzednie pokolenia emigrantow z Polski
- Z czego wynika ta wieksza pewnosc siebie wsrod emigracji po 1989 r.?
- Polacy w Ameryce odwoluja sie do pojecia europejskosci, a glownie mlodzi
ludzie mentalnie czuja sie juz czlonkami Unii Europejskiej
- Chyba jednak dla Amerykanow bycie obywatelem Unii Europejskiej nie oznacza
az tak wiele?
- Ci mlodzi ludzie z Polski, ktorzy uwazaja sie za reprezentantow Unii,
przynosza ze soba do Stanow Zjednoczonych poklady erudycji oraz oglady, ktore
to wartosci sa modne obecnie w USA i sa kojarzone z europejskoscia. Przed
1989 r. przyjezdzalismy do Ameryki zazwyczaj z negatywnym mysleniem o sobie.
Postrzegalismy sie jako obywatele z zacofanej i w dodatku uciemiezonej
prowincji. Wiecej, przyjezdzajac do Stanow Zjednoczonych nie moglismy sie
uwolnic od dwubiegunowego stosunku do Ameryki. Z jednej strony poczuwalismy
gleboka wdziecznosc za to, ze moglismy tam byc. Z drugiej - zazdroscilismy im
bogactwa. Trzeba przyznac, ze na poprawe naszego samopoczucia w USA wplyw
mialy dwa wydarzenia. Pierwszym byl wybor kardynala Karola Wojtyly na
papieza, a drugim - fenomen "Solidarnosci" i jego zduszenie przez
wprowadzenie stanu wojennego. Przez wiele lat dzieki "naszemu" papiezowi
oraz "Solidarnosci" Amerykanie czuli do nas sporo sympatii. Praktycznie z
dnia na dzien prz