Dodaj do ulubionych

Co robic z wyksztalceniem w Australii?

IP: 66.207.104.* 25.02.03, 18:39
Wielu naszych rodakow jest zwabionych propaganda w ambasadzie i jedzie do
Australii pelna nadzieji na zatrudnienie w dobrych zawodach. Co pozniej robia
ludzie z wyzszym wyksztalceniem, jak sie dostosowuja do nowej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • bruno5 Na dwa lata zapomniec o wyksztalceniu 25.02.03, 18:55
      Na dwa lata zatrudnic sie i oszczedzac pieniadze po dwoch latach isc do koledzu biorac zasilek socjalny.
    • Gość: troll Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: *.sympatico.ca 25.02.03, 19:08
      Gość portalu: Azucar napisał(a):

      > Wielu naszych rodakow jest zwabionych propaganda w ambasadzie i jedzie do
      > Australii pelna nadzieji na zatrudnienie w dobrych zawodach. Co pozniej robia
      > ludzie z wyzszym wyksztalceniem, jak sie dostosowuja do nowej sytuacji?

      Nostryfikowac dyplom (bolesne) albo konczyc college/uniwersytet po raz drugi
      (tez bolesne i czasochlonne, czasem na niektorych kierunkach moga zaliczyc pare
      kredytow, ale nie musza).

      Jedni (ci uparci i ambitni) nostryfikuja albo koncza drugi raz. Inni (ambitni
      only) zapierdalaja w fabrykach, albo na pustyni, albo myja kible, etc. etc.,
      meldujac co chwila, kazdemu kto chce i nie chce sluchac (przewaznie konia to
      obchodzi), ze oni maja dyplom z Polski. Pewnie zdarzaja sie wyjatki (jak ktos
      ma szczescie i tupet), ale one pozostaja tylko wyjatkami od generalnej reguly.

      Generalnie, moga sobie wlozyc polskie wyksztalcenie w buty.

      Moga jeszcze zakladac wlasne firmy, ale to juz osobna historia.

      Tak jest w Kanadzie. Zaloze sie, ze tak samo jest w Oz. Niech mnie ktos
      wyprostuje jesli sie myle, hehehehe.
      • bruno5 Trollu to sama prawda 25.02.03, 19:13
        • Gość: troll My, trolle, zawsze prawde milujemy, hehehe ... IP: *.sympatico.ca 25.02.03, 19:17
          W Oz jest cool jesli mozna isc na college/uniwersytet siedzac na welfare
          (bezzwrotnie). W Kanadowie trzeba zyc (cienko) z pozyczki studenckiej, ktora
          pozniej trzeba "odkopsac" (w ratach), hehehehe.
    • Gość: troll Powiesic w kiblu na haku, hehehehe? IP: *.sympatico.ca 25.02.03, 19:40
    • Gość: troll To Oz teraz tak ostro w RPL rekrutuje? IP: *.sympatico.ca 25.02.03, 19:46
    • luiza-w-ogrodzie Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? 25.02.03, 23:24
      Gość portalu: Azucar napisał(a):

      > Wielu naszych rodakow jest zwabionych propaganda w ambasadzie i jedzie do
      > Australii pelna nadzieji na zatrudnienie w dobrych zawodach.

      Nadzieja matka glupich i potrzebujacych. Zamiast bezpodstawnych nadziei
      proponuje zbieranie informacji.
      Naprawde ambasada sieje propagande, zeby zwabic ludzi? A ja myslalam, ze sami
      sie pchaja. Cos sie tu nie zgadza z ta propaganda. Wszystkie formularze podan o
      imigracje (szczegolnie w kategorii "Skilled Migrant") jasno stwierdzaja, ze
      zadnej gwarancji pracy nie ma. Zreszta pierwszym krokiem przed zlozeniem
      podania jest wyslanie papierow do agencji w Adelajdzie, ktora uznaje
      kwalifikacje porownujac je z wymogami australijskimi. Dyplom inzyniera lub
      magistra zazwyczaj zostaje uznany jako "bachelor", czasami jako "master". To
      znaczy, ze kiedy skladasz podanie o wize masz pojecie ile Twoje kwalifikacje sa
      warte w Australii.

      Co pozniej robia
      > ludzie z wyzszym wyksztalceniem, jak sie dostosowuja do nowej sytuacji?

      1. Pracuja w zawodzie, ale zazwyczaj startuja z nizszego pulapu niz praca w
      Polsce.
      2. Zmieniaja albo podwyzszaja kwalifikacje (kursy w college albo uniwersyteckie)
      3. Dostaja prace zgodna ze swoimi kwalifikacjami (glownie ci, ktorzy dobrze
      mowia po angielsku albo maja zawod, na ktory jest zapotrzebowanie)
      4. Zalamuja sie ze zycie jest za trudne i ida na zasilek, pracujac na czarno.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      W szeleszczacym gaszczu uroczynu
      • lombat Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? 26.02.03, 00:26
        O czym nikt nawet sie nie zajaknal : Po 1990 wszyscy w kategorii Skilled Migrants maja
        szanse pojsc na bridging course, w trakcie ktorego jest 2 tygodniowy staz pracy w znanej
        firmie, zgodny z kwalifikacjami zawodowymi . Prawie 90% dostaje po tym stazu prace
        w tej firmie. Z moich znajomych tylko jedna osoba nie dostala pracy zaraz po kursie, a
        kilku osobom zaproponowano prace w trakcie tego 10-dniowego stazu, a teraz po kilku
        latach osiagaja stanowiska kierownicze lub specjalistyczne. By dostac sie na ten kurs
        pomostowy niestety trzeba przejsc pomyslnie kursy poprzedzajace i ci, ktorzy nie przechodza
        przez to sito jada na biale niedzwiedzie, czli do roboty, gdzie nikt nie sprawdza kwalifikacji.
        • stary_wiarus Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? 26.02.03, 02:35
          Ja znam goscia z doktoratem, ktory zyje z lichwiarstwa. Coz robic, w kraju
          bez zadnej ekonomii? Wszyscy przeciez zlota kopac nie moga ...
          • Gość: troll Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: *.tor.primus.ca 26.02.03, 03:02
            stary_wiarus napisała:

            > Ja znam goscia z doktoratem, ktory zyje z lichwiarstwa. Coz robic, w kraju
            > bez zadnej ekonomii? Wszyscy przeciez zlota kopac nie moga ...

            No wlasnie, jest tam jaki przemysl czy tylko te owcze farmy?
            • salceson.kujawski Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? 26.02.03, 03:23
              zawsze mowilem ze na emigracje najlepiej sie nadaje czlowiek po zawodowce jak
              ja ! mam zawod w recach jezdem plumber,wszystko
              naprawie,toalety.sracze ,lazienki ,,rury przepycham, jednym slowem cala
              plumberka, to zloty zawod, i dobry szmal tygodniowo wyciagam do 1000$$ a
              magistry z Polski mi pomagaja za 4,50 $ na godzine i to muszom sie spieszyc z
              robotom.
    • exoz Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? 26.02.03, 05:29
      Gość portalu: Azucar napisał(a):

      > Wielu naszych rodakow jest zwabionych propaganda w ambasadzie i jedzie do
      > Australii pelna nadzieji na zatrudnienie w dobrych zawodach. Co pozniej robia
      > ludzie z wyzszym wyksztalceniem, jak sie dostosowuja do nowej sytuacji?

      Zlapac sie za szczotke musza
    • Gość: Archer Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 26.02.03, 08:23
      Panie Azucar,

      Poruszyl Pan bardzo istotny temat.
      O emigracji ludzi wyksztalconych do Australii bylo juz sporo na tym forum.
      Chociazby:

      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=44&w=2476326&a=3018985
      Sytuacja jest raczej paradoksalna. Prawda jest, ze w australijskich konsulatach
      na calym swiecie istnieja tzw. „listy zawodow preferowanych“. Jednoczesnie, jak
      to napisala Pani Luiza, jest tam wyraznie napisane, ze nie ma zadnej gwarancji
      pracy.
      Moze z tymi owcami to mala przesada lecz ogolnie rzecz biorac Australia, to
      kraj dosc slabo (zeby nie napisac bardzo slabo) uprzemyslowiony. Lokalny
      przemysl nie jest na ogol w stanie wchlonac nawet absolwentow miejscowych
      uczelni (nawiasem mowiac ich kwalifikacje pozostawiaja sporo do zyczenia). Z
      jakiej wiec racji sprowadzac jeszcze zagranicznych fachowcow?
      Punkty napisane przez pania Luize wlasciwie wyczerpuja temat.
      1. Pracuja w zawodzie, ale zazwyczaj startuja z nizszego pulapu niz praca w
      Polsce.
      2. Zmieniaja albo podwyzszaja kwalifikacje (kursy w college albo uniwersyteckie)
      3. Dostaja prace zgodna ze swoimi kwalifikacjami (glownie ci, ktorzy dobrze
      mowia po angielsku albo maja zawod, na ktory jest zapotrzebowanie)
      4. Zalamuja sie ze zycie jest za trudne i ida na zasilek, pracujac na czarno.
      Od siebie moglbym dodac punkt:
      5. Pracuja nie w swoim zawodzie.
      W tym dwa podpunkty:
      5.1 Pracuja raczej ciezko, po fabrykach, za dosc marne pieniadze, bez
      mozliwosci awansu czy podnoszenia kwalifikacji
      5.2 Zakladaja firmy (ktorych dzalalnosc nie ma na ogol nic wspolnego z ich
      wyksztalceniem)
      Mozna sie najwyzej zapytac jaka jest proporcja.
      Moim zdaniem zdecydowana wiekszosc znajduje sie w punkcie 4 i 5.1. Trudno tu
      mowic o dokladnych liczbach lecz zaryzykuje: pomiedzy 60% a 80%. Pozniej poleca
      chyba punky 1, 2 i 5.2. Ludzi, ktorych pierwsza praca jest praca zgodna z ich
      uniwersyteckim czy politechnicznym wyksztalceniem (punkt 3) jest chyba maly
      ulamek procenta.

      Chcialem tylko dodac, ze znajdowanie sie w ktorejkolwiek z grup (no moze za
      wyjatkiem grupy 4) nie oznacza biedy. Po paru latach pracy w Australii ludzie
      dorabijaja sie na ogol wiekszego majatku, niz kilka pokolen ich przodkow w
      Polsce. Praca w fabryce nie determinuje, ze robotnik mieszka w dwupokojowym
      mieszkanku (45 metrow) a jezdzi do roboty rowerem. Po paru latach takiej pracy
      kupi on sobie chalupe 150 metrow lub wiecej i przesiadzie sie do Commodora albo
      4WD.
      Mowiac o Australii i zagranicznym wyksztalceniu rzecz mozna podsumowac w dwoch
      punktach:

      1. Wyksztalcenie emigranta (czy jego brak) nie ma zadnego znaczenia.
      2. Poziom wyksztalcenia (lub jego kompletny brak) nie ma prawie nic wspolnego z
      poziomem zycia.

      Pozdrowienia:

      Archer
      • Gość: troll Wypisz, wymaluj Kanada IP: *.sympatico.ca 26.02.03, 14:39
        Roznica jest tylko taka, ze w Kanadzie jest jednak wiecej przemyslu i co za tym
        idzie zatrudnienia (ale nie tak znowu wiele wiecej). Wystarczy jednak odjac od
        rownania przemysl samochodowy (Amerykanie) i maszynowy (glownie Amerykanie) i
        mamy dokladnie to, co w Australii. W ramach kolorytu lokalnego hodowle owiec
        (hi-tech) na skale przemyslowa zastepuje wycinanie lasow na skale przemyslowa
        (tez hi-tech). Cala reszta postu, do ktorego nawiazuje, obrazuje wiernie
        sytuacje w Kanadzie.
        • don5 Re: Wypisz, wymaluj Polska 27.02.03, 03:47
        • don5 Re: Wypisz, wymaluj USA 27.02.03, 03:47
        • don5 Re: Wypisz, wymaluj Niemcy 27.02.03, 03:47
        • don5 Re: Wypisz, wymaluj Francja 27.02.03, 03:48
        • don5 Re: Wypisz, wymaluj ????????????????? 27.02.03, 03:49
      • Gość: Azucar Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: 66.207.104.* 26.02.03, 14:43
        Gość portalu: Archer napisał(a):

        > 1. Wyksztalcenie emigranta (czy jego brak) nie ma zadnego znaczenia.
        > 2. Poziom wyksztalcenia (lub jego kompletny brak) nie ma prawie nic
        > wspolnego z poziomem zycia.

        To zdecydowana prawda. Czesc z nas jest mniej lub bardziej zaradna niz tzw.
        sredniacy.
        Jesli sie wejdzie na strony internetowe urzedow imigracyjnych Australii, Kanady
        czy Nowej Zelandii to mozna miec wrazenie, ze w tych krajach dziedziny hi-tech
        sa w najwiekszym rozkwicie od kiedy James Watt pokazal swiatu zastosowanie pary
        wodnej. Prawda jest taka, ze tak naprawde niewiele sie zmienilo w tych dawnych
        koloniach angielskich od tamtych czasow. Tak po prostu mialo byc, taka byla
        polityka Londynu (Anglicy to jedna z najbardziej pefidnych nacji na ziemi).
        Po co wiec cale te farmazony o potrzebie wykwalifikowanych emigrantow, skoro i
        tak nie ma ich gdzie zatrudnic. Australom i ex-Angolom chodzi o tania sile
        robocza! Ludzie z kraju takiego jak obecna(!) Polska nie maja tam czego szukac.
        Na safari mozna sobie tez pojechac do Kenii za pieniadze zarobione w Polsce!
    • Gość: Strzelec Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: 159.231.71.* 26.02.03, 17:03
      Gość portalu: Azucar napisał(a):

      > Wielu naszych rodakow jest zwabionych propaganda w ambasadzie i jedzie do
      > Australii pelna nadzieji na zatrudnienie w dobrych zawodach. Co pozniej robia
      > ludzie z wyzszym wyksztalceniem, jak sie dostosowuja do nowej sytuacji?

      No to ja dodam swoje trzy grosze. Co prawda w Australii nigdy nie bylem, ale od
      14 lat mieszkam w Kanadzie i nie sadze by los imigranta tutaj byl bardzo
      odmienny od losu nowo przybylych do kangurowa.
      Na ogol wszyscy z nielicznymi wyjatkami startuja grubo ponizej swoich
      kwalifikacji i aspiracji. Z bardzo wielu powodow...jedni przyjechali nie
      umiejac ani w zab po angielsku, innym z kolei wydaje sie ze mowia po angielsku,
      innym brakuje wiary, co tam jeszcze...ale z mojego wlasnego doswiadczenia, i
      nie tylko, wynika, ze ci co chca pracowac w zawodzie na ogol predzej czy
      pozniej laduja w pracy zgodnej z wyksztalceniem...pod dwoma warunkami:

      1)istnieje zapotrzebowanie na dane kwalifikacje (polonista moze miec
      przykladowo bardzo duze problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie, podobnie do
      prawnika)-tutaj lista zawodow poszukiwanych dostepna w ambasadzie moze byc
      przydatna do oceny swoich szans

      2) szybko pozbedziesz sie bardzo typowych dla wiekszosci Polakow kompleksow,
      nauczysz sie z jednej strony reklamowac siebie, a z drugiej przestaniesz na
      kazdym kroku pokazywac swoja wyzszosc wobec tubylcow. O ile jest prawda, ze
      Polacy maja na ogole lepsze wyksztalcenie ogolne niz Kanadyjczycy, i ze
      uniwersytet w Kanadzie mozna ukonczyc nigdy nie robiac niczego na 100% dobrze
      (wiem, bo sam wykladalem na uniwersytecie w Toronto), o tyle ta rzeczywista
      Twoja wyzszosc powinna uzewnetrzniac sie w troche inny sposob niz mowienie
      wszystkim naokolo ze sa, delikatnie mowiac, powolni...

      Dla tych co snuja teorie o tym, ze ci no, jak oni sie nazywaja, no wiecie
      panowie, ci no....anglosasi, Polakom po prostu nie dadza, nie pozwola, odpowiem
      tylko jedno...niech sie przejda po jakiejkowliek korporacji kanadyjskiej i
      przyjrza kto tam pracuje na stanowiskach kierowniczych...bo u mnie to sami
      niemal imigranci; we szystkich korporacjach w ktorych przez ostatnie 14 lat
      pracowalem mozna zalezc Polakow na stanowiskach...
      • Gość: reksio Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: 194.3.93.* 26.02.03, 17:18
        A czy dyplom ekonomii (HZ) zrobiony we Francji ma jakąś wartość w Australii?

        Myślałam o emigracji do Montrealu, ale te ich zimy mnie przerażają,
        znam francuski i angielski (ale muszę go podszkolić),
        trochę sie znam na handlu z Dalekim Wschodem-
        czy w Australii macie dużo importu z Chin, Korei etc?
        -5 lat jestem de nouveau w Polsce, ale nasz kraj przeraża mnie coraz bardziej

        Jak oceniacie sytuację na rynku pracy w Australii w porównaniu z prowincją
        Quebec?
        czy to się da porównać?
        • Gość: Strzelec Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: 159.231.71.* 26.02.03, 17:35
          Gość portalu: reksio napisał(a):

          > A czy dyplom ekonomii (HZ) zrobiony we Francji ma jakąś wartość w Australii?
          >
          > Myślałam o emigracji do Montrealu, ale te ich zimy mnie przerażają,
          > znam francuski i angielski (ale muszę go podszkolić),
          > trochę sie znam na handlu z Dalekim Wschodem-
          > czy w Australii macie dużo importu z Chin, Korei etc?
          > -5 lat jestem de nouveau w Polsce, ale nasz kraj przeraża mnie coraz bardziej
          >
          > Jak oceniacie sytuację na rynku pracy w Australii w porównaniu z prowincją
          > Quebec?
          > czy to się da porównać?

          O Australii wiele nie moge powiedziec bo nigdy tam nie bylem.
          Ale wydaje mi sie, ze emigracja do Kanady stwarzalaby lepsze szanse z tego
          powodu, ze Kanada blisko Stanow Zjednoczonych, ma wieksza ekonomie. Jezeli do
          tego mowisz po francusku, to tutaj moze Ci sie on przydac bardziej niz w
          Australii i to niekoniecznie tylko w Quebec'u. W prowincjach anglojezycznych
          Kanady znajomosc francuskiego przyda sie predzej niz w Australii...co do
          wartosci dyplomu z Francji w Kanadzie nie jestem ekspertem, nie wiem. To zalezy
          od uniwersytetu, kierunku studiow, byc moze od prowincji w ktorej chcesz sie
          osiedlic w Kanadzie. Pamietaj, ze prowincja Quebec prowadzi swoje wlasna
          polityke imigracyjna, niezalezna od polityki rzadu federalnego Kanady i z tego
          co wiem oni bardzo przychylnie patrza na potencjalnych imigrantow do prowincji,
          szczegolnie jesli mowia oni po francusku.
          Generalnie mowiac emigracja jest powaznym przedsiewzieciem i gwarancji, ze
          szybko sie dorobisz nikt Ci nie da. Sama musisz wlasciwie ocenic swoje
          umiejetnosci, charakter, wytrzymalosc na stres czy podatnosc na depresje w
          przypadku nieuchronnych niepowodzen na poczatku. Moge tylko powiedziec, ze
          ludzie tutaj sa tacy sami (no prawie) jak w Polsce i tez nie zakladaja spodni
          obiema nogami na raz, ani nie posiadaja innych predyspozycji genetycznych (mam
          nadzieje wink )...wiec jezeli oceniasz swoja inteligencje i zaradnosc zyciowa na
          ponad przecietna i nie boisz sie przejsciowych trudnosci to wal do ambasady i
          zlatwiaj papiery...
          • Gość: Azucar Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: 66.207.104.* 26.02.03, 17:56
            Quebec - czy to nie ta prowincja co sie chciala odlaczyc? Podobniez duzo lasow
            tam ostatnio wycinaja, bo wszystko oddali w "dzierzawe" amerykanskim firmom
            papierniczym. Kanada to kraina dobra dla bobra!

            Czy Ty strzelec nie umiesz czytac - "Co robic z wyksztalceniem w Australii"?
            Na chuj komu tu wiadomosci o Krainie Mrozow?
            • Gość: Strzelec Re: Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: 159.231.71.* 26.02.03, 18:05
              Gość portalu: Azucar napisał(a):

              > Quebec - czy to nie ta prowincja co sie chciala odlaczyc? Podobniez duzo
              lasow
              > tam ostatnio wycinaja, bo wszystko oddali w "dzierzawe" amerykanskim firmom
              > papierniczym. Kanada to kraina dobra dla bobra!
              >
              > Czy Ty strzelec nie umiesz czytac - "Co robic z wyksztalceniem w Australii"?
              > Na chuj komu tu wiadomosci o Krainie Mrozow?

              Z czytaniem to najwyrazniej Ty masz problemy bo zostalem zapytany o Quebec,
              wiec o Quebe'cu mowilem. No ale skoro juz uraczyles nas wszysskich w sposob
              elwokwentny swoja wiedza o Kanadzie (Kanada to kraina dobra dla bobra! Quebec
              chcial sie odlaczyc), to powiedz nam co Ty w tej Kanadzie robisz, bo piszesz
              przeciez z Hamilton, Ontario ?
          • Gość: reksio co do Quebecu... IP: 194.3.93.* 26.02.03, 18:05
            ...to nie jest tam aż tak różowo, moi przebojowi znajomi ciężko tam walczą od
            jakiś 2 lat, silne i przebojowe osoby,
            no i jedzenie jest tam paskudne,
            no i ta zima, w Polsce był niedawno reportaż, jak chyba w 1992 burza lodowa
            zerwała linie i ludzie w zimie siedzieli bez prądu
            ja to się obawiam, że są tam silne wpływy USA, takie jak nieograniczona
            konsumpcja, skupianie się na kupowaniu coraz to nowych wersji samochodów i
            sprzętów
            taki model życia zupełnie mi nie odpowiada, nie zależy mi na dorobieniu się,
            ale na spokojnej emeryturze
            • Gość: Strzelec Re: co do Quebecu... IP: 159.231.71.* 26.02.03, 18:24
              Gość portalu: reksio napisał(a):

              > ...to nie jest tam aż tak różowo, moi przebojowi znajomi ciężko tam walczą od
              > jakiś 2 lat, silne i przebojowe osoby,
              > no i jedzenie jest tam paskudne,
              > no i ta zima, w Polsce był niedawno reportaż, jak chyba w 1992 burza lodowa
              > zerwała linie i ludzie w zimie siedzieli bez prądu
              > ja to się obawiam, że są tam silne wpływy USA, takie jak nieograniczona
              > konsumpcja, skupianie się na kupowaniu coraz to nowych wersji samochodów i
              > sprzętów
              > taki model życia zupełnie mi nie odpowiada, nie zależy mi na dorobieniu się,
              > ale na spokojnej emeryturze

              No racja, rozowo tam rzeczywiscie nie jest. Zimy ostre, burze lodowe, same
              kleski zywiolowe. W Stanach podobnie co raz jakies tornado dachy z domow zrywa,
              w Czechach tez nie lepiej bo powodzie, w Polsce podobnie...
              No i samo zycie tez nielatwe, przebojowi ludzie musze ciezko walczyc,
              szczegolnie z tymi silnymi wplywami amerykanskimi i nieograniczona konsumpcja,
              w koncu kupowanie coraz to nowych wersji samochodow i sprzetu istotnie kazdego
              moze wykonczyc...ale to w Quebec'u chyba tak jest tylko, ale co ja tam wiem...w
              kazdym razie tutaj w Ontario, dokladniej w Toronto, tak rozgladam sie naokolo
              posrod znajomych i jakos nie widze, zeby byli szczegolnie zmeczeni...ot
              regularna praca od 9 do 17, najwiekszy problem na ogol z tym gdzie na wakacje w
              danym roku pojechac, do Meksyku, na Floryde, a moze do Kostaryki ?...i czy nowy
              samochod kupic w tym roku, czy w nastepnym...to na prawde wszystko razem bardzo
              stresujace, najlepiej chyba jednak zostac w kraju cieszyc sie tym co sie ma i
              przestac marzyc o raju na ziemi, najlepiej za darmo i z gwarancjami od samego
              pana Boga ze bedzie cacy...
              • Gość: reksio Re: co do Quebecu... IP: 194.3.93.* 26.02.03, 18:35
                najlepiej chyba jednak zostac w kraju cieszyc sie tym co sie ma i
                > przestac marzyc o raju na ziemi, najlepiej za darmo i z gwarancjami od samego
                > pana Boga ze bedzie cacy...

                mam na myśli początkową pracę na cały etat + jednoczesne studiowanie, żeby
                nostryfikować jakoś te dyplomy, rząd nie wszyskim daje na studia
                albo inną wersję: pracę na 2 etaty przez 2 lata, studiowanie przez następne 2
                lata i życie z oszczędności
                plus prace domowe związane z podnoszeniem kwalifikacji, przygotowaniem do
                egzaminów itp.

                do pracy od 9-17 tak od razu to się chyba nie dochodzi

                ja byłam emigrantką już 6 lat gdzie indziej, i sypiałam po 3 godziny przez 2
                lata, żeby do czegoś dojść

                • Gość: Strzelec Re: co do Quebecu... IP: 159.231.71.* 26.02.03, 19:14
                  Gość portalu: reksio napisał(a):

                  > najlepiej chyba jednak zostac w kraju cieszyc sie tym co sie ma i
                  > > przestac marzyc o raju na ziemi, najlepiej za darmo i z gwarancjami od sam
                  > ego
                  > > pana Boga ze bedzie cacy...
                  >
                  > mam na myśli początkową pracę na cały etat + jednoczesne studiowanie, żeby
                  > nostryfikować jakoś te dyplomy, rząd nie wszyskim daje na studia
                  > albo inną wersję: pracę na 2 etaty przez 2 lata, studiowanie przez następne 2
                  > lata i życie z oszczędności
                  > plus prace domowe związane z podnoszeniem kwalifikacji, przygotowaniem do
                  > egzaminów itp.
                  >
                  > do pracy od 9-17 tak od razu to się chyba nie dochodzi
                  >
                  > ja byłam emigrantką już 6 lat gdzie indziej, i sypiałam po 3 godziny przez 2
                  > lata, żeby do czegoś dojść
                  >

                  No i w tym wlasnie jest nieporozumienie. Po pierwsze, studia magisterskie, czy
                  generalnie "graduate degree" mozna zrobic w pelnym wymiarze godzin bez pomocy
                  rzadu. Nie wiem jak jest w Quebec'u ale na uniwersytecie w Toronto, studenci
                  na "graduate studies" moga z latwoscia dostac stypendium bezzwrotne, plus
                  asystenture. Wiem, bo sam tak nostryfikowalem dyplom i zrobilem drugie
                  magisterium. Jesli Twoi przebojowi znajomi w Quebec'u jeszcze sie nie
                  zorientowali w tego typu mozliwosciach to moze nalezy zaczac kwestionowac ich
                  przebojowosc i mniemanie o sobie. Sam znam Polki tutaj w Toronto, ktore majac
                  rodziny zrobily w pelnym wymiarze godzin studa doktoranckie.
                  Do tego dochodza mozliwosci oferowane przez wiele korporacji. Firma dla ktorej
                  pracuje dofinansowuje pracownikow, ktorzy zaocznie robia studia, nie mowiac juz
                  o takiej normalce jak wszelkiego rodzaju kursy zawodowe, komputerowe i z
                  zarzadzania i finansow do ktorych pracownicy sa zachecani i ktore sa przez
                  firme oplacane.
                  Moze w tym wszystkim potrzeba mniej tej przebojowosci ktora rzekomo Twoi
                  znajomi posiadaja, a wiecej stapania nogami po ziemi...zreszta czy ktos kto tak
                  walczy i meczy sie, na prawde wierzy w to, ze jest przebojowy, cokolwiek by to
                  slowo znaczylo...
              • Gość: Azucar Re: co do Quebecu... IP: 66.207.104.* 26.02.03, 18:41
                Po co ludziom samochody w Toronto? Przeciez dwie linie metra chodza, nie?
                • voytek74 Re: co do Quebecu... 26.02.03, 18:55
                  Gość portalu: Azucar napisał(a):

                  > Po co ludziom samochody w Toronto? Przeciez dwie linie metra chodza, nie?
                  Dwie i pol kolego, dwie i pol. A do Reksia, gdzie to paskudne zarcie w
                  Montrealu? Quebec ma wspaniala kuchnie a restauracje w Montrealu to tylko
                  paluszki lizac.
                  • Gość: gadula Re: co do Quebecu... IP: *.sympatico.ca 27.02.03, 03:20
                    Quebec ma najwyzsze podatki per capita w Kanadzie, kraju zreszta
                    tonacym w dlugach. Z kazdego dolca podatku na obsluge dlugu idzie 32
                    centy! To zwyczajnie trzeci swiat - tartaki, bobry i wysypiska smieci dla
                    Amerykanow, Zoltki i Hindusi ... syf-kila-mogila!
                    Australia to piekny kraj, plaze, swietny klimat, krajobrazy ... lza sie kreci ...
                    • don5 Re: co do Quebecu... HA HA HA HA HA HA! 27.02.03, 03:57
                      Gość portalu: gadula napisał(a):

                      > Quebec ma najwyzsze podatki per capita w Kanadzie, kraju zreszta
                      > tonacym w dlugach. Z kazdego dolca podatku na obsluge dlugu idzie 32
                      > centy! To zwyczajnie trzeci swiat - tartaki, bobry i wysypiska smieci dla
                      > Amerykanow, Zoltki i Hindusi ... syf-kila-mogila!
                      > Australia to piekny kraj, plaze, swietny klimat, krajobrazy ... lza sie
                      kreci .
                      > ..

                      Widocznie nie byles w Australii, podatki tez zajebiste. Kraj ma wieksze
                      zadluzenie per kapita niz Kanada. A ile tam hindusow, arabow i innego odrzutu z
                      trzeciego swiata, glowa by cie zabolala
                      • salceson.kujawski Re: co do Quebecu... HA HA HA HA HA HA! 27.02.03, 04:13
                        wszedzie ten sam syf !!! ale ja robie $$$$$$ mowie wam tylko plumberskie
                        roboty od Canady po Australie,zadne tam komputery i inne bajery,czeba fach
                        miec w recach !!
                    • voytek74 Re: co do Quebecu... 27.02.03, 14:35
                      Gość portalu: gadula napisał(a):

                      > Quebec ma najwyzsze podatki per capita w Kanadzie, kraju zreszta
                      > tonacym w dlugach. Z kazdego dolca podatku na obsluge dlugu idzie 32
                      > centy! To zwyczajnie trzeci swiat - tartaki, bobry i wysypiska smieci dla
                      > Amerykanow, Zoltki i Hindusi ... syf-kila-mogila!
                      > Australia to piekny kraj, plaze, swietny klimat, krajobrazy ... lza sie
                      kreci .
                      > ..
                      22 centy (i tak duzo) a nie 32. Roznica spora. Przespales w jakims widzie
                      ostatnie 3-4 lata?
            • jajecznical do Reksia 27.02.03, 09:16
              Gość portalu: reksio napisał(a):

              > ...to nie jest tam aż tak różowo, moi przebojowi znajomi ciężko tam walczą od
              > jakiś 2 lat, silne i przebojowe osoby,
              > no i jedzenie jest tam paskudne,
              > no i ta zima, w Polsce był niedawno reportaż, jak chyba w 1992 burza lodowa
              > zerwała linie i ludzie w zimie siedzieli bez prądu
              > ja to się obawiam, że są tam silne wpływy USA, takie jak nieograniczona
              > konsumpcja, skupianie się na kupowaniu coraz to nowych wersji samochodów i
              > sprzętów
              > taki model życia zupełnie mi nie odpowiada, nie zależy mi na dorobieniu się,
              > ale na spokojnej emeryturze


              Bez zlosliwosci!Reksiu przeczytaj sobie powyzsza wypowiedz i zastanow sie
              dlaczego osoba ktora tak mysli nie nadaje sie na emigracje.Reksiu nie trac czasu
              bierz zycie za rogi ,ale tam gdzie jestes.Powodzenia.
              • Gość: reksio Re: do Reksia IP: 194.3.93.* 27.02.03, 17:40
                jajecznical napisał:

                > Gość portalu: reksio napisał(a):
                >
                > > ...to nie jest tam aż tak różowo, moi przebojowi znajomi ciężko tam walczą
                > od
                > > jakiś 2 lat, silne i przebojowe osoby,
                > > no i jedzenie jest tam paskudne,
                > > no i ta zima, w Polsce był niedawno reportaż, jak chyba w 1992 burza lodow
                > a
                > > zerwała linie i ludzie w zimie siedzieli bez prądu
                > > ja to się obawiam, że są tam silne wpływy USA, takie jak nieograniczona
                > > konsumpcja, skupianie się na kupowaniu coraz to nowych wersji samochodów i
                >
                > > sprzętów
                > > taki model życia zupełnie mi nie odpowiada, nie zależy mi na dorobieniu si
                > ę,
                > > ale na spokojnej emeryturze
                >
                >
                > Bez zlosliwosci!Reksiu przeczytaj sobie powyzsza wypowiedz i zastanow sie
                > dlaczego osoba ktora tak mysli nie nadaje sie na emigracje.Reksiu nie trac
                czas
                > u
                > bierz zycie za rogi ,ale tam gdzie jestes.Powodzenia.

                BYLAM NA EMIGRACJI 6 LAT. WRÓCIŁAM, BO CHCIAŁAM JEDNAK CZUĆ SIĘ U SIEBIE, ŻYĆ I
                PRACOWAĆ W DEMOKRATYCZNYM I SZYBKO ROZWIJAJĄCYM SIĘ KRAJU, W TO WIERZYŁAM 5
                LAT TEMU, NIE MOGŁAM ZNIEŚĆ MYŚLI, ŻE MOI SŁABSI KOLEDZY ZE STUDIÓW ZACZNĄ
                PRACĘ 2 STANOWISKA WYŻEJ NIŻ JA TYLKO DLATEGO, ŻE MAM POLSKI PASZPORT I POLSKI
                AKCENT.
                DZIŚ WIEM, ŻE MOJA WARTOŚC NA POLSKIM RYNKU PRACY Z WIEKIEM BEDZIE MALAŁA,
                ZAMIAST ROSNĄĆ, GDY PRZEKROCZĘ 45 LAT BĘDZIE RÓWNA '0'.

                NIE WYDAJE MI SIĘ ABY OSOBY WIDZĄCE SAME DOBRE STRONY KRAJU DOCELOWEGO BYŁY
                BARDZIEJ PREDESTYNOWANE DO ULOŻENIA SOBIE TAM ŻYCIA, JA CIĄGLE SIĘ ZASTANAWIAM
                NAD WYBOREM MNIEJSZEGO ZŁA, CZY MNIEJSZE ZŁO CZEKA MNIE W POLSCE CZY W
                KANADZIE, NIE JESTEM NA RAZIE W ZŁEJ SYTUACJI, BO MAM CIEKAWĄ PRACĘ, NA KTÓRĄ
                NIE BĘDĘ MOGŁA LICZYĆ NA EMIGRACJI I TO NIESTETY SPRAWIA, ŻE SIĘ WAHAM

    • Gość: Archer Co robic z wyksztalceniem w Australii? IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 27.02.03, 08:30
      Pani Reksio:

      Pozwoli Pani dwa slowa komentaza do Pani listow:

      „trochę sie znam na handlu z Dalekim Wschodem - czy w Australii macie dużo
      importu z Chin, Korei etc?”

      Import z Azji jest dominujacy. Niektore wyroby, (np. AGD, elektronika) sa
      niemal tylko i wylacznie azjatyckie. Trudno czasami jest znalesc cos zrobionego
      w Europie, Ameryce (polnocnej czy poludniowej) nie mowiac juz o samej
      Australii. Przestrzegal bym jednak przed zbytnim optymizmem. Obok calej gory
      azjatyckich produktow sa w Australii cale tlumy (w wielu wypadkach
      bezrobotnych) fachowcow od ich sprowadzania i marketingu. Konkurencja w tej
      branzy jest, jak sadze, bardzo silna i agresywna. Bez dobrej (“dobrej” to za
      malo – perfekcyjnej) znajomosci angielskiego + jakiegos azjatyckiego jezyka (na
      ogol chinskiego) szanse na start w tym bussinesie sa, sadze, raczej marne.

      “ja to się obawiam, że są tam silne wpływy USA, takie jak nieograniczona
      konsumpcja, skupianie się na kupowaniu coraz to nowych wersji samochodów i
      sprzętów
      taki model życia zupełnie mi nie odpowiada, nie zależy mi na dorobieniu się,
      ale na spokojnej emeryturze”

      Prosze Pania. Niech Pani w takim razie pod zadnym pozorem nie jedzie do
      Australii. Konsumpcyjny midel zycia jest w Australii dominujacy! Spokojna
      emerytura...(?). Well. W pewnym sensie mozna w Australii zyc spokojnie na
      starosc. Zbudowac dom na odludziu i raz na dwa tygodnie wypartywac listonosza z
      wyciagiem z konta bankowego. Na taka starosc trzeba tam jednak przede wszystkim
      miec PIENIADZE!. Duzo pieniedzy! Czyli albo solidny, dlugotrwaly dochod albo
      gigantyczne superannuation. Renta panstwowa to zdecydowanie za malo. Aby te
      pieniadze zarobic trzeba przet kilkanascie/kilkadziesiat lat obracac sie na
      miejscowym, agresywnym(!) rynku pracy.

      “ mam na myśli początkową pracę na cały etat + jednoczesne studiowanie, żeby
      nostryfikować jakoś te dyplomy, rząd nie wszyskim daje na studia albo inną
      wersję: pracę na 2 etaty przez 2 lata, studiowanie przez następne 2 lata i
      życie z oszczędności plus prace domowe związane z podnoszeniem kwalifikacji,
      przygotowaniem do egzaminów itp.
      do pracy od 9-17 tak od razu to się chyba nie dochodzi
      ja byłam emigrantką już 6 lat gdzie indziej, i sypiałam po 3 godziny przez 2
      lata, żeby do czegoś dojść”

      Prosze Pania. Australia jest rajem na Ziemi tylko i wylacznie w telewizji. Jako
      (byla) emigrantka powinna Pani zdawac sobie z tego doskonale sprawe. Poczatkowa
      praca na caly etat to ciezka praca fizyczna za raczej marne pieniadze.
      Dodatkowe studiowanie w takich warunkach to ogromny wysilek, ktory moze dobic
      sie potem powaznym skroceniem czasu spokojnej emerytury. Prosze jednoczesnie
      zauwazyc, ze posiadajac tzw. “temporary visa” (a takie wizy wydawane sa
      nowoprzybylym) bedzie Pani musiala placic za studia. Bedzie tak trwalo przez
      pierwsze 2 lata. Chyba dlatego pomysl z dwuletnia praca a studiowaniem potem
      wydaja mi sie bardziej do rzeczy.
      Nie wiem, w jakim kraju byla Pani emigrantka. Jezeli byly to USA czy Kanada
      (moze Ameryka poludniowa) to - wybierajac Australie - prosze przygotowac sie na
      podobny los. Jezeli byl to jednak ktorys z krajow europejskich to, (z gory
      pryepraszam za to co teraz napisze) prawdziwego “chrztu” (albo raczej piekla)
      pierwszych lat emigracji Pani jeszcze nie przeszla.
      Prosze nie miec zalu za tych pare slow. Chetnie sluze rada jezeli chodzi o
      Australie. Spedzilem tam 11 lat. Teraz mieszkam w Niemczech (albo raczej EU).

      Pozdrowienia,

      Archer
      • Gość: Azucar Strzelec czyli strzal w 10-tke? IP: 66.207.104.* 27.02.03, 16:05
        Gość portalu: Strzelec napisała:

        > Sam znam Polki tutaj w Toronto, ktore majac rodziny zrobily w pelnym wymiarze
        > godzin studa doktoranckie.

        A potem co do tartaku deski sortowac? Lepiej do agencji lody robic!
        Czy one pozniej potracily te rodziny?
        • Gość: Strzelec Re: Strzelec czyli strzal w 10-tke? IP: 159.231.71.* 27.02.03, 16:38
          Gość portalu: Azucar napisał(a):

          > Gość portalu: Strzelec napisała:
          >
          > > Sam znam Polki tutaj w Toronto, ktore majac rodziny zrobily w pelnym wymia
          > rze
          > > godzin studa doktoranckie.
          >
          > A potem co do tartaku deski sortowac? Lepiej do agencji lody robic!
          > Czy one pozniej potracily te rodziny?

          Azucar, gratuluje. Trzymaj tak dalej. Mnie Twoja glupota i prymityw w zaden
          sposob nie przeszkadza, a wrecz buduje. Wiesz dlaczego ? To bardzo
          proste...Kanada stwarza wiele mozliwosci dla tych co nie boja sie wyzwan, maja
          glowe na karku i nie daja sie nabierac na teorie spiskowe tego typu,ze to panie
          anglosasy nie dadza, i ze wogole tutaj jest sam syf i nic nie mozna zrobic.
          Tak nie jest. Ja o tym wiem, i wielu innych tez to wie. Ale ludzie tacy jak Ty
          sa tez potrzebni. I nic to, ze siedza w swoim getcie, burakowie, nic nie
          rozumieja i tak na prawde nie znaja tego kraju, w nic nie wierza i opluwaja
          wszystkich naokolo. Bo i tak musza jesc, gdzies mieszkac, wypic itd. innymi
          slowy, tak czy owak te ekonomie napedzaja, na swoj sposob. A ja zyje znacznie
          lepiej, i w swojej niszy mam bardzo mala konkurencje, wlasnie dzieki takim
          burakom jak Ty. Im takich wiecej, tym lepiej dla mnie. Polski burak nigdy nie
          zrozumie, ze jego buractwo szkodzi tylko i wylacznie jemu samemu i nikomu
          wiecej. Wszyscy inni i tak w taki czy inny sposob z buractwa buraka korzysta,
          choc watpie czy jestes w stanie to zrozumiec. Dla burakow teorie o spiskach
          antypolskich i ogolnej niemoznosci zrobienia czegokolwiek, malkontenctwo i
          prymitywne teorie egzystencji sa potrzebne jak powietrze i woda. W przeciwnym
          wypadku musieliby zderzyc sie z bolesna rzeczywistoscia, ze sa niedorajdami
          zyciowymi.
          • quipster Re: Strzelec czyli strzal w 10-tke? 27.02.03, 17:16
            Gość portalu: Strzelec napisał(a):

            > i w swojej niszy mam bardzo mala konkurencje

            Czy to jest ta nisza, w ktorej jest kubel, mop i sciera? Oops - tu konkurencja
            jest bardzo duza!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka