Dodaj do ulubionych

jakosc zycia polskiego emigranta w UK:

14.09.07, 20:55
czyli jak mniej wiecej wyglada zycie swiezo upieczonego, przecietnego
'polskiego anglika':

"Posted - 8/5/2007 5:26:13 AM Art, ponizej odpowiedzi na pytania:
1. Praca - obecnie oboje z zona pracujemy w tej samej fabryce, jest to Apple
Computer, budujemy, testujemy i pakujemy komputery, praca odbywa sie systemem
zmianowym - 3 x 12godz bazowo plus ewentualne nadgodziny, ja pracuje na
zmianie B a zona na A, takze kiedy ja pracuje zona jest w domu z naszym synem
i na odwrot, jesli mamy jakies nadgodziny to juniorem zajmuje sie albo moja
siostra albo szwagier bez oplat za opiekesmile, praca nie jest ciezka, prawie
zero odpowiedzialnosci, bazowa placa to jakies 400 euro na tydzien na reke, z
dodatkowym dniem nadgodzin - ok. 600 euro, z tym ze ostatnio nadgodziny
zdarzaja sie dosc rzadko; niestety nie popracujemy tam juz dlugo, poniewaz
Apple wlasnie przeniosl produkcje iMaca bodajze do Czech i wszyscy pracownicy
zatrudnieni na czas okreslony zostana zwolnieni w przeciagu najblizszego
miesiaca, moja zona w zasadzie i tak odchodzi niebawem z uwagi na narodziny
corki w pazdzierniku a ja bede musial znalezc inna prace, jestem wlasnie w
trakcie poszukiwan; czyli podsumowujac: w tym momencie pracuje 3 dni w
tygodniu po 12 godz, dojazd do pracy zajmuje mi ok. 20-30 min do pracy i tyle
samo z powrotem, identyczna sytuacja w przypadku zony, dzieckiem zajmujemy sie
na zmiane, ewentualnie nieodplatnie ktos z rodziny; co do wsparcia od rzadu to
pobieramy "child benefit" - 160 euro miesiecznie plus dodatkowe 250 euro na
kwartal dopoki dziecko nie skonczy 6-ciu lat, no i teraz po urodzeniu sie
dziecka przez 26 tygodni zona bedzie pobierac ok. 250 euro tygodniowo z social
welfare w ramach urlopu macierzynskiego oraz automatycznie te same benefity co
w przypadku naszego syna

2. Czas wolny - wspolny caly dzien to tylko niedziela, jako ze jesli ja np.
pracuje pon., wto., sro., zona pracuje czw., piat., sob., te dni pracy
zmieniaja nam sie kazdego miesiaca i wtedy pracujemy odwrotnie - ja koniec
tygodnia, zona - poczatek; wspolny posilek to przewaznie kolacja, w niedziele
- w zaleznosci od pogody, bo tu bardzo czesto pada - wybieramy sie gdzies w
teren, nad atlantyk (plaze i klify ok. 40 km) lub do przyleglego Kerry County
- malownicze gory (niezbyt wysokie), parki narodowe, samochodowe trasy
widokowe, zamki, twierdze itp.; co do znajomych to mamy kilka osob z ktorymi
utrzymujemy kontakty, najblizej chyba z sasiadami polakami, tez maja syna w
tym samym wieku co nasz takze razem sie bawia kilka dni w tygodniu

3. Samochod - 9-cio letnie volvo s40, ubezpieczenie "comprehensive" - 1000
euro/rok (mam 50% znizki), motor tax - 500 euro/rok, paliwo - ok. 150-200
euro/miesiac (litr benzyny miedzy 1,15-1,20euro)

4. Urlop - 20 lub 21 dni platnego urlopu (nie jestem pewien bo cos tam wzrasta
w miare przepracowanych lat), w Polsce mialem 26sad

5. Rodzina w Polsce - to rodzice przede wszystkim, jak najbardziej bedziemy
tesknic, z tym ze zarowno my jak i oni przyzwyczaili sie juz, ze przyjezdzamy
"od swieta" takze mysle, ze jakos bysmy to zorganizowali

6. Co do naszego podejscia do wyjazdu to Wasze wypowiedzi juz dawno go
"zmacily"smile, prawde mowiac w chwili obecnej jesli trafiam na jakas fajna
oferte pracy w Polsce to wysylam tam CV, rozwazamy taki krok rowniez, po
prostu w Polsce nie startowalibysmy juz od zera, mamy wlasne mieszkanie i
troche oszczednosci, mysle, ze moglibysmy nawet rozpoczac budowe domu bazujac
na wlasnych oszczednosciach na razie; takze tak to wyglada w tym momencie,
bierzemy pod uwage rozne mozliwosci bez podejmowania konkretnej decyzji na
razie, nasz powrot do Polski jest uzalezniony od tego czy uda mi sie znalezc
prace za odpowiednie wynagrodzenie, ustalilismy minimum na 1200 euro
miesiecznie co z nizszymi kosztami utrzymania pozwoliloby nam na przyzwoite
zycie (zona najprawdopodobniej nastepny rok spedzi w domu), bierzemy rowniez
pod uwage spedzenie jeszcze jakiegos czasu w irlandii, a co do Kanady - no coz
- jesli przejdziemy proces emigracyjny to i tak najprawdopodobniej sie tam
wybierzemy, jesli nie na stale to chociazby zeby postawic Wam jakis obiad za
Wasza pomoc, a noz sie cos zmieni w ciagu nastepnych 2-3-ech latsmile, pozyjemy -
zobaczymysmile

pozdrawiam"
Obserwuj wątek
    • polonus5 Re: jakosc zycia polskiego emigranta w UK: 14.09.07, 22:18
      he,he,he brawo tylko sie cieszyc
      • za_morzem Re: jakosc zycia polskiego emigranta w UK: 14.09.07, 22:28
        polonus5 napisała:

        > he,he,he brawo tylko sie cieszyc


        pewnie,
        tu masz przyklad z czego naprawde mozna sie cieszyc:

        "Kanada - moje Eldorado
        Autor: gosia0555 22.08.07, 05:12
        Dodaj do ulubionych
        Odpowiedz cytując Odpowiedz

        Witam Wszystkich,
        Przyjechalam do Kanady(BC)stosunkowo niedawno. Zaraz po otrzymaniu
        PR i SIN'u przystapilam z zapalem do szukania pracy. Mam wyzsze
        wyksztalcenie ekonomiczne - specjalnosc rachunkowosc, znam bardzo
        dobrze angielski, mam wieloletnie doswiadczenie zawodowe na
        stanowisku glownego ksiegowego w polskim oddziale brytyjskiej firmy.
        O ja naiwna, probowalam znalezc prace w swoim zawodzie. Myslalam, ze
        to wystarczy aby zaczac jako asystent ksiegowego, nawet pomocnik
        pomocnika ksiegowego /chocby z wynagrodzeniem 9-10$/godz/. Nic z
        tego. Napotkalam przeszkody nie do pokonania. Po pierwsze: brak
        KANADYJSKIEGO doswiadczenia zawodowego - ( tutaj zadne doswiadczenie
        zagraniczne sie nie liczy!!!!!!!!!!.) Po drugie: brak KANADYJSKIECH
        REFERENCJI ZAWODOWYCH. To jest zamkniete kolo. Jak je przelamac?
        Oczywista jest dla mnie koniecznosc zdobycia miejscowych uprawnien
        zawodowych. Ale na to potrzebuje co najmniej roku, moze dwoch lat i
        wydania kilku tysiecy dolarow. W tym czasie pracujac "gdziekolwiek
        za 8$/godz" bede sie tylko oddalac od swojego zawodu.
        Znalazlam w internecie na www.discovervancouver.com/forum/ nasz
        polski watek zatytulowany Polish People, poswiecony warunkom zycia i
        pracy tutaj, ale nie znalazlam konkretnej odpowiedzi na moje
        pytanie.
        Znalazlam tez nowe forum www.forum.polacyivancouver.com/ale forum
        dopiero powstaje.
        Chcialabym wiedziec, czy inne osoby (zwlaszcza w BC) rowniez
        napotykaly / napotykaja na takie przeszkody. Jak sobie
        poradziliscie / radzicie?
        Pozdrawiam wszystkich."


        "Re: Kanada - moje Eldorado
        Autor: gosia0555 28.08.07, 08:03
        Dodaj do ulubionych
        Odpowiedz cytując Odpowiedz

        Czesc,
        Nie pisalam przez kilka dni, bylam zajeta znalezieniem "survival
        job" za 8$/godz. w wymiarze czasu pracy - nieznanym, bo tutaj
        pracownicy na najnizszych stanowiskach w hotelach, sklepach, malych
        firmach produkcyjnych, czyli tam gdzie mozna znalezc zatrudnienie,
        nie maja gwarancji stalej chocby minimalnej liczby godzin pracy, w
        zwiazku z tym nie znaja wysokosci swoich przyszlych dochodow. To sie
        nazywa "part time", na "full time",co zwykle oznacza gwarantowane 30
        godzin tygodniowo, trzeba sobie zasluzyc, pracujac np. przez rok. W
        tym czasie trzeba sobie znalezc inny "part tume" i jakos zarabiac na
        zycie. Trzeba tez samemu zaplacic za ubezpiecznie medyczne i
        ewentualnie dentystyczne. Oplata miesieczna za podstawowe medyczne
        obecnie wynosi w BC miesiecznie okolo 58$. A wiec nie ma bezplatnej
        opieki medycznej. Takie sa realia dla osob znajacych angielski na
        poziomie co najmniej intermediate/advanced (ESL 5.5/6 w skali 0-9).
        NIE WAZNE JEST JAKIE TE OSOBY MAJA KWALIFIKACJE. I co ciekawsze mimo
        deklarowango niskiego poziomu bezrobocia w BC, konkurencja duza, bo
        naplyw imigrantow z calego swiata bardzo intensywny. W efekcie
        czasem okazuje sie , ze pracujacy obok Azjata jest inzynierem z
        Japonii (autentyczne moje doswiadczenie).
        Ostatecznie moje poszukiwania ww pracy zakonczyly sie sukcesem.
        Pracuje, niestety nie w zawodzie. Tak wiec musze zrobic wszystko aby
        sie w tej pracy utrzymac i zarobic na kanadyjskie wyksztalcenie.
        Wszystkim, ktorzy odpowiedzieli na moj post, bardzo dziekuje. Bardzo
        cenne uwagi, podobne proby podejmowalam, moze ze zbyt slaba
        intensywnoscia.
        Herbercie, nie zamieszczalam swojego resume w sieci. Ciekawa jestem
        czy Ci sie udalo ta droga znalezc prace.
        PalOma, na dzialalnosc "publiczna" tu potrzebna jest licenja i
        lokalne uprawnienia zawodowe. Tak wiec najpierw CGA. To jest
        stowarzyszenie zawodowe, roczna skladka przynaleznosci do "KLUBU"
        okolo 600$ + obowiazkowo co najmniej jeden "kurs" rocznie za okolo
        700-1100$. Wtedy ma sie statut studenta i mozna wejsc w zycie
        miejscowej spolecznosci ksiegowych, i zaczac zdobywac kontakty
        zawodowe. To oczywiscie nie gwarantuje znalezienia pracy, ale
        wiadomo, ze najskuteczniejszy jest "networking".

        Bibliotekarzu, ja kiedys do Ciebie pisalam bedac jeszcze w Polsce,
        jeszcze raz dziekuje Ci za Twoja dluga i wyczerpujaca odpowiedz.
        Dzieki temu przed wyjazdem zaczelam przygotowania do zycia w
        Kanadzie. Przywiozlam ze soba wszystkie potrzebne dokumenty z
        tlumaczeniami ( duza oszczednosc, bo tutaj to bardzo drogie uslugi).
        Szukanie pracy w Kanadzie bedac zagranica jest nieskuteczne -
        pracodawcy na takie oferty nie odpowiadaja. Po prostu maja
        wystarczjaca liczbe ofert z terenu Kanady.
        Po przyjezdzie, konieczne jest okolo 3-4 tygodniowe oczekiwanie na
        PR i SIN. Sa one niezbedne gdy sklada sie wstepna aplikacje do CGA.
        Ja mialam nadzieje, ze uda mi sie mimo wszystko znalezc prace w
        rachunkowosci zanim zaczne proces zdobywania lokalnych uprawnien. Po
        kilku interview, wiem, ze jest to obecnie bardzo malo prawdopodobne.
        Stracilam tylko czas. Obecnie czekam na wstepna ocene przez CGA
        moich polskich kwalifikacji. Czekam juz 4 tygodnie. Od tego zaleza
        moje dalsze kroki.

        Z wiarygodnych zrodel wiem, ze po przyjezdzie do BC, prace w swoim
        zawodzie znajduje tylko 5% nowo przybylych imigrantow (kategorii
        skilled workers), okolo 10% pracuje w zawodach okreslanych "related
        to..." a pozostale 85% zaczyna od pracy "low job".

        Dradamie, proces organizowania sobie zycia w Kanadzie bylby
        latwiejszy i skuteczniejszy gdyby warunki zycia byly dogodniejsze.
        Ale nie mamy na mnie wplywu, prawda?

        pozdrawiam Wszystkich
        Gosia

        Aha, jak juz zdobede moje "CGA designation" to oczywiscie zaloze
        wlasna firme ksiegowa. Obiecuje znizke za uslugi dla Polakow."



        21 jeden dni urlopu?
        buheheheheheheheheheheheheheh.
        • polonus5 Re: zawsze sa dwie strony medalu ty znasz jedna 14.09.07, 22:32
          Wyjeżdżającym nikt nie obiecywał raju. Niektórzy rzeczywiście
          dotarli do piekła, lądując w Londynie na chodnikowych płytach w
          zaułkach Hammersmith i Fulham. Inni swój kres odnaleźli w szkockich
          przytułkach dla bezdomnych. Jeszcze inni trafili na zaplecza miast,
          zasilając grono stałych bywalców odbytnicy każdej większej
          metropolii: menelską, zdegenerowaną społeczność włóczęgów, pijaków i
          narkomanów.
          Lecz część emigrantów przez piekło przeszła, by na końcu odbić się
          od dna i wypłynąć na powierzchnię. Ci nie ukrywają, że ich wędrówka
          często przypominała spacer po ostrzu noża. Od ławki w parku, przez
          przytułek dla bezdomnych, po hostel dla wykolejeńców, skąd uciekali
          do obskurnych, tanich nor, niekiedy pozbawionych podłóg, a czasem
          nawet pozbawionych gazu czy prądu. Mimo to krok po kroku robili to,
          na co w Polsce nie mieli szans: odgryzali się życiu.
          Wreszcie, po roku czy dwóch, lądowali w dwu-, trzypokojowych
          mieszkaniach w przyzwoitych domach, na obrzeżach małych, sennych
          miasteczek, rozsianych po brytyjskiej czy irlandzkiej prowincji -
          albo w samym sercu Dublinu, Glasgow, Liverpoolu, Bristolu, Sheffield
          czy Londynu. Teraz ściągają z Polski narzeczone, żony i dzieci.
          Kawalerowie żenią się, panny wychodzą za mąż, rodziny się
          powiększają. Z wolna wtapiają się w otoczenie.
          Nie czują się za swój kraj odpowiedzialni. Zapominają - może nigdy
          nie przyszło im do głów - że to oni są Polską. Wykluczeni z szans na
          przyszłość nad Wisłą, dziś budują dobrobyt Szkocji, Anglii, Walii.
          Rozwój gospodarczy Irlandia w znacznej mierze zawdzięcza chętnym do
          pracy Polakom. Cóż w tym dziwnego, że o emigrantach powszechnie mówi
          się: "dar dla obcych, troska dla swoich".
          Zarazem dzisiejsza społeczność emigrancka wydaje się odcinać od
          sedna, czyli od refleksji dotykających pojęcia
          patriotyzmu. "Wyjechałem, bo mój patriotyzm jakoś nie chciał
          zapłacić moich rachunków!" - tę gniewną uwagę nadto często usłyszeć
          można w dyskusjach poświęconych współczesnemu pojmowaniu miłości
          ojczyzny.
          Jasne, że patriotyzm rachunków nie zapłaci. Z drugiej strony: czy
          odcięcie się od korzeni pozwoli emigrantom zbudować bezpieczną
          przystań na obcej ziemi? Czy zdołają ocalić tożsamość? A jeśli nie,
          czym zamierzają ją zastąpić?
          Proszę nie posądzać mnie o zamiar oklaskiwania ludzi nawołujących
          rodaków przebywających za granicą do owinięcia się w biało-czerwone
          flagi i do publicznego przechadzania się z nimi tu i tam. Ale dla
          emigrantów kwestia zachowania narodowej tożsamość stanowi problem
          niebagatelny, nawet jeśli nie chcą o tym myśleć, bo nie zdają sobie
          sprawy z zagrożeń, jakie na nich czyhają. Tożsamość to w ogóle nie
          byle co. Tożsamość jest ważna, na obczyźnie dalece ważniejsza niż w
          kraju.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=209&w=68888110
        • polonus5 Kanada - moje Eldorado 14.09.07, 22:38
          za_morzem napisał:


          tu masz przyklad z czego naprawde mozna sie cieszyc:
          >
          > "Kanada - moje Eldorado
          > Autor: gosia0555 22.08.07, 05:12
          > Dodaj do ulubionych
          > Odpowiedz cytując Odpowiedz
          >
          > Witam Wszystkich,
          > Przyjechalam do Kanady(BC)stosunkowo niedawno. Zaraz po otrzymaniu
          > PR i SIN'u przystapilam z zapalem do szukania pracy. Mam wyzsze
          > wyksztalcenie ekonomiczne - specjalnosc rachunkowosc, znam bardzo
          > dobrze angielski, mam wieloletnie doswiadczenie zawodowe na
          > stanowisku glownego ksiegowego w polskim oddziale brytyjskiej
          firmy.
          > O ja naiwna, probowalam znalezc prace w swoim zawodzie. Myslalam,
          ze
          > to wystarczy aby zaczac jako asystent ksiegowego, nawet pomocnik
          > pomocnika ksiegowego /chocby z wynagrodzeniem 9-10$/godz/. Nic z
          > tego. Napotkalam przeszkody nie do pokonania. Po pierwsze: brak
          > KANADYJSKIEGO doswiadczenia zawodowego - ( tutaj zadne
          doswiadczenie
          > zagraniczne sie nie liczy!!!!!!!!!!.) Po drugie: brak KANADYJSKIECH
          > REFERENCJI ZAWODOWYCH. To jest zamkniete kolo. Jak je przelamac?
          > Oczywista jest dla mnie koniecznosc zdobycia miejscowych uprawnien
          > zawodowych. Ale na to potrzebuje co najmniej roku, moze dwoch lat i
          > wydania kilku tysiecy dolarow. W tym czasie pracujac "gdziekolwiek
          > za 8$/godz" bede sie tylko oddalac od swojego zawodu.
          > Znalazlam w internecie na www.discovervancouver.com/forum/ nasz
          > polski watek zatytulowany Polish People, poswiecony warunkom zycia
          i
          > pracy tutaj, ale nie znalazlam konkretnej odpowiedzi na moje
          > pytanie.
          > Znalazlam tez nowe forum www.forum.polacyivancouver.com/ale forum
          > dopiero powstaje.
          > Chcialabym wiedziec, czy inne osoby (zwlaszcza w BC) rowniez
          > napotykaly / napotykaja na takie przeszkody. Jak sobie
          > poradziliscie / radzicie?
          > Pozdrawiam wszystkich."

          =====================================================================
          Jesli stawiasz sie w takich samych realiach jak opisujacy
          swoje "tepe" przypadki
          na podanej przez Ciebie idiotycznej stronie .....nalezy Ci tylko
          dolozyc takich
          samych watkow jakie odczytujesz na tej stronie ...a teraz bez jaj ,
          doloz nieco
          wysilku i zobacz czym sie chcesz sprzedac , jakie realia stoja przed
          Toba ,
          zadasz wszystkiego dla siebie a co Ty masz do zaoferowania !!!
          Ludzie zmieniaja zawody , profesje , zmieniaja miejsca pobytu tylko
          po to aby
          swoje mozliwosci zawodowe spelnic , nie wszedzie stwarzane sa takie
          same warunki
          ekonomiczne , rozwoj na dzien dzisiejszy jest w zachodnich
          prowincjach co wcale
          nie oznacza , ze pracy brak jest w Ontario , jeden region ma
          mocniejsza baze od
          drugiego i takie sa realia gospodarcze Kanady , Stanow ,
          Anglii ......i Polski
          rowniez i jak zauwazam to nie potrafisz sie adoptowac w tych
          zmieniajacych sie
          realiach .
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=209&w=66878425&wv.x=1&v=2&s=0

    • dis_and_dat_kid Re: jakosc zycia polskiego emigranta w UK: 15.09.07, 02:35
      za_morzem napisał:

      > czyli jak mniej wiecej wyglada zycie swiezo upieczonego, przecietnego
      > 'polskiego anglika':
      >

      od kiedy w UK uzywa sie Euro?

      zupelnie jakby ktos pisal o Kanadzie i uzywal przykladow z US, albo o NZ i
      powolywal sie na Australie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka